Jagodowo- wierzbówkowe góry (Czorna Repa, Berdo, Trościan)

Jeżeli wybrałeś się gdzieś poza Sudety i nie wstydzisz się tego, daj znać!
buba1
bardzo stary wyga
Posty: 3779
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Jagodowo- wierzbówkowe góry (Czorna Repa, Berdo, Trościan)

Postautor: buba1 » 14-08-2017 10:09

Dziwne przygody na tym wyjezdzie zaczynają sie juz we Wrocławiu. Nie wiem co sie stało ale wszyscy dzis gadają do mnie po angielsku. Najpierw gdy szukam przejscia przez rozkopane ulice przy dworcu. Podbiega do mnie jakas kobieta: "Can I help you?". Mowie wiec do niej- po polsku, ze szukam przejscia. -"O jak dobrze pani mówi po polsku!!", - "Bo ja tu mieszkam!", -"Ooo juz dlugo?", - "Tak, od urodzenia". Kawałek dalej atakuje mnie stado Hindusów aby zrobic sobie wspolne zdjecie telefonem na kiju. "A ty skad przyjechalas? Bo my z Indii". Kawałek dalej jakis facet oferuje mi uslugi przewodnickie i zwiedzanie miasta. Potem jeszcze raz w knajpie pod wiaduktem, gdy czekam na toperza, barmanka leci po kolezanke, ktora zna angielski- a ja jeszcze nie zdazylam sie odezwac. Naprawde mam poczucie, ze jestem w jakiejs ukrytej kamerze i ktos tam z drugiej strony swietnie sie bawi.

Pod wiaduktem mijamy fajne graffiti. Przynajmniej tu mozna oczy nacieszyc piętrusiem! Ech.. jak ja dawno juz takim nie mialam okazji jechac!

Obrazek

Jedziemy bezposrednim nocnym pociagiem z Wrocławia do Lwowa. Tani to on niestety nie jest ale dzieki niemu jestesmy dzien wczesniej w gorach. Dzis trafiamy na fajny sklad bo jedzie ukrainski wagon. Z dywanikami, kocykami jak z plackarty, fajną kolorową kapą i bez klimy, wiec nie musimy siedziec w swetrach i szalikach. I okna sie normalnie otwieraja! Sa i jeszcze inne plusy, ktore wyjda na jaw niebawem ;)

Uderzamy tez do prowadnicy zapytac czy handluje piwem - pare lat temu zawsze mozna bylo kupic lwiwskie. Niestety- dzis babka nie ma i kieruje nas do Warsu. Nasz wagon jedzie jako pierwszy za lokomotywą, potem jest cały skład osobowy, ktory bedzie odczepiany w Przemyslu i na koncu ow Wars. Wyłaze z wagonu i wpadam w straszliwy tłum. Przeciskam sie pomiedzy dziesiatkami laptopow, przekraczam plątaniny kabli popodpinane do wtyczek, ładowarek i rozdzielnikow. Staram sie nie wyrwac zadnego waznego kabelka od sluchawek, ktore zwykle przypominaja czapke pilota. Niektore osoby siedzace w korytarzu w kucki jednoczesnie korzystaja z laptopa, tableta i smartfona, wiec koniecznosc wstania zwykle konczy sie mniejsza lub wieksza katastrofą. Na ekranach dominuje fejsbuk, ale sporadycznie pojawiaja sie tez gołe baby i rysunki techniczne ;) W Warsie kupuje dwa piwa i pieczone serki. Co sie okazuje- piwo moge kupic, moge wypic jednym haustem, ale nie moge go legalnie wyniesc z wagonu jadalnego. Gosc zza baru musi mi je tu otworzyc i zabrac kapsle. Oczyma wyobrazni widze juz podroz powrotna poprzez 4 wagony nabite ludzmi i połyskujaca elektronika z dwoma otwartymi browarami w rekach i serkiem chyba na głowie. Na tym etapie przypominam sobie, ze zbieractwo popłaca! Przeciez ja w kieszeni mam kilka kapsli, ktore zabralam z wroclawskiej knajpy na pamiatke (a dokladniej na przyozdobienie scian naszego domowego kibla). Zatykamy wiec piwa a jakis miły chlopak (czujący powage sytuacji) daje mi worek. Bo reklamowki tez nie moge dostac od obslugi Warsu, gdyz istnieje prawdopodobienstwo ze uzyje jej w niecnych celach. Gdy wracam ze zdobyczą przez wagony spotykam kontrolera. "Bileciki do kontroli". Nie mam przy sobie - zostaly u prowadnicy, one zawsze zabieraja bilet w drzwiach. Tłumacze wiec, ze ja jestem z tego sypialnego do Lwowa i moj bilet jest tam. "Poprosze dokumenty". Jasne! A dokumenty gdzie? W sypialnym! :) Nie wiem czemu ale chyba kompletnie nie wygladam na kogos, kto moze chciec odwiedzic piekne miasto Lwów, bo koles mi kompletnie nie wierzy. Na tym etapie zauwaza rowniez ze trzymam w rece piwo z Warsu (worek jest przezroczysty). "Nie wolno wynosic piwa z Warsu! Nie wolno tu pic piwa w pociagu!". "Co pani ma zamiar zrobic z tym piwem?"- pyta calkowicie retorycznie. Poniewaz uwazam, ze na pytania grzecznie jest odpowiedziec - mowie ze mamy w planie wypic je w wagonie sypialnym. "Bedzie mandat za jazde bez biletu i za picie piwa w pociagu". - "Ale ja bilet mam! A piwo jest pełne!". Rewizor robi sie czerwony na gębie ze zlosci. Nie odstepuje mnie na krok- prawie trzyma mnie za reke (nie wiem czy obawia sie, ze wyskocze przez okno w czasie jazdy- razem z piwem i serkami, ktore juz zdazyly wystygnac...) Mam takie małe deja vu.. Jakos staje mi przed oczami moj nielegalnie przewozony "pies" Szarik... ech.. ile to juz lat?? :) Pikanterii sytuacji dodaje fakt, ze nie moge sie dostac do ukrainskiego wagonu. Wyjsc sie udalo przez przejscie miedzywagonowe, wejsc juz nie. Drzwi sie zatrzasnely! Trzeba czekac na stacje. Do Gliwic daleka droga a mi sie juz chce do kibla! Obok stoi jakis chlopak, rowniez schwytany na jakis niecnych praktykach. Nie znam jego historii ale chyba po prostu jechal na gape. Pan rewizor zadzwonil juz po SOKistow. Pociag czeka dluzszy postoj w Pyskowicach (zmiana kierunku jazdy) i tu mamy sie spotkac z SOKistami. Wylazimy na peron. Spisuja mandat dla chlopaka. Przychodzi kolej na mnie. "Co planuje pani zrobic z tym piwem?" -" Wypic je w wagonie sypialnym". SOKisci rozkladaja rece. "Ten wagon nam nie podlega. To czy tam ktos pije piwo czy nie to jest sprawa pomiedzy pasazerem a obsluga ukrainskiego wagonu. Nam nic do tego". Sprawdzają tylko czy piwo jest pełne i czy bylo otwarte, czy nie zawinil barman z Warsu. Widac ze jest zamkniete niefabrycznie. Kapsle sa z zupelnie innych marek. "Skad pani miala kapsle?", - "A co, nie wolno nosic kapsli w kieszeniach?", "A po co?", - "To taki talizman, przynosi szczescie, moge dac panu jeden". SOKista patrzy na mnie a rozbawienie, niedowierzanie i niepokoj mieszają mu sie na pysku. Idziemy zapukac do naszego wagonu. Otwiera prowadnica i wita mnie okrzykiem "A nie mowilam, ze w Warsie kupicie sobie piwko!". SOKisci nie sprawdzaja juz ani mojego biletu ani dokumentow. Wierza na slowo prowadnicy. Zreszta i tak ten wagon im nie podlega. Rewizor, jak to oni maja w zwyczaju, rozplynal sie w powietrzu.

Sączymy sobie zdobyczne browarki na kanapie w kolorowe ciapki. Zastanawiamy sie nad sensem "prawa", ktorego wlasnie stalam sie bardzo naocznym swiadkiem. Wypicie jednego piwa w przedziale czy korytarzu to wielka zbrodnia. Natomiast nachlanie sie jak świnia w Warsie i powrot w takim stanie do tego samego przedzialu- juz nie. Gdzie tu logika?

We Lwowie siąpi deszcz. Nie przeszkadza to gromadzie ludzi koczowac w samych spiworach na trawniku przed dworcem. Pomiedzy spiworami stoi kilka dzieciecych wozkow. Koczownicy zaczynaja sie powoli budzic. Jakas kobita karmi wyjete ze spiwora niemowle, jakis facet pali papierosa nie wychodzac spod worka i troche mu sie ten worek podpala. Po raz pierwszy widze tu pod dworcem taka scenke. Miejscowi chyba przywykli do tego widoku, na nikim nie robi to wrazenia. Ludziska mijaja tabor ze znudzonymi i obojetnymi minami.

Obrazek

Obrazek

Mamy zamiar jechac elektriczką na Mukaczewo. Na peronie zbiera sie potworny tłum - az sie nie chce wierzyc, ze to wszystko ma cień szansy znalezc sie w jednym pociagu. Juz godzine wczesniej peron jest pelny - potem sie tylko dopycha.

Obrazek

Gdy widac nadjezdzajacy pociag z tłumu padaja rozne hasła: "Przezyja tylko najsilniejsi", "Do startu, gotowi...". "Boże daj zeby tu zatrzymaly sie drzwi"- rzuca babka obok mnie. Chyba ma jakies układy tam na gorze bo wlasnie tak sie dzieje. Drzwi sa naprzeciw mnie, ze 2 metry. Ale nie moge sie ruszyc z miejsca. Ludzie tak napierają z bokow, ze mimo najszczerszych checi nie moge sie poruszyc. I jeszcze ten placak. Wlasnie - glownie przez plecak jestem uziemiona- plecak jest sciskany z bokow, wpadł jakby w kleszcze i nie mam szans go wyszarpac. Toperz jest metr od drzwi. Glowa wystaje mu ponad tłum. Od razu widac, ze jest to postac, ktora ma szanse w tym boju. Jeszcze pociag sie nie zatrzymal a juz jakas staruszka pakuje sie toperzowi kuprem na brzuch. Madra - wiadomo ze toperz poniesie ją ze sobą do pociagu. I faktycznie wsiadaja jako jedni z pierwszych. Ubiegly ich tylko dwie kobity w wieku nieokreslonym, kazda z wielką siata w rece. Babeczki nawiazaly chyba jakis pakt z silami nieczystymi, bo ich zwinne ruchy przecza zasadom fizyki, grawitacji i zdrowego rozsadku. Dobra. Toperz w srodku - znaczy mam gdzie siedziec przez najblizsze 4 godziny. O ile uda mi sie dostac do pociagu co pewne nie jest... Przy takich dywagacjach stwierdzam, ze stracilam kontakt z podlozem. Moje nogi dyndaja w powietrzu. Nie mam sie nawet od czego odepchnac. Jedyna szansa jest odbicie sie od cizby z tylu. Trafiam nogą na twardy grunt gdzies za mna- chyba walizka- i hooop! Juz trzymam poręcz pociagu. Teraz tłum dziala na plus- wnosi mnie do srodka. uffff.. siedze kolo toperza! Ale jak udało sie to szczupłej dziewczynie z poltoramerowym kwiatkiem doniczkowym? Albo Cygance z czworgiem dzieci w wieku 1-4? Kwiatek jest nie złamany a dzieci niezadeptane. Magia!

W srodku jest ciasno, sporo ludzi stoi, ale nie jest zle. Da rade przedryfowac do kibla a i konduktorka sprawdza bilety. Widac, ze weszlo by ludzi 2 razy tyle. Jak to jest, ze te wagony sa tak cholernie pojemne? Po raz kolejny mozna poczuc podziw dla radzieckiej mysli technicznej!

Nie obywa sie jednak bez scen. Dochodzi do jednej szarpaniny. Facet poszedł do kibla a jak wrocil to jego miejsce jest juz zajete, mimo ze lezala tam czapka. Czapka wisi na poreczy. Gosc sie wkurza. Krzyczy, ze jest żołnierzem, ze wlasnie wraca na przepustke z frontu, ze juz 27 godzin jest w drodze, ze to miejsce mu sie nalezy i wogole przeciez bylo jego i łap tamtego za kurtke. Widac, ze bedzie grubo. Na tym etapie facet, ktory podsiadł żolnierza cos mu szepnal na ucho. I żołnierz puscil kurtke i odszedł bez slowa. Duzo bym dała aby dowiedziec sie co za zaklęcie tak szybko i bezproblemowo ucina sytuacje, ktore pachną natychmiastowym i solidnym mordobiciem..

Wszyscy prawie wysiadaja tam gdzie my - w Sławsku. Peron wyglada jak Kostrzyn w woodstockowa sobote. Bo dzisiaj sa Dni Sławska- koncerty, festyny, kramy i imprezy. Niestety jest tez deszcz. I to nie byle jaki- taki w postaci sciany wody. Ładujemy sie wiec do przydworcowej knajpy i spedzamy tam chyba ze 3 godziny. A deszcz nie ma ochoty ustac... Znikaja wszystkie okoliczne gory, ktore po wyjsciu z pociagu jeszcze majaczyly na horyzoncie. Cały karpacki swiat otula sie gesta mgla. Jest godzina 16.. Zupelnie nie chce sie nam w tej ulewie drałowac do Rozanki a potem wchodzic na mokra polonine gdzie nic nie widac i jeszcze stawiac tam namiot w bagnie. Trza szukac tu kwatery. Pytam babke w barze. Nie bedzie to proste- sa dni Slawska w koncu. Przybylo tu kilka tysiecy ludzi i gdzies wszyscy nocują. Wiekszosc rezerwowala pokoje juz miesiac temu albo wczesniej. Zagaduję wiec goscia w uazie, wyglada na taksowkarza amatora. Zawozi nas do swojej rodziny. Przygotowują tu domek pod wynajem dla turystow. Nie jest jeszcze gotowy, ale nam nie trzeba luksusow. Chcemy tylko zeby bylo sucho.

Obrazek

Obrazek

Troche siedzimy w pokoju, ale ile mozna siedziec? Wciagamy peleryny i ruszamy na skąpane w wodzie miasto.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zagladamy jeszcze do dwoch knajp. Jedna stylizowana na ekskluzywna, w drugiej tylko piwo, zakąsek brak. Ta przy dworcu bije je na łeb na szyje.

W parku mamy okazje załapac sie na mini koncert. Na balkonie biblioteki jakis trzech gosci daje wyraz swoim muzycznym talentom- graja, spiewaja, tancza troche- na ile powierzchnia balkonu pozwala. Widowni jest niewiele, bo trzeba stac w deszczu. Ale artystom to nie przeszkadza.

Obrazek

Obrazek

Odwiedzamy tez jakis plac gdzie stoi posąg Matki Boskiej pod czujnym okiem krasnoarmijcow.

Obrazek

Sa tu tez nowe tablice pamiatkowe. Upamietniaja dwoch mlodych chlopakow ze Slawska, ktorzy zgineli w Donbasie. Cały czas jakos nie dociera do mnie, ze ta cala wojna jest tak blisko i w miejscu gdzie bylismy tak niedawno. Straszne.. :(

Obrazek

Obrazek

Okolo 19 przestaje padac wiec postanawiamy isc zobaczyc glowne imprezy, na ktore zjechalo sie tu pol oblasti. Mamy jednak ze soba wode - 4 butelki poltoralitrowe. Siatka pekła. Nie chce nam sie ich odnosic na kwatere, ktora jest w przeciwna strone niz festyn. Chowam je pod wiaduktem, w krzakach, miedzy spękanymi kawalkami betonu. Wezmiemy je wracajac. I woda znika... To juz drugi raz na Ukrainie jak zajumali mi wode. Pierwszy raz lata temu z przedsionka namiotu na Starostynie. Zwykla potoczanka. Trzy butelki. Wtedy bylo to bardziej traumatyczne. A moze to jakis lokalny sport i przesąd? Podprowadzisz wode - bedziesz mial szczescie w milosci? I pomyslec, ze niektorzy turysci chowaja w krzakach plecaki, rowery i na lekko ida np. na szczyt gory.

Nie znajac jeszcze losow wody, wiec w calkiem dobrym humorze, suniemy na obrzeza miejsca festynowego. Cala droga obstawiona jest autami. Sporo ludzi chyba nie dociera na masowe koncerty i zapodaje impreze w gronie znajomych przy klapie swojej maszyny. Muzyczka leci z kazdego pokazdu inna, wodeczka sie leje, a smakowitosc i finezyjnosc zakąsek sugeruje, ze byly przygotowane wczoraj w domach. Co chwile przejezdza tez jakies auta z pasazerami na dachu a idac do kibla w krzaki mozna nie raz sie potknac o tych, ktorze mimo wczesnej pory, juz polegli.

Na plac koncertowy wchodzi sie przez wąskie gardło gdzie panuje scisk prawie taki jak w drzwiach elektriczki.

Obrazek

Powodem jest to, ze trzeba zostac zlustrowanym przez wzrok dwoch ochroniarzy bez szyi. Nie wiem czego oni szukaja i jakie maja wytyczne - wchodza ludzie z torbami, z duzymi plecakami. Zarowno kilkanascie litrow wodki jak i bombe mozna wniesc bez problemu.

Plac jest zapewne miłym, wygrzanym i pylistym w upalne okresy roku. Po dzisiejszych wielkich opadach spore jego czesci sa wielkim bajorem.

Obrazek

Wiekszosc ludzi jednak chyba nastawila sie na pierwsza wersje pogody - wiec przybyla w adidasach, sandalach czy czółenkach, ktore za bardzo nie zdaja egzaminu w mazi po kostki. Dlatego tez stosuje sie nagminnie obuwie zastepcze. Folia ponad wszystko. Niektora w regionalny desen. W wydaniu de lux wspomagana pakunkowa tasma klejąca.

Obrazek

Obrazek

Sa karuzele

Obrazek

i balony z Maszą. Niedzwiedzia brak (mam nadzieje, ze na dobre brak, a nie ze jutro spotkamy go w gorach ;)

Obrazek

Obrazek

Na scenie udziela sie gosc w zabawnych okularach, czarnym afro na glowie, łancuchach i połyskujacym wdzianku.

Obrazek

Obrazek

Caly czas skacze i nawoluje publiczosc do zabawy. Po jego bokach pląsają dwie dosc rozneglizowane dziewczyny. Jedna piosenka szczegolnie zapadla mi w pamiec. Dedykowana wszystkim lokalsom, ktorzy maja auta na polskich blachach. "Opa opa taczki z Europa". Gdy pada pytanie kto ma auto na polskich blachach rece podnosi chyba 1/3 zgromadzonych. Ja tez :)

Rano okolice spowija mgła, ale wisi dosc nisko wiec jest jakas nadzieja. Okolo 9 mgly zaczynaja pękac i przedziera sie slonce! Hurra! czyli jednak ruszamy w strone połonin! Widok z okna napawa optymizmem!

Obrazek

W całym Sławsku wisza reklamy wypozyczalni kładów "Nie męcz nóg"!

Obrazek

Do Werchnej Rózanki jedziemy z Romanem. Patrzac po blachach na aucie to nasz sąsiad. Oczywiscie on tez jest jednym z bohaterow wczorajszej piosenki z Dni Sławska. Majac te blachy nie musi placic cła i jakis tam jeszcze innych podatkow. Auto jest tansze, moze nim jezdzic 10 lat i raz na rok musi sie gdzies odmeldowac w Polsce.

Obrazek

Po drodze duzo jest fajnych miejsc biwakowych nad rzeką. Przy wielu stoja calkiem wypasne wiaty a nawet jedna chatka. Kiedys wrocimy tu autem!

Mijamy cerkiew w Niznej Różance.

Obrazek

Z Romanem zegnamy sie pod kolejna cerkwia. Moglibysmy podjechac i dalej ale zal nam przemknac przez wies, przez ktora mozna przejsc i sie nią nacieszyc. Ogladamy sobie cerkiew.

Obrazek

Obrazek

i zarosły bujnymi ziołami cmentarzyk

Obrazek

Jest tez targ, gdzie nabywam butle domaszniego wina, ktore okazuje sie obrzydliwe w smaku - wali octem na kilometr. Ale czas bedzie dzialal na jego korzysc. Niby mowia, ze wino im starsze tym lepsze, ale nie sądzilam ze juz kilka godzin tak diametralnie zmienia postac rzeczy.

Obrazek

Zatrzymujemy sie tez pod kazdym sklepem. Jest taki w starym stylu..

Obrazek

i w nowym.

Obrazek

Mijamy miłe chałupki...

Obrazek

i nietypowe pojazdy.

Obrazek

Ciekawe czy w ramach "dekomunizacji" każą gruzawikowi wydrapac z karoserii?

Obrazek

Spotykamy tez pojazd milosnika dywanów. Mysmy wylozyli sobie tył busia dywanem. Ale jak widac motor tez mozna! :)

Obrazek

Droga z Różanki na grzbiet jest dosyc długa i monotonna. Pozno zaczynaja sie widoki

Obrazek

Miejscami wystepuje nawierzchnia utwardzona naturalna! :D

Obrazek

Obowiazkowy postoj przy pasterskim zrodelku.

Obrazek

I łąki jakie kocham najbardziej!

Obrazek

Zaczynaja sie odsłaniac widoki!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Włazimy na grzbiet gdzies w połowie, wiec mimo ze potem idziemy na prawo - to odkrecamy na lewo, bo tam gdzies jest ta cała Czorna Repa. Po drodze spotykamy jeden kład, dwa motory, rodzinke z dziecmi i jagodziarza. Mamy do czynienia z pracoholikiem, bo dzis jest niedziela. Jego kumple wiec byczą sie w domu. On poszedł bo twierdzi, ze lubi zbierac. A za torbe jagod płacą w skupie 500 hrywien, a w domu nie wysiedzi. Bardzo dzika góra wiec to nie jest ale idzie sie calkiem przyjemnie, gawędzac sobie to z tym to z owym. Grzbietem idzie błotnista droga.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nie przypuszczalismy, ze ta gorka jest az tak widokowa, tu Gorgany, tu Borżawa i dziesiatki gorek, ktorych nijak nie umiemy zidentyfokowac czym sa. Ale sa ladne! i moze nawet kiedys tam bylismy? Albo bedziemy? :D I tu winko zakupione na bazarze w Różance zaczyna smakowac calkiem zacnie! :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na gorce, ktora wydaje sie nam byc ową Czorną Repą dostrzegamy koniec ladnej pogody. Pociagamy troche bazarowych wyrobow regionalnych i zarzadzamy odwrot, w strone gdzie ku poloninom podchodzi las. Siwosc horyzontu podpelza coraz blizej, zjadajac kolejne gorskie pasma. Raczej nie mamy wątpliowsci, ze nam dzis dopucka...

Obrazek

Spotykamy tez pamiątkowy krzyz i tablice. Ale nikt tu nie zginął i wyglada na to, ze jest postawiony dziekczynnie przez kolesia, ktory wyzdrowial z ciezkiej choroby? Albo cos zle zrozumialam? Nie mamy pojecia czemu stoi akurat tutaj...

Obrazek

Obrazek

Gdy rozbijamy sie na milej polance to burza jakos sie rozwiewa i traci nam z oczu. Polazła gdzie indziej albo wyparowała!

Obrazek

Obrazek

Jemy zupki, kanapki, dopijamy reszte wina, ktore smakuje juz tak wybornie, ze żalujemy ze nie wzielismy dwoch butelek. Niebo nad nami jest lazurowe, a popoludniowe słonce spala nam pyski.

Poranek na połoninie jest rownie sympatyczny jak wieczor.

Obrazek

Suniemy dalej w strone Wołosianki. Spotykamy dzis wiecej jagodziarzy. Widac ze jest dzien roboczy. Droga mija nam powoli bo co chwile zatrzymujemy sie przy krzaczkach uginających sie od ciemnoniebieskich pysznosci!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Szczyt Wysokiego Wierchu jest zabudowany i wyglada jak małe miasteczko.

Obrazek

Wczasowicze ze Sławska docierają tu kolejką linową.

Obrazek

Na górce panuje atmosfera festynowo- bazarowa, ogolnie jeden wielki piknik. Jest tez knajpa, koniki do jezdzenia i kłady mozna sobie wypozyczyc. Na dwie ostatnie atrakcje nie ma jednak zbyt wielu chetnych, gdyz glowna atrakcja wiekszosci gawiedzi jest ucztowanie. Sa tu tez szaszłyki, na które poczatkowo ostrzymy sobie zęby, ale ostatecznie odpuszczamy. Szaszlykow jest 10 razy mniej niz wyglodnialych turystow, wiec wyrywaja sobie z rąk takie jeszcze półsurowe mięso. Jakos nie mam ochoty stawac z nimi w szranki w tej kategorii, wiec zadowalami sie placuszkami zwanymi "syrniki" i domowymi nalewkami, ktorych jest tu calkiem niezly wybor! Ktos z tłumu komentuje: "Mięsko nie musi byc dobrze dopieczone, grunt zeby dobrze zapic" i oddala sie z krwistym jeszcze szaszłykiem. Chłopaki z Czerkas dyskutują z panią szaszłykową smak i przyrzadzanie miedowuchy- bo ponoc ta karpacka znacznie rozni sie w aromacie od tej spozywanej w Czerkasach. Widzac we mnie osobe nietutejszą dopytuja jaka my mamy miedowuche. Hmmm.. chyba nie mamy wcale? Tłumacze, ze my mamy za to miód pitny, ale raczej o mocy wina niz nalewki. Nie znają tu tego napitku. Chłopaki obiecują, ze sprobują tego wynalazku juz niebawem- we wrzesniu jadą do Radomia do pracy.

Niektorzy wykazali sie sprytem. Przyniesli swoje mięso a tu je tylko pieką korzystajac z "komercyjnych" palenisk. Wiele osob decyduje sie pomóc pani szaszłykowej, ktora nie bardzo sie wyrabia z ogarnianiem calego stoiska. Gdzies z boku grupka starszych kobiet intonuje jakies zawodzące piesni.

Mimo dosc sporego zaludnienia i zagospodarowania to jest tu nawet calkiem sympatycznie! Tak troche jakby jakis festyn dożynkowy z lubuskiego przeniesc na szczyty gór :D

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Schodzimy w strone Wołosianki. Wystarczy oddalic sie 200 m od szaszłykowiska i juz jestesmy sami. Tylko my, łany wierzbówki i nikła woń mięsiwa, ktora przywiał ze szczytu wiatr...

Obrazek

Obrazek

Po drodze do wsi mija nas gruzawik. Oczywiscie machamy na stopa. Niestety gdy podjezdza blizej widac, ze nie mogą nas zabrac. Cała paka jest szczelnie wypelniona ludzmi o fioletowych obliczach. Tam gdzie nie akurat nie ma czlowieka to stoi kobiałka, pudło, beczka czy torba wypelniona po brzegi jagodami. Wrzucenie tam naszych plecakow od razu by skutkowało zupą jagodowa.

Obrazek

cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "

na wiecznych wagarach od zycia...

Dolnoślązak
stary wyga
Posty: 1459
Rejestracja: 13-06-2008 12:39
Lokalizacja: Wrocław

Re: Jagodowo- wierzbówkowe góry (Czorna Repa, Berdo, Trościan)

Postautor: Dolnoślązak » 14-08-2017 10:21

No cóż, komuna wciąż żywa (z tym rewizorem i przepisami). Zresztą, pić można w całym pociągu do woli, wystarczy cokolwiek przelać do innej butelki i już jest ok... a jak rewizor trafił by na jakichś karków czy kiboli prędzej by się zesrał niż zwrócił uwagę, ale co innego uganiać się za samotną dziewczyną :wink:

A w tym Lwowie co taki burdel przed dworcem? Czyżby milicji im zabrakło?

Tyś te zdjęcie bez ubrania robiła że mu tak te gały wyszły? https://2.bp.blogspot.com/-t98SgERy0mA/ ... G_5117.JPG

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 3779
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Jagodowo- wierzbówkowe góry (Czorna Repa, Berdo, Trościan)

Postautor: buba1 » 14-08-2017 10:53

No wlasnie nie wiem co za oboz uchodzcow przed tym dworcem we Lwowie!

A zdjecie na peronie robilam w dlugich spodniach i polarze- zimno bylo! :D

A piwo w pociagu to juz wiem ze najlepiej przelac do butelki po sprajcie bo jest zielona i nie widac! wyprobowane nie raz!
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

Dolnoślązak
stary wyga
Posty: 1459
Rejestracja: 13-06-2008 12:39
Lokalizacja: Wrocław

Re: Jagodowo- wierzbówkowe góry (Czorna Repa, Berdo, Trościan)

Postautor: Dolnoślązak » 14-08-2017 14:09

buba1 pisze:
A piwo w pociagu to juz wiem ze najlepiej przelac do butelki po sprajcie bo jest zielona i nie widac! wyprobowane nie raz!

Niekoniecznie, może być w każdej, przecież to herbata :wink:

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 3779
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Jagodowo- wierzbówkowe góry (Czorna Repa, Berdo, Trościan)

Postautor: buba1 » 14-08-2017 15:42

Dolnoślązak pisze:
buba1 pisze:
A piwo w pociagu to juz wiem ze najlepiej przelac do butelki po sprajcie bo jest zielona i nie widac! wyprobowane nie raz!

Niekoniecznie, może być w każdej, przecież to herbata :wink:


Koledze doczepili sie jak pił piwo z butelki po coli i widac bylo ze zolte a nie brazowe jak cola. Chcieli wąchac, on twierdzil ze to mocz bo ma zalecone pic w celach leczniczych i skonczylo sie awantura, bo nie chcial po dobroci oddac do analizy. Do mnie dla odmiany sie kiedys dopier**** jak piłam mleko z butelki po spirytusie.

Wiec jak ktos nie chce zadymy i chce by podroz minela spokojnie to butelka po sprajcie najlepsza. Albo termos
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

Radek
obieżyświat
Posty: 710
Rejestracja: 19-02-2011 10:31

Re: Jagodowo- wierzbówkowe góry (Czorna Repa, Berdo, Trościan)

Postautor: Radek » 16-08-2017 21:26

I łąki jakie kocham najbardziej!

Obrazek


Kilka lat temu odkryłem prostą rzecz, koszony tylko 2-3 razy w roku trawnik staje się taką łąką jak na zdjęciu. Polecam spróbować każdy może mieć swoją łąkę a i na pewno pojawią się jaszczurki. Ostatnio u siebie na działce widziałem kolejne młode pokolenie zwinek.

KrzysiekJ
łazik
Posty: 95
Rejestracja: 12-10-2013 19:12
Lokalizacja: Świebodzice

Re: Jagodowo- wierzbówkowe góry (Czorna Repa, Berdo, Trościan)

Postautor: KrzysiekJ » 17-08-2017 00:48

buba1 pisze:Pod wiaduktem mijamy fajne graffiti. Przynajmniej tu mozna oczy nacieszyc piętrusiem! Ech.. jak ja dawno juz takim nie mialam okazji jechac!

Obrazek



Moje ostatnie "klasyczne" NRD-owskie piętrusy na bocznym torze wrocławskiego Dworca Głównego, z czerwca 2011 r. Łza się w oku kręci...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Rozmaitych przygód z personelem pociągów, kolejarzami i SOK-istami też trochę doświadczyłem, ale wczoraj przeżyłem prawdziwy szok. I to o zdecydowanie pozytywnym zabarwieniu. Wybrałem się z żoną i młodszą córką na jakąś wycieczkę po Krzeszowskich Wzgórzach i Górach Kruczych. Planowaliśmy wracać do Świebodzic pociągiem z Kamiennej Góry (letnie, sezonowe pociągi weekendowe i świąteczne z czeskiego Trutnova do Jeleniej Góry m.in. przez Sędzisław, gdzie przesiada się na pociągi jadące w stronę Wałbrzycha i Wrocławia). Ostatni pociąg z Trutnova miał przyjechać do Kamiennej Góry o 20.04 i dziesięć minut później wjechać na stację w Sędzislawiu; po pięciu kolejnych minutach już mieliśmy pakować się do pociągu osobowego jadącego przez nasze Świebodzice do Wrocławia.

Takie były plany, ale dwie-trzy minuty po planowanym wjeździe pociągu z Trutnova na stację w Kamiennej Górze, pojawił się na peronie pracownik kamiennogórskiego PKS-u (dworzec PKS w Kamiennej Górze znajduje się tuż przy praktycznie nieczynnym i pozbawionym personelu dworcu PKP) i przepraszając (!!!!!) poinformował kilkunastu pasażerów, że nasz pociąg jeszcze na terenie Czech miał wypadek i za kilkanaście minut powinien pojawić się jadący z Trutnova czeski autobus zastępczy. Cały problem polegał na tym, że w Sędzisławiu pociąg osobowy nie mógł czekać na ten kilkanaście minut opóźniony autobus, gdyż niedługo po nim z Jeleniej Góry wyjeżdżał pociąg InterCity do Gdyni. W Sędzisławiu nie ma natomiast toru rezerwowego, na który można byłoby skierować "czekający" pociąg osobowy.

Pociągi InterCity akurat zatrzymują się zarówno w Sędzisławiu, jak i w Świebodzicach, a zatem do domu jeszcze tego wieczoru byśmy dojechali - aczkolwiek znacznie drożej. Jednak zachowanie pracowników kolei (Kolei Dolnośląskich i InterCity) przerosło nasze oczekiwania. W chwilę po wyjeździe z Kamiennej Góry konduktor z naszego autobusu zaczął gdzieś wydzwaniać. Trochę to trwało - na tyle długo, że dojechaliśmy do Sędzisławia. Tam nam oznajmił, że wypisze nam do naszych stacji docelowych (poza naszą rodzinką reszta jechała do Wrocławia) bilety w taryfie Kolei Dolnośląskich, które będą honorowane w nadjeżdżającym pociągu InterCity. I co ciekawe, bilety wystawił od Sędzisławia, nie zaś od Kamiennej Góry. Absolutnie bez żadnych dopłat, ze wszystkimi możliwymi zniżkami (dla mnie belferska, dla córki studencka, dla żony 1-2-3). I zdążył to wypisać w niespełna pół minuty. No rewelacja. Brawo!

Kierownik pośpiesznego pociągu InterRegio o wszystkim już wiedział. Zerknął na bilety i poprosił, abyśmy znaleźli sobie jakieś wolne miejsce. Obowiązkowych w pociągach InterCity miejscówek nie wypisywał.

Ale wracając do Waszej wschodniobieszczadzkiej wycieczki, to mam takie oto pytanie. Czy jadąc z Romanem ze Sławska do Różanki Niżnej dostrzegłaś taką oto turbazę?

Obrazek

Znajduje (lub znajdowała) się tuż przy drodze, w miejscu, w którym potok Różanka wpada do Oporu. Spędziłem tam kiedyś dwie fajne noce i przyznam się, że chciałbym się jeszcze w tym miejscu pojawić. Obiektem zarządzała bardzo sympatyczna kierowniczka, której można było powierzyć wszystkie swoje ciężkie bambetle i na lekko chodzić po okolicznych górkach. A że jest tam tyle do oglądania to przecież sama wiesz!

Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy!

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 3779
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Jagodowo- wierzbówkowe góry (Czorna Repa, Berdo, Trościan)

Postautor: buba1 » 17-08-2017 08:29

KrzysiekJ pisze:Moje ostatnie "klasyczne" NRD-owskie piętrusy na bocznym torze wrocławskiego Dworca Głównego, z czerwca 2011 r. Łza się w oku kręci...


Ja tez ostatni raz mialam do czynienia z piętrusiem tez w 2011- na powrocie z Woodstocku jechalismy takim na trasie Kostrzyn- Witnica (bo tam zostawilismy skodusie). Nie pamietam dokad docelowo jechal ale gdzies bardzo daleko. Chyba byly to jakies bardzo rezerwowe sklady podstawione tylko z racji imprezy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Rozmaitych przygód z personelem pociągów, kolejarzami i SOK-istami też trochę doświadczyłem, ale wczoraj przeżyłem prawdziwy szok. I to o zdecydowanie pozytywnym zabarwieniu. Wybrałem się z żoną i młodszą córką na jakąś wycieczkę po Krzeszowskich Wzgórzach i Górach Kruczych. Planowaliśmy wracać do Świebodzic pociągiem z Kamiennej Góry (letnie, sezonowe pociągi weekendowe i świąteczne z czeskiego Trutnova do Jeleniej Góry m.in. przez Sędzisław, gdzie przesiada się na pociągi jadące w stronę Wałbrzycha i Wrocławia). Ostatni pociąg z Trutnova miał przyjechać do Kamiennej Góry o 20.04 i dziesięć minut później wjechać na stację w Sędzislawiu; po pięciu kolejnych minutach już mieliśmy pakować się do pociągu osobowego jadącego przez nasze Świebodzice do Wrocławia.

Takie były plany, ale dwie-trzy minuty po planowanym wjeździe pociągu z Trutnova na stację w Kamiennej Górze, pojawił się na peronie pracownik kamiennogórskiego PKS-u (dworzec PKS w Kamiennej Górze znajduje się tuż przy praktycznie nieczynnym i pozbawionym personelu dworcu PKP) i przepraszając (!!!!!) poinformował kilkunastu pasażerów, że nasz pociąg jeszcze na terenie Czech miał wypadek i za kilkanaście minut powinien pojawić się jadący z Trutnova czeski autobus zastępczy. Cały problem polegał na tym, że w Sędzisławiu pociąg osobowy nie mógł czekać na ten kilkanaście minut opóźniony autobus, gdyż niedługo po nim z Jeleniej Góry wyjeżdżał pociąg InterCity do Gdyni. W Sędzisławiu nie ma natomiast toru rezerwowego, na który można byłoby skierować "czekający" pociąg osobowy.

Pociągi InterCity akurat zatrzymują się zarówno w Sędzisławiu, jak i w Świebodzicach, a zatem do domu jeszcze tego wieczoru byśmy dojechali - aczkolwiek znacznie drożej. Jednak zachowanie pracowników kolei (Kolei Dolnośląskich i InterCity) przerosło nasze oczekiwania. W chwilę po wyjeździe z Kamiennej Góry konduktor z naszego autobusu zaczął gdzieś wydzwaniać. Trochę to trwało - na tyle długo, że dojechaliśmy do Sędzisławia. Tam nam oznajmił, że wypisze nam do naszych stacji docelowych (poza naszą rodzinką reszta jechała do Wrocławia) bilety w taryfie Kolei Dolnośląskich, które będą honorowane w nadjeżdżającym pociągu InterCity. I co ciekawe, bilety wystawił od Sędzisławia, nie zaś od Kamiennej Góry. Absolutnie bez żadnych dopłat, ze wszystkimi możliwymi zniżkami (dla mnie belferska, dla córki studencka, dla żony 1-2-3). I zdążył to wypisać w niespełna pół minuty. No rewelacja. Brawo!

Kierownik pośpiesznego pociągu InterRegio o wszystkim już wiedział. Zerknął na bilety i poprosił, abyśmy znaleźli sobie jakieś wolne miejsce. Obowiązkowych w pociągach InterCity miejscówek nie wypisywał.


Ojoj! bardzo mile! przywracajace wiare w kolej i w ludzi w ogole!

Czy jadąc z Romanem ze Sławska do Różanki Niżnej dostrzegłaś taką oto turbazę?


Niestety nie kojarze tgeo milego miejsca... Baze kojarze jakas jedna, bardzo niedaleko po skrecie z glownej drogi, po prawej stronie, ale taka dosc obrzydliwie nowoczesną i wypiglowana.

Twoje zdjecie utwierdza mnie w przekonaniu ze musze tam wrocic. Teraz mi zal zesmy wczesniej nie pozegnali sie z Romanem i jednak nie przeszli tego odcinka trasy piechotą. Tyle tam bylo ciekawych miejsc na biwaki z wiatkami a nawet jedna "chatka" , w sensie niby jak wiata ale calkowicie zabudowana, z drzwiami, okienkiem i chyba kominem. I raczej nie wygladala na prywatna dacze tylko na ogolnodostepne miejsce. Kojarzysz tam moze takie miejsce? Miedzy skretem z glownej drogi a Nizna Rozanka.

A jakos glupio nam bylo prosic Romana zeby sie zatrzymal bo chcemy jakas bude obejrzec ;-)

Znajduje (lub znajdowała) się tuż przy drodze, w miejscu, w którym potok Różanka wpada do Oporu. Spędziłem tam kiedyś dwie fajne noce i przyznam się, że chciałbym się jeszcze w tym miejscu pojawić. Obiektem zarządzała bardzo sympatyczna kierowniczka, której można było powierzyć wszystkie swoje ciężkie bambetle i na lekko chodzić po okolicznych górkach. A że jest tam tyle do oglądania to przecież sama wiesz!


A jak dawno tam byles? Masz jakies zdjecia ze srodka? Zdecydowanie wyglada na miejsce gdzie bym chetnie zakotwiczyla, przynajmniej na jedna noc! :D
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 3779
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Jagodowo- wierzbówkowe góry (Czorna Repa, Berdo, Trościan)

Postautor: buba1 » 17-08-2017 08:34

Kilka lat temu odkryłem prostą rzecz, koszony tylko 2-3 razy w roku trawnik staje się taką łąką jak na zdjęciu. Polecam spróbować każdy może mieć swoją łąkę a i na pewno pojawią się jaszczurki.


Ojoj! zazdroszcze takiej łaki pod domem! U nas na osiedlu niestety maja jak wszedzie manie koszenia co tydzien i nie odpuszcza poki trawa nie zdechnie. Kiedys chyba przez pomyłke wysiali trawe z łąkowymi kwiatami! Ponoc sa takie nasiona, ze tam rumianki, maki, firletki wszystko na kupie. Nawet temu nie darowali... Porosło moze 3 dni? Nie zdazylam zrobic zdjecia po zaraz wyrzneli do ziemi :(

A u nas w Kotach w ogrodku tak nie jest niestety jak piszesz. Koszone jest gora 2-3 razy na rok a łaka powstac nie chce. Tylko wysoka trawa, czasem pokrzywa sie ima, albo jakies osty. W niektorych zacienionych miejscach to jedynie mech porasta ziemie. Ale tak to jest miec hałde po dawnych hutach szkła ;)
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

KrzysiekJ
łazik
Posty: 95
Rejestracja: 12-10-2013 19:12
Lokalizacja: Świebodzice

Re: Jagodowo- wierzbówkowe góry (Czorna Repa, Berdo, Trościan)

Postautor: KrzysiekJ » 17-08-2017 12:01

buba1 pisze:Ja tez ostatni raz mialam do czynienia z piętrusiem tez w 2011- na powrocie z Woodstocku jechalismy takim na trasie Kostrzyn- Witnica (bo tam zostawilismy skodusie).


Ja nawet później, gdyż w październiku 2014 r. Nie był to jednak ten kultowy, opracowany w NRD jeszcze w latach 50. XX w. piętrus oznaczony na PKP jako Bipa, Bhp i Bdhpumn, lecz jego modyfikacja z lat 70. i produkowana w Gorlitz aż do schyłku NRD - seria Bmto. Niekiedy takie wagony podczepiane są do zasadniczego składu pociągu "Kamieńczyk" z Poznania do Szklarskiej Poręby Górnej. Właśnie takim wracałem kilka lat temu z Karkonoszy. To juz jednak nie to co stara Bipa - i nie ma korbki :-D

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W turbazie "Trembita" byłem w maju 2002 r. Był to jeszcze czas fotografii analogowej. Zdjęć robiło się znacznie mniej. Byliśmy grupą kilkunastoosobową i po wycieczce mieliśmy wymieniać się zdjęciami. Jak to często bywa, do tego ostatniego etapu nie doszło. Nie mam zdjęć z imprezy (właściwie imprez) w turbazie, gdyż ja grałem na gitarze, a ktoś (ale kto?) pstrykał zdjęcia.

Z "Trembity" zrobiliśmy jedną nieco dłuższą wycieczkę na lekko - na górę Makówka z cmentarzem z I wojny światowej. Relacja jest na zapomnianym już forum beskidzkim:


http://www.beskidzkie.fora.pl/karpaty-z ... ,5014.html

Zwiedziliśmy również skały w Uryczu nad Stryjem (skały, średniowieczny zamek Tustań oraz muzeum i cerkiew św. Mikołaja)...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

... oraz znajdujący się blisko miasteczka Skole wodospad Kamionki

Obrazek

Obrazek

Samego Sławska generalnie nie zwiedzaliśmy, zachodziliśmy tam już pod wieczór (do sklepów i knajpy), gdy nie było już "fotograficznych" warunków. Stąd i zdjęcia kiepskie:

Obrazek

Obrazek

Z wycieczki na Makówkę mieliśmy jednak dość ładny widoczek i na Sławsko, i na Wysoki Wierch (1242 m n.p.m.), na którym byliście (to ta dość wysoka góra widoczna na prawo centrum Sławska):

Obrazek

Trościan mnie zawsze trochę odstraszał - tłumem ludzi oczywiście. Oglądałem go sobie tylko z oddali - właśnie z Makówki i Menczyła podczas naszej wycieczki w 2002 r. oraz z Berda (1199 m n.p.m) w marcu 2012 r.

Obrazek

Obrazek

Dolnoślązak
stary wyga
Posty: 1459
Rejestracja: 13-06-2008 12:39
Lokalizacja: Wrocław

Re: Jagodowo- wierzbówkowe góry (Czorna Repa, Berdo, Trościan)

Postautor: Dolnoślązak » 17-08-2017 14:50

Z tym InterCity to tak nie do końca, bo InterCity to nazwa kategorii pociągu a spółka to Intercity, pociąg zaś którym jechaliście to zwykły TLK, znaczy pośpiech, dawne "Karki", teraz Sudety :wink:

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 3779
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Jagodowo- wierzbówkowe góry (Czorna Repa, Berdo, Trościan)

Postautor: buba1 » 17-08-2017 17:32

Ja nawet później, gdyż w październiku 2014 r. Nie był to jednak ten kultowy, opracowany w NRD jeszcze w latach 50. XX w. piętrus oznaczony na PKP jako Bipa, Bhp i Bdhpumn, lecz jego modyfikacja z lat 70. i produkowana w Gorlitz aż do schyłku NRD - seria Bmto. Niekiedy takie wagony podczepiane są do zasadniczego składu pociągu "Kamieńczyk" z Poznania do Szklarskiej Poręby Górnej. Właśnie takim wracałem kilka lat temu z Karkonoszy. To juz jednak nie to co stara Bipa - i nie ma korbki :-D


Zawsze cos! I taki by mnie uradowal! Chcialabym kiedys przewiezc kabaczka piętrusiem!

W turbazie "Trembita" byłem w maju 2002 r. Był to jeszcze czas fotografii analogowej. Zdjęć robiło się znacznie mniej. Byliśmy grupą kilkunastoosobową i po wycieczce mieliśmy wymieniać się zdjęciami. Jak to często bywa, do tego ostatniego etapu nie doszło. Nie mam zdjęć z imprezy (właściwie imprez) w turbazie, gdyż ja grałem na gitarze, a ktoś (ale kto?) pstrykał zdjęcia.


kurcze... no bardzo ciekawe czy ona jeszcze jest i czy sie zmienila! troche lat minelo.. W Polsce to napewno by ją zaorali, ale Ukraina zmienia sie mniej... moze szansa jest....

Trościan mnie zawsze trochę odstraszał - tłumem ludzi oczywiście


Oj to mysmy chyba byli na innym Trościanie :lol:

"Miasto duchów" raczej :lol: Tłumow nie zarejestrowalismy. Spalismy na ganku pustego budynku. Na krzesełkach wyciagu sie pobujałam jak na hustawce... Bedzie pod koniec relacji. Dziwne miejsce ten Trościan ;-)
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

Awatar użytkownika
Hazmburk
obieżyświat
Posty: 966
Rejestracja: 19-11-2012 21:51

Re: Jagodowo- wierzbówkowe góry (Czorna Repa, Berdo, Trościan)

Postautor: Hazmburk » 17-08-2017 19:12

A propos Sędzisławia, aktualnie na stacji remontowany jest peron przy ślepo zakończonym torze od strony Kamiennej Góry (bez możliwości wyjazdu w innych kierunkach; może Krzysiek zwróciłeś uwagę na te prace). Chodzą słuchy, że to pod planowane regularne pociągi z Lubawki lub Trutnova do Sędzisławia. Tak więc możliwe, że wkrótce dojazd pociągiem na wycieczki w Góry Krucze, a nawet do Trutnova będzie normalnością, a nie tylko wakacyjną egzotyką.

Dolnoślązak
stary wyga
Posty: 1459
Rejestracja: 13-06-2008 12:39
Lokalizacja: Wrocław

Re: Jagodowo- wierzbówkowe góry (Czorna Repa, Berdo, Trościan)

Postautor: Dolnoślązak » 17-08-2017 20:39

Przejeżdzałem tam dwa dni temu i istotnie coś tam grzebią, choć bardziej zwróciłem uwagę na remont samej stacji, konkretnie nawierzchni. Ucieszyło mnie niezmiernie, że układają na powrót kostkę granitową zamiast wszędobylskiej kostki bauma. Same budynek też odpicowali niczym pałac jakiś :)

PS I tak nam temat poprzez kolej zjechał na DŚ :mrgreen:

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 3779
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Jagodowo- wierzbówkowe góry (Czorna Repa, Berdo, Trościan)

Postautor: buba1 » 18-08-2017 10:02

Pyliste drogi prowadzą z Wielkiego Wierchu zakosami w dół.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W Wołosiance schodzimy prosto na sklep! I jak tu nie skorzystac i nie wypic piwa pod cienistym daszkiem z omaszałego eternitu?

Obrazek

Jak przystalo na fajny karpacki sklep jest tu na wyposazniu wychodek. Musi tu rzadzic ktos niezbyt pałający sympatią do muzyki. Role srajtaśmy pełnia spiewniki- z kolędami, z utworami jakiegos chóru z Odessy itp.

Obrazek

Obrazek

Kawałek dalej, pod cerkwią znow sklep! No nie wyjdziemy z tej wsi! :D Rozsiadamy sie pod wiatką. Co chwile przejezdza gruzawik przykrywajac caly otaczajacy swiat chmurą pyłu. Sloneczko sie odbija w kopułach cerkwi, jest upalne popoludnie. Zimne piwo spłukuje z gardła kurz i upał. Gdzies w pobliskiej chałupie ktos przygrywa na harmoszcze. Siedzimy tu dłuzej niz planowalismy!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nie wiem czemu we wsi sa dwie cerkwie bardzo blisko siebie? Moze innego obrządku?

Obrazek

Niestety coraz czesciej miejscowym, ktorzy chca podkreslic swoj patriotyzm, nie wystarcza powieszenie normalnej ukrainskiej flagi… Czerwono- czarne niegdys mozna bylo spotkac jedynie na “kopcach UPA” czy manifestacjach skrajnych ugrupowac. Teraz powiewaja na urzedach, w prywatnych samochodach czy np. pod cerkwiami.

Obrazek

Kilka razy probowalam sfotografowac ową banderowską flagę w aucie- w połaczeniu z polskimi blachami, ale niestety poki co wszystkie wyszły nieostre...

W koncu opuszczamy podcerkiewny sklepik i pylistymi drogami suniemy w zaplanowanym kierunku. Na rozdrozu stoi wagon. Jak to reklama potrafi czasem zmylic ;) Na tym etapie mamy nadzieje, ze ów “turystyczny kompleks” to bedzie cos w naszym stylu, cos z dawnych lat, pokrytego patyną, gdzies na koncu swiata…

Obrazek

Dalej tuptamy przez wies Ternawka, ktora jest połozona na wysokich, widokowych wzgórzach.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Sianokosy w pelni.

Obrazek

Obrazek

Wioska sie ciągnie i ciągnie, strasznie zwarta zabudowa. Włazimy jakby na przełecz a tam dalej domy i domy. Nie bardzo jest gdzie dogodnie postawic namiot, coby nie wypadło w czyims ogrodzie. Reklamowany na baraczku "turystyczny kompleks" okazuje sie byc calkiem nową bazą narciarską, ktora niezbyt przypada nam do gustu. I na dodatek jakis pies ujada przy bramie, potem cała noc slyszymy go z daleka. Fajnie sie musi spac uzytkownikom bazy jak cale dnie i noce ciagle hau i hau i hau hau hau.

Na nocleg ostatecznie wbijamy w chaszcz na zboczu gory. Zapadamy gdzies w ten las po lewej.

Obrazek

Przez drzewa przebłyskuje cerkiew.

Obrazek

Wieczorem przyjezdza traktor i parkuje chyba 15 metrow od nas. Jest tu jakas zwirownia i chyba chlopaki przyjechaly poza godzinami jej pracy zajumac troche kamienia. Potem na drodze nieopodal przystaja dwie kobity na ploty i chyba przez pol godziny narzekaja na swoich chłopow. Przejezdza tez kilka busów do osrodka na górze. Poznym wieczorem idzie jakis zalany gosc i spiewa na całe gardło. Smiesznie tak jakos, ze my ich wszystkich widzimy i słyszymy a oni o naszej obecnosci nie maja najmniejszego pojecia- tak fajnie schowani siedzimy w tym krzakach. Otaczają nas tylko łany wierzbówki!

Obrazek

Obrazek

Rano schodzimy łąkami i lasami w strone Ławocznego. Tu dla odmiany miejsc na dogodne biwaki jest zatrzesienie- malownicze polany, pachnące starym drewnem wiatki.

Obrazek

Wszystkie wzgórza sa rozowe od wierzbówek!

Obrazek

Obrazek

Napotykamy tez potoczek wiec jest kąpiel (o ile w wodzie po kostki mozna sie wykąpac ;) ) i pranie. W tym roku bardzo jest krucho z potokami i zrodelkami- wszystko wyschniete!

Obrazek

Na całej tegorocznej trasie spotykamy bardzo duzo pojazdow na starych radzieckich blachach- czarnych czyli tych sprzed 1982 roku.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W oddali widzimy gorki, na które zmierzamy.

Obrazek

Schodzimy do Ławocznego.

Obrazek

Przełezimy pod ciekawym wiaduktem kolejowym. Wchodzi sie tu jak do bunkra- temperatura jest chyba o 15 stopni nizsza niz na drodze przez wies! Kiedys, jako małe dziecko, miałam dziwne, powtarzajace sie sny. Śnił mi sie ogromny, cienisty wiadukt, ze scian którego wychodziły wilki. Nie probowaly mnie zjesc, tylko biegały wokol a ja sie ich bałam. Wiadukt byl ogromny, przechodziła pod nim droga i rzeka. Nie byl jednolity, miejscami wpadały w jego ciemne czeluscie promienie sloneczne. Sen ten powtarzał sie kilkadziesiat razy na przestrzeni kilku lat. I dzis uswiadomiłam sobie, ze w Ławocznym jest własnie ten wiadukt z mojego snu sprzed lat... Niesamowite wrazenie zobaczyc miejsce, ktore dotychczas uwazalo sie jedynie za wytwor wlasnej wyobrazni...

Obrazek

Obrazek

Chyba zaporożec nie byl w tym roku uzywany ;)

Obrazek

Z wioski idziemy w strone przełeczy.

Obrazek

Obrazek

Sa tam ladne widoki, polanki- szkoda tylko ze srodkiem wali linia wysokiego napiecia. Przełecz nazywa sie dosc nieorginalnie- Prislip. My ją nazwalismy "Skwierczącą Przełęczą". Staramy sie postawic namiot jak najdalej od tych świszczacych drutów, które podswiadomie budzą jakis niepokoj.

Obrazek

Kolacje mamy z takim widokiem.

Obrazek

Obrazek

W nocy cos wpada na nasz namiot z przerazliwych kwikiem i chrumkaniem. Chyba warchlak. Bardzo sie cieszymy, ze sie pozbierał i odszedł sam a nie przyszła mu na pomoc mamusia..

Obrazek

Rano widac, ze szykuje sie upalny dzien. Zbieramy manele i ruszamy w strone lokalnych połoninek. Idziemy z 200 metrow a tam chatka! Drewniana, nowiutka- pachnąca jeszcze zywicą, otwarta... Obok miejsce na ognisko, wiatka... W srodku nawet piec ale jeszcze nie podłączony. Dlaczego najlepsze miejsce na nocleg jest zawsze kawałek dalej?

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Tuptamy sobie przez Płaj, przez Berdo.. Słoneczko dopieka, trawy szumią, wzrok ginie gdzies na dalekich, falistych szczytach... Azrodełka wszystkie pozamieniały sie w młaki! Nie ma opcji nabrac wody...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Na całej połoninie jest zatrzesienie jagodziarzy! Nie dziwota- wystarczy kucnąc i wokol siebie by sie zebrało całe wiadro. Niektorzy wjechali tu łądą żiguli. Jak oni tego dokonali na zawsze pozostanie dla nas tajemnicą!

Obrazek

Wdajemy sie w pogawedke z chłopakami ze Skola- ojciec i syn.

Obrazek

Przyjechali na wakacje do babci do Tucholki i wlasnie wylezli po jagody. O 16 ma przyjechac gruzawik i zabrac zbieraczy ale mamy obawy, ze bedzie rownie pełen jak ten wczoraj. Chłopaki chca nam dac jedzenie- chleb, ser, pomidory. Jedzenia akurat mamy pod dostatkiem - raczej z braku wody musimy dzis zejsc do wioski. Liczylismy na jakies zrodła czy potoczki po drodze- ale to chyba na wiosne. Jagodziarze potwierdzaja- wszystko wyschło, a z bagnistych kałuz nie chca pic nawet psy..

Droga z Berda do Tucholki prowadzi serpentynami i dluzy sie nam straszliwie.

Na jednej z polan mijamy zapomnianą chatke. Mocno zarosnieta, z zawalonym balkonem. Drzwi zamkniete ale mozna by wlezc przez strychowe okna. Dalej w krzakach lezy drabina.

Obrazek

W Tucholce zwracaja uwage dwa niedokonczone drewniane pałace.

Obrazek

Obrazek

Sa tez starsze domy drewniane o gabarytach wiekszych niz zwykła chatka.

Obrazek

Zagubiony znak.

Obrazek

W sklepie obkupujemy sie w wode, trudno, nie ma wyjscia, musimy to dzwigac z wiosek. Nabywamy tez pielmieni, ktore gotujemy w jednej z kilku fajnych przysklepowych wiatek.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W wiosce sa dwie cerkwie.

Obrazek

Jednej z nich strzegą niebieskie anioły.

Obrazek

Szukamy drogi na Kalne, co poczatkowo nam niezbyt dobrze idzie bo pytamy miejscowych. A oni probują nas wpuscic w jakies zanikajace bagienne sciezki- chyba skrót. Tak trafiamy na teren jakiegos zakładu pełnego maszyn- pająków ;)

Obrazek

Ostatecznie znajdujemy wlasciwą droge i zaczynamy sie rozgladac za miejscem na nocleg.

cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...


Wróć do „Relacje z wypraw”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość