Hej,
chciałbym zaproponować dyskusję na temat zagrożeń, na jakie świadomie lub nieświadomie (po lekturze tego wątku - już będzie świadomie) narażamy się uprawiając narciarstwo, wszystko jedno, czy będzie ono "boiskowe", turowe czy biegowo - śladowe.
"dziwne" , ponieważ nie chodzi mi o powszechnie znane zagrożenia typu lawiny lub potrącenie przez innego narciarza, ponieważ o lawinach napisano już wiele gdzie indziej, a na potrącenie nic nie poradzimy (za wyjątkiem unikania nartostrad i noszenia kasku), lecz o takie sytuacje, o których nawet nie pomyślimy, że się mogą zdarzyć....
Przykład zobaczcie, pod spodem:
"dziwne" zagrożenia na nartach
przywalenie przez drzewo
Ano idę sobie na biegóweczkach dookoła Kalenicy (Góry Sowie, rejon Bielawy, przełęczy Jugowskiej), las malowniczo przywalony śniegiem, powoli mija poranna mgła, widać już słońce, robi się coraz jaśniej, jakby zimniej, wiatru zupełnie nie ma, jestem sam, przede mną są przetarte ślady, niestety co chwilę trzeba się głowić, jak ominąć zwalone pnie.
W końcu las troszeczkę rzednie, według mapy jeszcze chwila i będę na Bielawskiej Polance. Zero wiatru, błękine niebo, ostre słońce, zimno....
Nagle - jakby wystrzał i 60 metrów przede mną łamie się obciążony śniegiem wierzchołek świerka i z hukiem wraz ze śnieżnym tumanem ląduje na śladzie przede mną.
W tym momencie cały zesztywniałem. Uświadomiłem sobie, że te wszystkie kłody, które do tej pory obchodziłem nie były ścięte - były wyłamane: od konarów grubości nogi do całych pni drzew, a ślad, po którym szedłem czasami je obchodził, a czasami - biegł pod nimi !!!!
Unikając bliskości drzew wyszedłem na polankę i stojąc bazpiecznie na jej samym środku słyszałem jeszcze parę takich "strzałów" a zaraz po nich dźwięków łamania się drzew.
Zobaczcie z resztą, jak wyglądała droga, którą szedłem
aż strach pomyśleć, co by było, jakbym to zdjęcie zrobił ciut krócej...
W końcu las troszeczkę rzednie, według mapy jeszcze chwila i będę na Bielawskiej Polance. Zero wiatru, błękine niebo, ostre słońce, zimno....
Nagle - jakby wystrzał i 60 metrów przede mną łamie się obciążony śniegiem wierzchołek świerka i z hukiem wraz ze śnieżnym tumanem ląduje na śladzie przede mną.
W tym momencie cały zesztywniałem. Uświadomiłem sobie, że te wszystkie kłody, które do tej pory obchodziłem nie były ścięte - były wyłamane: od konarów grubości nogi do całych pni drzew, a ślad, po którym szedłem czasami je obchodził, a czasami - biegł pod nimi !!!!
Unikając bliskości drzew wyszedłem na polankę i stojąc bazpiecznie na jej samym środku słyszałem jeszcze parę takich "strzałów" a zaraz po nich dźwięków łamania się drzew.
Zobaczcie z resztą, jak wyglądała droga, którą szedłem
aż strach pomyśleć, co by było, jakbym to zdjęcie zrobił ciut krócej...
- Lech
- bardzo stary wyga
- Posty: 3615
- Rejestracja: 08-01-2005 18:39
- Lokalizacja: Poznań (spod Moraskiej Góry)
Re: przywalenie przez drzewo
walter02 pisze:W tym momencie cały zesztywniałem. Uświadomiłem sobie, że te wszystkie kłody, które do tej pory obchodziłem nie były ścięte - były wyłamane:
Póżniej z takich świerków - złamanych pod ciężarem szadzi - z miejsca złamania wyrastają dwa - trzy, a czasami cztery czubki. Patrzący na takie świerki nie wiedzą nawet w jaki sposób takie nietypowe drzewa powstają.
Kiedyś wędrując z grupą przeżyłem podobną przygodę. Potężny świerk z trzaskiem pękł w połowie jak zapałka, a jego górna część z czubkiem zwaliła się z wielkim hukiem na drogę. Wtedy odwróciliśmy się za siebie i zauważyliśmy, że upadł dokładnie w to miejce, gdzie dosłownie przed chwilą z całą grupą zrobiliśmy sobie mały odpoczynek i napiliśmy się herbaty z termosu. Ciarki przeszły po plecach...

No to obaj mieliście dużo szczęścia...
Ja z takich nietypowych przygód wspominam burzę na zboczach Stogu Izerskiego w 2004 r. Piorun huknął gdzieś blisko mnie, aż poczułem w łokciu (którym się opierałem o ziemię) delikatne, ale mało przyjemne kopnięcie. Nie wiem, czy to był prąd z nieba, czy może to jakiś mój wewnętrzny impuls, ale podczas następnych burz nie opierałem się już o ziemię łokciami...
Ja z takich nietypowych przygód wspominam burzę na zboczach Stogu Izerskiego w 2004 r. Piorun huknął gdzieś blisko mnie, aż poczułem w łokciu (którym się opierałem o ziemię) delikatne, ale mało przyjemne kopnięcie. Nie wiem, czy to był prąd z nieba, czy może to jakiś mój wewnętrzny impuls, ale podczas następnych burz nie opierałem się już o ziemię łokciami...
Załamanie lodu
właśnie - tak, jak w temacie -
na pewno możliwe jest załamanie lodu pod narciarzem, kiedy pokonujemy zamarzniętą taflę jeziora.
Jak się tego wystrzegać (oczywiście darujmy sobie odpowiedź "nie jechać przez jezioro, tylko bokiem")
Jak oceniać, czy lód jest wystarczająco mocny - czy wystarcza znajomość temperatur z okresu np tygodnia przed, czy może są jakieś proste testy do wykonania (poza wysłaniem najcięższego członka wycieczki w charakterze próbnika :D )
Wczoraj byłem z kolegą nad jeziorkiem Daisy (okolice Świebodzic) i właśnie tak się zastanawialiśmy patrząc na taflę :
pęknie, nie pęknie?
na pewno możliwe jest załamanie lodu pod narciarzem, kiedy pokonujemy zamarzniętą taflę jeziora.
Jak się tego wystrzegać (oczywiście darujmy sobie odpowiedź "nie jechać przez jezioro, tylko bokiem")
Jak oceniać, czy lód jest wystarczająco mocny - czy wystarcza znajomość temperatur z okresu np tygodnia przed, czy może są jakieś proste testy do wykonania (poza wysłaniem najcięższego członka wycieczki w charakterze próbnika :D )
Wczoraj byłem z kolegą nad jeziorkiem Daisy (okolice Świebodzic) i właśnie tak się zastanawialiśmy patrząc na taflę :
pęknie, nie pęknie?
Polecam obejrzenie bodajże pierwszego odcinka "Dekalogu" K. Kieślowskiego.
Odpowiedź na Twoje pytanie może zależeć od wielu czynników. Może się np. zdarzyć, że przez jeziorko będzie przepływać ciek np. z zanieczyszczeniami komunalnymi (czyli o wysokiej temperaturze), który podgrzeje lód "od środka".
Odpowiedź na Twoje pytanie może zależeć od wielu czynników. Może się np. zdarzyć, że przez jeziorko będzie przepływać ciek np. z zanieczyszczeniami komunalnymi (czyli o wysokiej temperaturze), który podgrzeje lód "od środka".
walter02 pisze:ano też mi się ten film skojarzył....
Co do jeziorka Daisy, to jest to prawdopodobnie wyrobisko, jakich wiele w tych rejonach (np. kolorowe jeziorka w Rudawach), więc nic takiego, o czym piszesz nie powinno się zdarzyć, ale i tak sie nie zdecydowaliśmy ....
Może jeziorko nie jest zbyt głębokie, więc w najgorszym wypadku ryzykujesz jedynie kąpiel po pas w lodowatej wodzie? (uwaga na klejnoty, efekt może być podobny jak kąpiel w Bałtyku na początku lipca.)
-
Petefijalkowski
- turysta niedzielny
- Posty: 9
- Rejestracja: 01-02-2006 09:49
dziwne......zagrożenia
Nie wiem czy dobrze się wpisuję w wątek,
ale ostatnio w okresie sylwestrowym byłem z kumplem w Karkonoszach, na drodze na Przełęcz Czarną nieopodal Śmielca i Wielkiego Szyszaka.
Pogoda była taka, że po prostu po wejściu na przełęcz, zwiało nas i musieliśmy zawracać. Jako że było dość stromo, pogoda okropna, a my mieliśmy śladówki a nie skitury, zdecydowaliśmy się że zamontujemy je "na huzara" przy plecaku.
Otóż, przy takim wietrze, idąc prosto w dół był ospokojnie, ale gdy tylko na chwilkę miałem wiatr po boku, to po prostu prawie przewalało mnie, co nie było ani bezpieczne ani przyjemne. Po 10 minutach stwiedziłem że lepiej już ponieść narty w rękach...
Może akurat na tamtym stoku nie było bezpośredniego zagrozenia dla życia, ale w Tatrach przestrzegałbym przed przypinaniem nart przy huraganowym wietrze do plecaka...
Pozdrawiam
Pete
ale ostatnio w okresie sylwestrowym byłem z kumplem w Karkonoszach, na drodze na Przełęcz Czarną nieopodal Śmielca i Wielkiego Szyszaka.
Pogoda była taka, że po prostu po wejściu na przełęcz, zwiało nas i musieliśmy zawracać. Jako że było dość stromo, pogoda okropna, a my mieliśmy śladówki a nie skitury, zdecydowaliśmy się że zamontujemy je "na huzara" przy plecaku.
Otóż, przy takim wietrze, idąc prosto w dół był ospokojnie, ale gdy tylko na chwilkę miałem wiatr po boku, to po prostu prawie przewalało mnie, co nie było ani bezpieczne ani przyjemne. Po 10 minutach stwiedziłem że lepiej już ponieść narty w rękach...
Może akurat na tamtym stoku nie było bezpośredniego zagrozenia dla życia, ale w Tatrach przestrzegałbym przed przypinaniem nart przy huraganowym wietrze do plecaka...
Pozdrawiam
Pete
MK >> niestety przeszukałem wszystkie foty z tamtego wyjazdu i niestety nie mam ładnego ujęcia obrazującego takie pęknięcie... Szkoda, bo faktycznie przydałoby się, a z drugiej strony nic straconego, można tam jeszcze raz pojechać w celu zrobienia fotki - żaden powód nie jest zły, żeby wyrwać się na bieżki :)
Petefijalkowskim >> dobrze, że nie warty Wam się nie wyślizgnęły i nie zwiało ich ... byłby problem z poszukiwaniami przy takiej pogodzie
Petefijalkowskim >> dobrze, że nie warty Wam się nie wyślizgnęły i nie zwiało ich ... byłby problem z poszukiwaniami przy takiej pogodzie
-
Gość
Na ostatnim wyjeździe po okolicach Świebodzic postanowiliśmy się zmierzyć z zagrożeniem "załamanie lodu pod narciarzem".
W planach mieliśmy rajd po zalewie w Dobromierzu, ale niestety nie doszliśmy tam.
Rekompensatą było jeżdżenie po zamarznietym potoku Czyżynka w okolicach zamku Cisy - według kolegi ma on zaledwie do metra głębokości, ale i tak przed wjazdem na lód mieliśmy lekkiego cykora:)
Po paru pierwszych metrach wyzbyliśmy się strachu - śmiało omijaliśmy otwory z płynącą wodą, nawet raz pokonaliśmy małą kaskadę...
Gdyby nie zwalone drzewa i spore meandrowanie rzeczki, to byłby całkiem dobry szlak komunikacyjny....
Zobaczcie zdjęcie:
Było sporo śniegu i jeździło się znakomicie !
W planach mieliśmy rajd po zalewie w Dobromierzu, ale niestety nie doszliśmy tam.
Rekompensatą było jeżdżenie po zamarznietym potoku Czyżynka w okolicach zamku Cisy - według kolegi ma on zaledwie do metra głębokości, ale i tak przed wjazdem na lód mieliśmy lekkiego cykora:)
Po paru pierwszych metrach wyzbyliśmy się strachu - śmiało omijaliśmy otwory z płynącą wodą, nawet raz pokonaliśmy małą kaskadę...
Gdyby nie zwalone drzewa i spore meandrowanie rzeczki, to byłby całkiem dobry szlak komunikacyjny....
Zobaczcie zdjęcie:
Było sporo śniegu i jeździło się znakomicie !
