Pogodę miałem świetną, pełne słońce przez cały dzień (wieczorem wyglądałem jak indianin). Około 10 byłem na polanie i szybko pognałem przez Samolot do Orla żeby zdążyć na start „retro”. Oczywiście bieg był opóźniony więc zająłem się piwem. retro ruszyli o 12, a izerski o 13. Pętelka wokół Koziego Grzbietu, potem kiełbaska przy schronisku (do koltleta przygrywała czeska kapela Szafrany i polska - niestety weselno-dancingowa, do tego elektryczna - Blue Jeans). Szkoda było się zbierać bo zapowiadała się niezła zabawa wieczorem - w przyszłym roku nie odpuszczę. Potem powrót przez Samolot - dwa razy gleba i do domku.
Zdjęć brak bo padły mi baterie - szkoda.
