XI Zlot sudecki - relacja/e

Coś się gdzieś dzieje ciekawego? Jeżeli wiesz o jakiejś imprezie, sam ją organizujesz albo chciałbyś zorganizować - daj znać!
Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3293
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

XI Zlot sudecki - relacja/e

Postautor: Pudelek » 02-03-2015 17:36

Na razie podejrzana cisza w temacie o zlocie, więc pozwolę sobie tutaj założyć osobny temat na relację ze zlotu z mojej perspektywy (oczywiście każdy może tutaj dodać swoją relację lub zdjęcia). :)

Spotykamy się z częścią ekipy na dworcu autobusowym we Wrocławiu w piątkowe popołudnie - i niemal od razu ujawnia się licho, zapewne sprowokowane przez Sebę, który kracze, że coś się zepsuje, nie pojedzie albo inne takie tam... 8) Na dworcu ciężko znaleźć rozpiskę aktualnych odjazdów, bo jest tylko rozpiska... przyszłych. Idziemy więc na peron, który okazuje się niewłaściwy (bo przyszły) i dopiero po pół godzinie Seba odcyfrowuje mamrotanie kogoś przez głośnik, że coś dla nas jedzie z innego peronu. Co najmniej jeden autobus nam przepadł, ale dobrze, że jest drugi :)

W Sobótce (Zobten) usiłujemy odnaleźć jakiś lokal - niestety, gastronomią miejscowość nie grzeszy, a w ogóle wygląda na wpół wymarłą (w końcu to piątek wieczór). Tylko przy rynku coś działa - restauracja i pizzeria, żadna w naszym klimacie. Ostatecznie siadamy w pizzerii.

Obrazek

Jedzenie nawet smaczne, choć Karolina zamawiając zupę pomidorową dostała... keczup na talerzu :D
Obrazek

Z rynku do Domu Turysty pod Wieżycą jest ze 2 kilometry, więc docieramy tam szybko. W jadalni jest już cała grupa, wkrótce pojawiają się jeszcze następni.
Obrazek

Jest oczywiście uroczyste odśpiewanie hymnu ;)
Obrazek

Po przenosinach do pokoi największym powodzeniem cieszy się osobnik czworonożny...
Obrazek
Obrazek

...choć i przedtem był noszony na rękach ;)
Obrazek

Sobotnia pobudka jest, jak na zlot, dość wczesna - po 9-tej wychodzimy pierwsi z budynku. Można za jasnego spojrzeć na obiekt wybudowany w 1927 roku jako Blücherbaude, aby nieco odciążyć schronisko na Ślęży.
Obrazek

Gdy byłem tutaj w 2008 roku obiekt był biały i ogólnie mało sympatyczny - na szczęście to się zmieniło.
Obrazek

Złazimy w dół tak jak tutaj przyszliśmy... Sobótka w słońcu, ale widoczność słaba.
Obrazek

Mijamy starożytną rzeźbę kultową - Mnicha (Mönch), który kiedyś stał zupełnie gdzie indziej.
Obrazek

Dochodzimy do przystanku autobusowego - i w tym momencie licho objawia się w postaci starszego faceta, który mówi nam, że stamtąd nic nie pojedzie! Po chwili zjawia się jednak bus, ale ma tabliczkę "Sobótka Zachodnia", a nie "Przełęcz Tąpadła"... zdezorientowani lichem nie wchodzimy i okazuje się, że to jednak był nasz niedoszły transport!

Nie pozostaje nam nic innego, jak kląć w niebogłosy i ruszyć z buta.
Obrazek

Razem z Kamką i Iwoną, które dołaczyły do nas na przystanku, dochodzimy do nieodległych Strzegomian (Striegelmühle). Czekamy tam na kolejnym przystanku na bus, który był w rozkładzie jazdy przyklejonym w Sobótce. Oczywiście nic się nie pojawia...
Obrazek

Dzielimy się na trzy grupy, aby łatwiej złapać stopa. Nasza trójka, czyli Eco, Inez i autor tekstu, idziemy jako ostatni, podziwiając miejscową architekturę.

Jest dawna szkoła (lub pastorówka).
Obrazek

Zabytkowy spichlerz z XVIII wieku, część folwarku.
Obrazek

Za wsią łapiemy stopa i mijamy dwie pozostałe grupy - żeby jednak nie było idealnie, stop dowozi nas za daleko: do Sulistrowiczek, zamiast Sulistrowic. No cóż, przy tych nazwach łatwo się pomylić. Musimy się zatem cofnąć o jakieś dwa kilometry - podziwiamy Ośrodek Wypoczynku Weekendowego...
Obrazek

...i Zalew Sulistrowicki ze spuszczoną w 2013 wodą (podmyła wał zapory i nie ma kasy na jego remont). A Ślęża w chmurach.
Obrazek

W Sulistrowicach (Gross Silsterwitz, od 1937 Senkenberg) znajduje się baro-sklep. To nasz główny punkt posiłkowy ;)
Obrazek

Mimo, że musieliśmy się cofnąć i tak dotarliśmy pierwsi - dwie pozostałe grupy złapać stopa nie dały rady ;) W środku jedzenie smaczne, ceny dobre i tylko gospodarz jakiś taki zafuczały...
Obrazek

Z Sulistrowic ponownie do Sulistrowiczek (Klein Silsterwitz, od 1937 Silingtal). Język można połamać.

Miał tu być otwarty sklep, jest zamknięty. Ogólnie miejscowość wygląda na mocno zapuszczoną.
Obrazek

Najciekawsze są ruiny parku Wenecja - powstał on na początku XX wieku jako część uzdrowiska przy Potoku Sulistrowickim. Obecnie jest zdziczały, ogrodzenie rozebrano, ale ocalały m.in. zabytkowe bramy, w które wmurowano elementy pochodzące z nagrobka rodziny von Schönaich-Carolath ze Słupic (Schlaupitz).
Obrazek
Obrazek

Są też dawne kaskady.
Obrazek
Obrazek

Za parkiem wchodzimy na szlak... kieliszkowy.
Obrazek

Po drodze rezerwat Łąka Sulistrowicka...
Obrazek

Rozpoczyna się górska część trasy - w górę, w dół, w kierunku Raduni (Geiersberg).
Obrazek

Licho jednak nie odpuszcza - jakiś czas temu zmieniono przebieg szlaku, nie wchodzi on już na szczyt, więc Radunię nieco nieświadomie mijamy... dobrze, że jest chociaż widok na Ślężę.
Obrazek

Szukamy jakiegoś miejsca na popas - skoro Radunia odpada, najbliższa jest przełęcz Tąpadła. Naszym oczom ukazuje się samochodowy horror!
Obrazek

Za drogą jest jednak teren "rekreacyjny" z dużą ilością wiat i ławek, siadamy więc w końcu tam, prawie zmuszając do tego Ecowarriora ;)
Obrazek

Potem grupa się rozdziela - część osób idzie czarnym szlakiem pod Wieżycę, a większość na szczyt Ślęży (kilka osób jeszcze tam nie było). Wkrótce pojawia się śnieg...
Obrazek

Przy byłym schronisku kręci się nieco (za dużo) osób...
Obrazek

Odwiedzamy też wieżę widokową, gdzie drabina jest mocno... niepokojąca ;)
Obrazek

Fotka z faną...
Obrazek

...i zejście oblodzonym szlakiem do Wieżycy, w zapadających ciemnościach; kilka osób uczciło to polowaniem na zające.
Obrazek

W schronisku nowe gęby i ognisko.
Obrazek
Obrazek

W niedzielę rano znowu podział - większość z buta, a pozostali autem jadą do Sobótki-Górki (Gorkau) w okolice dawnego browaru.
Obrazek

Browar działał do 1997 roku. Obecnie w dzielnicy istnieje nowy, rzemieślniczy, ale w okolicy jego produkty są ciężko osiągalne. Za to przy dawnym stawie browarnianym stoi knajpa, polecana m.in. przez Bubę. No to siadamy.
Obrazek

Knajpa specjalizuje się w rybach, więc ja tutaj nie podjem. Atmosfera lokalu jest trochę dziwna, np. właściciel po jakimś czasie mówi, że musimy wyjść z psem, bo w środku jest... za mało miejsca! W ramach podziękowania Misiek daje koncert przywiązany do drzewa ;)

Plusem są pamiątki po dawnym browarze.
Obrazek
Obrazek

Część piesza ekipy dochodzi, konsumuje i zbieramy się powoli do domów. Oczywiście, nie bez problemów, bo autobus z Górek akurat teraz nie jedzie do Wrocka, tylko... na Tąpadła :D Padające deszcz potwierdza nastrój pożegnania...

Cała galeria:
https://picasaweb.google.com/1103445063 ... otSudecki#
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

Dolnoślązak
stary wyga
Posty: 1691
Rejestracja: 13-06-2008 12:39
Lokalizacja: Wrocław

Postautor: Dolnoślązak » 02-03-2015 18:36

Hm, jakiś taki lichy nastrój przebija z tej relacji czy tylko ja odnoszę takie wrażenie? :P

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3293
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Postautor: Pudelek » 02-03-2015 18:43

licho nas trochę męczyło, ale zlot lichy nie był ;)
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

Awatar użytkownika
Raubritter
stary wyga
Posty: 1834
Rejestracja: 26-01-2008 22:49
Lokalizacja: Poznań

Postautor: Raubritter » 02-03-2015 19:50

W moim i Agaciora przypadku wyglądało to troszkę inaczej, gdyż w pierwszy dzień licho nas jeszcze nie prześladowało, wszystko zaczęło się na drugi dzień jak ruszyliśmy z Sebą :wink:

Wędrówkę zaczynamy nieco ambitnie w Jordanowie Śląskim. Dzień wcześniej piszę Kubie, czy nie zechciałby z nami iść od Jordanowa. Ten się zgadza, choć do końca powątpiewamy, czy zastaniemy go na przystanku w Domasławiu, gdyż tam miał wsiąść. Okazuje się jednak, że jest, zatem po jedenastej razem ruszamy z Jordanowa Śląskiego niebieskim szlakiem w kierunku Masywu Ślęży.

Obrazek

Jest pochmurnie, widoczność jest słaba, dopiero po godzinie 13stej zaczyna się przez warstwę chmur przecierać słońce. W Jordanowie mijamy stary dworzec kolejowy, wieżę ciśnień i przecinamy dawno już zarośnięte tory kolejowe.

Dalej szlak wiedzie polnymi drogami, z których widać że chyba nadciąga wiosna (choć jak już pisałem powyżej pogoda była kiepska), gdyż na okolicznych polach co rusz można było zauważyć ciągnik w pracy.

Obrazek

W wiosce Glinica (Gleinitz) mijamy kościół pw. śś. Antoniego i Macieja, z 1739, następnie dwa kamienne krzyże i kapliczkę pokutną. W ogóle wioska ta jest strasznie zniszczona i jakby wymarła. Straszą, choć ma w sobie to swój specyficzny urok, stare poniemieckie zapadające się domy i stodoły.

Obrazek

Obrazek

Robimy też przerwy na kotlety mielone i popijamy je czymś na rozgrzewkę.

Obrazek

W końcu kończą się pola, a wyłaniają pierwsze hopki na naszej trasie - Wzgórza Oleszeńskie, które należą już do Ślężańskiego Parku Krajobrazowego.

Obrazek

Obrazek

Ich najwyższy szczyt Oleszenka ma 387m n.p.m. i nieopodal niego znajduje się obelisk wybudowany w 1913 roku w związku ze stuleciem założenia Freikorpsów. Pierwotnie były to antynapoleońskie ugrupowanie militarne utworzone w 1813 w pobliskim Rogowie Sobóckim (Rogau-Rosenau) przez niemieckich studentów Uniwersytetu Wrocławskiego pod dowództwem majora Adolfa Lützowa. Choć rozbite krótko potem w starciach z regularnymi wojskami napoleońskimi, dały impuls do szerszego oporu przeciwko Napoleonowi w Prusach. Od barw mundurowych jego oddziałów wywodzi się kolorystyka dzisiejszej flagi Niemiec. Mogę jeszcze dodać, że obelisk ostatnimi czasy został odnowiony.

Obrazek

Dalej z Przełęczy Słupickiej schodzimy czerwonym szlakiem do Sulistrowic, gdzie natrafiamy na knajpkę "U Marka", w której to będziemy się jeszcze stołować jutro, ale o tym jeszcze nie wiemy. W knajpie jest tanie piwo, jedzenie, choć trochę tak ciemno i ciasnawo jak dla mnie. Pogoda nie zachęcała niestety do siedzenia na ławeczkach na dworze.

Rozgrzawszy się żurkiem i nie tylko żurkiem, ruszamy już asfaltem w kierunku Sobótki mijając po drodze rezerwat archeologiczny nieopodal Będkowic. W rezerwacie stoją dwie czy trzy rozsypujące się chaty. Generalnie drugiego Biskupina nie spodziewajcie się.

Obrazek

Okazuje się, że w Będkowicach cały czas ludzie nie mają nic przeciwko nazwą ulic poświęconym czerwonym bohaterom.

Obrazek

Idąc asfaltem jeszcze nie wiemy, że już jutro będziemy pokonywali tą trasę ponownie tylko że w innym kierunku... ale to wszystko przez jutrzejsze licho.

W Strzegomianach odbijamy na ścieżkę dydaktyczną, których to w Masywie Ślęży jest chyba więcej niż standardowych szlaków i zboczami Stolnej (371m n.p.m.) dostajemy się do schroniska Pod Wieżycą, gdzie ustawiamy stoły dla reszty ekipy i oczekujemy pierwszych forumowiczów.

W następne dwa dni, moja relacja nie różniła by się zbytnio od tej, którą napisał Pudel. Licho na przystanku autobusowym, licho z łapaniem stopa, licho z Radunią (choć jako jedyny szedłem w dobrym kierunku). Cóż, całe szczęście zbytnio z Agaciorem nie straciliśmy, bo już na szczycie byliśmy i to późną wiosną kiedy było już całkowicie zielono i przyjemnie (ostatnie słowo dotyczy też mojego stanu fizyczno-kondycyjnego).

W niedziele rano człowiek uzmysławia sobie, że to już koniec, że już jutro musi wstać do pracy, pożegnać się ze wszystkimi, bliskimi ludźmi i wrócić do codzienności. I jak tu nie pić od rana?

Obrazek

Obrazek


Wszystkie zdjęcia do internetów zapewne wrzucę dopiero w weekend, bo w ciągu tygodnia tak jakoś mało mam na wszystko czasu. Pozdrawiam i jeszcze raz dzięki za przednią zabawę!

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 3908
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Postautor: buba1 » 02-03-2015 23:33

Zlot dla nas rozpoczyna sie poznym piatkowym popoludniem gdy zabieramy Tomka z PKP w Olawie i suniemy ciemnymi wioskami w strone Slezy. Moja ufnosc ze boczne drogi sa mile i bezpieczne zostaje dzis troche nadwatlona- spotykamy na drodze totalnie rozwalonego busa- fragmenty auta sa rozwleczone na przestrzeni kilkuset metrow. Wyglada jakby mu cos odgryzlo spory kawalek boku.. Nie ma innych aut, nie ma drzew- ufo czy co? jak sie okazuje jechal traktor.. nieoswietlony, z rozlozona brona.. Walnal w busa- po czym uciekl.. Nie uciekl daleko- do nablizszego gospodarstwa. Policja juz jedzie, wiec napewno go znajdzie- acz pewnie w alkomat bedzie dmuchal kuzyn.... Nic nie zrobimy. Zegnamy sie z kierowca busa i wymijajac czesci auta jedziemy dalej, wpadajac w lekka panike na widok kazdej maszyny rolniczej... (do ktorym mamy rowniez osobiste urazy z przeszlosci...)

W schronisku pod Wiezyca czeka juz kilka osob, pozniej docieraja kolejne. Sala biesiadna sie zapelnia milym gwarem, sykiem otwieranych butelek i odglosem gitar (w porywach graly trzy jednoczesnie, czasem nawet ta sama piosenke ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Towarzysza nam rowniez rozne zwierzeta, uzywane w niekoniecznie konwencjonalny sposob

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Ja zaszywam sie w spiworku kolo drugiej acz jeszcze dlugo slysze odlegle odglosy wesolej imprezy.

Rano z czescia osob wyruszamy w strone sztolni chromitu poloznej na zboczach gory Czernica. Sztolnia niestety jest szczelnie zakratowala- widac jeszcze zadna dobra dusza nie podjela sie rozciecia czy rozkucia tego badziewia. Probujemy czy przypadkiem komus z nas nie uda sie przecisnac miedzy kratami. Gdy najszczuplejsza z ekipy Karuda utyka juz na ramionach spora czesc ekipy wogole odpuszcza dalsze proby. Mnie udaje sie wlozyc glowe pomiedzy kraty ale potem dlugo nie moge jej wyjac i juz sie nawet troche denerwuje gdy kolejny raz cos sie blokuje na uszach. Snujemy sobie pomysly ze na takie okazje dobrze jest miec w ekipie dwuletniego dzieciaka! Nauczyc go robic zdjecia ze statywu na dlugim czasie i miedzy kazdymi kratami przejdzie i kazda sztolnie spenetruje ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Tu i owdzie wiosna niesmialo wylazi spomiedzy starych zbutwialych lisci...

Obrazek

Pozniej odwiedzamy kamieniolomy kolo Sobótki Zachodniej. Sa tu dwa jeziora polozone w glebokich skalistych rozpadlinach!
Nie jest to wprawdzie lej kopalni diamentow w Mirnym ale rowniez robi wrazenie! Dlugo skaczemy po skalnych polkach i cieszymy sie tym miejscem. Szkoda ze temperatura nie pozwala na kapiel!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W Będkowicach odwiedzamy skansen archeologiczny. Gdzies w necie wyczytalam ze miejsce jest zapomniane, od lat nieuzywane a pootwierane na osciez domki rokowaly noclegowo na cieplejsze pory roku.. Niestety - chyba ktos sobie o tym miejscu przypomnial, odnowil domki i powiesil klodki.

Obrazek

Obrazek

W Sobótce szukamy knajpy ale nic nie mozemy znalezc. Jest wprawdzie restauracja w rynku ale wystroj i biale obrusy na stolach zdecydowanie nas zniechecaja.
Niedaleko odkrywam hotel "Pod Misiem"- szkoda ze jest juz nieczynny! A juz mialam plan zeby w nim zanocowac!

Obrazek

Przypomina mi sie ze kiedys bylismy z Iza w knajpie kolo browaru.. fajne baraczki nad stawikiem.. To chyba bylo gdzies tu?? Jedziemy szukac! I udalo sie! Drewniane budyneczki stoja w cieniu wielkiej ruiny. Podaja tu rozne potrawy rybnopodobnego pochodzenia np. zupe z rakow, pierogi z dorszem, karp w ciescie itp. Jest tez kociolek tzn gulaszowate cos , co bardzo przypomina solianke! Miejsce zarowno ze wzgledu na wystroj, polozenie, zarcie- bardzo przypada mi do gustu!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Potem wracamy juz do schroniska. Dzis w planach integracja przyogniskowa!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Rano pogoda wydaje sie rokowac dobrze, slonko zaglada nam do okna. Niestety pozniej zaciaga sie chmurami i zaczyna pizgac zimnym wiatrem. Szukamy dzis kolejnych kamieniolomow ale wszystkie okazuja sie czynne albo/i malo ciekawe.

Przypadkiem wpadamy na opuszczona stacyjke w Marcinowicach

Obrazek

Obrazek

Mijamy tez dom- idealny dla ludzi ceniacych przestrzen i nie znoszacych zaduchu!

Obrazek

A potem kolo Garncarska w dawnym dworskim parku szukamy grobowca rodziny von Becker. Nie wiem czemu wyobrazamy sobie ze bedzie to jakas kaplica, mauzoleum albo chociaz solidna krypta. Jest plyta i krzyz...

Obrazek

Obrazek

W owym zdziczalym podmoklym parku mozna uzyc na roznych przyrodniczych akcentach

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na pozegnanie okolicy odwiedzamy jeszcze stary pomnik, ktory o dziwo jest zadbany, odmalowany, widac ktos o niego dba.

Obrazek

Obrazek

wiecej zdjec
https://picasaweb.google.com/1122023598 ... i_podSleza
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "

na wiecznych wagarach od zycia...

Dolnoślązak
stary wyga
Posty: 1691
Rejestracja: 13-06-2008 12:39
Lokalizacja: Wrocław

Postautor: Dolnoślązak » 03-03-2015 09:34

Bardziej dba się o Armię Czerwoną niż o von Becker? Ja bym się tu doszukiwał jakiegoś spisku :wink:

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 3908
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Postautor: buba1 » 15-06-2015 15:46

Zagladajac wczesnowiosenna pora w odmety kamieniolomow pod Sleza zastanawialismy sie jak fajnie musi tam byc latem i ze warto by tam kiedys zawitac gdy cieplo i slonce dopisze. No i sie udalo!
https://picasaweb.google.com/1163230335 ... 06_Kantyna
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...


Wróć do „Imprezy”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość