coś dla miłośników domowych zwierząt ;)

Wszystko co niezwiązane z górami i turystyką
buba1
bardzo stary wyga
Posty: 3924
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

coś dla miłośników domowych zwierząt ;)

Postautor: buba1 » 11-01-2010 16:32

ktos kiedys napisal na jakims forum :-D

Czy ta historia może być prawdziwa?

Posiadam. Wróć. Moja żona posiada kota, rasy kotka, rasy czarnej, rasy ze schroniska, rasy małe kocię. Guzik by mnie to obchodziło gdyby nie fakt, że jest małe, że chodzi to to bez przerwy za mną i trzeszczy - a to na ręce, a to żreć, a to trzeszczy dla samego trzeszczenia, zupełnie jak jej pani. Generalnie pogłaskać mogę, kopnąć jakąś rzecz, która leży na ziemi żeby kot za nią biegał też, niech chowa się zdrowo do czasu, aż raz zapomnę zamknąć terrarium i zajmie się nim mój wąż, reszta to nie mój problem. Ale do czasu. Staje się to moim problemem gdy moja współmałżonka udaje się w celach służbowych gdzieś tam na ileś tam. I spada na mnie karmienie, wyprowadzanie i sprzątanie po tym całym tałatajstwie. Jako że to zawsze lekko olewam i robię wszystko w ostatni dzień przed powrotem małżonki nie nastręcza mi to wiele problemów.
Kot jest od niedawna i od niedawna jest nowy zwyczaj - niezamykania łazienki, gdyż w niej znajduje się urządzenie zwane potocznie kuwetą, do którego kot robi to samo co ja w toalecie, czyli wchodzi i może spokojnie pomyśleć. Mnie jednak uczono całe życie zamykać te cholerne drzwi do łazienki za sobą, więc stale żona mi trzeszczała, że kot tam nie może wejść i „myśleć”. Ja jestem stary i się nie nauczę, poza tym mieszkam tu dłużej niż ten kot, sam dom stawiałem, moje drzwi, mój kibel, wypie**** więc. I postawiłem na swoim. Od jakiegoś czasu kot chodzi do toalety razem ze mną. Jak nie ma małżonki to musi zazwyczaj czyhać na mnie albo miauczeć coby przypomnieć, że trzeba mu łazienkę otworzyć, bo jak jest żona to ona ma już w biosie zaprogramowane - ja wychodzę i zamykam, ona idzie i otwiera, żeby kot mógł wejść - taka technologia po prostu. Czasem kot skacze na klamkę, ale ma jeszcze zbyt małą wyporność i zwisa na niej bezradnie. Jednak jak moja żona będzie nadal go tak karmić- to w szybkim tempie będzie za każdym razem klamkę upierdalał - a wtedy wiadomo - wąż.

Dobrze więc, uporządkuję: żona - delegacja, ja - praca. Wracam, wchodzę do domu, kot przy drzwiach do łazienki skwierczy, bo jak wychodziłem to zamknąłem za sobą. Ok, kotku mnie się też chce. Idziemy razem - ja toaletka, okienko uchylam, papierosik (bo żona będzie za trzy dni - więc spokojnie wywietrzę) kotek swoje, ja przez okienko spoglądam, jest cudnie. Kotek wskakuje na kaloryfer, na parapecik i patrzymy razem przez okno. No cudnie. Kot skończył dawno, ja teraz, pet do muszli, spuszczam wodę, a ten mały sku**** jak nie śmignie i sru za tym petem z tego parapetu i do kibla. Zakręciło nim dwa razy i kota nie ma. Nawet nie zdążył miauknąć. No ja pi****. Nie ni ch*** to niemożliwe jest. Przecież nawet taki mały kot jest k**** za duży, żeby przejść tym syfonem. Ale słyszę tylko pizdut - oż k****, no to nie mogło mi się zdawać - coś ciężkiego poszło w pion. Ku*****, wszyscy święci w trójcy jedyny Boże, ukazali mi się przed oczami. Kot ku**** popłynął wprost w odmęty prawego dopływu królowej polskich rzek.

Lecę na dół do piwnicy, choć może powinienem od razu do schroniska, zanim wróci moja żona - nie ma wafla, znajdę jakiegoś małego czarnego skurczybyka z białą krawatką, nie było jej kilka dni, może się nie połapie. Ale najpierw do piwnicy - zbiegam po schodach, słucham - coś drapie w rurze, pion, kawałek płaskiej rury - miauczy - jest, kuźwa, żyje i nie poleciał do sieci miejskiej. Nawet jak teraz zdechnie to ch****, przynajmniej będę miał jego truchło i powiem, że kojfnął z przyczyn naturalnych albo tylko lekko nienaturalnych, bo przecież mi baba nie uwierzy za **** trefla, że kot sam wpadł do kibla. Ale na razie drapie i żyje.

Znalazłem taki wziernik, gdzie można zaglądnąć do tej rury i wołam. Kici, kici! Nie ma bata, nie przyjdzie, wołam, wołam, a ten głąb zamiast przyjść do mnie to chce iść tam skąd przyszedł, czyli do góry w pion. Ja go wołam, a on do góry drapie. I udrapie, udrapie kilkanaście centymetrów i zjazd w dół. No pojebało i mnie, że tu stoję i jego (kota) Tak przez pół godziny. Prosiłem, wołałem, błagałem, groziłem, wabiłem żarciem i ni ma bata, uparł się i nic tylko rurą do góry z powrotem do kibla. Za daleko, żeby włożyć rękę, grabie czy cokolwiek. Jedyna metoda - fight fire with fire - ogień zwalczaj ogniem.

Zatkałem tę rurę przy wzierniku deszczułkami, których używam na podpałkę do kominka, żeby kot nie popłynął już nigdzie dalej i z buta na górę do kibla - geberit i woda w dół - bombs gone. I bieg do piwnicy. Po drodze słyszę jak się przewala po rurach - podziałało. Wbiegam do piwnicy i koniec świata. Nie ma moich deszczułek - no może z jedna, cała prowizoryczna tama poszła w ..... i kota też nie słychać już. Gdzie ta rura teraz idzie - coś mi świtnęło, że kanalizacja w ulicy, dom od ulicy ze 30 metrów - może nie wszystko stracone i gdzieś się zwierzak zatrzymał po drodze.

Biegnę na ulicę, jest studzienka - mam nadzieję, że to od mojego domu. Ni cholery jej nie podniosę. Ciężka jak szlag i nie ma za co chwycić. Powrót do domu i pogrzebacz od kominka, tym może uda się to podważyć. Ni cholery - najpierw ugiąłem, potem złamałem żelastwo. Myśl! Auto stoi na ulicy - mam pas do holowania, może uda się to szarpnąć. Hak, pas, wsteczny - poszło, aż zakurzyło. Po jaką cholerę takie te wieka robią ciężkie. Smród jak cholera, ale złażę tam - ciemno jak w dupie, rura jest, wygląda, że idzie od mojego domu. Latarka, mam w aucie, chusteczkowa, ale może starczy. Włażę po raz drugi- smród mnie już nie zabije - przywykłem po chwili. Zaglądam i jest, oczyska mu się tylko świecą. I znów ta sama bajka. Kici, kici, kici, a ten mały skurczybyk spierdziela w drugą stronę. No ja .......... Szlag mnie trafi. Długo tu nie wysiedzę, jest zimno, śmierdzi, a na dodatek ktoś mi zwali tę pokrywę na łeb i moje problemy się skończą jak nic. Nie chcesz po dobroci, to będzie po złości.

Do domu, po brezent. Wyłożyłem dno studzienki, tak by mi nie wpadł głębiej. Zużyłem wszystkie taśmy samoprzylepne, plastry, żeby nie wpadł do głównej nitki kanalizacyjnej. Zaglądam co chwilę do rury, ale słyszę tylko miauczenie i nic nie widzę. Poszedł gdzieś w cholerę. Jeszcze tylko trójkąt, żeby nikt się w tę otwartą studzienkę nie wpadł, bo na ulicy ciemno. Sąsiad, ciekawski, widziałem żłoba jak patrzył przez okno, jak próbowałem pogrzebaczem podnieść wieko. Nie przyszedł pomóc, a teraz ....... złamany stoi i się dopytuje. Co mam mu powiedzieć? Że przepycham kotem kanalizację? Idźżesz w ...., pacanie.
Powiedziałem mu w końcu, żeby poszedł do domu i pozatykał sobie też wszystkie otwory, bo na początku osiedla była awaria i wszystkie ścieki się wracają i wybijają w domach - a ten baran się przestraszył, poleciał i przed swoim domem siłuje się z pokrywą. Niech ma za swoje.

Wracając do kota - bo menda tam siedzi i nie chce wyjść. Mam wszystko gotowe, więc do domu, jedna wanna, druga wanna, koreczek i napuszczam wodę. Papierosik i czekam pod studzienką, bo nuż mu się zmieni i wyjdzie dobrowolnie. Kuźwa, drugi sąsiad przyszedł - po pięciu minutach następny odmyka wieko, teoria samospełniającej się przepowiedni działa - kuźwa, ludzie to są barany. Idę do domu, obie wanny pełne, ognia - spuszczam wodę z wanien i dokładam dwa spusty z dwóch spłuczek z domu. Nie ma bata, to go musi wygonić albo utopić.

Lecę na ulicę, woda wali na brezent aż huczy, a tego skurczybyka dalej nie wylało z kąpielą. Kuźwa, urwało się wszystko w cholerę i popłynęło, bo ileż to utrzyma tej wody. Brezent, taśmy, plastry, sznurki - jak się to gdzieś przytka, to będę miał przechlapane. Znowu do domu po drugi pogrzebacz, bo trzeba zamknąć ten cholerny dekiel. Wchodzę - a ten sku...... kot tarza się w sypialni po łóżku. No ja pie....! Jak on kuźwa wyszedł, którędy? Ano wziernikiem w piwnicy - zostawiłem otwarty. Ja kuźwa stoję i marznę a ten gnój tarza się w mojej pościeli. Zabiję. Przerobię na pasztet. I jeszcze z radości włazi na mnie. Aaaaaaaaaaaa Przynajmniej kuleje.

Straty: zajebane łazienki, w obu przelała się woda z wanien, zajebana piwnica, bo zostawiłem otwarty wziernik i duża część wody poleciała na piwnicę. Pościel w sypialni do wyjebania, brezent z reklamą firmy - poszedł w ch........, latarka - w ch.........., pogrzebacz w ch................ Afera na ulicy jak ch............."

Awatar użytkownika
Paszczak
podróżnik
Posty: 104
Rejestracja: 06-05-2009 09:15
Lokalizacja: Dresden / Poznań

Postautor: Paszczak » 12-01-2010 09:47

Hehehe, ale się uśmiałem. Niezła opowiastka. Jednak jak na rasowego fizyka przystało przyczepię się do wyporności: nijak to się ma do zdolności otwierania przez kota drzwi ;)

Awatar użytkownika
wirek
stary wyga
Posty: 1927
Rejestracja: 12-09-2004 21:43
Lokalizacja: Wrocław

Postautor: wirek » 12-01-2010 11:35

Dobre. Ja na szczęście mam rybki

Awatar użytkownika
Spirit
podróżnik
Posty: 227
Rejestracja: 21-07-2008 00:13
Lokalizacja: Dolny Śląsk

Postautor: Spirit » 12-01-2010 13:59

Raczej mało prawdopodobne, ale niezłe. :wink: .

Awatar użytkownika
olo23333
obieżyświat
Posty: 748
Rejestracja: 01-03-2009 14:32
Lokalizacja: Zdzieszowice

Postautor: olo23333 » 12-01-2010 14:55

Prawie się popłakałem w trakcie czytania tego tekstu - nieźle ktoś sobie wymyślił bo prawdopodobne to raczej to nie jest chociaż sa na tym świecie rzeczy o których nawet fizjonomom się nie śniło :)

azja
wędrowiec
Posty: 412
Rejestracja: 27-11-2007 10:27
Lokalizacja:

Postautor: azja » 12-01-2010 17:17

Dobre nie powiem z.......e naprawde

Awatar użytkownika
ecowarrior
stary wyga
Posty: 1008
Rejestracja: 28-10-2007 13:38
Lokalizacja: Zdzieszowice

Postautor: ecowarrior » 12-01-2010 21:19

Nie no, prawdziwa klasa :D

Awatar użytkownika
Taja
stary wyga
Posty: 1268
Rejestracja: 15-04-2007 15:06
Lokalizacja: Poznań

Postautor: Taja » 12-01-2010 22:41

A ja mam dwa koty, ale jeden jest tak gruby, że by się do kanalizy nie zmieścił ;)

tomaszll
obieżyświat
Posty: 665
Rejestracja: 20-09-2006 11:43

Postautor: tomaszll » 12-01-2010 22:44

Taja pisze:A ja mam dwa koty, ale jeden jest tak gruby, że by się do kanalizy nie zmieścił ;)

Koty to najcudowniejsze zwierzęta na świecie. To perfekcyjni nauczycieli jak należy rozkoszować się każdą chwilą.

Dobrze, że masz dwa-to chyba optymalna liczba kotów.

Awatar użytkownika
Taja
stary wyga
Posty: 1268
Rejestracja: 15-04-2007 15:06
Lokalizacja: Poznań

Postautor: Taja » 12-01-2010 22:45

Mam dwa, ale się nie lubią niestety :( Kiri ma 10 lat a Kafelek 1,5 i się tłuką niemiłosiernie aż kłaki latają w powietrzu...

Awatar użytkownika
tomuch
obieżyświat
Posty: 537
Rejestracja: 02-05-2007 20:31
Lokalizacja: Wrocław

Postautor: tomuch » 12-01-2010 23:33

też mam 2 :D kot ma ok. 13 lat (już sam nie pamiętam...), a kotka ze 3, może 4, kto by to zliczył... na początku tłukły się ile wlezie... teraz tylko od czasu do czasu ;) koty to jest to 8)
Oko wszystko widzi

W góry, w góry miły bracie!
Tam przygoda czeka na Cię!

http://www.picasaweb.google.pl/tomuch.be

Awatar użytkownika
Paszczak
podróżnik
Posty: 104
Rejestracja: 06-05-2009 09:15
Lokalizacja: Dresden / Poznań

Postautor: Paszczak » 13-01-2010 08:45

Komentarz Wlkp do tej sytuacji:
http://foto.onet.pl/alssc,0rc00oxzccxf, ... ?D=1#mb74o
"Paszczak, ty to już musisz lubić koty, nie?"

Ciekawę dlaczego tak powiedział? :lol:

Awatar użytkownika
seba123
stary wyga
Posty: 1030
Rejestracja: 05-03-2006 12:34
Lokalizacja: z nienacka

Postautor: seba123 » 13-01-2010 08:54

a ja tam wolę psy...

Obrazek

Awatar użytkownika
voi-vod
obieżyświat
Posty: 660
Rejestracja: 22-09-2008 22:25
Lokalizacja: Sobótka

Re: coś dla miłośników domowych zwierząt ;)

Postautor: voi-vod » 13-01-2010 12:03

Dobre, mi najbardziej podoba się to:
buba1 pisze: ona ma już w biosie zaprogramowane


:lol:
Mam dwa koty w domu :)
"Nie dyskutuj z debilem. Najpierw sprowadzi Cię do swojego poziomu, a potem pokona doświadczeniem"

"Lepiej jest milczeć, narażając się na podejrzenie o głupotę, niż odezwać się i rozwiać wszelkie wątpliwości."

Awatar użytkownika
Taja
stary wyga
Posty: 1268
Rejestracja: 15-04-2007 15:06
Lokalizacja: Poznań

Postautor: Taja » 13-01-2010 21:29



Wróć do „Hyde Park”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość