Idzie jesień. To czuć i tego się nam nie uda oszukać: organizm zaczyna się dopominać życiodajnych lipidów jak wiosną świeżych warzyw i owoców.
Smalec - smaloszek, ze skwarkami i cebulką. Albo z aromatem czosnku, lub winny. Taki, jaki lubimy najbardziej. Że tez nikt jeszcze poematu o nim nie napisał - skanadal@! Będę pierwszy.
Kupić? - nie zdecydowanie lepiej zrobic samemu, choć czasem to co jest w sklepie jest dobre, a nawet, bywa, i bardzo dobre. Ale odpada cały rytuał WYTAPIANIA.
Jak do tego się zabrać? Oto poniżej garść przepisów, jakby nie było, praktyka w tym temacie.
NA CO UWAŻAĆ - dobór ingrediencji
Robimy smalec ze słoniny a względnie z podgardla. Zwłaszcza przy słoninie ważne aby nie była ona z knura/starej świni. Dlatego nie polecam (jak i w ogóle nie polecam) kupować zmielonej słoniny w hipermarketach. Surowa słoninka ma być delikatna i pachnieć!
Co potrzebujemy: rondel, ooostry nóż (słonike trzeba pociąć w kosteczki), przyprawy podstawowe - majeranek, sól (szczypte), pieprz (nie za duzo), a można też ciut tymianku, i nawet ziele angielskie, czy też mieszankę pt. pieprz ziołowy.
Zaczynamy zawsze od wytapiania w rondlu na akuratnym ogniu (można na początku dac troszeczke wody na spód).
Później możemy zrobić na tym wiele różnych wariantów SMALCU
Robimy SMALEC - Wstęp
Robimy SMALEC - Wstęp
Pan Redaktor
Sudety.it - Sudecki Informator Turystyczny
Sudety.it - Sudecki Informator Turystyczny
SMALEC - przepisy
Smalec ze skwarkami (prosty)
Nie robimy nic ponadto jak ino topimy słoninę, mieszając warząchwią od czasu do czasu. Na koniec niektórzy (ja też) zalecają dodać szczyptę soli. Aromat można uzyskać dodając czosnku umowny ząbek (najlepiej jakby to nie była odmiana chińskiego badziewia ale nasz prawdziwy - wszechpolski, którego ząbek zmienia smak gara potrawy). Można też obraną cebulę ponacinać (ale nie przeciąć) i do gorącego smalcu w ostatnim stadiu wetknąć. A odda one wtedy cały swój aromat. Poczem wyciągnąć ją można.
W ogóle są 2 szkoły (plus jedna eklektyczna, która zaleca robić i tak i tak) jak jeść cebulę i czosnek do smalcu. Jedni radzą uprażyć je (a czosnek wycisnąć) w rondlu razem ze smaloszkiem, a inni polecają zakąszac surowym. Dobrze jest cebulę uprzednio solą posypać, co by zmiękła troszeczkę, a i są barbarzyńcy co musztardą jej plastry na pajdzie chleba obkładają. Zamilczmy jednak nad ich niegodziwym postepowaniem, albowiem sami sobie krzywdę czynią...
Smalec z cebulką (duuuużo cebuli)
Inszy przepis radzi co by cebule w półtalarki usiekać i do gotujęcej słoniny wrzucić w proporcjach godziwych. Zmiesza sie ona pięknie ze skwarkami i daje gotowy po ostudzeniu przysmak do spożycia. Znany mi osobiście przepis i także polecam.
Smalec taki, jak ja lubię
Natomiast taki jaki mi umiłowny najbardziej smalec jest, to taki, który w sobie wędzonkę zawiera i cebulę (w kosteczkę przed wrzuceniem skrojoną). Odbiega on jednak od tego przepisu, ponieważ doprawiony jest później startym na miazge selerem (nie za dużo, ale aromat gwarantowany) a i wedle uznania jabuszkiem (dla dodania winnego posmaku) i na koniec czosnkiem. Dodaje się regularnie na końcu przypraw najrozmaitrzych, ale prawda jest taka, że można oprócz majeranku i szczypty tymianku, soli i pieprzu pół ziarnka bezpośrednio na chlebie położyć.
Co do wędzonki zdania są podzielone. Ja najbardziej polecam podgardle wędzone, później kiełbasę tłustą i wiejską a na koniec boczej surowy wędzony, ale jego najmniej bo twardy czasem jak podeszwa po uprażeniu bywa. A wogóle to od kiedy uniwstąpienia dostąpilismy to już zupełnie nie ma szans na zakup prawdziwej wędzonki. Trza będzie samemu robić, to i może kiełbasa lepsza się nada.... Obaczym.
Surowa zaś słonina ma tę przewagę na podgardlem surowym i boczkiem surowym jeszcze bardziej, że tłusta cała jest i delikatniejszy smalec daje. Taki najlepszy jest, jak się w nim jeszcze gorącym chleb umoczy i podmuchawszy weń - spożywa.
Po dodaniu ingrediencji czekamy, aż wyparuje z nich woda (bo wrze na gazie wszak wszystko, a słonina się już nam wczesniej wytopiła) i odstawiamy do zastygnięcia gdzieś w chłodniejszym miejscu, albo do słoiczków zalewamy i zamykmy żeby się zassały. Po dniu jakimś przegryziony jest i do jedzenia woła
Ważne jest aby smalcu topiąc nie przegrzać co zwłaszcza pod przykryciem uczynić jest łatwo, a także, aby go gorącego ani na siebie ani na bliźnich nie wylewać, na ziemi nie kłaść i nie wlewać do gara z nim litra wody znienacka.
Nie robimy nic ponadto jak ino topimy słoninę, mieszając warząchwią od czasu do czasu. Na koniec niektórzy (ja też) zalecają dodać szczyptę soli. Aromat można uzyskać dodając czosnku umowny ząbek (najlepiej jakby to nie była odmiana chińskiego badziewia ale nasz prawdziwy - wszechpolski, którego ząbek zmienia smak gara potrawy). Można też obraną cebulę ponacinać (ale nie przeciąć) i do gorącego smalcu w ostatnim stadiu wetknąć. A odda one wtedy cały swój aromat. Poczem wyciągnąć ją można.
W ogóle są 2 szkoły (plus jedna eklektyczna, która zaleca robić i tak i tak) jak jeść cebulę i czosnek do smalcu. Jedni radzą uprażyć je (a czosnek wycisnąć) w rondlu razem ze smaloszkiem, a inni polecają zakąszac surowym. Dobrze jest cebulę uprzednio solą posypać, co by zmiękła troszeczkę, a i są barbarzyńcy co musztardą jej plastry na pajdzie chleba obkładają. Zamilczmy jednak nad ich niegodziwym postepowaniem, albowiem sami sobie krzywdę czynią...
Smalec z cebulką (duuuużo cebuli)
Inszy przepis radzi co by cebule w półtalarki usiekać i do gotujęcej słoniny wrzucić w proporcjach godziwych. Zmiesza sie ona pięknie ze skwarkami i daje gotowy po ostudzeniu przysmak do spożycia. Znany mi osobiście przepis i także polecam.
Smalec taki, jak ja lubię
Natomiast taki jaki mi umiłowny najbardziej smalec jest, to taki, który w sobie wędzonkę zawiera i cebulę (w kosteczkę przed wrzuceniem skrojoną). Odbiega on jednak od tego przepisu, ponieważ doprawiony jest później startym na miazge selerem (nie za dużo, ale aromat gwarantowany) a i wedle uznania jabuszkiem (dla dodania winnego posmaku) i na koniec czosnkiem. Dodaje się regularnie na końcu przypraw najrozmaitrzych, ale prawda jest taka, że można oprócz majeranku i szczypty tymianku, soli i pieprzu pół ziarnka bezpośrednio na chlebie położyć.
Co do wędzonki zdania są podzielone. Ja najbardziej polecam podgardle wędzone, później kiełbasę tłustą i wiejską a na koniec boczej surowy wędzony, ale jego najmniej bo twardy czasem jak podeszwa po uprażeniu bywa. A wogóle to od kiedy uniwstąpienia dostąpilismy to już zupełnie nie ma szans na zakup prawdziwej wędzonki. Trza będzie samemu robić, to i może kiełbasa lepsza się nada.... Obaczym.
Surowa zaś słonina ma tę przewagę na podgardlem surowym i boczkiem surowym jeszcze bardziej, że tłusta cała jest i delikatniejszy smalec daje. Taki najlepszy jest, jak się w nim jeszcze gorącym chleb umoczy i podmuchawszy weń - spożywa.
Po dodaniu ingrediencji czekamy, aż wyparuje z nich woda (bo wrze na gazie wszak wszystko, a słonina się już nam wczesniej wytopiła) i odstawiamy do zastygnięcia gdzieś w chłodniejszym miejscu, albo do słoiczków zalewamy i zamykmy żeby się zassały. Po dniu jakimś przegryziony jest i do jedzenia woła
Ważne jest aby smalcu topiąc nie przegrzać co zwłaszcza pod przykryciem uczynić jest łatwo, a także, aby go gorącego ani na siebie ani na bliźnich nie wylewać, na ziemi nie kłaść i nie wlewać do gara z nim litra wody znienacka.
Pan Redaktor
Sudety.it - Sudecki Informator Turystyczny
Sudety.it - Sudecki Informator Turystyczny