Powitanie Zimy w Karkonoszach

Planujesz wypad? Byłeś gdzieś i masz ochotę podzielić się wrażeniami z innymi - zrób to koniecznie! Zdjęcia mile widziane!
Leuthen
bardzo stary wyga
Posty: 2491
Rejestracja: 04-07-2011 09:14
Lokalizacja: Wrocław

Powitanie Zimy w Karkonoszach

Postautor: Leuthen » 12-12-2011 13:34

W tym roku witałem już we wrześniu zimę w Tatrach, ale w Sudetach zrobiłem to (samotnie) przedwczoraj :-)


Ponieważ między przyjazdem do Jeleniej Góry a odjazdem autobusu do Karpacza miałem ponad 40 min czasu, postanowiłem urządzić mały wypad na położone niepodal jeleniogórskiego dworca PKS Wzgórze Krzywoustego (375 m n.p.m.), a konkretniej na tamtejszą wieżę widokową.

Widok na rzeczone wzgórze i wieżę z dworca PKS
Obrazek

Niebo było dość mocno zachmurzone, ale słońce próbowało się przebić przez chmury
Obrazek

Obrazek


Po krótkim pobycie na wieży wróciłem z powrotem na dworzec PKS, skąd o 10 miałem autobus do Karpacza. Przed 11 rozpocząłem w Mieście pod Śnieżką swą wędrówkę. Śniegu było tam bardzo niewiele. Przeszedłem przez Wilczą Porębę i rozpocząłem marsz zielonym szlakiem, tzw. Tabaczaną Ścieżką.

Obrazek

Im wyżej, tym więcej było śniegu
Obrazek

Droga już w całości pokryta śniegiem
Obrazek

Szło mi się bardzo dobrze i szybko. Minąłem grupkę 5-6 osób maszerujących w tą samą stronę i przed południem dotarłem do Budnik, nieistniejącej osady górskiej na zboczach Kowarskiego Grzbietu

Resztki zabudowań Budnik

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


W „centrum” osady ujrzałem nad potokiem taką oto hałdę
Obrazek
Jest to pozostałość po prowadzonych tam niegdyś pracach górniczych, związanych z poszukiwaniem uranu.

Przeszedłem przez potok i wiedziony ciekawością, postanowiłem pójść kawałek w górę potoku. Ciekawość czasem się opłaca. Zaledwie po 30 metrach obejrzałem się w lewo i zobaczyłem coś takiego
Obrazek

Nie było wątpliwości – to wlot sztolni!
Obrazek

Postanowiłem wejść do środka. Sztolnia okazała się jednak zalana wodą.
Obrazek

Chodziłem już parokrotnie na bosaka w lodowatej wodzie po zalanych częściach kompleksu „Soboń” w Górach Sowich, więc sama w sobie woda nie stanowiła problemu. Różnica polegała na tym, że po „Soboniu” chodziłem latem, a teraz po wyjściu na zewnątrz czekał mróz i śnieg. Odłożyłem więc eksplorację do lata i zrobiłem w tył zwrot.

Obrazek

Po postoju ruszyłem żółtym szlakiem na Skalny Stół. Zakładałem ambitnie, że wejdę tam w ciągu pół godziny i w razie sprzyjających warunków ruszę na Śnieżkę.

Wspinaczka z Budnik na grzbiet Karkonoszy zajęła mi 1 h 15 minut i była to miejscami istna mordęga! Śniegu było po kolana, a czasem po pas. Miałem jednak to szczęście, że jakiś czas wcześniej szła tamtędy jedna osoba pozostawiając głębokie ślady, z których korzystałem, dzięki czemu nie zapadałem się nagle w śniegu. Osoba ta dobrze znała przebieg szlaku i zawdzięczam jej to, że szedłem bez żadnych trudności orientacyjnych. Moja wdzięczność dla anonimowego turysty nie znała granic – z miejsca obiecałem mu w myślach piwo :-) Poza jego śladami widać było ślady saren, które szukały pożywienia.

Kilka fotek z podejścia

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Wreszcie szczyt!
Obrazek

Szlak biegnący w stronę przełęczy Okraj był jakby trochę nieprzetarty ;-)
Obrazek

Śnieżki nie było niestety widać. Krajobraz miał niesamowity – szaroniebieski odcień
Obrazek

Tam w dole leżała Sowia Przełęcz, na którą trzeba było teraz zejść
Obrazek


Znów nieocenione okazały się ślady zostawione przez mojego mimowolnego dobrodzieja
Obrazek


Obrazek

Obrazek


Wreszcie dotarłem na przełęcz
Obrazek

Już dawno temu wyparowała za mnie chęć wędrówki na Śnieżkę. Nie przy tym śniegu i nie w mokrych butach! Zrobiłem sobie tylko postój w wiacie
Obrazek

i ruszyłem czarnym szlakiem do Karpacza
Obrazek


Mniej więcej w połowie Sowiej Doliny spotkałem samotnego turystę, który podchodził na przełęcz. Krótkie „cześć” i każdy z nas podążył w swoją stronę.
Niebawem stanąłem na mały postój w wiacie, po czym ruszyłem dalej. Nie miałem pojęcia, że tuż poniżej niej droga jest zalodzona...


O tym, co się wówczas stało w Sowiej Dolinie, przypomina mi teraz olbrzymi siniak nad prawym okiem i odczuwalny jeszcze ból w lewym kolanie. Jak łatwo się zorientować, poślizgnąłem się na „zamaskowanym” lodzie i runąłem na zalodzoną drogę, uderzając z impetem głową w wystający kamień. Takiego bólu jak w tamtej chwili już dawno nie czułem! Miałem wrażenie, że pęka mi czaszka. Podparłem się rękami i siadłem na drodze czekając, aż będę w ogóle w stanie zebrać, Minęło dobrych kilka chwil, nim wstałem i ruszyłem w drogę. Początkowo bardzo mocno pulsował ból w lewym kolanie, ale stopniowo ustępował. Do Karpacza na przystanek PKS dotarłem bez dalszych przygód tuż przed 15.

Następnego dnia miałem się wybrać z Red Angelem w Góry Kamienne. Stan mocno stłuczonego kolana uświadomił mi, że jest to kiepski pomysł. Powiadomił go więc, że póki co zimy mam dosyć i z powodu kontuzji nazajutrz do niego nie dołączę. Większość niedzieli spędziłem leżąc. Nie da się ukryć – sobotnie powitanie zimy pozostanie niezapomniane!