Nazwa słynnego kościoła Wang w Karpaczu jest zastrzeżona. Pastor zażądał od właściciela pobliskiego parkingu zmiany nazwy. Ten zmienił - jedną literkę w dotychczasowej nazwie. Dotąd parking nazywał się tak jak kościół, teraz nazywa się "Wank"- donosi Polskie Radio Wrocław. "Wank" to angielskie slangowe określenie masturbacji.
Właściciel parkingu mówi, że to nie było zamierzone, ani wycelowane w parafię ewangelicką działanie. Musiał jednak zmienić nazwę po piśmie od proboszcza, który zażądał zmiany zastrzeżonej nazwy.
Pytany o sprawę zastępca burmistrza Karpacza w rozmowie z dziennikarzami Radia Wrocław przyznaje, że nie do końca wie, jak sprawę skomentować. W końcu mówi, że w niektórych miastach takie nazwy bywają atrakcjami.
Właściciel parkingu zapewnia, że nie chce konfliktu i po sezonie zmieni nazwę parkingu. Na razie zostanie parking "Wank"...
http://wiadomosci.wp.pl/kat,1347,title, ... omosc.html
"Religijno-erotyczne" spory w Karpaczu
Ktoś chyba na siłe szuka problemu
heh ale to normalne w naszym kraju
Żyj tak, aby strach przed śmiercią nigdy nie zagościł w twoim sercu. Nie martw się o cudzą wiarę; szanuj poglądy innych i żądaj aby szanowano twoje...
Tecumseh, Przywódca Narodu Szawanezów
http://picasaweb.google.com/szalonywilk1
Tecumseh, Przywódca Narodu Szawanezów
http://picasaweb.google.com/szalonywilk1
Skoro nazwa zastrzeżona .....Gdyby ktoś posłużył się moją zastrzeżoną- też zwróciłabym uwagę. Prawo jest prawem.
Wyobraźcie sobie, jak ciekawski turysta - obcokrajowiec - pod nazwą Wang wyszukuje w internecie nazwę parkingu zamiast kościółka? Przecież
ten kościółek to historia, zabytek, wartość kulturowa i z tego chociażby względu nazwa Wang przynależy do jednego przemiotu. Właściciel parkingu - uważam - nadużył najzwyczajniej prawa do nazwania swojego interesu o tak samo brzmiącej nazwie. To wszystko ma zapewne poddtekst marketingowy, dlatego pewnie bez zdecydowanego sprzeciwu waściciel zmieni nazwę.
Wyobraźcie sobie, jak ciekawski turysta - obcokrajowiec - pod nazwą Wang wyszukuje w internecie nazwę parkingu zamiast kościółka? Przecież
ten kościółek to historia, zabytek, wartość kulturowa i z tego chociażby względu nazwa Wang przynależy do jednego przemiotu. Właściciel parkingu - uważam - nadużył najzwyczajniej prawa do nazwania swojego interesu o tak samo brzmiącej nazwie. To wszystko ma zapewne poddtekst marketingowy, dlatego pewnie bez zdecydowanego sprzeciwu waściciel zmieni nazwę.
Góry...Lubię do nich wracać....
Wczesniej nie była zastrzeżona i przez lata nikomu to nie przeszkadzało. A to, ze sie nazywa jakieś miejsca , w tym parkingi od imienia jakiegoś obiektu, to nic dziwnego. Tu pastor wg. mnie stanowczo przesadził Pomijam kwestię zastrzeżenia nazwy, bo wydaje mi sie że to nie w porządku, ale domaganie się od właściciela parkingu zmiany nazwy z tego powodu, ze zastrzegł sobie nazwe koscioła, to stanowcza przesada. [quote][/quote]
kiedys nie bylo takich idiotyzmow z zastrzeganiem nazw.. :/ tak samo jak z "hawiarska koliba" w gorcach.. ten glupi swiat zwariowal.. nie wiem jak was ale mnie to cholernie brzydzi..
chyba to normalne ze czesto knajpa nazywa sie od szczytu ktory jest nieopodal czy hotelik od nazwy jeziora, skaly, rzeki czy innego ciekawego czegos w okolicy
czytajac o takich rzeczach to odeszla mnie ochota zarowno odwiedzac takowy kosciolek jak i parking.. kupa smrodu i tyle..
chyba to normalne ze czesto knajpa nazywa sie od szczytu ktory jest nieopodal czy hotelik od nazwy jeziora, skaly, rzeki czy innego ciekawego czegos w okolicy
czytajac o takich rzeczach to odeszla mnie ochota zarowno odwiedzac takowy kosciolek jak i parking.. kupa smrodu i tyle..
Nazywanie różnych obiektów od słynnego miejsca/osoby/czegokolwiek innego jest moim skromnym zdaniem trochę pójściem na łatwiznę, dlatego szanuję tych, którzy się sami wysilą. No niby nie ma w tym nic złego, ale trochę nudne. Szczytem był Weimar w którym niedawno byłem na konferencji (w mieście żyło/odwiedzało wiele sławnych osób). I nic tylko Goethekaufhaus, Schillerkaufhaus, Goetheapotheke, Schiller Cafe, Hotel Liszt, Bach Cafe itp. Itd. Do znudzenia.
Inna sprawa, żeby robić z tego taką aferę to też lekko dziwne.
A co do nazewnictwa, to przypomina mi się słynna restauracja, której właściciel miał pewne problemy z angielskim najwyraźniej. Chyba coś kombinował ze szczęściem, mówi się więc, że ktoś ma dobrego farta, ale zaburaczył i stwierdził, że z angielskim słówkiem zabrzmi lepiej. Swój lokal nazwał Good Fart. I teraz wyobraźmy sobie obcokrajowca, który trafia na taki szyld.
Hehehe. Choć w sumie może to świadczyć o rodzaju serwowanych potraw...
Inna sprawa, żeby robić z tego taką aferę to też lekko dziwne.
A co do nazewnictwa, to przypomina mi się słynna restauracja, której właściciel miał pewne problemy z angielskim najwyraźniej. Chyba coś kombinował ze szczęściem, mówi się więc, że ktoś ma dobrego farta, ale zaburaczył i stwierdził, że z angielskim słówkiem zabrzmi lepiej. Swój lokal nazwał Good Fart. I teraz wyobraźmy sobie obcokrajowca, który trafia na taki szyld.