O godzinie 4.50 zabrałem się z rowerem i włączyłem się w obchody Europejskiego Tygodnia Transportu Zrównoważonego , z którego okazji Przewozy Regionalne woziły rowery za darmochę, i dowiozły mnie do Świebodzic przed Wałbrzychem. A że dzień był sprzyjający turystyce, widać było w pociągach regio, które zawalone były rowerami i plecakami. Świebodzice przywitały mnie piękna pogodą, odwzajemniłem się im ekspresowym zwiedzaniem i uwiecznieniem klasycznej dolnośląskiej architektury na fotkach.
Świebodzice Ratusz
Świebodzice zabytkowa kamienica
Świebodzice. Odrestaurowana elewacja przedwojennego sklepu.
Świebodzice. Coś dla miłośników ruin przemysłowych. Uprzedzam ewentualnych eksploratorów, za wejście można "zarobić" mandat.
Droga Świebodzice- Kamienna Góra, początek Gór Kaczawskich. Panorama na Świebodzice i Ślęzę, wieża poniżej niższego wzgórza to Świdnica. Wjazd wiązał się z pewnym wysiłkiem, nie pierwszym tego dnia
Droga Świebodzice- Kamienna Góra, panorama na Góry Wałbrzyskie i Kamienne
Stare Bogaczowice i królujący nad nimi Trójgarb.
Ruiny wiatraka tzw. holendra. W dziurze nad wejściem jest gniazdo szerszeni.
Równie zabytkowy słupek kilometrowy przy drodze do Nowych Bogaczowic
Nowe Bogaczowice. Kolejny holender, zaadaptowany na świetlicę wiejską.
Miły dla oka pejzaż okolic Bogaczowic.
Gostków.
Gostków. Ruiny kościoła ewangelickiego. Ciekawostka, rzadko spotykany układ, widoczna ściana z portalem jest ścianą dłuższego boku prostokąta.
Dalej pnę się pod górę przyjemną wiejską drogą do Pustelnika.
Towarzyszy mi pejzaż jak w Beskidach.
Pastewnik. Kolejne ruiny kościoła ewangelickiego, (tych kościołów zobaczę jeszcze kilka). Od tego miejsca zacznie się mozolny, długi wjazd pod górę.
Pastewnik- przełęcz. Osiągnąłem półmetek wyprawy, 50 kilometr. Praktycznie od Świebodzic cały czas jechałem pod górę, jednak zostało to sowicie wynagrodzone pięknymi panoramami, i przyjemnym zjazdem w dół kolejne 50 km, doliną Kaczawy aż do mety.
Pastewnik- przełęcz. Burzowy radar meteorologiczny.
Kolejny pejzaż. Wzgórza na trzecim planie to początek Rudaw Janowickich, a na horyzoncie chyba Adrspach/ Broumowskie Steny.
Płonina. Ruiny zamku, widoczna w tyle wieża zbudowana z kamienia, przypuszczalnie zamek został przebudowany.
Wojcieszów, pałac z serii "Teren prywatny, wstęp wzbroniony, więc obiekt może popadać w ruinę".
Wojcieszów, kościół ewangelicki, który miejscowa parafia rzymsko-katolicka usiłuje bezskutecznie wyremontować. Ten zabieg udał się w Świerzawie, gdzie w dawnym kościele ewangelickim stworzono muzeum.
I to by było na tyle. Mijając Ostrzycę Proboszczowicką (nie wiem, czemu nie wykonałem fotki, musiałem już być zmęczony), dojechałem o 19.30 do Chojnowa, gdzie przekroczyłem granicę pomiędzy Pogórzem Kaczawskim a Borami Dolnośląskimi. W sumie popełniłem 103 km, wypiłem 5 litrów wody mineralnej, (browaru nie, browarek wychyliłem we Wrocławiu, gdzie miałem 1,5 godz. na przesiadkę), wchłonąłem 2 zapiekanki i 1 hot-doga i przywiozłem masę wrażeń. W Chojnowie zapakowałem się do ostatniego regio do Wrocka, a we Wrocku zasiliłem kasę InterCity, które nie zaszczyciły swym udziałem w Europejskim Tygodniu Transportu Zrównoważonego i skasowały mnie 9 zeta za przewóz roweru na końcu TLK do Przemyśla, wpośród żuli, którzy tradycyjnie w tym pociągu jeżdżą na końcu składu za darmo, nie nękani przez konduktorów,:evil: .
Na tapecie mam relację z Wzgórz Strzelińskich rowerem które wnet upublicznię. Będzie bonus dla eksplorerów ruin przemysłowych.
Polecam uwadze ankietę na początku wątku, ma to znaczenie dla tworzenia kolejnych relacji. Pozdrawiam.

