2009-02-01 Czarna Góra => Hala pod Śnieżnikiem i na zad
: 03-02-2009 23:41
Aj, zima jak się patrzy, a tutaj nikt się nie chwali; czas przełamać ten marazm, więc do rzeczy:
W niedzielę srana Seba odbiera nas sprzed dworca Kłodzko Główne. Jedziemy do ośrodka narciarskiego na Czarnej Górze, ale zamiast tych ciężkich łopat, które teraz nazywają nartami mamy lekkie i smukłe biegóweczki, a tak naprawdę ciut bardziej "przy kości" narty śladowe zwane z angielska BC..
Zza szyb samochodu nic nie zapowiada ładnego dnia, wręcz przeciwnie - nisko wiszące chmury nie zachęcają do spacerów...
Dojeżdżamy już do strefy prakingów, a tu Sebastian podejmuje męską decyzje (pewnie myślał, że płatne
) i kieruje się szosą dalej, na przełęcz Puchaczówka, po czym wbija się w leśny dukt, parkuje auto pod drzewem i w ten sposób daje sygnał do rozpoczęcia wycieczki..
Poniżej jesteśmy jakieś 400 m od wiaty spragnieni kanapacza z herbatą:
Po tym, jak przebraliśmy buty, założyliśmy narty i zrobiliśmy co trzeba pod drzewem chmury się rozproszyły i wyszło słońce....
W takich oto bajkowych sceneriach ruszyliśmy leśnym duktem (dojazdówką do przekaźnika na Czarnej Górze) ku przygodom:
Śnieg był jakiś taki tępy (świeże opady w nocy), ale widoki rekompensowały wszystko:
Następnie ku naszej uciesze droga zrobiła się stromsza i stromsza (już planowaliśmy piękny swobodny zjazd), aż nadszedł moment rozstania z duktem na rzecz ścieżki na przełęcz Żmijową, gdzie planowaliśmy mały popas w wiacie.
Tutaj jesteśmy 400m od tego miejsca spragnieni kanapacza i herbaty:
[img][img]http://lh6.ggpht.com/_gcvdjDemP0k/SYi7fuvrFyI/AAAAAAAAASU/npDPoqsdkgk/s640/S_Ja.JPG[/img]
Później był Żmijowiec i typowo śnieżnicka pogoda, czyli zachmurzenie, śnieg i wiatr. Niestety z widoków nici, więc po paru artystycznych fotkach , którymi nie chcę Was katować aparat powędrował do plecaka.
Ze Żmijowca na przełęcz Śnieżnicką, stamtąd ma piwo i żurek. Schronisko stoi, czeka na zlot...
Po rozpasanej konsumpcji rozpoczął się etap wycieczki określany przez zwrot "na zad"
Żmijowiec pokonaliśmy trawersującym duktem, przecięliśmy boczne nartostrady i podeszliśmy do wiaty. Zmęczeni jak cholera i troszeczkę w niedoczasie (16:55 PKP z Kłodzka Miasta) łyknęliśmy herbaty i obiecując sobie piękny zjazd podążyliśmy tą samą drogą trawersując Czarnę Górą.
Ciężko opisaćnasza rozpacz, kiedy to zamiast miękkiego śnieżku zobaczyliśmy zrytą ratrakiem drogę. Miły i bezpieczny zjazd zmienił się na męczące i nerwowe pługowanie. Szkoda, oj, jak szkoda. Dojazd do auta lekko obniżającym się duktem utwardzonym przez ratrak to była tylko formalność (choć wolelibyśmy iść własnym śladem).
Oto , jak przedstawia się nasz trasa:
Profil wysokościowy:
Ciekawostka, zwróćcie uwagę na bardzo strome odcinki mniej więcei w połowie i na końcu trasy; to oczywiście przekłamanie . Tam zjeżdżaliśmy (z Hali pod Śnieżnikiem i z tego stromego odcinka duktu trawersującego Czarną Górę) odbiornik nie miał czasu na poprawne wyliczenie wysokości.
Podsumowując: piękne tereny, idealne dla osób którym przejadły się przygotowane jakuszyckie trasy. Prawdziwe BC !
W niedzielę srana Seba odbiera nas sprzed dworca Kłodzko Główne. Jedziemy do ośrodka narciarskiego na Czarnej Górze, ale zamiast tych ciężkich łopat, które teraz nazywają nartami mamy lekkie i smukłe biegóweczki, a tak naprawdę ciut bardziej "przy kości" narty śladowe zwane z angielska BC..
Zza szyb samochodu nic nie zapowiada ładnego dnia, wręcz przeciwnie - nisko wiszące chmury nie zachęcają do spacerów...
Dojeżdżamy już do strefy prakingów, a tu Sebastian podejmuje męską decyzje (pewnie myślał, że płatne
Poniżej jesteśmy jakieś 400 m od wiaty spragnieni kanapacza z herbatą:
Po tym, jak przebraliśmy buty, założyliśmy narty i zrobiliśmy co trzeba pod drzewem chmury się rozproszyły i wyszło słońce....
W takich oto bajkowych sceneriach ruszyliśmy leśnym duktem (dojazdówką do przekaźnika na Czarnej Górze) ku przygodom:
Śnieg był jakiś taki tępy (świeże opady w nocy), ale widoki rekompensowały wszystko:
Następnie ku naszej uciesze droga zrobiła się stromsza i stromsza (już planowaliśmy piękny swobodny zjazd), aż nadszedł moment rozstania z duktem na rzecz ścieżki na przełęcz Żmijową, gdzie planowaliśmy mały popas w wiacie.
Tutaj jesteśmy 400m od tego miejsca spragnieni kanapacza i herbaty:
[img][img]http://lh6.ggpht.com/_gcvdjDemP0k/SYi7fuvrFyI/AAAAAAAAASU/npDPoqsdkgk/s640/S_Ja.JPG[/img]
Później był Żmijowiec i typowo śnieżnicka pogoda, czyli zachmurzenie, śnieg i wiatr. Niestety z widoków nici, więc po paru artystycznych fotkach , którymi nie chcę Was katować aparat powędrował do plecaka.
Ze Żmijowca na przełęcz Śnieżnicką, stamtąd ma piwo i żurek. Schronisko stoi, czeka na zlot...
Po rozpasanej konsumpcji rozpoczął się etap wycieczki określany przez zwrot "na zad"
Żmijowiec pokonaliśmy trawersującym duktem, przecięliśmy boczne nartostrady i podeszliśmy do wiaty. Zmęczeni jak cholera i troszeczkę w niedoczasie (16:55 PKP z Kłodzka Miasta) łyknęliśmy herbaty i obiecując sobie piękny zjazd podążyliśmy tą samą drogą trawersując Czarnę Górą.
Ciężko opisaćnasza rozpacz, kiedy to zamiast miękkiego śnieżku zobaczyliśmy zrytą ratrakiem drogę. Miły i bezpieczny zjazd zmienił się na męczące i nerwowe pługowanie. Szkoda, oj, jak szkoda. Dojazd do auta lekko obniżającym się duktem utwardzonym przez ratrak to była tylko formalność (choć wolelibyśmy iść własnym śladem).
Oto , jak przedstawia się nasz trasa:
Profil wysokościowy:
Ciekawostka, zwróćcie uwagę na bardzo strome odcinki mniej więcei w połowie i na końcu trasy; to oczywiście przekłamanie . Tam zjeżdżaliśmy (z Hali pod Śnieżnikiem i z tego stromego odcinka duktu trawersującego Czarną Górę) odbiornik nie miał czasu na poprawne wyliczenie wysokości.
Podsumowując: piękne tereny, idealne dla osób którym przejadły się przygotowane jakuszyckie trasy. Prawdziwe BC !

