Wśród wąwozów i spalonych gór czyli Armenia 2017

Jeżeli wybrałeś się gdzieś poza Sudety i nie wstydzisz się tego, daj znać!
Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3207
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Re: Wśród wąwozów i spalonych gór czyli Armenia 2017

Postautor: Pudelek » 13-10-2017 16:02

Teraz już wiesz po co zagranicznym turystom teleobiektywy - gdybyś taki miała, to pół-czynne zakłady sfotografowałabyś dokładniej z tej skarpy :D
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

Dolnoślązak
stary wyga
Posty: 1558
Rejestracja: 13-06-2008 12:39
Lokalizacja: Wrocław

Re: Wśród wąwozów i spalonych gór czyli Armenia 2017

Postautor: Dolnoślązak » 13-10-2017 16:43

Może trzeba by tam otworzyć jakiś skup złomu? :lol:

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3207
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Re: Wśród wąwozów i spalonych gór czyli Armenia 2017

Postautor: Pudelek » 13-10-2017 16:56

Noo, gdyby polscy złomiarze zobaczyli te zdjęcia, to od razu by się pielgrzymki zorganizowały :D
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

Dolnoślązak
stary wyga
Posty: 1558
Rejestracja: 13-06-2008 12:39
Lokalizacja: Wrocław

Re: Wśród wąwozów i spalonych gór czyli Armenia 2017

Postautor: Dolnoślązak » 13-10-2017 20:29

Ty się Pudel nie śmiej bo na takim złomie można lepiej wyjść niż pracując normalnie na etacie. Za szafę stalową, regał i jakieś drobiazgi dostałem ponad stówę. Zaś na tym co na zdjęciach buby widać można by zbić niejedną fortunę :wink:

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3207
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Re: Wśród wąwozów i spalonych gór czyli Armenia 2017

Postautor: Pudelek » 13-10-2017 23:04

Na swoim złomie to raczej można tylko dorobić, a żeby się utrzymywać to zazwyczaj trzeba już ten złom "pożyczać" z innych miejsc :P
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 3850
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Wśród wąwozów i spalonych gór czyli Armenia 2017

Postautor: buba1 » 14-10-2017 13:25

Pudelek pisze:Teraz już wiesz po co zagranicznym turystom teleobiektywy - gdybyś taki miała, to pół-czynne zakłady sfotografowałabyś dokładniej z tej skarpy :D


A to napewno! :) Teleobiektyw to zajebista sprawa! Ja sie tylko dziwilam czemu uzywaja ich wewnatrz kosciola- acz moze tak dla niepoznaki a celowali w cos innego! ;)

Dolnoślązak pisze:Ty się Pudel nie śmiej bo na takim złomie można lepiej wyjść niż pracując normalnie na etacie. Za szafę stalową, regał i jakieś drobiazgi dostałem ponad stówę. Zaś na tym co na zdjęciach buby widać można by zbić niejedną fortunę :wink:


Ja mysle ze jak jakis złomiarz, ktorzy wypruwa kabelki w opuszczonych domach czy kradnie furtki w wioskach (nam w Kotach raz ukradli :( ) gdyby zobaczyl te dobra w Armenii... to by sie chyba niezle zaczal slinic i oczyma wyobrazni widzial sie kąpiacego w złocie!

Bardzo mnie to interesuje czemu u nas złom chodzi jak ciepłe bułeczki a w Armenii nie.. Ciekawa zagadka...
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "

na wiecznych wagarach od zycia...

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3207
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Re: Wśród wąwozów i spalonych gór czyli Armenia 2017

Postautor: Pudelek » 14-10-2017 14:47

Najwyraźniej w Armenii nie ma takiego zapotrzebowania na złom. Za komuny oddawało się masowo makulaturę, zbierało flaszki, a teraz kradnie studzienki :D
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 3850
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Wśród wąwozów i spalonych gór czyli Armenia 2017

Postautor: buba1 » 14-10-2017 14:59

Kazde czasy maja swoje ulubione sporty ;)
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 3850
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Wśród wąwozów i spalonych gór czyli Armenia 2017

Postautor: buba1 » 14-10-2017 14:59

Dzis zmierzamy do Madanu. Jest to na wpol opuszczona osada gornicza znajdujaca sie nad Alaverdi, na przeciwleglej stronie kanionu niz Sanahin. Ruch na drodze dojazdowej jest o dziwo nawet dosc spory.

Przyjezdzamy do “centrum” miejscowosci czyli na placyk przed pocztą.

Obrazek

Poczatkowo myslimy, ze to sklep wiec wbijamy z nadzieją na zakup piwa. Sklepu tu jednak nie ma obecnie zadnego. Pozostala jedynie poczta- relikt minionych czasow. Klientow w tej chwili nie ma, jest tylko sympatyczna babeczka z obslugi. Przychodza tu nieliczne emerytury dla staruszkow, a i list mozna dokads wyslac. Ze scian przygladaja sie nam portrety swietych i kalendarze, chyba z roznych lat. 2004, 2010, 2017. Poteguje to wrazenie, ze czas sie tutaj zatrzymal i jaki obecnie jest miesiac i rok zupelnie nie ma znaczenia. Wokol unosi sie zapach impregnowanego starego drewna i porannej kawy. Piwa jednak tu nie ma. Ale dostajemy siatke brzoskwin. Ucinamy sobie pogawedke na drewnianym werando-balkoniku.

Obrazek

Obrazek

Madan w najlepsze swoje lata liczyl kilka tysiecy mieszkancow. Teraz mieszka tu na stałe 46 osob. Czesc pomieszkuje czasowo- tylko latem, albo odwiedza swoich krewnych. Wiekszosc dawnych mieszkancow stanowili Grecy, ktorzy po upadku sajuza wyjechali do swojej ojczyzny. Inni przesiedlili sie do miast czy za granice, jako ze ilosc miejsc pracy w regionie drastycznie sie skurczyla- kopalnie zamknieto, a i huta w Alaverdi działa na pół gwizdka. Wsrod kolorowych hałd i wyziewow fabryki zostali dziadkowie i ludzie zajmujący sie rolnictwem. Komin na wzgorzu, polaczony “dymociagiem” z fabryką, pluje dymem prosto na Madan. A jako ze jest tu zaglebienie terenu, jakby mała kotlinka - dym tu zostaje, wiruje, kręci, ale opuscic osady nie ma ochoty. Dymociąg powstal kilka lat temu, gdy doszli do wniosku, ze miazmaty wydalane przez glowny komin nie opuszczaja wąwozu i powietrze w Alavedi pozostawia wiele do zyczenia. Ochrona miasta przed zadymieniem ma jednak swoja cene. Zapach i konsysencja powietrza w Madanie przywodzi wspomnienia najlepszych lat mojego dziecinstwa w Bytomiu. Czuje sie tu wiec nadpodziw swojsko! :) Jakby Hute Bobrek z lat swojej swietnosci przeniesc wsrod malownicze skałki poludniowego Kaukazu! :)

Moze dlatego jezyny sa tu dziwne? Jesz- sa slodziutkie, az jakby za bardzo. A chwile pozniej w ustach pojawia sie gorycz. Te wczoraj w Sanahin smakowaly normalnie. Nic dziwnego, ze w Madanie nikt ich nie je… Całe piekne kiscie dorodnych jezyn wiszą na krzakach przy drodze. Ludzie mijaja je obojetnie. My tez juz wiemy dlaczego.

Idziemy obejrzec osade. Nie wiem jaki jest obecnie status miejscowosci- czy to wies czy miasteczko? Miejscowi uzywają nazwy “pasiołek”.

Obrazek

Obrazek

Sporo tutejszych domow jest w ruinie lub zamknietych na kłódki. Acz czasem ciezko oszacowac stan opuszczenia budynku. Dwa razy zaglądam na jakas werande a ze srodka wychodzi zdziwiony i zaciekawiony dziadek.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wiekszosc domkow jest tu pietrowa, oplecione schodkami, kładkami, z malowniczymi balkonikami, wycinana z drewna kolumnadą czy zdobieniami okien.

Obrazek

Obrazek

Kóz zyje tu chyba wiecej niz ludzi...

Obrazek

Postindustrialna żółć i pomarancz emanuje ze wszystkich okolicznych skarp.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jest tez kosciolek, rowniez od lat nieuzytkowany. Chyba sluzyl dawniej Grekom? Bo jego architektura jest ciut inna niz powszechnie spotykanych ormianskich swiatyn.

Obrazek

Obrazek

Wnetrza koscioła sa tynkowane a zapach i ogolny klimat przywodzi mi na mysl opuszczone ewangelickie przybytki Dolnego Śląska.

Obrazek

Obrazek

Jaskolcze gniazdo na krzyzu...

Obrazek

Kawałek dalej stoi juz calkowicie ormianska kaplica zwana przez miejscowych “czasownią”.

Obrazek

Obrazek

Bardzo duzo w Madanie jest porzuconych wrakow aut. Widac emigrujacy stad mieszkancy nie zawsze zabierali je ze sobą. Milosnik starej motoryzacji bedzie tu mial na czym zawiesic oko. Mozna sie tez zadumac nad przemijaniem... Kiedys, gdy byly nowe, zapewne ich posiadanie bylo wyznacznikiem bogactwa, spolecznego statusu czy dobrych znajomosci. Pewnie ich zakup był dla wielu rodzin świętem... Teraz leżą w rowach i wiekszosc ludzi patrzy na nie jak na smieci. Ciekawe czy niektore z nich jezdzily moze gdzies daleko- na urlop czy do rodziny, gdzies poza granice republiki? A moze w bagaznikach podrozowaly prosieta na targ, a z tylnych siedzen dochodzilo gdakanie zaniepokojonych kokoszek? Czy tak jak obecnie rowniez za ich kierownicami sadzano juz niemowleta? Jakie ciezary i jakie cuda woziły ich bagazniki dachowe? Pewnie kazdy z nich mialby jakas opowiesc, bo wiele moze sie wydarzyc w takim kilkudziesiecioletnim zyciu. Dzis jednak nic nie opowiadają.. Milcza tajemniczo. A moze po prostu ja nie rozumiem ich języka...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Miejscowosc jest dosc stara, jak wierzyc napisom- pochodzi z XVIII wieku. Moze dlatego nie ma tu zadnych oznak radzieckiej architektury mieszkalnej.

Obrazek

Jest tez biesiadka.

Obrazek

Obok niej ciekawa kapliczka

Obrazek

I poradziecki pomnik.

Obrazek

Obrazek

Pod koniec wsi stoi post. Nieczynny. Podrdzewialy otwarty szlaban i pusta budka. Acz napisy na niej sa calkiem swieze...

Obrazek

Wąż oplatający kij jak w symbolu na aptekach. Tylko tu z bratem blizniakiem ;)

Obrazek

Wyłazimy nad wioske.

Obrazek

Obrazek

Droga do Dżilidzy staje sie szutrowa. Do Madanu o dziwo prowadzi rowniutki, swiezy asfalt.

Za Madanem na wzgorzu jest kolejna osada, malutka i calkowicie rolnicza.

Obrazek

Tu juz nie ma przemyslowego klimatu. Rozposcieraja sie tam szerokie pola, wiec wiatr przewiewa fabryczne wyziewy- i wtłacza je w kotlinke ponizej. Stad dokladnie widac drgające powietrze pod nami i szarą zasłone zamazującą widoki.

Obrazek

Obrazek

Na jednym z samotnych wrakow robimy sobie popas. Wyciagamy wałówe, wygrzewamy sie do słonca, zagapiamy w dal…

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ostrzelany znak na wschodzie to dosc typowy obrazek. Tu jednak uzyli dosc duzego kalibru.

Obrazek

Oczywiscie wypytujemy wszystkim o nasze klasztorki, ale nikt tam nigdy nie byl. W ostatniej wiosce przed granica mieszkaja ponoc tylko dwie rodziny i stacjonuje placowka słuzb granicznych. Ponoc na przebywanie nawet Dzilidzy tez trzeba miec pozwolenie i odradzają nam pchanie sie tam na dziko. Jakos o tutejszych pogranicznikach lokalna ludnosc nie wyraza sie zbyt cieplo i raczej odradza miec z nimi do czynienia.

Wracamy. Nie łapiemy stopa, mamy w planie pieszo zejsc do Alaverdi. Zbyt ciekawa byla cala trasa, ktorą widzielismy z okien samochodu. Idąc mamy okazje np. dokladniej przyjrzec sie pomaranczowym skarpom po drodze. Chyba to wszystko hałdy albo pozostalosci po odkrywkowym wydobyciu.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Troche mi to przypomina roznobarwne hałdy z Donbasu. Ale tamte byly bardziej wielokolorowe.

Po drodze spotykamy rozne opuszczone zabudowania pokopalniane. Ale to juz chyba przynalezy pod Alaverdi.

cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

Dolnoślązak
stary wyga
Posty: 1558
Rejestracja: 13-06-2008 12:39
Lokalizacja: Wrocław

Re: Wśród wąwozów i spalonych gór czyli Armenia 2017

Postautor: Dolnoślązak » 14-10-2017 20:08

Akurat pracowałem w miejscu gdzie po sąsiedzku działał skup złomu więc co nieco mozna było zaobserwować. Co prawda nadal typowy złomiarz to ten pchający przed sobą wózek czy uginający się pod torbami z żelastwem ale jest też i inna całkiem liczna grupa, co przyjeżdza dostawczakami, przyczepkami czy jeszcze lepiej wypaśnymi furami jak z salonu. I wysiada taki w garniaku, lakierkach i wyładowuje swój złom :wink:

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3207
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Re: Wśród wąwozów i spalonych gór czyli Armenia 2017

Postautor: Pudelek » 14-10-2017 21:53

To takich widuję często w okolicach Opola, przyjeżdżają aż z GOP-u dostawczakami, aby coś upolować :D
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

Dolnoślązak
stary wyga
Posty: 1558
Rejestracja: 13-06-2008 12:39
Lokalizacja: Wrocław

Re: Wśród wąwozów i spalonych gór czyli Armenia 2017

Postautor: Dolnoślązak » 15-10-2017 08:13

Sa tu dziury w podlodze, takie dziwne, jakby emaliowane w srodku. Nie wiem co w nich trzymali- moze wino? Teraz niestety sa puste.

Może ogrzewanie podłogowe?

Nowy pop jest rzeczywiscie jakis dziwny. Zwraca mi uwage, ze moj aparat za glosno robi “bźźź” robiac zdjecie i to mu przeszkadza w rozmowie ze znajomymi.

Ze zacytuję Ferdka Kiepskiego: Panie, a zasadził panu ktoś, kiedyś kopa w dupę? Było mu tak powiedzieć, pewnie i tak by nie zrozumiał :lol:
Tylko dwoch niemieckich turystów jest wyraznie wkurwionych. Widzimy te sztylety w oczach. Cos do nas mowią, ale ich nie rozumiem. Mam nadzieje, ze sie nie spieszą na samolot do Erewania ;) Z drugiej strony - nie wzieli pod uwage tego, ze są na Kaukazie? Ze tu “czasoodleglosci” mierzy sie nieco inaczej?

A nie mówiła Makrela by siedzieli w Reichu na dupie? Uchodźców im sprowadziła, by mieli wielokulturowo a tym ciągle mało i mało!

Wisi tez samotny wagonik kolejki linowej. W Alaverdi byly dwa, ktore jezdzily wahadlowo. Ponoc dla nich jest jeszcze cien szansy na uruchomienie. Ta z Akhtali zawisła ponoc na dobre. Miejscowi mowia, ze bedzie wisiec “jak jabłko, az dojrzeje i spadnie”..

... komuś na łeb?

A tego że nie dotarliście na dworzec to wybaczyć wam nie mogę, chętnie poczytałbym o tamtejszej zakazanej kolei...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 3850
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Wśród wąwozów i spalonych gór czyli Armenia 2017

Postautor: buba1 » 16-10-2017 11:48

Może ogrzewanie podłogowe?


Moze zima wlaczaja :lol:

Ze zacytuję Ferdka Kiepskiego: Panie, a zasadził panu ktoś, kiedyś kopa w dupę? Było mu tak powiedzieć, pewnie i tak by nie zrozumiał :lol:


Pewnie by nie zrozumial. Acz z drugiej strony to on byl u siebie wiec predzej ja bym kopa w dupe dostala ;)

A nie mówiła Makrela by siedzieli w Reichu na dupie? Uchodźców im sprowadziła, by mieli wielokulturowo a tym ciągle mało i mało!


Jakos wyjatkowo na tym wyjezdzie nie mielismy sympatycznych relacji z Niemcami ;) Jacys dziwni sie nam trafiali!

... komuś na łeb?


Jak podlezie? pewnie lokalsi wiedza ze po d kolejka sie nie chodzi...

A tego że nie dotarliście na dworzec to wybaczyć wam nie mogę, chętnie poczytałbym o tamtejszej zakazanej kolei...

tez zalujemy... :roll:
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 3850
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Wśród wąwozów i spalonych gór czyli Armenia 2017

Postautor: buba1 » 16-10-2017 11:50

Wracajac z Madanu do Alaverdi widzimy wiele wypalonych miejsc. Ogien hulal tu na tyle skutecznie, ze nie tylko spalil trawe i chwasty ale takze krzewy i sporo niewielkich drzewek. Udało mu sie tez przekroczyc asfaltowa szose. Chwle pozniej widzimy, ze nawiał on z wysypiska smieci, ktore caly czas sie tli…

Obrazek

Obrazek

Ciekawe, ze ten problem jakos nie istnial w poprzednich latach. W ogole nie mijalismy takich miejsc. Mozna bylo rozbijac namiot gdziekolwiek, bez obawy, ze sie skonczy jako szaszlyk..

Mijamy opuszczone zakłady, gdzie zagladamy do dziury, ktora zdaje sie byc sztolnią. Chyba nią jest ale zaczopowana betonem.

Obrazek

Kawałek dalej napotykamy kolejne wejscie do podziemi, tym razem poziome i juz napewno będące sztolnią. Nazwa sugeruje, ze sa jeszcze 4 inne ;) Wybija z niej zółta, mętna woda, a z wnetrza wydobywa sie glosny szum jakby wodospadu.

Obrazek

Na terenie pokopalnianym jakis koles zbiera łopatką szlam do wiaderka. Pytamy co to jest- mowi ze “kalmak” czy jakos tak. I ze sa potem ludzie, ktorzy to skupują. Nie mamy pojecia czemu ktos chce za tą breje placic, ale wyglada, ze nie jest to proces do konca legalny. Rozmowa sie niezbyt klei a koles jest dosyc niespokojny i niezbyt uradowany, ze nas spotkał…

Przy drodze lezy duzo wyrzuconego gruzu. Sporo z niego to duze fragmenty jakiegos gładkiego budulca, wyglada jak material, z ktorego sie robi nagrobki. Jak takie jakies granitowe płyty. Tak troche dziwnie, ze potraktowano to jak śmieć.. Wydaje sie, ze mozna by to uzyc do roznych celow!

Obrazek

Potem wkraczamy na tereny przy hucie. Mijamy budynki, ktore wygladaja na opuszczone. Chcemy zajrzec do jednego z nich - a tam szok! W srodku pracuja ogromne turbiny. Inny, wypatroszony budynek tez zacheca do eksploracji. Wieksza czesc fabryki jest jednak ogrodzona podwojnymi zasiekami bram i płotow. W srodku trwa załadunek jakis kontenerow. Wokol stoją kopalniane wagoniki a z wnetrza hali slychac donosne “kukuryku”!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Az tu nagle pojawia sie żuk, ktory cos wozi. Przynajmniej mamy wytlumaczenie, ze chcielismy obejrzec auto ;)

Obrazek

Z plakatow na slupach i budynkach w miescie roztacza sie nieco inna wizja zakladu- takiego co prężnie działa. Moze w srodku rzeczywiscie tak wyglada?

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nieopodal fabryki- ba! tuz obok- a moze nawet jeszcze na jej terenie, stoją bloki mieszkalne. Ci to mieli blisko do pracy!

Obrazek

Mają tu bardzo duze balkony, ktore stanowią jakby kolejny pokoj mieszkania. Trzyma sie tu szafy, łozka, lodowki, kwiatki doniczkowe. Suszą sie zioła i owoce.

Obrazek

Po schodach tam i spowrotem zapamietale biega dwulatek o czarnych oczkach i woła “koko”. Jakos przychodza takie chwile, ze bardzo mi sie tęskni za kabaczkiem! Niby plecak lżejszy, niby luz bo nie trzeba pilnowac coby nie wleciało w przepasc, ale widząc tą biegającą kluseczke troche mi smutno, ze moja kluska jest tak daleko! Moze by sie dogadały? Gugają podobnie ;) Moze na tym etapie roznorodnosc językow nie jest jeszcze barierą w porozumiewaniu?

Rzut oka na kolejke i jej stacje, tym razem od dołu.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W kierunku Haghpat jedziemy ze Sławą, emerytowanym nauczycielem historii z lokalnej szkoły. Podroz z nim jest zapewne ciekawsza niz wykupione wycieczki elitbusem. Wiezie nas zakosami i caly czas opowiada jakies historie o regionie.

W Alaverdi maja np. stary kamienny most. Do jego budowy nie uzywali cementu a zaprawa byla z kurzych jaj. I ponoc w latach 60-tych przyszla powodz, ktora niosła drzewa, dachy i autobusy. I zabrala wszystkie mosty na rzece Debed. Oprocz tego. I on jeden łączyl dwa brzegi na przestrzeni chyba 100 km. Auta, a nawet czołgi jezdzily po jego schodach, wiec je troche wytarły, spłaszczyły i powykrzywiały.

Obrazek

Obrazek

Na bokach mostu siedzą kamienne rzezby. Ponoc jest taka legenda, ze owe zwierzaki ozyją gdy po moscie przejdzie prawdziwy meżczyzna. Skurczybyk Sława oczywiscie nam o tym powiedzial jak juz jechalismy dalej. A my doszlismy tylko do polowy mostu.. Moze nie chciał, zeby toperzowi bylo smutno? A moze dobrze ocenił sytuacje i bał sie o zniszczenie zabytku? Bez zwierzatek (ktore by dały drapaka) mostek bylby mniej ciekawy ;))))

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Po drodze mamy okazje znow przyjrzec sie twierdzy Kajan Berd. Wedlug Sławy to od tej strony najlepiej wlazic na gore.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Lesne jelonki z blachy.

Obrazek

Zatrzymujemy sie tez w pewnym miejscu- ponoc jednym jedynym skad widac druga twierdze. Kwestie tego, ze z Sanachin ją tez widzielismy - przemilczamy, coby Sławie nie było przykro.

Obrazek

Ponoc te twierdze spelnily swoją funkcje. Nie puscily szturmujacych Turków w czasie “Genocydu” i Haghpat nie zostal zdobyty. A dalej za Haghpat jest w gorach jakas wioska ze zrodlami mineralnymi. Juz chcemy zmieniac plany i tam jechac ale zrodla nie sa cieple wiec sobie odpuszczamy ;)

W Haghpat zwiedzamy sobie klasztorek, ktory przypomina ten w Sanachin i w Odzun- tzn jest pelno ludzi. Okolica tez taka nieco “wygłaskana”, wisza rozne zakazy, tu wchodz, tam nie wchodz, jak nie w Armenii.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Sa tu dziury w podlodze, takie dziwne, jakby emaliowane w srodku. Nie wiem co w nich trzymali- moze wino? Teraz niestety sa puste. Tzn prawie.. jednemu Francuzowi wpadł do srodka smartfon i probuje go wydłubac.

Obrazek

Obrazek

Kolumnady wsrod wilgotnego mroku, wypełnionego echem kroków i pochrząkiwan.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Koła mlynskie?

Obrazek

Spotykamy tu pierwszego (i ostatniego) na naszej tegorocznej trasie turyste z Polski. I co najciekawsze przychodzi i sie z nami wita bo sie znamy z forum kaukaskiego :) Koles jedzie zakosami z Tbilisi do Erewania. Bardzo mi zaimponowal umiejetnoscia pakowania. Planuje byc w Armenii tydzien a plecaczek ma taki, ze ja zabieram wiekszy jak ide na kilkugodzinny spacer do pobliskiego lasu!

Nie odwazyłam sie... choc kusiło.. ;)

Obrazek


Potem jedziemy do Akhtali gdzie tez jest cerkiewka- na terenie twierdzy. Ta twierdza tez miala swoje 5 minut w historii. Jej dla odmiany nie zdobyl Dzingis Chan!

Obrazek

Poczatkowo planujemy tu spac, tak nam polecali znajomi. Facet ze sklepu nam jednak odradza. Od niedawna jest nowy pop, ktory w odroznieniu od poprzednika, jest niechetny namiotowym turystom. Mamy za to propozycje rozbicia sie pod sklepem, na betonie i pod latarnią. Moze by z tego jakas fajna impreza wyniknela, kto wie?… ale jest dopiero 13.. Troche szkoda tyle czasu siedziec w jednym miejscu.

Głowna cerkiew.

Obrazek

Wnetrza pokrywaja ciekawe kolorowe freski.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ruinka - tez w obrębie murów.

Obrazek

Obrazek


Pod twierdza stoi autobus widmo. Stoi pusty na malym parkingu u wlotu drogi. Na twierdzy nie spotykamy nikogo. Zatem co sie stało z wycieczką?

Nowy pop jest rzeczywiscie jakis dziwny. Zwraca mi uwage, ze moj aparat za glosno robi “bźźź” robiac zdjecie i to mu przeszkadza w rozmowie ze znajomymi. Siedzą sobie w ławkach w pięciu i pokrzykują do siebie jakby byli na bazarze...

Oprocz twierdzy jest tu takze fabryczka, ktora przetwarza rudy miedzi i zlota.

Obrazek

Sa tez haldy i kolorowe wybroczyny, o barwach podobnych jak w Madanie. No moze tu wszystko bardziej wpada w róż...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Widac pozostalosci po lokalnych tradycjach gorniczych.

Obrazek

Wisi tez samotny wagonik kolejki linowej. W Alaverdi byly dwa, ktore jezdzily wahadlowo. Ponoc dla nich jest jeszcze cien szansy na uruchomienie. Ta z Akhtali zawisła ponoc na dobre. Miejscowi mowia, ze bedzie wisiec “jak jabłko, az dojrzeje i spadnie”..

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Opowiadaja nam tez o trzeciej kolejce, tej z Tumanian. Ona ponoc byla tylko towarowa, przystosowana dla wydobytych rud, ale czasem woziła ludzi - sporadycznie i totalnie “na krzywy ryj”. Tez juz nie jezdzi. A czy wisi? Tego nikt w Akhtali nie wie.

Dom 5 poziomowy to niekoniecznie oznacza blok!!

Obrazek

Kolejny kierowca opowiada nam tez o tutejszej “daczy”. Jest to miejsce na skarpie gdzie dawno temu mieszkal bogaty koles. W swoim ogrodku gromadzil egzotyczne drzewa i krzewy z calego swiata. Faktycznie- widac na skale rząd wysokich cyprysikow, jakby przeniesionych z falistych wzgorz Toskanii. Gosc chcial tez zbudowac kolejke linowa na drugą krawedz wawozu, aby mogla wozic jego chorą corke. Dziewczynka niestety niedlugo potem zmarła a inwestycja nigdy nie zostala wdrozona w zycie.

W Alaverdi oczywiscie opadają nas taksowkarze. Ale mamy na nich sposob. “Tak? Ok. Chcemy jechac. Do Dzilidzy i klasztorkow na granicy. Za ile?”. Kazdy odpuszcza. Nikt nie chce jechac. Mowia, ze za zadne pieniadze nie maja ochoty zwiedzac aresztow w Tbilisi ;) A my mamy deja vu. Tak samo jak rok temu w Oni z przelecza Mamisońską ;) Jeden taksiarz tylko nam doradza jak isc z buta. Po pierwsze nie z Madanu bo tam jest jakis post pogranicznikow- ale z Szamlugh. Mowimy, ze post w Madanie byl opuszczony. Ponoc nie tyle zostal opuszczony co przeniosl sie 10 km dalej w strone gor. I pod zadnym pozorem nie wchodzic do wsi Dzilidza, tylko grubo przed wsią odbic na lewo. Najlepiej isc za GPSem, bo na mapach klasztorki sa ponoc błędnie zaznaczone. My mamy tylko mapy papierowe. No i na taka trase z buta to chyba jestesmy zbyt leniwi ;) Poza tym- moze razniej by bylo do tego aresztu trafic z jakims Ormianinem? ;)

A tu zdjecia owych, nieodżałowanych klasztorkow, do ktorych wciaz nawracam w tegorocznej relacji i ostatecznie do nich nie dotarlismy. Zdjecia wiec nie moje, znalezione na googlemaps i nie wiem kto jest ich autorem.

Khorakert.

Obrazek

Khuczap.

Obrazek

W miescie szukamy dworca kolejowego. Ponoc pociagow, ktore nas interesuja nie ma, ale sprawdzic nie zaszkodzi. Dworca nie ma w miejscu gdzie pokazuje go nasza mapa. Pytamy o wiec o niego chyba z 6 osob i kazdy pokazuje co innego. Wogole Ormianie to jakis antykolejowy narod. Pociagi otoczone sa tu sporą niechecia, jakby sie zle kojarzyly. Czesto pytanie o nie powoduje wrecz zlosc. “Po co wam to?”, “Lepiej marszrutką lub taxi”, “Na pewno nie ma, kto by tym jezdzil?”, “Ja nie jechalem i nikt z moich znajomych tez nie”, "odbiło wam calkiem?". A my pytamy o dworzec, nie mowimy dokad - wiec moze chcemy pojechac tym jednym polaczeniem co istnieje? Ale nie- jakby glownym celem na tym etapie bylo wybicie nam z glowy tego absurdalnego pomysłu. Pociagami źle sie interesowac, ba! w ogole pomyslec o lokalnej kolei nie wypada. Tak samo wygladalo to 4 lata temu w Erewaniu gdy szukalismy połączen do Sewanu. Zmylic, odwiesc, zaprowadzic w przeciwnym kierunku. Tak jak zawsze Ormianie sa przyjaznymi, pomocnymi i niezwykle sympatycznymi ludzmi- to slowo “pociąg” budzi w nich demony. Dworzec ostatecznie udaje sie zlokalizowac. Jest sporo drogi od centrum. Widzimy go z jadacego samochodu. I kolejowy i autobusowy byly niegdys obok siebie. Teraz oba sa nieczynne, a marszrutki zatrzymują sie w “rynku” gdzie kompletnie nie ma na nie miejsca. Kierowca znajduje tysiac powodow aby nas nie wysadzic koło tych dworców. Zatrzymuje sie za kilometr gdy juz nie bardzo opłaca sie wracac… Znow, podobnie jak w erewanskiej dzielnicy Kanakert, zabraklo nam determinacji w walce z otoczeniem. Bo ile sie mozna kopać z koniem? Na dworzec nie dotarlismy.

Docieramy na ow klaustrofobiczny “rynek” z marszrutkami i tu sie okazuje, ze marszrutka w strone, ktora nas interesuje (czyli do Alagiaz) odjechala 10 minut temu. W tej sytuacji decydujemy sie jednak na taksowke. Cel- dogonic marszrutke. Dla taksiarza brzmi to jak wyzwanie. W oczach pojawia sie jakis dziwny błysk. Jak dziecko, ktore dostalo nową gre w samochodziki. Myslalam, ze koles specjalnie bedzie gonil marszrutke tak zeby nie dogonic, albo zrobic to za 100 km- zeby wiecej kasy wlecialo w kieszen. Ale tu kasa nie gra roli. To chyba raczej kwestia honoru. “Zaraz ją złapiemy!” Jak to zaraz? Juz sie zaczynam bać, ze to jednak byl glupi pomysl i za pierwszym zakretem skonczymy w przepasci. Taksiarz jednak jest honorowy ale tez rozsadny. Po prostu dzwoni do kierowcy marszrutki. Autobusik czeka na nas kilometr dalej na stacji benzynowej :)

Dla kierowcy marszrutki ten postój to nie jest problem- podtankuje sobie, odpocznie troche. Dla pasazerow tez nie- papieroska sobie wypalą, do kibelka pojdą, przez telefon pogadają, odkręcą cole, ktora wybuchnie. Tylko dwoch niemieckich turystów jest wyraznie wkurwionych. Widzimy te sztylety w oczach. Cos do nas mowią, ale ich nie rozumiem. Mam nadzieje, ze sie nie spieszą na samolot do Erewania ;) Z drugiej strony - nie wzieli pod uwage tego, ze są na Kaukazie? Ze tu “czasoodleglosci” mierzy sie nieco inaczej?

Nam “czasoodleglosc” akurat dzis sprzyja. Chyba dzis bedziemy w Artiku.

cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3207
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Re: Wśród wąwozów i spalonych gór czyli Armenia 2017

Postautor: Pudelek » 17-10-2017 20:51

To se Francuz pokorzystał ze smartfona :lol:

Ciekawe o co chodzi z tą koleją, że wszyscy tak jej unikają? Może porywają pasażerów?
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/


Wróć do „Relacje z wypraw”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości