Znad Dunaju do Balatonu. Z Balatonu nad Adriatyk. Z Adriatyku do Siedmiogrodu.

Jeżeli wybrałeś się gdzieś poza Sudety i nie wstydzisz się tego, daj znać!
Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3319
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Znad Dunaju do Balatonu. Z Balatonu nad Adriatyk. Z Adriatyku do Siedmiogrodu.

Postautor: Pudelek » 22-08-2017 18:23

"Gdzie pojechać latem w tym roku"? - to pytanie pojawia się zawsze pod koniec zimy lub na początku wiosny. Pewny był kierunek - południowa Europa. A konkrety? Krystalizowały się w kolejnych miesiącach i tygodniach. W końcu wymyśliłem objazdówkę. Bez jednego czy dwóch krajów, na których się skupimy, ale wiele różnych. Po raz pierwszy od dekady będzie żadnego nowego państwa, ale uzupełniamy braki w tych, które już mniej lub bardziej znamy.

Postanowiłem wyjazd zacząć symbolicznie od wielkiej wody - mojej ulubionej europejskiej rzeki, czyli Dunaju. Po dwóch godzinach tłuczenia się słowacką autostradą odbijam w przygraniczną dzielnicę Bratysławy - Čunovo (Dunacsún). Na jej końcu znajduje się imponujący zespół konstrukcji rzecznych.
Obrazek
Obrazek

Parkujemy przy górnej zaporze zbiornika wodnego Gabčíkovo - Nagymaros. Jego historia jest równie burzliwa jak stosunki słowacko-węgierskie.

Budowę wspólnego, międzynarodowego kompleksu uzgodniła jeszcze Czechosłowacka Republika Socjalistyczna oraz Węgierska Republika Ludowa. Miał on wyeliminować powodzie oraz dostarczyć taniej, naturalnej energii elektrycznej obu państwom, a także poprawić żeglowność na tym odcinku. Początkowo planowano, iż będzie się składał z kanału o długości 30 kilometrów doprowadzającego wodę do zapory w Gabčíkovie oraz drugiego zbiornika wyrównawczego w odległym o 100 kilometrów Nagymaros.

Prace rozpoczęto w 1977 roku. W latach 80. zostały spowolnione wskutek problemów ekonomicznych oraz rosnącego po węgierskiej stronie ruchu przeciwników zbiornika. Ostatecznie w 1988 lub 1989 Węgrzy zaprzestali budowy swojej części: uznano, że ogromne tamy spowodują klęskę ekologiczną, a społeczeństwo powszechnie kojarzyło je z wielkimi konstrukcjami socjalizmu powstałymi bez racjonalnego finansowego uzasadnienia.
Obrazek

Po stronie słowackiej prace były znacznie bardziej zaawansowane i władze stanęły przed ogromnym problemem, co robić dalej. Rozważano m.in. wyburzenie wszystkiego co już powstało, ale ostatecznie zdecydowano się na samodzielne dokończenie przy jednoczesnej zmianie projektu, aby zastąpić nieistniejącą część węgierską. Po rozpadzie Czechosłowacji zajęła się tym niepodległa Słowacja.

Sprawa trafiła m.in. do Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości, ponieważ Węgrzy protestowali przeciwko kontynuacji stawiania zbiornika, ale sąd przyznał rację Słowakom. W 1997 roku zaporę otwarto. Podobno obawy o klęskę ekologiczną nie potwierdziły się, odcinek Dunaju aż po granicę austriacką stał się bezpieczniejszy dla żeglugi, a młode państwo słowackie zyskało swą największą elektrownię wodną.

Zapora w Čunovie z lotu ptaka.
Obrazek

Działają tu dwie elektrownie wodne - większa o mocy 24 MW i znacznie mniejsza 1 MW. Na wschodnim brzegu, na sztucznym cyplu, otwarto muzeum sztuki nowoczesnej - Danubiana. Nie jesteśmy zwolennikami tego gatunku artystycznego, więc zerkamy tylko z zewnątrz, a próbkę zgromadzonych eksponatów widać w ogrodzie.
Obrazek
Obrazek

Kilkaset metrów dalej działa centrum sportów wodnych ze sztucznym torem do kajakarstwa górskiego. Ćwiczy tu słowacka kadra (odnosząca w tej dyscyplinie duże sukcesy), odbywają się zawody międzynarodowe, m.in. Mistrzostwa Europy (dwukrotnie) oraz Świata (w 2011).
Obrazek
Obrazek

Od tego miejsca Dunaj rozdziela się na wąskie, stare, naturalne koryto, oraz nowe, sztuczne, tworzące zbiornik o nazwie Hrušov - 25 km kwadratowych powierzchni, 16 kilometrów długości, szerokość od 1 do 4 kilometrów. To raj dla miłośników sportów wodnych, żeglugi oraz dużych jednostek pływających.
Obrazek

W oddali widać kominy zakładów przemysłowych oraz wieżę telewizyjną na wzgórzu Kamzík - jeden z symboli Bratysławy.
Obrazek

Z pamiątek nawiązujących do historii - kilka lat temu odsłonięto pomnik poświęcony brytyjskim lotnikom, zestrzelonym podczas bombardowania stolicy Słowacji w czasie II wojny światowej.
Obrazek

Jedziemy mało ruchliwą drogą wzdłuż betonowego, wysokiego brzegu - szeroki na 6 metrów wał służy nie tylko jako ochrona przed wylaniem wody, ale jednocześnie do treningów biegaczom i rowerzystom. Kurczę, aż chciało się ubrać sportowe buty i ruszyć truchtem przed siebie ;).
Obrazek
Obrazek

Ponieważ zbiornik jest dość długi, to na jego terenie działa prom, pozwalający przedostać się szybciej na drugą stronę.
Obrazek

Po ukończeniu budowy zapory powstała sztuczna wyspa, z obu stron opływana przez Dunaj - na wschodzie przez nową drogę wodną, a na zachodzie przez stare koryto, z zadrzewionymi i bagnistymi brzegami, na których utworzono rezerwaty przyrody. Tym korytem biegnie granica z Węgrami.

Na wyspie, dziełu nie sił natury, lecz rąk człowieka i siły maszyn, znajdują się małe ośrodki wypoczynkowe, sieć szlaków rowerowych i turystycznych, oraz trzy wioski: Vojka nad Dunajom (węg. Vajka), Dobrohošť (Doborgaz) i Bodíky (Nagybodak). Wszystkie liczą mniej niż pół tysiąca mieszkańców i we wszystkich zdecydowaną większość ludności stanowią Węgrzy.
Obrazek

W pewnym momencie droga się rozdziela - prosto można dojechać do promu na węgierską stronę, a w lewo wjedziemy na wały. Mostem przekracza się jeden z bocznych kanałów odpływowych.
Obrazek

Dojechaliśmy do drugiej, większej zapory wodnej, na której pracuje kolejna elektrownia o mocy 720 MW.
Obrazek
Obrazek

Umocnienia wałów widoczne od strony rzeki.
Obrazek
Obrazek

Śluzy tamy w ciągu dwudziestu lat użytkowania przekroczyło 300 tysięcy statków z pięcioma milionami pasażerów.
Obrazek

Za tamą wybudowano 8 kilometrowy kanał "odpadowy" - dopiero po jego zakończeniu Dunaj wraca w naturalne granice.

Na drugim brzegu rozsiadło się miasto, od którego cały kompleks wziął nazwę - Gabčíkovo. Do 1948 roku nosiło historyczną nazwę Beš, którą następnie zmieniono na obecną, upamiętniając Jozefa Gabčíka, jednego z uczestników zamachu na Reinharda Heydricha w Protektoracie Czech i Moraw. Patron jest raczej bez zarzutu, tyle, że prawdopodobnie nie miał nic wspólnego z miejscowością. Stara nazwa obecna jest tylko w węgierskiej wersji jako Bős.
Obrazek

Miasteczko w przeszłości zamieszkiwali niemal sami Węgrzy, nawet dziś stanowią prawie 90%. Mimo to po I wojnie światowej granicę czechosłowacko-węgierską wyznaczono sztucznie na Dunaju, odcinając etniczne regiony węgierskie od Macierzy.

Na ulicach wszystko jest dwujęzyczne albo słowacki w ogóle się pomija.
Obrazek
Obrazek

W centrum stoi eklektyczny gmach publiczny z kolumną morową...
Obrazek

...oraz odnowiony Pomnik Poległych zakończony gładkim wibratorem (to chyba miał być pocisk!).
Obrazek

Po opuszczeniu Gabčíkova mijamy kilka następnych węgierskojęzycznych wiosek. Tak wygląda struktura etniczna większości obszaru Žitnego ostrova (Csallóköz), jednego z najgęściej zaludnionych i bogatych rolniczo terenów Słowacji.
Obrazek

Po kilkunastu kilometrach skręcam w prawo obok wiaduktu i nieoczekiwanie widzę, że to granica, o czym świadczą mocno pordzewiałe tabliczki.

Państwa rozdziela oczywiście Dunaj, który tutaj wygląda już "normalnie". Przekraczamy go po Vámosszabadi híd - moście, który został wybudowany w okresie II wojny światowej, kiedy dwa brzegi na kilka lat znów stały się węgierskie. Zniszczony w 1945 został ponownie oddany do użytku (odbudowany przez Węgrów) w 1973 roku. Bardzo lubię takie zielone konstrukcje :).
Obrazek

Pierwszym miastem na Węgrzech jest Győr, siedziba komitatu. Zawsze obiecuję sobie wrócić do niego na zwiedzanie i zawsze spędzam w nim więcej czasu, niż chcę, ponieważ drogi są fatalnie oznakowane i gubię właściwy kierunek. Tak było i tym razem, bowiem znalazłem się na szosie biegnącej nie w tą stronę co trzeba.

Cóż robić? Do centrum nie zamierzam wracać, bo mimo sobotniego popołudnia ruch jest spory, postanawiam więc dostać się na właściwą trasę korzystając z bocznych połączeń. Dzięki temu mam okazję po raz kolejny oglądać opactwo benedyktynów w Pannonhalma, tym razem od północy.
Obrazek

No i słoneczniki! Jak Węgry to muszą być słoneczniki! :D
Obrazek

W Gic mają pałacyk, przy którym ktoś rozpoczął pracę, ale nie skończył, bo podobno renowacja za bardzo przypominała niszczenie zabytku.
Obrazek

W Bakonytamási wznosi się żółty kościół ewangelicki, a obok postawiono biały Pomnik Poległych ozdobiony orłem (?).
Obrazek

Z kolei na obrzeżach wsi dostrzegam kirkut, obudowany współczesnym murem. Wygląda to tak dziwacznie, iż muszę się zatrzymać!
Obrazek

Pomniczek wspomina o miejscowych Żydach i Cyganach wymordowanych podczas Holokaustu. W środku ogrodzenia rzeczywiście stoi kilkanaście macew, drzwi zamknięte na kłódkę. Ochrona przed współczesnymi prawdziwymi patriotami?
Obrazek

Wracając do auta widzę, iż przy moim wozie zatrzymała się ciężarówka z sianem. Kierowca włączył awaryjne, wysiadł z szoferki i podchodzi do okna. Myślałem, że chce się spytać o drogę albo cuś, lecz ten dojrzał drzemiącą w środku Teresę i wystraszył się, iż... coś jej się stało w tym upale (temperatura kręciła się w okolicach 35 stopni) :D! Zdążył już wyciągnąć komórkę i dzwonić po pomoc, przerwał dopiero, kiedy uspokoiła go, iż wszystko jest w porządku.

Zaskakująca, ale bardzo pozytywna sytuacja.
Obrazek

Około godziny 17-tej docieramy do Pápy. Nie chodzi jednakże o papieża, a o miasto o tej samej nazwie. Stajemy w nieco rozkopanym centrum, pełnym zabytkowej architektury.
Obrazek
Obrazek

Szczególnie ładny jest rynek: odnowione, kolorowe kamieniczki z wykuszami i podcieniami. Na środku duży, barokowy kościół św. Stefana.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Z drugiej strony główny plac miasta zamyka pałac należący niegdyś do jednego z najbardziej znamienitych rodów węgierskich - Esterházy.
Obrazek

Ludzie przed słońcem chowają się w cieniu albo w okolicach fontanny. My postawiliśmy na lody, które na Węgrzech (i w większości krajów na południe od RP) mają zazwyczaj formę potężnych gałek, które trudno mi zjeść, zanim się rozpuszczą ;). Skonsumowaliśmy je na ławeczce naprzeciw sklepu z chińskim dziadostwem. Czego tam nie ma? Jest ruhák i cipők. Kabátak (od kabaka?). Gyerek (zapewne Edward). A nawet Pólók. Ślązaków brak.
Obrazek

Kontynuujemy podróż w kierunku południowym, do Balatonu, gdyż godzina coraz późniejsza. Zawsze tak jest, że wyznaczam jakąś marszrutę, a potem ten czas ucieka jak szalony.

W Bakonypőlőske mieszka kilka procent Niemców (stąd tablica Peretschke). To pozostałość po osadnictwie Szwabów Naddunajskich, zamieszkującej Bakony (Las Bakoński), niewielkie pasmo górskie położone na północ od węgierskiego morza.
Obrazek

W Devecser przy skrzyżowaniu stoi pałac, pierwotnie zamek, także będący własnością Esterházych.
Obrazek

Im bliżej Balatonu tym więcej ciekawych formacji na horyzoncie. Bakony ma niewysokie góry (maksymalnie 704 metry n.p.m.), ale o interesujących kształtach. Niektóre wyglądają jak stożki wulkaniczne.
Obrazek
Obrazek

Ten szczyt po prawej udało mi się zidentyfikować: Csobánc (376 metrów) z ruinami zamku, który wielokrotnie usiłowali zdobyć w XVI wieku Turcy, ale bez powodzenia.
Obrazek

Na szosie nr 71, która jest główną arterią przelotową wzdłuż północnego Balatonu, wpadam w wielokilometrowy korek. Nie ma żadnego wypadku czy prac drogowych, po prostu jest taki ruch. Dawno nie byłem tutaj w szczycie sezonu turystycznego (zazwyczaj odwiedzamy jezioro już pod koniec sierpnia), więc zapomniałem, że nadal cieszy się tak dużą popularnością.

Nasza miejscowość docelowa jest na południowym brzegu, a okrążenie go to jeszcze wiele, wiele kilometrów. I choć miałem początkowo inne plany, to wykupuję na tankszteli winietę, aby ostatni odcinek przebyć szybko autobaną, która też jest dość zatłoczona (sporo ludzi wraca z Bałkanów na północ).

Z tego miejsca dobrze widać górzysty północny brzeg Balatonu (południowy jest płaski) oraz samą taflę zbiornika.
Obrazek
Obrazek

Na znajomym kempingu przykre rozczarowanie - jest całkowicie zapełniony! Takiej sytuacji właściciel nie miał już dawno. Sporą grupę stanowią Niemcy, dla wielu z nich to ostatni wakacyjny weekend, a oni po latach przypomnieli sobie miejsca, gdzie jeździli wypoczywać ich rodzice z DDR-u...
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 3923
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Znad Dunaju do Balatonu. Z Balatonu nad Adriatyk. Z Adriatyku do Siedmiogrodu.

Postautor: buba1 » 22-08-2017 20:46

Bakony ma niewysokie góry (maksymalnie 704 metry n.p.m.)


Ten szczyt po prawej udało mi się zidentyfikować: Csobánc (376 metrów)


Wyglada na Kaczawskie :P
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "

na wiecznych wagarach od zycia...

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3319
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Re: Znad Dunaju do Balatonu. Z Balatonu nad Adriatyk. Z Adriatyku do Siedmiogrodu.

Postautor: Pudelek » 22-08-2017 23:41

no tak. Średnia wysokość 600, najwyższy 724 w Kaczawskich :D Choć możliwe, że bardziej bliżej siebie są te górki ;)
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3319
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Re: Znad Dunaju do Balatonu. Z Balatonu nad Adriatyk. Z Adriatyku do Siedmiogrodu.

Postautor: Pudelek » 24-08-2017 18:28

Nad Balatonem obozujemy jak zwykle w Balatonföldvár. Liczący nieco ponad dwa tysiące mieszkańców położony jest na południowym brzegu, prawie w jego połowie. To wybór w dużej mierze sentymentalny: właśnie tu spędziłem pierwszy zagraniczny wyjazd, jeszcze z rodzicami. I choć nie był to już PRL, to i wtedy ciepły basen Balatonu i madziarska mowa wydawała się innaą planetą w porównaniu z Bałtykiem ;).
Obrazek

Balatonföldvar ma wszystko to, czego do wypoczynku potrzeba: jest deptak z lokalami gastronomicznymi, sezonowe wesołe miasteczko, supermarket, apteka, poczta (która staje się zbędna, bo kto jeszcze wysyła pocztówki z wakacji?), dla uduchowionych nawet kościół (pamiętam, że ksiądz prowadzący podczas mojej pierwszej wizyty mszę tak mocno wydawał mi się mieszaniną feldkurata Katza z powieści Haszka i lekarza z "CK Dezerterów", że non stop rechotałem w ławce :D). Są dwie i pół plaży. Pół, ponieważ jedna z nich to kawałek trawnika niedaleko przystani i ciasno tam jak cholera.
Obrazek
Obrazek

Plaża wschodnia od tego roku jest płatna! Może Balaton jest tam jakiś inny, a trawa bardziej soczysta? Tylko tak tłumaczę sobie fakt pobierania dodatkowej opłaty...

W mieście znajduje się stacja kolejowa na jednej z głównych węgierskich linii: Budepaszt - Nagykanizsa. Pociągi kursują bardzo często.
Obrazek

(Na zdjęciu lokomotywa MÁV V41, której produkcję zakończono w 1982 roku, ale nadal króluje na węgierskich torach.)

Zgodnie z wymogami czasów współczesnych obok ścieżek spacerowych znajdują się trasy dla rowerzystów. Jako biegacz stwierdzam, że to doskonała okolica do aktywności :).
Obrazek

Sama osada pojawia się w źródłach pod nazwą Földvár już w XI stuleciu, lecz jako miejscowość turystyczno-kąpielowa została założona dopiero w II połowie XIX wieku przez rodzinę Széchényi. Opracowano projekt ośrodka, wytyczono nowe drogi, które do dzisiaj w wielu miejscach przecinają się pod kątem prostym.
Obrazek

Tutejsze deptaki uważane są za jedne z najładniejszych nad Balatonem, otoczone zadbanymi, starymi drzewami.
Obrazek

Za płotami widać stuletnie domy wypoczynkowe, które zdecydowanie nie są na naszą kieszeń.
Obrazek
Obrazek

Jak pisałem poprzednio: zaskoczył nas całkowicie zapełniony kemping, na którym zwykle nocowaliśmy. Przenieśliśmy się więc do drugiego, zlokalizowanego bliżej centrum, ale zaniedbanego i z nieobecnymi właścicielami. Właściwie gdybyśmy się uparli, to w ogóle nie musielibyśmy płacić za nocleg, bo kasę zostawiliśmy... sprzątaczce.
Obrazek

Tym razem w pierwszą podróż zagraniczną pojechał jeszcze jeden pasażer - Śliwka. Po pierwszej nocy odważyła się wyjść z samochodu, a potem nawet przymierzała się do kierowania :).
Obrazek
Obrazek

No, ale jak Balaton to muszą być kąpiele. Na szczęście plaża zachodnia nadal jest dostępna bez żadnego dodatkowego haraczu. Moim zdaniem nic jej nie brakuje.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Nie wiem czemu, ale prawa wieża tego zamku jakoś mi się dziwnie kojarzy...

Tym razem trafiliśmy na bardzo wietrzną pogodę. Początkowo w połączeniu ze słońcem to nie przeszkadza, choć o normalnym pływaniu można zapomnieć.
Obrazek

W miarę upływającego czasu wiatr się zmaga, a chmury po niebie płyną bardzo dziwnie: wyższe w jedną stronę, niższe w drugą. Na horyzoncie pojawiają się coraz ciemniejsze plamy, widać, że w oddali pada, a następnie nad północnym brzegiem przechodzi burza.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Zaczynam czuć się jak nad morzem - można przeskakiwać fale, woda zabiera ze sobą pozostawione zbyt blisko klapki i ochlapuje ludzi. Temperatura nie jest już tak przyjemna dla kogoś kto oczekiwał upałów podobnych do poprzednich dni. Ale to było do przewidzenia: wysokie temperatury nie mogą trwać wiecznie, a duchota robiła się nie do wytrzymania...

Część budynków przy plaży najlepsze lata ma już za sobą. Na drugim zdjęciu palarnia.
Obrazek
Obrazek

Wracamy wąskimi chodnikami z nawierzchnią pofałdowaną przez korzenie drzew. Czasem można zajrzeć komuś do ogródka: tutaj wejście do małej knajpki.
Obrazek

Od kiedy pamiętam Węgrzy kuszą turystów cyrkami. Nie jednym, nie dwoma, ale kilkoma. W Polsce i na Śląsku ta forma rozrywki raczej zdycha, a tutaj co krok reklama. Choć nie wiem, może nad Bałtykiem jest inaczej? Każdy z tych plakatów jest niby inny, to jednak wszystkie podobne: panny ze sztucznymi cyckami, wyżelowani, dobrze opaleni panowie prowadzący show, różne zwierzęta wykonujące sztuczki ku uciesze widzów. W jednym atrakcją ma być Cygan z białymi ustami. Jako klaun? Czy to czasem nie ma podłoża rasistowskiego?
Obrazek

Wieczorem ruszamy coś zjeść. Mijamy sąsiadów z kempingu, którzy wracają z miasta i informują, że za godzinę ma zacząć ostro lać. Meteorolodzy tradycyjnie troszkę się pomylili: niebo otwarło się na głowy jakieś trzy minuty po tej rozmowie...
Obrazek

Wiatr smagał ciało jak wściekły. Idąc na brzeg oberwałem urwaną gałęzią - na szczęście małą. Tak wzburzonego Bałtyku jeszcze nie widziałem; grant raz po raz przeszywały błyski.
Obrazek

Udało nam się dotrzeć do knajpy, gdzie w końcu zamówiłem coś węgierskiego (dzień wcześniej z racji późnej pory została już tylko tradycyjna, węgierska pizza). Trafił mi się miejscowy bigos, jakaś odmiana pörkölta. Ale całkiem smaczny :).
Obrazek

Podczas konsumpcji przypomniał mi się wczorajszy wątek polski: do pizzerii przychodzi grupa osób znad Wisły. W rękach dzielnie dzierżą butelki... Perły. Weszli do lokalu, po czym szybko wyszli na zewnątrz, nie wiedząc do końca czemu obsługa nie pozwoliła im dokończyć swojego piwa w środku...

Po jakimś czasie przestaje padać, ale wszystko jest nieprzyjemnie mokre i zimne...
Obrazek
Obrazek

Poniedziałek jest słoneczny, ale chłodny. Rezygnuję z kąpieli, bo liczę na to, że w kolejnych dniach uda się ją zaliczyć w cieplejszych warunkach.

Przed opuszczeniem węgierskiego morza zajeżdżamy do sąsiedniego Balatonszárszó. Zadbany park sąsiaduje z dużym, opuszczonym budynkiem, chyba dawnym kinem.
Obrazek

Na jeziorze ciągle fale, lecz wyraźnie mniejsze.
Obrazek

Ciekaw jestem jak kozłują piłką? :D
Obrazek

Na trawie dziwny pomnik. Górnicy? Nie, to upamiętnienie Attilli Józsefa, młodego poety z okresu międzywojennego; w 1937 roku popełnił samobójstwo na pobliskich torach, kładąc się pod pociąg.
Obrazek

Tu też plaża płatna. Może ze złotym piaskiem?

Oddalamy się od Balatonu. Po kilku kilometrach staję w Kőröshegy. Kiedyś była to centralna miejscowość okolicy, dziś z racji odległości od jeziora pozostaje na uboczu. Ale posiada kilka ciekawych zabytków.

Najważniejszy z nich to gotycki kościół Krzyża Prawdziwego z XV wieku.
Obrazek

Przy skrzyżowaniu piękny, realistyczny Pomnik Poległych; oficer z sumiastym wąsem.
Obrazek

Druga świątynia - ewangelicka - z początku 19. stulecia.
Obrazek

Stare gospodarstwo z podcieniami.
Obrazek

Przykładem nowej architektury jest ogromny wiadukt autostradowy: 16 filarów, 88 metrów wysokości, prawie 2 kilometry długości.
Obrazek
Obrazek

Suniemy na południe boczną drogą. Coraz mniej widać aut turystów, asfalt coraz gorszy. Ale są morza słoneczników i kukurydzy, dwóch węgierskich naczelnych :).
Obrazek

W Kaposvárze przegapiam zjazd na obwodnicę, ale szybko naprawiam swój błąd. Dalsza podróż przebiega już prawidłowo. Zatrzymuję się dopiero przed zamkniętym szlabanem w Sásd (niem. Schaschd, chor. Šardin). To już Baranya, komitat z największą liczbą mniejszości narodowych na Węgrzech.

Obserwując Roma na motocyklu stwierdzam, że dawno u nas nie widziałem Simsona...
Obrazek

Korzystając z okazji staję w centrum aby uwiecznić dwa Pomniki Poległych:
- z Wielkiej...
Obrazek

...i II wojny.
Obrazek

Ten drugi stylizowany jest niby na rzymski... Wśród nazwisk większość ma niemieckie brzmienie, choć imiona są węgierskie. Garstka Szwabów Naddunajskich nadal tutaj mieszka, ale na ulicach widać głównie śniade twarze, prawie nieuchwycone w statystykach.

A przed nami główne miasto tej części kraju.
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 3923
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Znad Dunaju do Balatonu. Z Balatonu nad Adriatyk. Z Adriatyku do Siedmiogrodu.

Postautor: buba1 » 25-08-2017 10:34

z dużym, opuszczonym budynkiem, chyba dawnym kinem.


a zdjecie gdzie?
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3319
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Re: Znad Dunaju do Balatonu. Z Balatonu nad Adriatyk. Z Adriatyku do Siedmiogrodu.

Postautor: Pudelek » 27-08-2017 19:44

nie zrobiłem :(
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 3923
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Znad Dunaju do Balatonu. Z Balatonu nad Adriatyk. Z Adriatyku do Siedmiogrodu.

Postautor: buba1 » 28-08-2017 14:54

A w Kosmosie w koncu nocowaliscie?
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3319
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Re: Znad Dunaju do Balatonu. Z Balatonu nad Adriatyk. Z Adriatyku do Siedmiogrodu.

Postautor: Pudelek » 28-08-2017 18:52

Nie. Wybrałem jednak inny kierunek. Do Kosmosu z Adriatyku trochę daleko ;)

Ale jako opcja na przyszłość Kosmos nadal zostaje :)
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

Radek
obieżyświat
Posty: 729
Rejestracja: 19-02-2011 10:31

Re: Znad Dunaju do Balatonu. Z Balatonu nad Adriatyk. Z Adriatyku do Siedmiogrodu.

Postautor: Radek » 28-08-2017 21:29

W pewnym momencie droga się rozdziela - prosto można dojechać do promu na węgierską stronę, a w lewo wjedziemy na wały. Mostem przekracza się jeden z bocznych kanałów odpływowych.

Obrazek
Obrazek

Tylko skąd taka różnica przezroczystości wód? Może ten kanał przełapuje przesiąki ze zbiornika?
Podobny ciek spotkałem koło Dunaju pod Bratysławą, woda kryształ, zrobiłem w niej pranie wykąpałem się a po kilometrze trafiłem do źródła, które było w bratysławskiej oczyszczalni ścieków :)
Obrazek

Przypomniała mi się jeszcze dunajska ichtiociekawostka. W okolicy Wiednia i Bratysławy trafiłem na dziwną rybę ze świecącymi obrzeżami płetw i plama koło skrzeli.
Fisz mały ale za trzy razy większymi okoniami ganiał jak dziki.
Obrazek

Okazało się że jest to bas słoneczny pochodzący z Missisipi.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Bass_s%C5%82oneczny

I druga inwazyjna cholera, pochodząca z Morza Azowskiego, która opanowuje europejskie wody.
Babka bycza
Obrazek

https://pl.wikipedia.org/wiki/Babka_%C5 ... g%C5%82owa
Obrazek

Pod wodą są dziwy ale i na też. Wrocław od paru lat zachwyca się jedynym w tym mieście pływającym domem a Słowacy mają już pływające osiedla.
Obrazek
Obrazek

Tak mnie Pudel tym Dunajem zainteresowałeś, nigdy nie zastanawiałem się jak wygląda jego źródło a z tego co widzę w necie to całkiem fajna rzeka jest w górnym biegu.
https://www.google.pl/search?biw=1366&b ... 82o+dunaju

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3319
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Re: Znad Dunaju do Balatonu. Z Balatonu nad Adriatyk. Z Adriatyku do Siedmiogrodu.

Postautor: Pudelek » 28-08-2017 21:45

Przy źródle Dunaju akurat jeszcze nie byłem, ale robi wrażenie ;)

Ogólnie to Dunaj w tamtym miejscu sprawia wrażenie dość brudnego, choć jak wracając zszedłem na brzeg po węgierskiej już stronie, to znów wyglądał na w miarę czysty. Ale ten kanał na pewno był bardziej przeźroczysty niż nowe koryto, ciekawe jak wygląda stare?
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3319
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Re: Znad Dunaju do Balatonu. Z Balatonu nad Adriatyk. Z Adriatyku do Siedmiogrodu.

Postautor: Pudelek » 30-08-2017 11:20

Pécs to największe miasto południowo-zachodnich Węgier. Zamieszkały od tysięcy lat, natomiast w II wieku n.e. Rzymianie założyli tutaj Sopianae, jeden z ośrodków prowincji Panonia. Z okresu Cesarstwa pochodzą najstarsze zabytki, które wpisane zostały na listę dziedzictwa UNESCO.

Po Rzymianach przyszli m.in. Słowianie. To od nich wywodzi się najprawdopodobniej nazwa węgierska - tak Madziarzy wypowiadali słowo "pecz", czyli "pięć". W wielu innych językach do liczebnika dodawano także człon "kościół": mamy zatem Fünfkirchen, Pětikostelí, Quinque Ecclesiae, a w przeszłości także Pięciokościoły (dziś już tylko Pecz). Tłumaczone jest to faktem, że do budowy kościołów wykorzystano kamienie z pięciu wczesnochrześcijańskich kaplic.
Obrazek

Przez kilkaset w Peczu rządzili Turcy. Miasto przebudowano na orientalną modłę, kościoły zamieniono w meczety, a rynki w bazary. Jednocześnie przez ponad wiek cieszyło się rzadko wówczas spotykanym w Europie spokojem. Później nie było już tak bezpiecznie - kilkukrotnie go łupiono i niszczono. Po odzyskaniu miasta przez wojska chrześcijańskie zamieszkiwała je ludność trzech narodowości - oprócz Węgrów także Niemcy i południowi Słowianie, głównie Chorwaci. Taki stan etniczny przeważał w całej Baranji, której Pecz został stolicą. Do dzisiaj na rogatkach witają kilkujęzyczne tablice wjazdowe...

Parkujemy na wschód od rozległego Starego Miasta, przy murach obronnych, dobrze zachowanych w północnej części.
Obrazek

Za niewielkim tunelem, przebitym przez górkę, widać cztery wieże, jeden z symboli Peczu.
Obrazek

Katedra św. Apostołów Piotra i Pawła to neoromański kościół, swobodna wariacja na temat pierwotnej, romańskiej świątyni z XI wieku, zniszczonej przez Osmanów. Jest spora i otoczona ciasną zabudową, zatem trudno ująć ją na zdjęciu.
Obrazek
Obrazek

W środku cieszą oko bogato zdobione ściany i sufity.
Obrazek
Obrazek

Obok katedry ruiny kaplicy z XIV wieku, gdzie chłopaki ćwiczą skoki przez murki. Za nimi pozostałości średniowiecznego uniwersytetu, pierwszego na Węgrzech.
Obrazek

Nie wiem skąd przenieśli te posągi, ale artysta musiał się przy nich sporo napracować.
Obrazek

Miejscowe biskupstwo (założone w 1009 roku) wyczuło biznes i dorabia na turystach. Po zakupie biletów można zajrzeć do pałacu hierarchów, lapidarium i skarbca katedralnego. Na szczęście sam kościół zwiedza się za darmo, więc na nim poprzestaliśmy ;).

Plac katedralny od południa zamyka nieduży kościół Wniebowzięcia NMP (barokowy, potem przebudowany), podczas naszej wizyty osłonięty rusztowaniami.
Obrazek

W parku rozciągającym się przed nim znajduje się znacznie starszy zabytek - mauzoleum wczesnochrześcijańskie z IV wieku n.e.. Pochowano w nim jakąś ważną rodzinę rzymską; grobowiec położony jest pod ziemią, gdzie szczęśliwie przetrwał tyle wieków. Na powierzchni jedynie oznaczono zarys konstrukcji, być może z wykorzystaniem oryginalnych materiałów. Niestety, w poniedziałek wejście do antycznej pamiątki jest niemożliwe, podobnie jak i do innych z okresu Cesarstwa Rzymskiego, których w mieście zachowało się więcej (są uznawane za najlepiej zakonserwowane starochrześcijańskie nekropolie poza Rzymem). Poniedziałek dniem zamkniętym :(.
Obrazek

Cóż, pozostaje tu kiedyś wrócić w inny dzień tygodnia!

Dreptamy na główny plac Peczu, któremu patronuje István Széchenyi. Odnowiony z okazji ogłoszenia miasta Europejską Stolicą Kultury w 2010 roku otoczony jest zabytkami z różnych epok.

Na pewno najbardziej znany (nawet bardziej niż rzymskie grobowce) jest meczet Gazi Kasima Paszy, dziś kościół Matki Boskiej Gromnicznej - najbardziej monumentalne dzieło architektury tureckiej na Węgrzech!
Obrazek

Meczet nie stanął tutaj przypadkiem - wcześniej miejsce to zajęte było przez kościół św. Bartłomieja, wybudowany w 13. stuleciu. Po podboju Turcy najpierw chrześcijańską świątynię podzielili na dwie części, następnie w latach 60. XVI wieku w większości zburzyli, a z uzyskanego surowca postawili swoje miejsce kultu.

Kształtem bardzo przypomina inne meczety osmańskie z Bałkanów. Ponieważ musiał być orientowany w kierunku Mekki, więc w stosunku do placu stoi ukośnie.
Obrazek

Zdobycie miasta przez wojska Habsburgów przetrwał bez zniszczeń, jedynie zawalił się minaret, który potem rozebrano. Meczet przekazano jezuitom, którzy zamienili go w kościół i dziś to krzyż miażdży półksiężyc, a nie odwrotnie. Trochę go przebudowywano, wnętrze otrzymało charakter rokokowy i barokowy, lecz po pracach renowacyjnych w XX wieku przywrócono mu zewnętrzny wygląd jak najbardziej zbliżony do oryginału.

Wchodzimy do środka (wstęp płatny). Początkowo trzeba przejść przez krypty, w których spoczywają dawni i niedawni mieszkańcy.
Obrazek

Dwie sale kościelne (pamiątka podziału dokonanego jeszcze w XVI wieku) posiadają w większości dość młode wyposażenie, ale detale ewidentnie nawiązują do sztuki islamu. W niektórych miejscach zaś odsłonięto lub utrzymano pierwotne elementy wystroju z sentencjami z Koranu.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Wracamy na plac Széchenyi'ego; upał, w meczecie zaś panował zaduch.

Duży ratusz uzyskał swój wygląd w 1907 roku.
Obrazek

Za ratuszem skromny kościół bonifratrów. Przed ratuszem konny pomnik Jánosa Hunyadyego, pogromcy Turków pod Belgradem. Barokowy pomnik św. Trójcy z początku XVIII wieku jest charakterystyczny dla wielu miast habsburskich.
Obrazek
Obrazek

Ruszamy w kierunku wschodnim Király utca, pełniącym funkcję głównego deptaku. Mijamy restauracje i knajpki wypełnione ludźmi.
Obrazek

Kompozycja kamieni wskazuje miejsce, gdzie na Bramie Budańskiej niegdyś kończyły się mury miejskie.
Obrazek

Tłoczność ulicy gwałtownie spada, pojawiają się sypiące tynki i zaniedbane podwórka. Widać, że turyści już rzadziej zaglądają w te rejony. Za to na parkingu ulokowanym w miejscu rozebranego budynku zaparkował jakiś HUJ.
Obrazek
Obrazek

Przed powrotem do auta podchodzę jeszcze pod kościół, który widziałem już idąc w stronę centrum. Św. Augustyn to następca średniowiecznego św. Mikołaja, którego z kolei zlikwidowali Turcy stawiając tu meczet. Jak dobrze zauważyłem, resztki tamtej konstrukcji są dziś częścią katolickiej świątyni z 1712 roku.
Obrazek
Obrazek

Obejrzeliśmy tylko niewielką część zabytkowej tkanki Peczu, zdecydowanie trzeba tu przyjechać jeszcze raz. Przy okazji drobna ciekawostka: wychodząc z meczetu pytamy się w IT o jakąś publiczną toaletę. Panie zdziwione: "niee, w mieście nie ma publicznych szaletów. Trzeba korzystać z galerii handlowych i restauracji". Europejska Stolica Kultury...

Uskuteczniami zakupy i kierujemy się na południe. Po kilku kilometrach przejeżdżamy obok lotniska Pécs-Pogány. Otwarte w 2003 roku, malutkie, rok temu skorzystało z niego 3644 pasażerów, trzy razy mniej niż w Radomiu :D.
Obrazek

Ciekawe, czy takimi samolotami wożą ludzi? ;)
Obrazek

Droga krajowa nr 58 prowadzi przez Harkány, oblegane uzdrowisko, stąd zapewne zwiększony ruch. Na horyzoncie znów widać fałdy - to pasmo Villány, jedno z wielu niewysokich pasm węgierskich.
Obrazek

Przed Harkánami skręcam w lewo, na taką szosę jaką lubię: boczną, mało tłoczną, ale w niezłym stanie. Dookoła oczywiście słoneczniki, pomieszane z winnicami.
Obrazek
Obrazek

Rozbiórka góry.
Obrazek

Biała bryła za polem słoneczników to zamek w Siklós (chor. Šikloš, niem. Sieglos). W mieście pod zamkiem oprócz tych trzech narodowości mieszkają jeszcze Rumuni, Serbowie i Cyganie.

Postanowiłem przy okazji zajrzeć pod twierdzę. Ponieważ nie mam ochoty za tą chwilę płacić za parking, więc staję nieco z boku, pod laskiem, co od razu wzbudza zainteresowanie przejeżdżającej... pomocy drogowej :P.

Zamek wybudowano w XIII-XIV wieku. Ostatnimi prywatnymi właścicielami byli potomkowie Maurycego Beniowskiego. Komuniści znacjonalizowali go w 1948 roku, ale łaskawie pozwoli mieszkać ostatniemu grafowi aż do jego śmierci siedem lat później.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

W innej części miejscowości nieoczekiwanie trafiam na kolejny turecki meczet. Wybudowany w XVI wieku, ale dzisiejszy wygląd w dużej części jest wynikiem rekonstrukcji z ubiegłego stulecia.
Obrazek

Za miastem znów ostre prace likwidujące zbocza. Jeszcze kilka tysięcy lat i w ogóle na Węgrzech nie będzie już gór ;).
Obrazek

Drogi stają się coraz boczniejsze... Została nam już tylko ostatnia węgiersko-niemiecka wioska.
Obrazek

W oddali majaczą czerwono-niebieskie blaszane konstrukcje, które stopniowo robią się coraz większe. Granica węgiersko-chorwacka. Jesteśmy na przejściu jedynym samochodem.
Obrazek
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3319
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Re: Znad Dunaju do Balatonu. Z Balatonu nad Adriatyk. Z Adriatyku do Siedmiogrodu.

Postautor: Pudelek » 31-08-2017 21:59

Nie lubię Chorwacji. Jest droga, zatłoczona, miejscowi traktują turystów jak chodzące portfele. Dlatego informacja o tym, że w tym roku zamierzam odwiedzić ten kraj, wywołała u znajomych zdziwienie. "Ale jak to?". Musiałem wytłumaczyć, że planuję przejechać u Chorwatów około dwudziestu kilometrów i spędzić aż godzinę ;).

Jak już pisałem, na przejściu granicznym jesteśmy jedynym samochodem. To bardzo boczna droga, dzięki której można ominąć zatłoczone większe przejścia - to był też jeden z powodów, dlaczego zdecydowałem się zahaczyć o Chorwację. Odprawa zajęła nam niecałe dziesięć minut i to tylko dlatego, że początkowo nie umieliśmy się dogadać z pogranicznikiem o co mu chodzi.

Po chorwackiej stronie ruch tak samo mały jak po węgierskiej, więc na krótki postój zatrzymuję się dopiero na obrzeżach miasta Beli Manastir (węg. Pélmonostor), w pobliżu dworca kolejowego.
Obrazek

Mimo, iż zmieniliśmy państwa, to nadal jesteśmy w Baranji. W traktacie z Trianion w 1920 roku jego południowo-wschodnią część oderwano od Węgier i przyłączono do późniejszej Jugosławii. Granicę wytyczono na mapie, kompletnie sztucznie, bez żadnych przesłanek etnicznych: najludniejszą narodowością byli Niemcy, niewiele mniej było Madziarów, kilkanaście procent Serbów, natomiast Chorwaci stanowili promil. Polityka jednak rządzi się swoimi prawami...

Wjeżdżając do kolejnych wiosek mijamy tablice z węgierskimi nazwami miejscowości - Węgrzy w wielu z nich nadal stanowią większość mieszkańców.
Obrazek
Obrazek

Po rozpadzie Jugosławii teren ten zajęły wojska jugosłowiańskie oraz serbskie, włączając do jednostronnie proklamowanej Republiki Serbskiej Krainy (mimo, iż Serbowie w żadnej z okolicznych miejscowości nie przeważali). Po tych tragicznych wydarzeniach wreszcie zapanował spokój.

Oprócz pustych przejść granicznych był jeszcze jeden powód dla którego chciałem odwiedzić ten fragment Chorwacji: wioska Batina (Kiskőszeg). A konkretnie to wzgórze nad nią górujące, na którym stoi pomnik upamiętniający bitwę stoczoną w 1944 roku.
Obrazek

Wojska radzieckie wraz z jugosłowiańskimi partyzantami starli się wówczas z oddziałami niemiecko-chorwacko-węgierskimi. Jedna z najbardziej krwawych bitew na terenie Jugosławii zakończyła się porażką wojsk państw Osi.

Już w 1947 roku stanął to monumentalny, lśniący bielą pomnik. Jego autorem był Antun Augustinčić, znany na Górnym Śląsku z konnego pomnika Piłsudskiego w Katowicach.
Obrazek

Kompozycja jest w niezłym stanie, choć w kilku miejscach odpadają płytki. W dolnej części znajduje się rzeźba partyzantów zrywających się do boju. Na wysokim obelisku postać kobiety z mieczem, pochodnią i gwiazdą.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Po bokach płaskorzeźby ze scenami walki - dla ułatwienia Niemców oznaczono swastykami na hełmach :P.
Obrazek
Obrazek

Na pierwszym zdjęciu chyba łódź podwodna, a na pewno jakiś okręt!

Pomnik jest również (albo przede wszystkim) świetnym punktem obserwacyjnym na okolicę. Pod wzgórzem płynie Dunaj, a sama Batina pełni funkcję portu. Rzeką biegnie granica z Serbią, więc teren na drugim brzegu to już inne państwo. Czerwony most stanowi zaś drogowe przejście graniczne, z którego wkrótce skorzystamy.
Obrazek

Jeszcze niedawno i tu i tu była jedna Jugosławia, więc również pomniki nie miały granic - po serbskiej stronie również powstało miejsce pamięci, tyle, że w formie pawilonu oraz placu na którym umieszczono ogromny znicz (z wiecznym ogniem?).
Obrazek
Obrazek

W tle widać pola, lasy, jakieś zakłady gospodarcze oraz białe bloki, pewno Sombor.
Obrazek

Wokół pomnika po chorwackiej stronie stoi kilka sztuk sprzętu wojskowego. Pordzewiałe, zaniedbane, przypominają o czasach, gdy miejsce to odwiedzały delegacje państwowe, wycieczki szkolne i turystyczne.
Obrazek

Przy parkingu działa niewielka restauracja, ale nie mamy przy sobie nawet jednej kuny. Wąską drogą pomiędzy winnicami zjeżdżamy w dół do Batiny, po czym kierujemy się na most. Najpierw kontrola chorwacka - bardzo szybko, przed nami jeden wóz. Przekraczamy Dunaj...
Obrazek
Obrazek

Po stronie serbskiej punkt odprawy granicznej to biała skromna budka. Serbski funkcjonariusz jest bardziej zainteresowany, karze otworzyć bagażnik (choć nie wiem co można przemycać z Chorwacji do Serbii??), pyta, gdzie jedziemy... Raczej rzadko widzą tu turystów. Stojących przed nami niemieckich Turków trzepią bardzo solidnie, karzą zjechać na bok. Nam w sumie (jedna i druga strona) zajęła może z dziesięć minut, zatem czas znakomity!

Zgodnie z wcześniejszym planem postanawiam podjechać pod serbską wersję pomnika bitwy batińskiej, który znajduje się obok miejsca, gdzie Dunaj łączy się z Wielkim Kanałem Baczki.
Obrazek
Obrazek

Jak widać na zdjęciach konstrukcja jest w znacznie gorszym stanie, niż chorwacka. Jedyny przejaw troski to krótko przystrzyżona trawa. Trochę to dziwne, biorąc pod uwagę, że na ogół Serbowie czują się spadkobiercami dawnej Jugosławii, w przeciwieństwie do Chorwatów.

Znicz dawno już nie płonął.
Obrazek
Obrazek

Stoję prawie na wysokości rzeki, więc można popatrzeć na chorwacką Batinę z innej perspektywy.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Na trawniku dziwny zygzak, który trochę przypomina okopy. Kawałek dalej, podobnie jak po drugiej stronie, resztki wystawy uzbrojenia. Niektóre już zaatakowane przez roślinność.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Zaglądam do wnętrza zamkniętego pawilonu, ale niewiele widać.
Obrazek


Wracając do auta mijam dwóch Serbów zdziwionych widokiem obcokrajowca kręcącego się przy ruderze...

Ruszamy w dalszą drogę. Jesteśmy w Wojwodinie (a konkretnie w jej zachodniej części - Baczce), którą uważam za najciekawszy kulturowo region Serbii.

Przemykamy przez Bezdan (Бездан, węg. Bezdán), gminę która graniczy jednocześnie z Chorwacją i Węgrami. Sombor (Сомбор, Zombor) zwiedzaliśmy już kilka lat temu, więc zatrzymujemy się tylko aby wymienić walutę. Na szczęście, mimo, iż jest już po 19-tej, nie ma z tym problemu.

Na nocleg wybrałem mały kemping w dziczy... Od najbliższej miejscowości - Apatinu - dzieli go osiem kilometrów wąskiej drogi... wałami przeciwpowodziowymi. Jedziemy wzdłuż Dunaju obserwując bezludną okolicę, kładącą się do powoli do snu.

Z Dunajem jest dość ciekawa sprawa, bowiem stanowi on przedmiot sporu terytorialnego między Serbią a Chorwacją. Dawno temu biegł on tutaj bardzo kręto, w XIX wieku go "wyprostowano". Nie zmieniono jednak oficjalnych granic terytoriów znajdujących się na jego brzegach - one nadal pokrywały się ze starym przebiegiem. Dopóki wszystko leżało w jednych Austro-Węgrzech albo Jugosławii nie stanowiło to większego problemu, ale od 1991 roku mamy dwa samodzielne państwa, niekoniecznie pałające do siebie sympatią.

Obecnie sytuacja wygląda tak, iż Chorwacja stoi na stanowisku, że granica przebiega według starego koryta (jak za czasów nieboszczki Jugosławii), a Serbia, że według aktualnego biegu Dunaju. Patrząc na mapę od razu wiadomo, dlaczego każde z krajów obstaje przy swojej tezie.
Obrazek
(Wikimedia Commons)

Gdyby uznać racje Chorwatów, na serbskim brzegu posiadaliby oni szereg swoich enklaw (kolor żółty), natomiast Serbowie po drugiej stronie tylko jedną większą. Ponieważ Belgrad do owej enklawy (zaznaczonej na zielono) nie rości pretensji, a Zagrzeb nie uważa za swoje terytorium, to de facto jest to ziemia niczyja, na której kilka lat temu pewien Czech proklamował mikropaństwo Liberland.

Jadąc wałami z Apatinu na kemping muszę co najmniej raz wjechać na fragment, który de iure należy do Chorwacji, choć oczywiście w terenie w żaden sposób nie jest to oznaczone. Nasze miejsce noclegowe ulokowane jest na wąskim pasku serbskiej ziemi pomiędzy dwoma chorwackimi zakolami.
Obrazek

Nie sądzę aby mieszkańcy tych ziem za bardzo przejmowali się granicznymi niuansami i sporami, choć w przeszłości nie takie pierdoły były pretekstami do wojny. Z ekonomicznego punktu widzenia tereny, do których rości sobie prawa Chorwacja, to nieużytki i podmokłe lasy, na których główną dziedziną gospodarki jest... hodowla pszczół :D.

Na kempingu zastajemy ciszę i spokój. To idealne miejsce, jeśli ktoś chce odpocząć od zatłoczonych i głośnych obiektów turystycznych. Można tutaj także zakupić wino, co z ochotą czynię zaraz po rozstawieniu namiotu ;).
Obrazek

Na kolację cofamy się kawałek wałami - stoi tam csárda. Wygląda dość surrealistycznie, ponieważ wybudowano ją pośrodku niczego! Mimo to lokal nie jest pusty, w środku tanio i smacznie, zjadamy pierwsze podczas tego wyjazdu cevapcici :).
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Powrót nocą wałami kojarzył mi się z horrorami, w których różne bagienne stwory napadają na podróżnych.
Obrazek

W nocy przez długi czas słychać z oddali warkot motorówki, pływającej tam i nazad - prawdopodobnie któraś straż graniczna patrolowała rzekę.

W serbskiej telewizji zapowiadali nadchodzącą od następnego dnia falę upałów, a rano... ciemno, buro, szaro, wygląda jakby zaraz miało padać. Temperatura nawet nie doszła do 20 stopni. Czyżby też mieli takich specjalistów meteorologii jak u nas?

Na szczęście po spakowaniu namiotu zaczynają się pojawiać pierwsze przejaśnienia.

Zdjęcie zrobione na wałach w miejscu, które Chorwaci uznają za część swojego terytorium. Kilkaset metrów dalej już Serbia. Za drzewami po lewej płynie Dunaj, stąd niewidoczny.
Obrazek

Bliżej miasta w ślepej odnodze rzeki zorganizowano sztuczną plażę z widokiem na stocznię.
Obrazek
Obrazek

Za plażą "prawdziwy" brzeg Dunaju z Chorwacją po drugiej stronie i płachtami piachu pośrodku. Te ujęcia także powstały na kilkunastometrowym skrawku ziemi, do którego Chorwaci wysuwają pretensje.
Obrazek
Obrazek

Apatin (Апатин) jest zamieszkały głównie przez Serbów, nieliczne mniejszości to Węgrzy, Chorwaci, Rumunii i Jugosłowianie. Oprócz stoczni znajduje się tu międzynarodowy port oraz browar, największy w Serbii, a według niektórych danych również w krajach bałkańskich (choć nie na geograficznych Bałkanach). Produkuje m.in. słynne piwo Jelen, o czym przypominają liczne reklamy.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

W centrum kupujemy w piekarni jedzenie na resztę dnia i znów obieramy kierunek południowy.
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 3923
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Znad Dunaju do Balatonu. Z Balatonu nad Adriatyk. Z Adriatyku do Siedmiogrodu.

Postautor: buba1 » 01-09-2017 10:20

Nie lubię Chorwacji. Jest droga, zatłoczona, miejscowi traktują turystów jak chodzące portfele. Dlatego informacja o tym, że w tym roku zamierzam odwiedzić ten kraj, wywołała u znajomych zdziwienie. "Ale jak to?". Musiałem wytłumaczyć, że planuję przejechać u Chorwatów około dwudziestu kilometrów i spędzić aż godzinę ;).

Jak gadalam z eco i Michalem to oni maja plan na Chorwacje w przyszlym roku. I powiem ci ze to brzmi jak fajna Chorwacja! :mrgreen:
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

Dolnoślązak
stary wyga
Posty: 1735
Rejestracja: 13-06-2008 12:39
Lokalizacja: Wrocław

Re: Znad Dunaju do Balatonu. Z Balatonu nad Adriatyk. Z Adriatyku do Siedmiogrodu.

Postautor: Dolnoślązak » 01-09-2017 14:30

Pudelek pisze:zjadamy pierwsze podczas tego wyjazdu cevapcici :).

Czyli takie ichnie mielone? A porcja całkiem słuszna :)

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 3923
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Znad Dunaju do Balatonu. Z Balatonu nad Adriatyk. Z Adriatyku do Siedmiogrodu.

Postautor: buba1 » 03-09-2017 20:09

A konkretnie to wzgórze nad nią górujące, na którym stoi pomnik upamiętniający bitwę stoczoną w 1944 roku.


Ja sie kiedys musze wybrac na Balkany sladami tych monumentalnych pomnikow. Poki co tylko dwa odwiedzilam, a tam jest ich chyba strasznie duzo- ale ciezko wszystkie ponamierzac. Dzieki tobie kolejny zapisuje w notesiku! :D

na której kilka lat temu pewien Czech proklamował mikropaństwo Liberland.


A ono nadal istnieje czy sie juz Czechowi znudzilo?

Nasze miejsce noclegowe ulokowane jest na wąskim pasku serbskiej ziemi pomiędzy dwoma chorwackimi zakolami.


Na kempingu zastajemy ciszę i spokój. To idealne miejsce, jeśli ktoś chce odpocząć od zatłoczonych i głośnych obiektów turystycznych. Można tutaj także zakupić wino, co z ochotą czynię zaraz po rozstawieniu namiotu ;).


Ja ten kemping chyba kiedys odwiedze :D
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...


Wróć do „Relacje z wypraw”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość