IV ZLOT SUDETY - POPRAWNA ANKIETA!
....Oficjalnie czwarty Zlot rozpoczne się za chwil parę bo OLO odpala właśnie maszynę ,po drodze zabierze mnie i w Andrzejówce będziemy około 11godz. po południu dołączają do nas Grześ z Agą .Z Olem dzisiaj mamy zam iar się do wieczorka się powłóczyc ale nocujemy na Andrzejówce więc jeśli ktoś będzie w okolicy9(Eco, Franek i ktoś tam jeszcze) to zapraszamy do Andrzejówki-będzie nas więcej i na pewno weselej.......czekamy a ja pędzę się pakowac......
życie jest piękne ale jest tylko jedno...
- ecowarrior
- stary wyga
- Posty: 1008
- Rejestracja: 28-10-2007 13:38
- Lokalizacja: Zdzieszowice
seb_135 pisze:no, to się właśnie pozbierałem po "rozciąganiu szerszej panoramy zlotu"
A ja w Zdzieszowicach zahaczyłem jeszcze o knajpę i zbieram się teraz, w pracy, żałuję tej drugiej knajpy :/
Waldi449, zazdroszczę, że niebawem wyruszacie, ja muszę poumierać 8 godz., a w górki dopiero o 16...
Ruszam razem z Seb_135 i Grzesiem, znanym z mych fotorelacji. Do Andrzejówki dotarlibyśmy jedynie w razie załamania pogodowego, w przeciwnym razie cel na dzisiaj to Trójgarb
- ecowarrior
- stary wyga
- Posty: 1008
- Rejestracja: 28-10-2007 13:38
- Lokalizacja: Zdzieszowice
Do domu wróciłem przed 18 (Olo, ukłon w Twoją stronę), a już zdążyłem zaliczyć urodziny chrześnicy...
Moi kochani, dziękuję Wam za mile spędzony czas, za wspólny śpiew, dyskusje, krzątaninę przy pulpie, piwko, koszulkę i Waszą obecność. Jestem wdzięczny opatrzności, że dane mi było Was spotkać!
Fotorelację zapewne umieszczę do tygodnia
Moi kochani, dziękuję Wam za mile spędzony czas, za wspólny śpiew, dyskusje, krzątaninę przy pulpie, piwko, koszulkę i Waszą obecność. Jestem wdzięczny opatrzności, że dane mi było Was spotkać!
Fotorelację zapewne umieszczę do tygodnia
Czas spisać relację ze zlotu chociaż tyle się działo że będzie ciężko o wszystkim napomknąć...
28 maja
Około 8 rano myśląc że wszystko zabrałem wyjeżdżam w kierunku Nowej Rudy po Waldiego i część "gratów" od Grzesia i Agi. Pogoda wyśmienita i jedzie się też w miarę znośnie. Dojeżdżając do Łagiewnik bijąc się ciągle z myślami że czegoś nie wziąłem uzmysławiam sobie że reklamówka ze składnikami na pulpę i innymi przysmakami została w lodówce
Ale co tam jakoś damy radę.
W nowej Rudzie melduję się coś około 10 / 11 i zapakowawszy resztę rzeczy ruszamy z Waldim do Andrzejówki.
Oczywiście Waldi nie omieszkał mnie trochę wkurzyć otwierając od razu zimnego leszka, ale co tam do celu jakieś 30 minut, nadrobię tę stratę
W Andrzejówce meldujemy się bez żadnego problemu kosztując od razu szeroko znane piwko (jasne i ciemne), zrzucamy graty i idziemy na Rumprechticky Spicak przez Waligórę.
Podejście na Waligórę ... niby nie daleko ale tak się zapociłem że masakra - dawno nie szedłem tak stromym szlakiem.
Ze szczytu nie było żadnych widoczków więc musieliśmy się pokrzepić jeszcze zimnym leszkiem i w końcu ruszyliśmy w stronę Spiczaka - pogoda po malutku zaczynała się zmieniać - co trochu na niebie przybywało chmurek.
Jako że posiadałem tylko stara mapke troche zachodziliśmy w głowę z tymi nowymi szlakami rowerowymi lecz w końcu jakoś doszliśmy ku celowi.
Podejście na Spiczak hmmmm znowu makabra ale tutaj już poszło lepiej.
Widoki ze szczytu po prostu bajka - panorama 360 stopni - szkoda tylko że już pogoda się zmieniała i trochę nas postraszyło deszczem.
Z pierwotnych planów (przejście granicznym do Koziny i powrót na Andrzejówkę przez Kostrzyne ) zrezygnowaliśmy wracając do Andrzejówki szlakiem czerwonym rowerowym.
Na miejscu zjedliśmy pierogi z kapustą (oj dobre były) i wyszliśmy na przeciw Grzesiowi I Agnieszce podążającym do schroniska z Głuszycy.
W pewnej chwili niedaleko przełęczy pod Turzyną słyszymy donośny beeeek Waldi od razu mówi Cicho! Tam są muflony. Jak się okazało było to całkiem spore stadko matek z małymi - niestety usłyszawszy nas trochę się oddaliły przez co zdjęcia nie wyszły za specjalnie
W tym momencie spotkaliśmy Grześka i Agnieszkę, po przywitaniu zmęczonych wędrowców (plecaki mieli sakramencko wielkie) i uzupełnieniu płynów wracamy do schroniska robiąc zdjęcia łąk nad Andrzejówką i w ostatniej chwili zdążając przed deszczem.
Na miejscu delektujemy się czeskim piwkiem to ciemnym to jasnym to z sokiem imbirowym. W pewnym momencie ktoś wpada i mówi że super tęcza jest więc wychodzimy robimy parę fotek i postanawiamy zostać przed schroniskiem delektując się już nieco mocniejszymi trunkami......
I tak siedząc sobie przed Andrzejówką popijając jakieś tam 40% patrząc na parking widzimy jakby znajome auto... mzaku zrobił nam bardzo miła niespodziankę dołączając do nas (zresztą w czasie całego zlotu nie jedną).
Im bliżej zachodowi słońca sceneria robi się coraz lepsza - kolory na niebie po prostu zachwycają
Po jakiejś chwili dołączają również Franek, Mrówka i Tomek a nasza grupa przenosi się z kuli małego chłodu do środka do schroniska właściwie do pokoju prowadząc różne dyskusje do późnych godzin.
Wieczór był jak najbardziej udany
29 maja
Mzak jak jeszcze śpię wybywa w czeskie stołowe mówiąc w piątek wieczorem że na Stożek raczej nie przyjdzie
Wstaje rano (o dziwo nawet głowa nie boli - kocham góry
) i wychodzę przed schronisko - pogoda jak na razie znośna, ale jakby coś się czaiło w powietrzu.
Czekam aż inni się obudzą a tu wita mnie Agnieszka z Grześkiem i mówią że na Waligórę idą - myślę sobie spoko fajna rozgrzewka z rana
żegnamy się na chwilę i idę zobaczyć czy już dają coś do zjedzenia. Sala jeszcze zamknięta więc z nudów (a jako że Waldi też już wstał) sączymy leszka czekając na śniadanie przed schroniskiem.
Po otwarciu zgodnie z tradycją na śniadanie oczywiście jajecznica (bardzo dobra swoją droga jak większość jedzonka jakie tak próbowałem).
Jak już wszyscy się najedli obmyślamy plan na dziś i robimy małą przedzlotową fotkę.
Dzielimy się na 3 grupy:
Aga z Grzesiem idą na Spiczaka.
Franek z ekipą też na Spiczaka z myślą o Włostowej
Waldi ze mna na ruiny zamku Rogowiec.
Droga przebiega bardo fajnym żółtym szlakiem bez jakiś większych podejść na rozmowach na różne tematy.
Dochodząc do Zamku mijamy bardzo fajne skałki (Skalna Brama)
Po wejściu na Rogowiec delektujemy się piękną panoramą na okoliczne góry, uzupełniamy płyny
i rozmawiamy z chwilkę z turystkami które przybyły tu z Wałbrzycha.
Wracamy do Andrzejówki tą samą drogą.
W bufecie na obiadek oczywiście trzeba było wziąć coś dobrego więc skusiłem się na pstrąga - oj bardzo dobry był a sama porcja z zapiekanymi ziemniaczkami i surówkami była nie do pochłonięcia
Po obiadku wrzuciliśmy niepotrzebne rzeczy do samochodu i po 15 ruszyliśmy na Stożek mijając po drodze ruiny zamku Radosno - oj szlak który tamtędy idzie jest masakryczny - stromy z powalonymi w około drzewami zagradzającymi poruszanie się i do tego bardzo śliski - ale jakoś daliśmy radę
Po drodze mijając Sokołowsko poprzez Mały Stożek (z bardzo fajna wiata i świetnymi widokami) kierujemy się na szczyt Stożka Wielkiego.
Podejście ostatnie dało nam mocno w kość a plecaki wypchane do granic wytrzymałości ie ułatwiały "wspinaczki"
Na szczycie witają nas Buba z Toperzem i Fadelem i zaczyna się biesiadowanie
Dochodzi reszta ekipy w tym eco z grzesiem i Sebą i Miśkiem, mzak robi nam drugą niespodziankę zjawiając się pod wiatą i wpada również niezapowiedziany baniak
.
Cały wieczór był świetny nie będę się rozpisywał bo dużo można by napisać ale spotkanie z takimi ludźmi jak nasi forumowicze jest naprawdę wyjątkowe
Idę spać około godziny 3 ale niektórzy jeszcze się nieźle bawią...
30 maja
Budzę się około 6 - małe chrapanie nie dało mi pospać więcej dorzucam drzewa do ogniska i odpoczywam wśród śpiewu ptaków.
Reszta naszej hałastry powoli budzi się ze snu i przygotowujemy śniadanko.
Mzak uciekł z samego rana, reszta też po woli się zbiera i jako ostatni schodzimy do Sokołowska w składzie: Buba, Toperz, Tomek, Mrówka, Franek, Eco, Grzesiu i ja.
W Sokołowsku wszyscy wcinają lody i po krótkiej przerwie idziemy do Andrzejówki gdzie wchodzimy dosłownie na sekundy przed załamaniem pogody i solidną ulewą.
Tutaj nie pozostaje nam nic innego jak zjeść coś na obiadek, przychodzi czas pożegnań i wyruszam wraz z Eco i Grzesiem do domu po drodze odwiedzając jeszcze Waldiego.
Podsumowując - kto nie był niech żałuje, cała atmosfera, ludzie i poznane miejsca bezcenna.
Pozdrawiam wszystkich i dziękuję za tak miłe spotkanie
Więcej zdjęć tutaj - http://picasaweb.google.com/olo23333/Zl ... 30Maj2010#
28 maja
Około 8 rano myśląc że wszystko zabrałem wyjeżdżam w kierunku Nowej Rudy po Waldiego i część "gratów" od Grzesia i Agi. Pogoda wyśmienita i jedzie się też w miarę znośnie. Dojeżdżając do Łagiewnik bijąc się ciągle z myślami że czegoś nie wziąłem uzmysławiam sobie że reklamówka ze składnikami na pulpę i innymi przysmakami została w lodówce
W nowej Rudzie melduję się coś około 10 / 11 i zapakowawszy resztę rzeczy ruszamy z Waldim do Andrzejówki.
Oczywiście Waldi nie omieszkał mnie trochę wkurzyć otwierając od razu zimnego leszka, ale co tam do celu jakieś 30 minut, nadrobię tę stratę
W Andrzejówce meldujemy się bez żadnego problemu kosztując od razu szeroko znane piwko (jasne i ciemne), zrzucamy graty i idziemy na Rumprechticky Spicak przez Waligórę.
Podejście na Waligórę ... niby nie daleko ale tak się zapociłem że masakra - dawno nie szedłem tak stromym szlakiem.
Ze szczytu nie było żadnych widoczków więc musieliśmy się pokrzepić jeszcze zimnym leszkiem i w końcu ruszyliśmy w stronę Spiczaka - pogoda po malutku zaczynała się zmieniać - co trochu na niebie przybywało chmurek.
Jako że posiadałem tylko stara mapke troche zachodziliśmy w głowę z tymi nowymi szlakami rowerowymi lecz w końcu jakoś doszliśmy ku celowi.
Podejście na Spiczak hmmmm znowu makabra ale tutaj już poszło lepiej.
Widoki ze szczytu po prostu bajka - panorama 360 stopni - szkoda tylko że już pogoda się zmieniała i trochę nas postraszyło deszczem.
Z pierwotnych planów (przejście granicznym do Koziny i powrót na Andrzejówkę przez Kostrzyne ) zrezygnowaliśmy wracając do Andrzejówki szlakiem czerwonym rowerowym.
Na miejscu zjedliśmy pierogi z kapustą (oj dobre były) i wyszliśmy na przeciw Grzesiowi I Agnieszce podążającym do schroniska z Głuszycy.
W pewnej chwili niedaleko przełęczy pod Turzyną słyszymy donośny beeeek Waldi od razu mówi Cicho! Tam są muflony. Jak się okazało było to całkiem spore stadko matek z małymi - niestety usłyszawszy nas trochę się oddaliły przez co zdjęcia nie wyszły za specjalnie
W tym momencie spotkaliśmy Grześka i Agnieszkę, po przywitaniu zmęczonych wędrowców (plecaki mieli sakramencko wielkie) i uzupełnieniu płynów wracamy do schroniska robiąc zdjęcia łąk nad Andrzejówką i w ostatniej chwili zdążając przed deszczem.
Na miejscu delektujemy się czeskim piwkiem to ciemnym to jasnym to z sokiem imbirowym. W pewnym momencie ktoś wpada i mówi że super tęcza jest więc wychodzimy robimy parę fotek i postanawiamy zostać przed schroniskiem delektując się już nieco mocniejszymi trunkami......
I tak siedząc sobie przed Andrzejówką popijając jakieś tam 40% patrząc na parking widzimy jakby znajome auto... mzaku zrobił nam bardzo miła niespodziankę dołączając do nas (zresztą w czasie całego zlotu nie jedną).
Im bliżej zachodowi słońca sceneria robi się coraz lepsza - kolory na niebie po prostu zachwycają
Po jakiejś chwili dołączają również Franek, Mrówka i Tomek a nasza grupa przenosi się z kuli małego chłodu do środka do schroniska właściwie do pokoju prowadząc różne dyskusje do późnych godzin.
Wieczór był jak najbardziej udany
29 maja
Mzak jak jeszcze śpię wybywa w czeskie stołowe mówiąc w piątek wieczorem że na Stożek raczej nie przyjdzie
Wstaje rano (o dziwo nawet głowa nie boli - kocham góry
Czekam aż inni się obudzą a tu wita mnie Agnieszka z Grześkiem i mówią że na Waligórę idą - myślę sobie spoko fajna rozgrzewka z rana
Po otwarciu zgodnie z tradycją na śniadanie oczywiście jajecznica (bardzo dobra swoją droga jak większość jedzonka jakie tak próbowałem).
Jak już wszyscy się najedli obmyślamy plan na dziś i robimy małą przedzlotową fotkę.
Dzielimy się na 3 grupy:
Aga z Grzesiem idą na Spiczaka.
Franek z ekipą też na Spiczaka z myślą o Włostowej
Waldi ze mna na ruiny zamku Rogowiec.
Droga przebiega bardo fajnym żółtym szlakiem bez jakiś większych podejść na rozmowach na różne tematy.
Dochodząc do Zamku mijamy bardzo fajne skałki (Skalna Brama)
Po wejściu na Rogowiec delektujemy się piękną panoramą na okoliczne góry, uzupełniamy płyny
Wracamy do Andrzejówki tą samą drogą.
W bufecie na obiadek oczywiście trzeba było wziąć coś dobrego więc skusiłem się na pstrąga - oj bardzo dobry był a sama porcja z zapiekanymi ziemniaczkami i surówkami była nie do pochłonięcia
Po obiadku wrzuciliśmy niepotrzebne rzeczy do samochodu i po 15 ruszyliśmy na Stożek mijając po drodze ruiny zamku Radosno - oj szlak który tamtędy idzie jest masakryczny - stromy z powalonymi w około drzewami zagradzającymi poruszanie się i do tego bardzo śliski - ale jakoś daliśmy radę
Po drodze mijając Sokołowsko poprzez Mały Stożek (z bardzo fajna wiata i świetnymi widokami) kierujemy się na szczyt Stożka Wielkiego.
Podejście ostatnie dało nam mocno w kość a plecaki wypchane do granic wytrzymałości ie ułatwiały "wspinaczki"
Na szczycie witają nas Buba z Toperzem i Fadelem i zaczyna się biesiadowanie
Dochodzi reszta ekipy w tym eco z grzesiem i Sebą i Miśkiem, mzak robi nam drugą niespodziankę zjawiając się pod wiatą i wpada również niezapowiedziany baniak
Cały wieczór był świetny nie będę się rozpisywał bo dużo można by napisać ale spotkanie z takimi ludźmi jak nasi forumowicze jest naprawdę wyjątkowe
Idę spać około godziny 3 ale niektórzy jeszcze się nieźle bawią...
30 maja
Budzę się około 6 - małe chrapanie nie dało mi pospać więcej dorzucam drzewa do ogniska i odpoczywam wśród śpiewu ptaków.
Reszta naszej hałastry powoli budzi się ze snu i przygotowujemy śniadanko.
Mzak uciekł z samego rana, reszta też po woli się zbiera i jako ostatni schodzimy do Sokołowska w składzie: Buba, Toperz, Tomek, Mrówka, Franek, Eco, Grzesiu i ja.
W Sokołowsku wszyscy wcinają lody i po krótkiej przerwie idziemy do Andrzejówki gdzie wchodzimy dosłownie na sekundy przed załamaniem pogody i solidną ulewą.
Tutaj nie pozostaje nam nic innego jak zjeść coś na obiadek, przychodzi czas pożegnań i wyruszam wraz z Eco i Grzesiem do domu po drodze odwiedzając jeszcze Waldiego.
Podsumowując - kto nie był niech żałuje, cała atmosfera, ludzie i poznane miejsca bezcenna.
Pozdrawiam wszystkich i dziękuję za tak miłe spotkanie
Więcej zdjęć tutaj - http://picasaweb.google.com/olo23333/Zl ... 30Maj2010#
Pięknie pięknie
Ja w tym czasie siedziałam nad pracą mgr :/
"podróżowanie - nawlekanie koralików geografii na nitkę życia" A. Stasiuk
www.picasaweb.google.pl/nataliataja2
www.picasaweb.google.pl/NataliaTaja
www.picasaweb.google.pl/tifataja
www.trekearth.com/members/nanax86
www.picasaweb.google.pl/nataliataja2
www.picasaweb.google.pl/NataliaTaja
www.picasaweb.google.pl/tifataja
www.trekearth.com/members/nanax86
No fajnie, fajnie, widzę, że kolejny zlot udany, może mnie się kiedyś uda załapać
.
Moje albumy:
https://picasaweb.google.com/108001293735779794442
https://picasaweb.google.com/108001293735779794442
Nie mineło pół roku a odbył się 4 zlot Forum, kolejny na który czekałem z niecierpliwością i prawdę powiedziawszy nie mogłem się doczekac. co przez te pół roku się u WAS zmieniło ?????jakie miejsca ciekawe odwiedziliście???co warto zobaczyc ???pytań jest jak zawsze bez liku .... i co ważne że zaczynam traktowac WAS jak starych dobrych znajomych....ale to się nie dzieje bez przyczyny...z niektórymi można zrozumiec się wnet bez słów....z niektórymi można by dyskutowac godzinami nie odczuwając znudzenia..... i tacy właśnie są użytkownicy Forum Sudety-każdy inny, jedni lekko skryci,inni reagująco bardzo spontanicznie, inni romantyczni ale wszystkich łączy jedno---- miłośc do gór i to w najpiękniejszej postaci, miłośc do natury i chęc z nią obcowania pomimo niesprzyjających prognoz pogody i za to chciałbym wszystkim uczestnikom zlotu serdecznie podziękowac a w szczególności OLO tobie za trud zorganizowania zlotu i za możliwośc poraz drugi razem z Tobą mieszkania i spędzenia pieknych chwil w Górach Kamiennych....i wyszła prawda życiowa że to co w bólach się rodzi wychodzi najlepiej ...serdeczne dzięki i dbaj o żonę ...osobne dzięki dla BUBY -takiej pulpy nie dane mi było smakowac-rewelacja....wypadałoby podziękowac każdemu z WAS z osobna każdy do tego zlotu coś wniósł ....cieszę się bardzo że uczestnicy którzy byłi poraz pierwszy poczuli się jak w najlepszej rodzinie ,pozdrawiam i do zobaczenia na szlaku ....zdjecia póścimy najprawdopodobniej razem z Grzesiem.....
życie jest piękne ale jest tylko jedno...
Satan pisze:Dobra - gadać kiedy kolejny zlot![]()
Najpóźniej na jesień
http://forum.sudety.it/viewtopic.php?t=2264
Pozdrawiam Cię Satan
Waldi 449 pisze:.. i co ważne że zaczynam traktowac WAS jak starych dobrych znajomych....ale to się nie dzieje bez przyczyny...z niektórymi można zrozumiec się wnet bez słów....z niektórymi można by dyskutowac godzinami nie odczuwając znudzenia..... i tacy właśnie są użytkownicy Forum Sudety-każdy inny, jedni lekko skryci,inni reagująco bardzo spontanicznie, inni romantyczni ale wszystkich łączy jedno---- miłośc do gór i to w najpiękniejszej postaci, miłośc do natury i chęc z nią obcowania pomimo niesprzyjających prognoz pogody i za to chciałbym wszystkim uczestnikom zlotu serdecznie podziękowac ...
tak, waldi, dokladnie tak! chyba nie da sie lepiej tego napisac. Ja sie po prostu podpisuje pod kazdym twoim slowem!
to sie wydaje wrecz jakies abstrakcyjne i niemozliwe, ze w jednym czasie i w jednym miejscu moze sie zebrac tylu wspanialych ludzi, ze z kazdym z osobna i z wszystkimi razem mozna by przegadac cala noc, ze czlowiek nie wie czy gadac, czy spiewac czy wspolnie podziwiac widoki na wiezy i sluchac nocnego ptactwa, czy razem planowac nastepne wypady i majac ograniczona ilosc czasu , caly czas zaluje ze nie moze sie rozerwac na kilka czy kilkanascie kawalkow aby byc rowniez obok i 15m dalej aby moc jednoczesnie sie wszystkimi nacieszyc do woli
i zostaje masa wspomnien, zdjec, kalejdoskop sympatycznych pyskow, rozmow, planow, opowiesci, milych slow... i zapach ogniska unoszacy sie w calym mieszkaniu z placaka ciuchow i wszytskiego wokol ( w aptece dzis przez caly dzien niuchali we wszytskich kątach i nie mogli zlokalizowac zrodla zapachu spalenizny - a to byl chyba moj chlebak i kapelusz
i z jednej strony takie poczucie wspaniale spedzonego czasu, dobrze wykorzystanej kazdej chwili, przywrocenia wiary ze tacy ludzie jeszcze istnieja i mozliwosci porozumiewania sie bez slow.. a z drugiej strony takie poczucie niedosytu- ze juz sie skonczylo, ze juz odeszlo w przeszlosc, ze obok nie plonie juz ognisko, ochocze glosy nie wyja do gitary, nie krazy kolejna butelka przyjazni, a 10 m dalej nie stoi cala grupka wesolych pyskow omawiajacych kolejny ciekawy temat, pyskow, ktore wszytskie chcialoby sie usciskac!
Zupelnie jak w takiej starej piosence:
"Znika w dali kalejdoskop twarzy.
Zgasłych ognisk dym już sięga chmur
Pomyśl ile niespełnionych marzeń
Kryje w sobie pożegnanie gór. "
kazdy zlot jest wyjatkowy... ale ten byl jakis "najwyjatkowniejszy z wyjatkowych". A moze tylko mnie sie tak wydawalo?
jakolwiek by nie bylo- to dzieki WAM! i WAM chcialam podziekowac. Za to ze jestescie ... bo to wystarczy...