Proponuję wybrać się do Wielkopolski. Tu przeróżnych większych czy mniejszych pałaców, zespołów pałacowo- parkowych, dworów itp. zabytków nie brakuje. Większość zachowana w dobrym stanie, wiele z nich pieczołowicie odrestaurowanych i zadbanych. Ci Wielkopolanie to jacyś dziwni ludzie. Mogli zniszczyć, a nie zniszczyli, mogli doprowadzić do ruiny, a dbają, remontują, urządzają...Pudelek pisze:a ja jak zawsze powtarzam, że wolę całe budynki, niż takie, których za kilka lat nie będzie
Kto lepszy w remontach-czyli Wielkopolanie ca Dolnoślązacy 2
- Lech
- bardzo stary wyga
- Posty: 3615
- Rejestracja: 08-01-2005 18:39
- Lokalizacja: Poznań (spod Moraskiej Góry)

- Pudelek
- bardzo stary wyga
- Posty: 4261
- Rejestracja: 12-11-2007 17:06
- Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln
może dlatego, że przynajmniej część tych pałaców należała w przeszłości do polskiej szlachty? bo nie da się ukryć, że najwięcej zniszczonych pałaców jest na ziemiach poniemieckich, gdzie indziej bardziej o nie dbano.
trwała ruina to np. zamki na Jurze, które też co jakiś czas potrzebują konserwacji - materiały nie są wieczne. ten pałac w Walimiu pewno jeszcze postoi jakiś czas (chyba, że go podpalą), ale z każdym rokiem wchodzenie do niego będzie coraz bardziej niebezpieczne z powodu chociażby osłabienia stropów. natomiast poruszanie się po ruinach walimskich fabryk już jest niebezpieczne - tam w każdej chwili może coś spaść na łeb. Ponieważ nikt o to nie dba (podpieranie ściany żeby nie spadła na główną ulicę trudno nazwać dbaniem) jest tylko kwestią czasu, jak przez kolejne miesiące/lata będzie ubywać kolejnych elementów, ścian itp.
ale jest tez takie cos jak stan trwalej ruiny i jakos ten do mnie przemawia najbardziej:)
trwała ruina to np. zamki na Jurze, które też co jakiś czas potrzebują konserwacji - materiały nie są wieczne. ten pałac w Walimiu pewno jeszcze postoi jakiś czas (chyba, że go podpalą), ale z każdym rokiem wchodzenie do niego będzie coraz bardziej niebezpieczne z powodu chociażby osłabienia stropów. natomiast poruszanie się po ruinach walimskich fabryk już jest niebezpieczne - tam w każdej chwili może coś spaść na łeb. Ponieważ nikt o to nie dba (podpieranie ściany żeby nie spadła na główną ulicę trudno nazwać dbaniem) jest tylko kwestią czasu, jak przez kolejne miesiące/lata będzie ubywać kolejnych elementów, ścian itp.
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."
https://picasaweb.google.com/110344506389073663651
http://hanyswpodrozach.blogspot.com/
https://picasaweb.google.com/110344506389073663651
http://hanyswpodrozach.blogspot.com/
- Lech
- bardzo stary wyga
- Posty: 3615
- Rejestracja: 08-01-2005 18:39
- Lokalizacja: Poznań (spod Moraskiej Góry)
Chyba nie dlatego, bo przecież w Wielkopolsce właścicielami wielu pałaców i innych zabytków do 1945 roku byli Niemcy, a też dziś są w większości utrzymane i nie grozi im ruina. Poza tym wędrując przez sudeckie wioski, szczególnie w części zachodniej, bo Ziemia Kłodzka była w większości katolicka, napotykamy prawie w każdej wsi na zarośnięte chaszczami ruiny dawnych kościołów ewangelickich. W Wielkopolsce zrujnowane kościoły protestanckie to rzadkość, choć też były miejscem spotkań wiernych, wśród których dominowała narodowość niemiecka. Sporą część tych obiektów przejęły parafie katolickie, pozostałe również zagospodarowano i służą innym celom. W Wielkopolsce nie dewastowano cmentarzy ewangelickich, nie plądrowano grobów na tak ogromną skalę jak w Sudetach. Co najwyżej groby pozarastały krzakami, ale tylko dlatego, że po ucieczce Niemców nikt się tymi cmentarzami nie opiekował.Pudelek pisze:może dlatego, że przynajmniej część tych pałaców należała w przeszłości do polskiej szlachty?

- Pudelek
- bardzo stary wyga
- Posty: 4261
- Rejestracja: 12-11-2007 17:06
- Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln
ale w Wielkopolsce pozostała spora część ludności, która, nawet pałace należące do Niemców, traktowała jako leżące na "swoich" ziemiach. na tzw. Ziemie Odzyskane przyjechali ludzie z zupełnie obcych terenów na zupełnie obce tereny. nie czuli żadnego związku z tymi obiektami, a do tego jeszcze odpowiednia polityka antyniemiecka państwa (czyli choćby urzędowy, oficjalny nakaz celowego niszczenia poniemieckich grobów i cmentarzy, bo tak można nazwać akcję usuwania choćby niemieckich napisów; nakaz, którego wykonanie sprawdzano) i ruina gwarantowana.
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."
https://picasaweb.google.com/110344506389073663651
http://hanyswpodrozach.blogspot.com/
https://picasaweb.google.com/110344506389073663651
http://hanyswpodrozach.blogspot.com/
- Lech
- bardzo stary wyga
- Posty: 3615
- Rejestracja: 08-01-2005 18:39
- Lokalizacja: Poznań (spod Moraskiej Góry)
Uważam, że to nie żadne nakazy, tylko mentalność nabyta na wschodzie kierowała ich postępowaniem. Zresztą ludzie na ogół nie lubią podporządkowywać się nakazom władz i to się odbywało nie za sprawą jakichkolwiek nakazów czy zarządzeń, a plądrowano groby szukając nie wiadomo jakich skarbów. Mój Dziadek wraz z Babcią osiedlił się w 1946 r. w Karpaczu ze swoimi dziećmi, ale nikomu z nich by nie przyszło do głowy żeby dewastować poniemieckie groby. Ojciec nie raz ubolewał nad szkodami, jakie poczynili polscy osadnicy, zresztą nie tylko na cmentarzach, ale w domach i gospodarstwach. A tu masz linka do mojego tekstu, w którym opisuję historię pewnej płaskorzeźby w jednej z podpoznańskich miejscowości, na której zamazano niemiecki napis. Powodem zamazania tego napisu nie był jednak żaden urzędowy nakaz ani polityka antyniemiecka. => http://www.ksp.lanet.wroc.net/gotz.htmPudelek pisze:ale w Wielkopolsce pozostała spora część ludności, która, nawet pałace należące do Niemców, traktowała jako leżące na "swoich" ziemiach. na tzw. Ziemie Odzyskane przyjechali ludzie z zupełnie obcych terenów na zupełnie obce tereny. nie czuli żadnego związku z tymi obiektami, a do tego jeszcze odpowiednia polityka antyniemiecka państwa (czyli choćby urzędowy, oficjalny nakaz celowego niszczenia poniemieckich grobów i cmentarzy, bo tak można nazwać akcję usuwania choćby niemieckich napisów; nakaz, którego wykonanie sprawdzano) i ruina gwarantowana.
