Znam nieco rynek drobiowy, także w Czechach (z racji kontaktów z producentami tak polskimi, jak i czeskimi) - i uwierz mi, że dotychczasowa praktyka Czechów na tym polu polegała na natychmiastowym i głośnym kontestowaniu wszystkiego, co nie urastało nawet do miana błahostki.
Jedynie idealiści mogą uwierzyć, że w tym samym czasie Czechom żadne wpadki się nie zdarzyły.
Problem sprowadza się do tego, że koszty rolnictwa w Czechach (przynajmniej w drobiarstwie) są zauważalnie wyższe od polskich, również z uwagi na korzystny dla naszych eksporterów kurs korony, który utrzymuje się już od kilku lat wokół 17 groszy. To powoduje, że co prawda skodusie kupujemy, ale wymienianych już jaj - niekoniecznie. Za to mamy w Polsce kilku ogromnych (w skali europejskiej) producentów jaj, którzy na rynek m.in. czeski próbowali wejść.
Zresztą, podczas luźnej rozmowy z jednym z czeskich parlamentarzystów usłyszałem, że on w patriotyzm się nie bawi, tylko na zakupy spożywcze jeździ do Polski.

U nas jest po prostu taniej, co Czechów boli - i próbują swój rynek chronić. Raz jeszcze powtórzę - szkoda, że w taki sposób. Dowód, że biją w PL? - proszę bardzo. Z wymianą klatek dla drobiu - faktycznie - nie zdążyliśmy na czas, ale oprócz PL w tej sytuacji było jeszcze kilka innych krajów. Komisja Eu nie zgodziłaby się na przesuwanie terminu (tzw. deadline'u

) wyłącznie dla nas. W ostatniej chwili termin został przesunięty, co zabodło Czechów (którzy faktycznie klatki zmienili na czas), więc natyhcmiast rozpętali kampanię przeciwko jajom z PL (skutecznie zamykając wtedy swój rynek). Niestety, te retorsje nie dotknęły jaj z innych krajów "spóźnialskich". Na pytanie, jak taką selekcję nacji wytłumaczyć, odpowiedzi wprost nie udzielę.
