Znad Dunaju do Balatonu. Z Balatonu nad Adriatyk. Z Adriatyku do Siedmiogrodu.

Jeżeli wybrałeś się gdzieś poza Sudety i nie wstydzisz się tego, daj znać!
Dolnoślązak
stary wyga
Posty: 1754
Rejestracja: 13-06-2008 12:39
Lokalizacja: Wrocław

Re: Znad Dunaju do Balatonu. Z Balatonu nad Adriatyk. Z Adriatyku do Siedmiogrodu.

Postautor: Dolnoślązak » 28-10-2017 11:46

Pudelek pisze:
38 stopni to jeszcze nie tragedia, jak się potem do klimy w wozie wskoczy :)

To działała? Bo ponoć coś ciekło po spotkaniu ze skałą :mrgreen:

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3343
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Re: Znad Dunaju do Balatonu. Z Balatonu nad Adriatyk. Z Adriatyku do Siedmiogrodu.

Postautor: Pudelek » 28-10-2017 13:06

To był zbieg okoliczności - woda kapała standardowo jak przy używaniu klimy, a strach w wyobraźni podpowiadał, że może wina kamienia ;) Bez klimy nie wyobrażam sobie tam jeździć, zbędna tortura.
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

Dolnoślązak
stary wyga
Posty: 1754
Rejestracja: 13-06-2008 12:39
Lokalizacja: Wrocław

Re: Znad Dunaju do Balatonu. Z Balatonu nad Adriatyk. Z Adriatyku do Siedmiogrodu.

Postautor: Dolnoślązak » 28-10-2017 18:30

No ja klimy nigdzie nie posiadam więc w takim upale gdzie by nie spojrzeć - wszędzie tortura :x A w mieszkaniu na ostatnim piętrze tylko 30 miałem...

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3343
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Re: Znad Dunaju do Balatonu. Z Balatonu nad Adriatyk. Z Adriatyku do Siedmiogrodu.

Postautor: Pudelek » 29-10-2017 14:11

Mimo wszystko w Polsce rzadko spotykamy upały powyżej 40 ;)
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3343
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Re: Znad Dunaju do Balatonu. Z Balatonu nad Adriatyk. Z Adriatyku do Siedmiogrodu.

Postautor: Pudelek » 02-11-2017 20:16

W Aurel Vlaicu znajduje się mój ulubiony rumuński kemping: ulokowany za dawnym domostwem, nieprzesadnie wypucowany, z widokami na góry oraz okoliczne pola.
Obrazek
Obrazek

No i jest mały basen! Po przyjeździe postanawiam wieczorem schłodzić się w wodzie... Jako, że nikogo innego nie ma, to wskakuję na waleta. Pływam sobie i pływam, aż przychodzą dwie dziewczyny, chyba Brytyjki. Gadają między sobą i nagle przerywają, zapewne zobaczywszy, iż nie mam majtek :D. Najpierw szok, potem niedowierzanie i głupie śmiechy... Ostatecznie odważyły się wejść do basenu, ale trzymały się swojego kąta, bojąc się przybliżyć ;).
Obrazek

Kemping założyli i prowadzą Holendrzy. Jeden z nich, starszy facet, pyta się skąd przyjechaliśmy.
- Ooo, to taki duży wyjazd po Bałkanach i Rumunii - mówi. - Bo wiecie, Rumunia to nie Bałkany, w Holandii ludzie to mylą.
"Nie tylko w Holandii" - pomyślałem ;).

Na wsi działają trzy sklepy oraz spelunka, gdzie zbiera się młode towarzystwo, zwłaszcza, jeśli akurat w telewizji puszczają jakieś mecze.
Obrazek

A tymczasem wakacyjny wyjazd nieubłaganie zbliża się ku końcowi. W kalendarzu 18 sierpnia, dziś musimy opuścić Rumunię. Rano postanawiam jeszcze pobiegać po okolicy. Przyjemną wyprawę na łąki przerywają mi cztery ogromne psy pilnujące farmy rybnej: są bardzo przyjacielskie, ciągle trącają mnie łapą i żądają zabawy, ale nie mam pewności, czy w razie odmowy nie strzeli im coś złego do głowy, więc wolę się wycofać ;).
Obrazek

Po spakowaniu podjeżdżamy pod miejscowy kościół. Prawdopodobnie to cerkiew, choć głowy nie dam. Przy wejściu na cmentarz Pomnik Poległych.
Obrazek
Obrazek

W nieodległym Geoagiu (Algyógy, niem. Gergesdorf) oglądamy romańską rotundę z XI wieku, należącą oficjalnie do wyznania kalwińskiego. Jest w kiepskim stanie i stoi przy jakimś budynku z mieszkaniami socjalnymi albo temu podobnymi.
Obrazek

Niemal wszystkie traktory spotykane podczas wyjazdu były koloru czerwonego. Przypadek?
Obrazek

Znów zaglądamy do miasta Orăștie, aby wymienić walutę. Przy okazji fotografuję synagogę oraz fontannę z tęczą.
Obrazek
Obrazek

Potem ostatnie rumuńskie zakupy. I kilka wypatrzonych ciekawostek: "Tymbark", bardzo tutaj popularny, chyba nawet mają w Rumunii swoje zakłady.
Obrazek

Wino z kranikiem; nic tylko odkręcić i pić :D.
Obrazek

I wódka "Polskaya", która w rzeczywistości jest rumuńska i nie jest wódką, bo ma jedynie 28%. Kto by to nad Wisłą chciał pić?:D
Obrazek

A teraz pora nacisnąć gaz, bo do przejechania mamy blisko 450 kilometrów. Początkowo krótki fragment autostrady z widokiem na taką ciekawą górę:
Obrazek

(Jak doczytałem jest to stanowiska archeologiczne, bo w przeszłości istniała tam forteca Daków oraz rzymskie kamieniołomy.)

Następnie skręcamy na drogę krajową 68A. To najbardziej nieprzyjemny odcinek dzisiejszego dnia: szosa jest bardzo zatłoczona, a z przeciwka suną całe zastępy ciężarówek.
Obrazek

O ile zazwyczaj lubię kierować samochodem, to tym razem bardzo się męczę. Oddech łapię na... górskich zakrętach, bo tam robi się chwilowo mniej tłocznie. Na horyzoncie pasmo Poiana Ruscă.
Obrazek

Czasem stajemy w korku, wtedy można przyjrzeć się obrazkom z miejscowego życia. Traktor oczywiście koloru czerwonego ;).
Obrazek
Obrazek

Z Siedmiogrodu wjechaliśmy do Banatu. W okolicach miasta Făget zaczyna się nowy odcinek autobany. Kilometry od razu zaczynają lecieć szybciej.
Obrazek

Powoli bak zaczyna robić się pustawy, więc postanawiam zatankować. Na parkingu szok: stacja benzynowa to kontener, tylko dwa dystrybutory i ogromna kolejka! No to się nie popisali.
Obrazek

Na zwykłe drogi wracamy w Aradzie. Przez Banat przemknęliśmy szybko i znaleźliśmy się w Kriszanie.
Obrazek

W Aradzie jeszcze nie byliśmy, ale zwiedzanie trzeba przełożyć na inną wizytę. I dopiero tutaj udało mi się zatankować.

Na horyzoncie zabudowania dużej fabryki.
Obrazek

Początkowy plan przewidywał, że będziemy jechać wzdłuż granicy z Węgrami na Oradeę i tam zawitamy do Madziarów. Niestety, marszrutę psuje gigantyczny zator za Aradem na podwójnym przejeździe kolejowym. Stoimy tam wiele minut, a pociągów ani widać ani słychać. Gdy w końcu jakiś się zjawia to rogatki nadal pozostają zamknięte!
Obrazek

Wściekły łapię atlas samochodowy i szukam jakiejś alternatywy: odbijamy na boczną drogę bez numeru. A, że ruch jest na niej niewielki, to można osiągnąć całkiem sporą prędkość.
Obrazek

W pewnym momencie mijamy ogromny parking pełen nowiutkich samochodów z grupy Volkswagen.
Obrazek

Nawierzchnia jest tu lepsza niż na niejednej głównej drodze, a jeszcze kilka lat temu w tym miejscu znajdowała się szutrówka.
Obrazek

Wioska Grăniceri (węg. i niem. Ottlaka) to taki rumuński koniec świata. W centrum stoi kościół otoczony zielenią, na obrzeżach gospodarstwa.
Obrazek
Obrazek

Nie ma żadnych oznaczeń w którą stronę jechać, więc uznałem, że trzeba wybrać tą główną. W końcu świeżego asfaltu nie kładzie się na próżno. Po kilku kilometrach nagle na środku wyrasta szlaban! To granica, tyle, że... zamknięta!
Obrazek

Po drugiej stronie w krzakach stoi wóz węgierskiej straży granicznej, ale kłódka na szlabanie oznacza, że dalej nie pojedziemy. A dachy węgierskiego miasteczka już widać za drzewami... Po powrocie do domu okazało się, iż w tym miejscu rzeczywiście działa przejścia graniczne, ale tylko... w sobotę! No tak, a my mieliśmy piątek :P.

Musieliśmy zawrócić do wioski i dziurawą jak ser szwajcarski drogą dostać się do głównej szosy, gdzie można przekraczać granice także w inne dni tygodnia.
Obrazek

Na przejściu w Vărșand jesteśmy sami. Kontrola była ekspresowa, węgierska celniczka rzuca na koniec po polsku "do widzenia". Żegnamy Rumunię, ponownie witamy Węgry. Zegarek cofamy godzinę do tyłu.
Obrazek
Obrazek

Pierwsza węgierska miejscowość to Gyula, znana ze swojego kąpieliska termalnego. Zatrzymujemy się, aby wymienić walutę.
Obrazek

Po węgierskiej stronie granicy także będziemy poruszać się głównie bocznymi drogami, ale te są przeważnie znacznie gorsze niż rumuńskie. Już kiedyś pisałem, że, moim zdaniem, Węgrzy mają poza autostradami bardzo zaniedbane ciągi transportowe i każda wizyta w tym kraju mnie w tym utwierdza.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Zahaczamy też o Debreczyn. Lata temu kręciliśmy się po centrum, tym razem tylko po wewnętrznej obwodnicy. Z okien samochodu widzimy dwa kościoły (unicki i ewangelicki), reprezentujące liczne świątynie miejskie.
Obrazek
Obrazek

Ostatni odcinek dzisiejszego dnia to - dla odmiany - świeżutki asfalt równy niczym stół.
Obrazek

Wieczorem docieramy do Nyírbátor, leżącego w "Kraju brzóz" (Nyírség). Byliśmy w nim już rok temu, bardzo spodobał nam się tutejszy kemping położony tuż przy kompleksie basenów.

W recepcji siedzi tylko ochroniarz, posługujący się jedynie językiem węgierskim. Na szczęście prowadzi nas do babki z obsługi, która imprezuje z całą grupą motocyklistów rodem z... Rawy Mazowieckiej. To miasto partnerskie Nyírbátor i mają jakieś wspólne święto. Wbrew obawom motocykliści po godzinie 22-giej grzecznie kładą się spać, czego nie można powiedzieć o ekipie z Krosna, która długo w nocy drze ryja, klnie, puszcza muzykę, bawi się samochodami i schlana obraża na siebie. Stosunkowo nieduża odległość od wschodniego skrawka Polski to minus, bo zjawiają się tu osoby, które powinny występować w zoo, a nie w Europie...

W sobotę dzień lenia, trzeba trochę odpocząć po wojażach :). Mamy nawet swojego kota, który w ramach wizyty towarzyskiej przynosi w prezencie... zdechłą mysz :P.
Obrazek
Obrazek

W południe podjeżdżamy samochodem pod sklep, aby kupić trochę różności do domu; jutro jest 20 sierpnia czyli Dzień Świętego Stefana, największe węgierskie święto i wszystko będzie pozamykane.

Między półkami wynajduję produkt polskiego przemysłu spirytusowego, ale... oszukańczy! Bo tylko tak można nazwać wódkę, która ma 37,5% zamiast 40% (w Polsce Wyborowa ma normalne procenty).
Obrazek

W drodze powrotnej na kemping zaglądamy do zabytkowego kościoła katolickiego. Wybudowany jako gotycki, zburzony przez Turków i odbudowany z barokowym wnętrzem.
Obrazek
Obrazek

Okolice świątyni ładnie zagospodarowano: jest staw, mostek na niewielką wyspę, kilka rzeźb. W oddali żółta cerkiew greckich katolików.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Większą część dnia spędzamy na kąpielisku (kempingowicze mają wstęp darmowy!). Do wyboru kilka basenów z różną temperaturą.
Obrazek
Obrazek

Tutejsza woda musi mieć jakieś specjalne właściwości dla dzieci nienarodzonych, bo bardzo licznie reprezentowani są panowie w zaawansowanej ciąży. Zaobserwowałem także nową modę plażową: pod kąpielówki wkłada się drugą parę gaci, ewentualnie na strój trzeba narzucić jeszcze spodnie. Niestety, nie umiem sobie wytłumaczyć powodów takiego ubierania...
Obrazek

Wieczorem znowu ruszamy do centrum, ale tym razem na piechotę. Najpierw kolacja, a potem znana mi sympatyczna spelunka.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Nocny spacer po Nyírbátor; na rynku odbywał się jakiś mały festiwal wina, lecz ceny trunków były wysokie.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Niedziela, ostatni dzień wyprawy. Rano jest jeszcze słonecznie, ale potem zaczyna się chmurzyć. Na autostradzie w kierunku Budapesztu łapie nas deszcz...
Obrazek

Ale to jeszcze nie koniec zwiedzania...
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

Dolnoślązak
stary wyga
Posty: 1754
Rejestracja: 13-06-2008 12:39
Lokalizacja: Wrocław

Re: Znad Dunaju do Balatonu. Z Balatonu nad Adriatyk. Z Adriatyku do Siedmiogrodu.

Postautor: Dolnoślązak » 02-11-2017 23:34

No ok, ale jak żeś wylazł z tego basenu? :D Swoją drogą, Brytyjki chyba nie powinny być pruderyjne, tyle się słyszy o ichnich ekscesach...
Tutejsza woda musi mieć jakieś specjalne właściwości dla dzieci nienarodzonych, bo bardzo licznie reprezentowani są panowie w zaawansowanej ciąży.

Pudel, nie każdy ma ciało greckiego bóstwa, które na dodatek podziwiają młode Brytyjki :twisted:

I wódka "Polskaya", która w rzeczywistości jest rumuńska i nie jest wódką, bo ma jedynie 28%. Kto by to nad Wisłą chciał pić?:D

Ja myślę, że nawet by nie zauważyli różnicy, wszak każda jest tak samo niedobra...

Po kilku kilometrach nagle na środku wyrasta szlaban! To granica, tyle, że... zamknięta!

A już myślałem, że po prostu podniesiecie szlaban i przejedziecie... prosto w łapy celników :lol:
Ostatnio zmieniony 03-11-2017 00:04 przez Dolnoślązak, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3343
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Re: Znad Dunaju do Balatonu. Z Balatonu nad Adriatyk. Z Adriatyku do Siedmiogrodu.

Postautor: Pudelek » 03-11-2017 00:02

Wylazłem normalnie, tak jak się wychodzi na waleta ;) Ja z tym nie mam problemu, prędzej widzowie ;) Może to były Brytyjki-ascetki?

A co do ciał greckich bogów: (prawie) nikt nie jest idealny, ale jak się widzi takie masy tłuszczu i to jeszcze nacierające na najbardziej paszące żarcie to zastanawiam się co pływa w wodzie :P

Ja myślę, że nawet by nie zauważyli różnicy, wszak każda jest tak samo niedobra...

degustatorzy wódki poczuliby różnicę procentową
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

Dolnoślązak
stary wyga
Posty: 1754
Rejestracja: 13-06-2008 12:39
Lokalizacja: Wrocław

Re: Znad Dunaju do Balatonu. Z Balatonu nad Adriatyk. Z Adriatyku do Siedmiogrodu.

Postautor: Dolnoślązak » 03-11-2017 00:06

degustatorzy wódki poczuliby różnicę procentową

Jeśli o degustacji tego świństwa można mówić :mrgreen: Ale to prawda, choćby piwo powyżej 6% to już sam spiryt a nie piwo...

gar
stary wyga
Posty: 1479
Rejestracja: 29-01-2006 16:14
Lokalizacja: Ruda Śląska

Re: Znad Dunaju do Balatonu. Z Balatonu nad Adriatyk. Z Adriatyku do Siedmiogrodu.

Postautor: gar » 03-11-2017 19:30

Wódka = świństwo, jak tak można :) Jestem zdruzgotany ...
Wszystko co piękne jest przemija, wszystko co piękne jest zostaje ...

Dolnoślązak
stary wyga
Posty: 1754
Rejestracja: 13-06-2008 12:39
Lokalizacja: Wrocław

Re: Znad Dunaju do Balatonu. Z Balatonu nad Adriatyk. Z Adriatyku do Siedmiogrodu.

Postautor: Dolnoślązak » 03-11-2017 20:07

gar pisze:Wódka = świństwo, jak tak można :) Jestem zdruzgotany ...

W Polsce piwo pili nawet królowie. Wódkę wcisnął nam komunizm :mrgreen:
http://magazyn.wp.pl/artykul/w-polsce-p ... m-komunizm

No ja nie doszukałem się w tym ognistym trunku jeszcze niczego pozytywnego, poza tym, że pali, wykrzywia gębę i daje w czambuł. Co innego piwo... :wink:

PS Ale, ale żeby nie było, używam wódki do nasączania blatów od tortów, do tego się nadaje :lol:

gar
stary wyga
Posty: 1479
Rejestracja: 29-01-2006 16:14
Lokalizacja: Ruda Śląska

Re: Znad Dunaju do Balatonu. Z Balatonu nad Adriatyk. Z Adriatyku do Siedmiogrodu.

Postautor: gar » 05-11-2017 21:17

Dolnoślązak pisze:
No ja nie doszukałem się w tym ognistym trunku jeszcze niczego pozytywnego, poza tym, że pali, wykrzywia gębę i daje w czambuł. Co innego piwo... :


Mnie nie pali, nie wykrzywia mi gęby, a to że daje w czambuł uważam za duży plus :)
Wszystko co piękne jest przemija, wszystko co piękne jest zostaje ...

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3343
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Re: Znad Dunaju do Balatonu. Z Balatonu nad Adriatyk. Z Adriatyku do Siedmiogrodu.

Postautor: Pudelek » 06-11-2017 09:46

Dolnoślązak pisze:
gar pisze:Wódka = świństwo, jak tak można :) Jestem zdruzgotany ...

W Polsce piwo pili nawet królowie. Wódkę wcisnął nam komunizm :mrgreen:
http://magazyn.wp.pl/artykul/w-polsce-p ... m-komunizm

No ja nie doszukałem się w tym ognistym trunku jeszcze niczego pozytywnego, poza tym, że pali, wykrzywia gębę i daje w czambuł. Co innego piwo... :wink:

PS Ale, ale żeby nie było, używam wódki do nasączania blatów od tortów, do tego się nadaje :lol:


jeżeli komunizm istniał w przedrozbiorowej Polsce - to na pewno wcisnął on wódę :P
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

Dolnoślązak
stary wyga
Posty: 1754
Rejestracja: 13-06-2008 12:39
Lokalizacja: Wrocław

Re: Znad Dunaju do Balatonu. Z Balatonu nad Adriatyk. Z Adriatyku do Siedmiogrodu.

Postautor: Dolnoślązak » 06-11-2017 11:24

gar pisze:
Dolnoślązak pisze:
No ja nie doszukałem się w tym ognistym trunku jeszcze niczego pozytywnego, poza tym, że pali, wykrzywia gębę i daje w czambuł. Co innego piwo... :


Mnie nie pali, nie wykrzywia mi gęby

Pewnie trening czyni mistrza :wink: To jak z pierwszym papierosem - albo pokochasz albo znienawidzisz.

a to że daje w czambuł uważam za duży plus

Dla mnie to duży minus. Piwo poprawia nastrój, wódka prowadzi już do innych stanów świadomości. Piwo lubię sobie popijać wędrując po górskich szlakach, oczywiście nie tych typu Orla Perć gdzie trzeba mieć obie wolne ręce, w przypadku wódki takiej możliwości nie widzę. Ani pragnienia nie zaspokoi, a i jeszcze odwodni dodatkowo. Dla mnie to po prostu... odpad :mrgreen:

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3343
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Re: Znad Dunaju do Balatonu. Z Balatonu nad Adriatyk. Z Adriatyku do Siedmiogrodu.

Postautor: Pudelek » 07-11-2017 13:29

Gödöllő to miasto położone w bliskości węgierskiej stolicy. Nie wyróżniałoby się niczym szczególnym, gdyby nie znajdowała się tutaj dawna szlachecka i królewska rezydencja.
Obrazek

Zawsze chciałem ją obejrzeć, ale jakoś nigdy nie było mi po drodze, dopiero w sierpniu tego roku na same ostatki południowoeuropejskich wojaży.

Samochód zostawiamy na niewielkim parkingu niedaleko pałacu - opłaty pobierane są nawet w niedzielę. Po kilkuset krokach wyrasta przed nami różowo-biała fasada przykryta kopułą. Ludzi kręci się sporo, zwłaszcza Azjatów. Zapewne mają ten obiekt w swoich małych przewodnikach pod pozycją must see :D. Kilku nawet prosi mnie o zrobienie im zdjęcia, ale wybrali taką pozycję i odległość, że objąłem co najwyżej połowę sali balowej na piętrze ;).
Obrazek

Herb Węgier nakryty koroną świętego Stefana zdradza monarszą przeszłość, ale pierwszym lokatorem i budowniczym był Antal Grassalkovich. Jego życie to przykład zawrotnej kariery czasów Habsburgów: od chorwackiego ziemianina do grafa na wiedeńskim dworze. Pałac z połowy XVIII wieku podkreślał jego pozycję. W kolejnym stuleciu stopniowo niszczał, w końcu sprzedano go za długi. W czasie wojny austriacko-pruskiej, gdy służył jako lazaret, w 1866 zobaczyła go po raz pierwszy cesarzowa Elżbieta i wyraziła życzenie nabycia posiadłości. Spełniło się ono rok później, tyle, że zaniedbaną rezydencję kupił rząd węgierski i sprezentował nowo koronowanej parze królewskiej.
Obrazek

Małżonka Franciszka Józefa była zachwycona tym miejscem, znacznie mniej krepującym niż Wiedeń, więc spędzała tu dużo czasu. Pałac i Gödöllő przeżywały najlepszy okres w swojej historii. Po śmierci Elżbiety król i cesarz bywał tu rzadko, ostatni raz w 1911 roku. Karol odwiedził pałac jeszcze w październiku 1918 roku, miesiąc przed rozpadem państwa i rozerwaniem unii austriacko-węgierskiej.

Po krótkim okresie Węgierskiej Republiki Rad urządził się tu regent Miklós Horthy, który de facto spełniał rolę monarchy, a Gödöllő było jego letnią rezydencją. Okres komunizmu, jak się można domyślić, nie był najszczęśliwszy - w pałacu zakwaterowano wojsko: jedno skrzydło okupowali żołnierze radzieccy, drugie węgierscy. Potem urządzono w nim dom starców. Zniszczono zabytkowe ogrody. Bardzo beztroskie (a właściwie barbarzyńskie) podejście do własnej historii: jednak w PRL-u nie dewastowano w taki sposób siedzib polskich królów.

Dzisiaj, po latach rekonstrukcji i renowacji, pałac jest dużą atrakcją turystyczną, co widać m.in. po cenach biletów. Ponieważ to już ostatnie godziny wyjazdu i nasze fundusze są na ukończeniu postanowiliśmy tym razem zadowolić się zwiedzaniem zewnętrznym.

Na zdjęciach tylny dziedziniec otoczony dwoma oryginalnymi skrzydłami. Drugie ujęcie w stylu "azjatyckim" - ucięte :P.
Obrazek
Obrazek

Mimo ogromu prac i pieniędzy włożonych w renowację nadal część założenia jest w ruinie - w tym przypadku Stara i Nowa Oranżeria.
Obrazek

Tu wyremontowana część ze stajniami i teatrem dworskim.
Obrazek

Również park nie odzyskał swojej dawnej świetności: rozorany w czasie przechodzenia frontu, drzewa wycięto częściowo na opał (starcom z domu opieki najwyraźniej nie były potrzebne), zabudowano garażami. Obecnie dominuje na nim nisko skoszona trawa.
Obrazek

Niektóre stare okazy się uchowały, np. ten 170 letni platan. Możliwe, że siadała przy nim i królowa Elżbieta.
Obrazek

Wolnostojąca palmiarnia jest dziś prywatna i mieści się w niej zakład ogrodniczy, reklamowany przez pałac.
Obrazek

Stojący samotnie pomnik Marii Teresy. Wybudowany w 1907, odrestaurowany w 2002.
Obrazek

Na niewielkim kopcu widać tzw. Pawilon Królewski (herbaciarnię) z 1760 roku. W środku wiszą portrety węgierskich monarchów.
Obrazek
Obrazek

Dawniej w parku znajdowała się także m.in. kręgielnia, stanowisko do strzelania do rzutków, podobno zachował się basen pływacki i korty tenisowe.

Naprzeciwko głównej fasady, już za drogą, pomnik Grassalkovicia. Zmarszczki twarzy płynnie przechodzą w fałdy na ubraniu.
Obrazek

Idę jeszcze zajrzeć za skrzydło: widać tutaj dawną bramę wjazdową, dziś dwa kikuty na środku trawnika...
Obrazek

...oraz kamienną piramidę - Pomnik Poległych. Herb także przeszedł rekonstrukcję, korona jest ewidentnie doklejona. Być może usunięto ją w czasach minionych i jedynie słusznych.
Obrazek
Obrazek

O bliskości Budapesztu świadczy fakt, że dociera tutaj kolejka podmiejska BHÉV. Dworzec (przekształcony współcześnie w pizzerio-restauracje) wybudowano w bezpośredniej bliskości pałacu, a podczas zmiany świateł migają przez skrzyżowanie charakterystyczne zielone składy.
Obrazek
Obrazek

Ruszamy w dalszą podróż. Skręcamy na obwodnicę stolicy M0 i wkrótce po raz kolejny w czasie tej wyprawy spotykamy Dunaj. Przekraczamy go ładnym mostem Megyeri, drugim najdłuższym na Węgrzech, a wybudowanym niecałą dekadę temu.
Obrazek

Po drugiej stronie rzeki przejeżdżamy przez spokojne miejscowości leżące w Zakolu Dunaju. W jednej z nich (Leányfalu) dostrzegam pozostałości po rzymskiej strażnicy z IV wieku. Sieć posterunków (limes) strzegła ogromnych granic Imperium: odcinek prowincji Pannonia zaczynał się w okolicach współczesnego Wiednia, a kończył pod Belgradem.
Obrazek

Liście na drzewach zaczynają nabierać kolorów, a to dopiero był sierpień!
Obrazek

Zakole Dunaju było kiedyś licznie zamieszkałe przez Szwabów Naddunajskich i częściowe formy tego osadnictwa przetrwały do czasów współczesnych. Komitat Peszt jest najbardziej "niemiecki" z węgierskich tworów administracyjnych.
Obrazek
Obrazek

W Wyszehradzie (Visegrád, Plintenburg) robię postój, aby uwiecznić z dołu ruiny zamku królewskiego. Tłum ludzi na murach.
Obrazek

Schodzę także nad Dunaj. Szeroki i mulisty. Na drugim brzegu rozciąga się Nagymaros - to aż tutaj miał sięgać drugi zbiornik partnerski dla Gabčíkova, które jest 120 kilometrów dalej na zachód.
Obrazek

Tu ładnie widać jak rzeką kręci, a ja mam krzywe oko.
Obrazek

Pora na ostatni przystanek w czasie tegorocznego wyjazdu wakacyjnego. Ostatni, ale nie byle jaki, bo Esztergom. Po polsku używa się czasem starej wersji Ostrzyhom, jednak w ogóle mi ona nie podchodzi. Inne języki słowiańskie używają zbliżonego brzmienia, a miejscowi Niemcy nazywają miasto Gran.

To jedno z najstarszych węgierskich miast i najbardziej znaczące religijnie: w nim ochrzcił się książę Vajk, którego potem ogłoszono świętym. Tu była pierwsza stolica państwa, a od czasu przegnania Turków rezyduje prymas Węgier. Po traktacie w Trianon ten arcyważny ośrodek nieoczekiwanie znalazł się na samej granicy, którą znowu wytyczono na Dunaju.

Ledwo zaparkowaliśmy, a doszły do nas odgłosy trąbek, piszczałek, bębnów i innych radosnych instrumentów muzycznych. Dziś Dzień Świętego Stefana, święto narodowe, więc w całym kraju odbywają się imprezy. W południe padało, potem było pochmurno, teraz nawet pojawiło się słońce, więc pochód średniowiecznych wojów idzie ulicą w pełnym blasku.

(Facet we fioletowej kiecce zamiast się skupić na swej roli ciągle gadał i gestykulował!)
Obrazek

Nie wszyscy odpowiednio dobrali ciuchy - jeden z Madziarów odłączył się i zaczął na skróty wdrapywać się schodami, co rusz podciągając spadające gatki :D.
Obrazek

Na skarpie wznosi się największa świątynia Węgier - monumentalna klasycystyczna bazylika św. Wojciecha. Poprzednią zniszczyli Osmanowie, tą wybudowano w XIX wieku i nie szczędzono na nią materiałów i pieniędzy.
Obrazek

Pradawny pochód zbliża się z hałasem poprzedzany wozem policji; fioletowy gościu nadal coś nadaje sąsiadowi.
Obrazek
Obrazek

Na razie zostawiamy dzielnych barbarzyńców i idziemy obejrzeć bazylikę. Wnętrza jeszcze bardziej pokazują jej rozmiar.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Gdzież ją jednak porównywać chociażby z Licheniem? Tam 23 tysiące metrów kwadratowych, tu marne 5,6 tysiąca. Tam najwyższy punkt to 141 metrów, tutaj 100.

Wejście do kościoła jest darmowe, natomiast za kasę można dostać się na jeden z punktów widokowych: zaszaleliśmy i wybraliśmy kopułę do której prowadzi kilkaset schodów. Podczas włażenia dostajemy kręćka.

Najpierw dochodzimy do poziomu pośredniego, gdzie wystawiono pierwotny projekt zabudowy placu przed bazyliką.
Obrazek

Z braku pieniędzy nigdy nie został on zrealizowany, nie postawiono m.in. półkolistego zakończenia z łukiem triumfalnym.

Obok ulokowano niższy punkt widokowy w uzbrojonym oknie; skąpcy dalej nie idą. Mnie kojarzy się z działkiem strzeleckim.
Obrazek

Z łącznika między wieżą a nawą główną oglądamy trwające w dole powitanie władcy na zamku.
Obrazek
Obrazek

Kolejny poziom to wysokość wież. Panorama robi wrażenie!
Obrazek
Obrazek

Tuż pod nosem Dunaj i słowackie Štúrovo, brzydsze rodzeństwo Esztergomu. Wspomnę jeszcze o nim na sam koniec.
Obrazek
Obrazek

Wchodzimy jeszcze wyżej na chodnik okalający główną kopułę. Wieje jak cholera, lęk wysokości daje o sobie znać. Ale jest pięknie!
Obrazek
Obrazek

Plac św. Stefana. Różni się od modelu. Granica słowacko-węgierska przebiega mniej więcej na horyzoncie w środku tego zdjęcia, gdzie do Dunaju z lewej strony wpada Ipola.
Obrazek

Jedynym miejscem przekroczenia granicy bez zamoczenia jest zielony Most Marii Walerii (Mária Valéria híd). Otwarto go w 1895 roku. W 1919 roku wysadzono przęsło po stronie czechosłowackiej, pewno po to, aby zabezpieczyć się przed Węgrami. Odbudowany w następnym dziesięcioleciu i po raz kolejny zniszczony w 1944 przez Wehrmacht. Tym razem puste przyczółki straszyły przez ponad pół wieku, gdyż ponownie spiął oba brzegi dopiero na progu nowego tysiąclecia.
Obrazek

Trochę widoków Esztergomu. Węgierski horyzont jest poszarpany różnymi niewysokimi pasmami górskimi, natomiast słowacki prawie płaski.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Kościoły oraz ruiny zamku królewskiego.
Obrazek
Obrazek

Po zejściu na powierzchnię gruntu okazało się, iż wojowie od powitań przeszli do dawania sobie po mordach. Po co tracić czas na zbędne uprzejmości?
Obrazek

Tam po lewej byliśmy jeszcze przed kilkoma minutami.
Obrazek

Pod bazyliką zorganizowano jarmark. W sprzedaży różne pamiątki, ciuchy i tradycyjne węgierskie ciupagi. Wśród tłumu sporo Słowaków. Jest też gastronomia - skusiliśmy się na wypasione langosze. Mimo, iż ociekają tłuszczem, tym razem nie skończyło się nagłym szukaniem kibelka ;).
Obrazek
Obrazek

Zamek królewski sięgał swoimi początkami X wieku. W okresie wojen z Turkami wielokrotnie przechodził z rąk muzułmanów do chrześcijan i odwrotnie, co nie pozostawało bez wpływu na jego stan. W XVIII wieku dużo rozebrano i dopiero w okresie międzywojennym zaczęto dbać o ruiny i prowadzić prace archeologiczne. Wejście na teren zamkowy jest nowe i wygląda bardzo sztucznie, lecz w środku zachowało się więcej oryginalnych elementów.
Obrazek

Tymczasem pierwotni Madziarzy postanowili sobie postrzelać.
Obrazek

Z żalem, ale musimy się zebrać i wracać do auta, bo na Śląsk mamy kupę drogi, a to już późne popołudnie. Znów przejeżdżamy Dunaj, używając historycznego mostu.
Obrazek

Štúrovo to dawne Parkany, miejsce dwóch bitew Sobieskiego z Turkami. Taką nazwę nosi w języku większości jego mieszkańców - Párkány. Tak też (Parkan) nazywało się do 1948 po słowacku, kiedy to władze postanowili przemienić je ku czci Ľudovíta Štúra, który w mieście nigdy nie był. Typowe zagranie na złość Węgrom, do dzisiaj stanowiących 2/3 ludności. Po upadku komunizmu w lokalnym referendum zdecydowano o powrocie do historycznego nazewnictwa, ale rządzący je zignorowali. Ot, demokracja pełną gębą.
Obrazek

Najładniejszy w miejscowości jest... widok na Węgry :D. To nie ironia - dopiero stąd bazylika w Esztergomie pokazuje w pełni swój majestat! Dobrze widać też mury obronne zamku.
Obrazek
Obrazek

Na bokach mostu umieszczono herby: po lewej symbol miasta, po drugiej słowacki. Ciekawe, co mieściło się tu na pierwotnej konstrukcji?
Obrazek

Pozostał na kilkugodzinny przejazd przez Słowację. Prawie bez istotnych wydarzeń, nie licząc kilku pomyłek na skrzyżowaniach, dzięki którym po raz pierwszy mijałem największego producenta słowackich sikaczy.
Obrazek

W okolicach Czadcy lunęło deszczem i temperatura spadła do 10 stopni... Chyba nie tylko wyjazd się zakończył, lato też...
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/


Wróć do „Relacje z wypraw”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości