Sudetka Setka 2008
rekonesans zrobiony; niejako przy okazji pragnę wspomnieć, że wlkp powinien zyskać miano cyborga, ponieważ po przejściu maratonu (szedł z plecakiem +- 10 kg) pożegnał nas w Boguszowie Gorcach, pobiegł na autobus i następnego dnia odezwał się z Łysociny, skąd miał zamiar zejść do Kowar...
Co do samej trasy, to na pewno nie można powiedzieć, że jest monotonna - zarówno jeżeli chodzi o krajobrazy (w nocy mniej istotne), jak i nawierzchnię. Szkoda, że w samym maratonie jest sporo asfaltu (Lubomin i później, pomiędzy zejściem z Chełmca a rozdzieleniem się 40 i 100). Pod koniec (od Gorc) ma się wrażenie, że organizatorowi na gwałt zabrakło kilometrów i aż w głowie się kręci od tych rundek w okół Gorc(ów ??) i Boguszowa. Log z GPS-a i dokładniejszy opis zapodam ciut później.
Co do samej trasy, to na pewno nie można powiedzieć, że jest monotonna - zarówno jeżeli chodzi o krajobrazy (w nocy mniej istotne), jak i nawierzchnię. Szkoda, że w samym maratonie jest sporo asfaltu (Lubomin i później, pomiędzy zejściem z Chełmca a rozdzieleniem się 40 i 100). Pod koniec (od Gorc) ma się wrażenie, że organizatorowi na gwałt zabrakło kilometrów i aż w głowie się kręci od tych rundek w okół Gorc(ów ??) i Boguszowa. Log z GPS-a i dokładniejszy opis zapodam ciut później.

walter02 pisze:rekonesans zrobiony; niejako przy okazji pragnę wspomnieć, że wlkp powinien zyskać miano cyborga, ponieważ po przejściu maratonu (szedł z plecakiem +- 10 kg) pożegnał nas w Boguszowie Gorcach, pobiegł na autobus i następnego dnia odezwał się z Łysociny, skąd miał zamiar zejść do Kowar...
No nie przesadzajmy, informacje o wadze mojego plecaka są nieco przesadzone.
Przy okazji chciałbym powiedzieć, że Walter02 to baaardzo fajny gość i miło było Go poznać
Apollo pisze:Z tego, co mi wiadomo, to nie schodził do Kowar, tylko zbiegł... Wink
No ta informacja jest już grubo przesadzona. Fakt że już w pobliżu samych Kowar podbiegałem trochę aby zdążyć na PKS, ale i tak spóźniłem się 5 minut. Na całe szczęście PKS spóźnił się 6 minut
Jeśli chodzi o samą trasę maratonu, to jest dosyć malownicza i co ważniejsze udało nam się ją przejść w limicie czasu, pomimo że miejscami musieliśmy szukać znaków
A tutaj trochę fotek z trasy
http://picasaweb.google.pl/kacstan/BoguszWGorce
mi też bardzo miło było poznać kolegę :D
Okazuje się, że mamy taki sam gust fotograficzny, wiele moich ujęć jest takich samych jak te powyżej, więc nie ma sensu ich dublować.
Ja ze swojej strony wstawiam profil:
uwaga ! odległości na profilu są liczone od końca zabudowań Boguszowa, dlatego są o mniej więcej 1-2 km mniejsze od podanych w oficjalnym opisie trasy, np Chełmiec na profilu jest na około 23km, podczas gdy w oficjalnym opisie jest na 25 km.
oraz zapodaję następujące fotki:
1) problematyczne oznaczenie tuż za Boguszowem (minęliśmy je):
2) nawierzchnia przed zbiegiem do Lubomina (trasa poprowadzona chyba po byłym torowisku - kręciło stopy:) - od około 8 do 9,5 km
3) nawierzchnia ciut za miejscem, gdzie rozchodzą się trasy maratonu i setki -> około 28 km - całkiem fajny żwirek
4) i na zakończenie panorama Karkonoszy z mniej więcej tego samego miejsca:

Okazuje się, że mamy taki sam gust fotograficzny, wiele moich ujęć jest takich samych jak te powyżej, więc nie ma sensu ich dublować.
Ja ze swojej strony wstawiam profil:
uwaga ! odległości na profilu są liczone od końca zabudowań Boguszowa, dlatego są o mniej więcej 1-2 km mniejsze od podanych w oficjalnym opisie trasy, np Chełmiec na profilu jest na około 23km, podczas gdy w oficjalnym opisie jest na 25 km.
oraz zapodaję następujące fotki:
1) problematyczne oznaczenie tuż za Boguszowem (minęliśmy je):
2) nawierzchnia przed zbiegiem do Lubomina (trasa poprowadzona chyba po byłym torowisku - kręciło stopy:) - od około 8 do 9,5 km
3) nawierzchnia ciut za miejscem, gdzie rozchodzą się trasy maratonu i setki -> około 28 km - całkiem fajny żwirek
4) i na zakończenie panorama Karkonoszy z mniej więcej tego samego miejsca:


Tak sobie przypomniałem, że właśnie równo 20 lat temu, w św. Jana w 1988 r. wyruszyłem po raz pierwszy w 100-kilometrową trasę. Planowałem przejść ze Ślęży do Wójtowic przez Kiełczyn, Pieszyce, Zygmuntówkę, Kalenicę, Zdrojowisko, Nową Rudę, Wambierzyce i Polanicę. Było takie załamanie pogody, że zrezygnowałem między Ścinawką a Wambierzycami. Udało się dopiero dwa tygodnie później. A od 97 roku, pod koniec czerwca już tylko Sudecka Setka
Jak narazie pogoda prawie jak co roku - nie wiadomo czego się spodziewać. Ja w Boguszowie będę dziś koło 20:30
I już po. Biegłam w maratonie więc miałam dużo łatwiej...Na pewno fajnie, że trasa była naprawdę dobrze oznakowana- ciężko było się zgubić, dobrze rozłożone były punkty z napojami.Niepewnie podchodziłam do numerków z chipami, ale okazało się to dobrym rozwiązaniem i nie trzeba było stać w kolejce. Jeden bardzo wielki minus to odcinek trasy do Chełmca i zbieg z niego. Niesamowite kamienie dały mi się we znaki na tych 22-27 km. Zbieg z Chełmca to już w ogóle kosmos- aż się dziwię, że nikt sobie nic nie połamał..chyba nikt.Ogólnie wrażenia bardzo pozytywne, organizatorzy postarali się, tylko te kamienie- masakryczne.
Dzięki Apollo, ale z tą rewelacją w moim przypadku to przesada. 6:01 na 42 km to żaden wynik, no chyba że biorąc pod uwagę to że nigdy nie biegałem i zacząłem coś tam trenować dopiero od czterech tygodni
Wynik Waltera - 5:07
a Wirka chyba 12:34 na 100 km
Sił starczyło mi do 25km (wierzchołek Chełmca) a potem było już tylko gorzej
Super impreza na pewno wrócę tam za rok i już raczej z planami bardziej sportowymi, bo teraz to było totalne szaleństwo
Po biegu i kilkugodzinnym "odpoczynku" na podłodze sali gimnastycznej poszliśmy z Walterem na metę, aby powitać Wirka kończącego trasę setki. Kiedy przybiegali w pojedynkę kolejni uczestnicy tego królewskiego dystansu czuło sie pewna magię i gdzieś tam w głowie pewnie pojawił się pomysł aby kiedys spróbować.
Od organizatorów dostaliśmy pamiątkowe medale i kilka gadżetów, z których dwa okazały się bardzo przydatne (otwieracz do butelek i ok. półlitrowy bidon) - prawda Walter
Witaj Milva
Może spotkaliśmy sie gdzieś na trasie. Czy to nie przypadkiem Ty rozstawałaś się z kolegą na 31 km, który dalej pobiegł na setkę.
Wynik Waltera - 5:07
a Wirka chyba 12:34 na 100 km
Sił starczyło mi do 25km (wierzchołek Chełmca) a potem było już tylko gorzej
Super impreza na pewno wrócę tam za rok i już raczej z planami bardziej sportowymi, bo teraz to było totalne szaleństwo
Po biegu i kilkugodzinnym "odpoczynku" na podłodze sali gimnastycznej poszliśmy z Walterem na metę, aby powitać Wirka kończącego trasę setki. Kiedy przybiegali w pojedynkę kolejni uczestnicy tego królewskiego dystansu czuło sie pewna magię i gdzieś tam w głowie pewnie pojawił się pomysł aby kiedys spróbować.
Od organizatorów dostaliśmy pamiątkowe medale i kilka gadżetów, z których dwa okazały się bardzo przydatne (otwieracz do butelek i ok. półlitrowy bidon) - prawda Walter
Witaj Milva
Może spotkaliśmy sie gdzieś na trasie. Czy to nie przypadkiem Ty rozstawałaś się z kolegą na 31 km, który dalej pobiegł na setkę.
wlkp pisze:Dzięki Apollo, ale z tą rewelacją w moim przypadku to przesada. 6:01 na 42 km to żaden wynik, no chyba że biorąc pod uwagę to że nigdy nie biegałem i zacząłem coś tam trenować dopiero od czterech tygodni![]()
Właśnie to miałem na myśli. Te 4 tygodnie.
Ważne jest porównywanie się z innymi, ale jeszcze ważniejsze przyjęcie za punkt odniesienia swoich wcześniejszych wyczynów.
potwierdzam; półlitrowy bidon to dobry gadżet, no mógłby być trochę większy, bo na jeden raz warka strong nie wchodzi... może jakbym uważniej przelewać, w każdym razie podróż koleją była wolna od przygód, jakie kiedyś mieliśmy z apollem
to w takim razie to właśnie Ydur minął mnie na tym szutrze przed Gorcami, a milva pewnie wcześniej, prawdopodobnie na asfalcie po Lubominku, tam minęła mnie grupa osób...
następnym razem proponuję wzorem kolegów z biegajznami zapodać sobie gdzieś na wdzianku z nasze logo, cobyśmy się mieli szansę rozpoznać na trasie.
to w takim razie to właśnie Ydur minął mnie na tym szutrze przed Gorcami, a milva pewnie wcześniej, prawdopodobnie na asfalcie po Lubominku, tam minęła mnie grupa osób...
następnym razem proponuję wzorem kolegów z biegajznami zapodać sobie gdzieś na wdzianku z nasze logo, cobyśmy się mieli szansę rozpoznać na trasie.

Od lewej: Wirek, Wlkp, Walter
[img][img]http://img242.imageshack.us/img242/5883/dscf5519vh4.th.jpg[/img][/img]
Koledzy z biegajznami. Od lewej: Gudos i Rocha, znani z ubiegłorocznego Przejścia wokół Kotliny Jeleniogórskiej, GiganT i Ydur
[img][img]http://img58.imageshack.us/img58/3521/dscf5529vc2.th.jpg[/img][/img]
Trasa nie straciła nic ze swoich walorów turystycznych, za to zyskała wiele ze strony sportowej. W efekcie najlepsi poprawili rekord imprezy o ponad godzinę, a ja moją życiówkę na setce terenowej o 50 minut. Jest na pewno mniej asfaltu, mniej chodzenia po osiedlach, dzięki czemu jest mniej ujadania psów. Ubyło długich monotonnych podejść, typu Lesista z Grzęd, czy Włostowa i Suchawa. Trasę wyznakowano doskonale. Nie miałem miejsca, w którym musiałbym się zastanawiać gdzie iść dalej. Opieka na trasie również znakomita. Po raz pierwszy trafiłem na północną stronę Trójgarbu, tam gdzie nie przebiegają żadne znakowane szlaki. Trasa między 55 a 63 kilometrem prowadziła wśród ścian zlepieńcowych, których się tam w ogóle nie spodziewałem. Żałuję, że byłem tam o dość wczesnej porze i w szarówce porannej nie bardzo dało się cokolwiek sfotografować. Aparat tak poza tym, nie wiele mi się w trasie przydał. Muszę sobie na spokojnie zaplanować wycieczkę w masyw Trójgarbu, bo go chyba dotychczas stanowczo krajoznawczo niedoceniałem. Po 15:00 rozpoczęła się ceremonia dekoracji. Oczywiście oficjele, sponsorzy itp. A na koniec losowanie nagród od sponsorów. Były bidony, camelbagi, paski biodrowe itp. Ostatnia nagroda jest zawsze nieco obfitsza: bidon, energowit w proszku, czołóweczka i MP-4. Wylosowano mój numer
[img][img]http://img242.imageshack.us/img242/5883/dscf5519vh4.th.jpg[/img][/img]
Koledzy z biegajznami. Od lewej: Gudos i Rocha, znani z ubiegłorocznego Przejścia wokół Kotliny Jeleniogórskiej, GiganT i Ydur
[img][img]http://img58.imageshack.us/img58/3521/dscf5529vc2.th.jpg[/img][/img]
Trasa nie straciła nic ze swoich walorów turystycznych, za to zyskała wiele ze strony sportowej. W efekcie najlepsi poprawili rekord imprezy o ponad godzinę, a ja moją życiówkę na setce terenowej o 50 minut. Jest na pewno mniej asfaltu, mniej chodzenia po osiedlach, dzięki czemu jest mniej ujadania psów. Ubyło długich monotonnych podejść, typu Lesista z Grzęd, czy Włostowa i Suchawa. Trasę wyznakowano doskonale. Nie miałem miejsca, w którym musiałbym się zastanawiać gdzie iść dalej. Opieka na trasie również znakomita. Po raz pierwszy trafiłem na północną stronę Trójgarbu, tam gdzie nie przebiegają żadne znakowane szlaki. Trasa między 55 a 63 kilometrem prowadziła wśród ścian zlepieńcowych, których się tam w ogóle nie spodziewałem. Żałuję, że byłem tam o dość wczesnej porze i w szarówce porannej nie bardzo dało się cokolwiek sfotografować. Aparat tak poza tym, nie wiele mi się w trasie przydał. Muszę sobie na spokojnie zaplanować wycieczkę w masyw Trójgarbu, bo go chyba dotychczas stanowczo krajoznawczo niedoceniałem. Po 15:00 rozpoczęła się ceremonia dekoracji. Oczywiście oficjele, sponsorzy itp. A na koniec losowanie nagród od sponsorów. Były bidony, camelbagi, paski biodrowe itp. Ostatnia nagroda jest zawsze nieco obfitsza: bidon, energowit w proszku, czołóweczka i MP-4. Wylosowano mój numer