Sobota, godzina 7:20 zabieram Waltera ze stacji w Świebodzicach, ok. 8:40 jesteśmy w Szklarskiej pod wyciągiem - wyciąg chodzi. Przebieramy się (małe dylematy, co zabrać na górę - później okazało się, że ani polar, ani kurtka nie były potrzebne) popijając Żywca, który się zabłąkał w bagażniku i słuchjąc Paint it Black Rolling Stonesów. Jeszcze tylko „coś od słońca” i w drogę. Chwilę po 9 kupujemy bilety na wyciąg - wyciąg stoi, czekamy aż się zbierze większa grupa chętnych (chyba oszczędzają prąd, bilet w obie strony 27 PLN + 4 PLN za wstęp do KPN), wreszczie przychodzi „ktoś z rodziny Stasia” i wyciąg rusza. Lądujemy na Szrenicy, w powietrzu lekka mgiełka, ale nie jest źle. Praktycznie nie wieje i cieplutko.
śniegu jak na lekarstwo, ale widok ośnieżonych szczytów z dołu nie może być fatamorganą, idziemy do Voseckiej b. tam musi być jakaś cywilizacja...
W Voseckiej ogarnął nas niepokój, chciaż stał skuter... śniegu brak. Decyzja idziemy w stronę Łabskiego Szczytu. Tak sobie idziemy, podziwiamy widoki, rozmawiamy, ble ble ble... i nagle JEST! Tak jak nie było śniegu, tak teraz cała droga przed nami pokryta pięknym białym puchem (powiedzmy
zakładamy narty i radością ślizgamy się dalej
docieramy do Ceskiej cesty i tu już prawdziwy raj, piękne placki śniegu połączone w labirynt między kosodrzewiną. Podchodzimy ośnieżoną drogą do bunkrów, jemy małe śniadanko i podziwiamy widoki. Jacyś rowerzyści dotarli tu z drugiej strony ale gdy zobaczyli, że to nasze królestwo - zawrócili. To teraz pojeździmy! Radość z jazdy niesamowita. można szusować miedzy krzakami i po zasypanych strumieniach
Wielokrotnie podchodziliśmy i zjeżdżaliśmy ale wszystko się kiedyś kończy. Poszliśmy do żródeł Łaby i zjechaliśmy do Łabskiej b.
Następnie wróciliśmy do szlaku granicznego i zeszliśmy do schroniska Pod Łabskim Szczytem niestety po błocie tu okazało się, że zielony szlak tak zachęcająco wyglądający z wyciągu jest słabo zaśnieżony. Zmęczeni i szczęśliwi wracamy do wyciągu przed 16 - pora do domu

