Strona 1 z 7

: 29-10-2009 21:13
autor: tomaszll
ecowarrior pisze:Tak, ruiny zamku i chatka pachną prawdziwym klimatem :)

Ta cała kraina, czyli najbardziej na północ wysunięta część województwa ołomunckiego to bardzo malowniczy rejon.
Długo można pisać.

Sam też wielokrotnie bywałem w tamtym rejonie na tzw. jednodniowych wycieczkach. Bywając tam można bardzo dobrze poczuć tzw. czeską prowincję i będzie to doświadczenie jak najbardziej pozytywne.

Jak dla mnie wizyty w tamtym rejonie są prawdziwą odtrutką na polskie patologie, które w dość jaskrawy sposób widać na tzw. polskiej prowincji.

Pozwolę sobie porównać czeską i polską prowincję:
a) stan dróg lokalnych jest zdecydowanie lepszy w Czechach niż w Polsce, dla porównania-drastyczny przykład polskie miasteczko Grodków przez który przejazd oznacza slalom między dziurami,

b) czeskie szlaki są zdecydowanie lepiej utrzymane, idzie się
albo wygodną drogą labo malowniczą ścieżką, zgubienie szlaku
należy do rzadkości;
wędrówka po jakimś przedgórzu sudeckim po polskiej stronie oznacza ciągłe wypatrywanie gdzie idzie ten zarośnięty szlak,

c) do czeskich wiosek i miasteczek docierają wygodne szynobusy, ładne z dużą częstotliwością autobusy a kierowca bardzo często pod krawatem nigdy nie pali papierosów podczas jazdy czy też podczas postoju w zamkniętym autobusie, za to widziałem jak kilka razy zamiatał autobus;
na podobnych terenach Dolnego Śląska linie kolejowe przestały istnieć a jak nawet dociera gdzieś tam pociąg to wizyta na dworcu oznacza zapach moczu; w temacie komunikacji autobusowej to na dolnośląską prowincję bardzo często docierają jakieś stare zdezolowane PKS-y w liczbie jeden kurs w dzień roboczy i zero kursów w dzień wolny, kwitnie też tzw. busiarstwo, czyli zjawisko, że społeczeństwo same sobie organizuje komunikację publiczną bo państwo tego nie zapewnia.
A prywatne busy są różne, od bardzo profesjonalnych do jakiegoś starego szrotu ściągniętego z zachodu,

d) sklepy spożywcze, nawet na zupełnym końcu w Biłej Vodzie można zrobić bardzo przyzwoite zakupy. Osobiście mieszkam w podmiejskiej części Wrocławia i nie mogę się nadziwić, że na tak dalekiej czeskiej prowincji sklepy spożywcze są bardziej przyjazne niż w stolicy Dolnego
Śląska! A różnica jest kolosalna. Nie kupuję nic na osiedlu którym mieszkam. Znudził mi się paskudny chleb, kiełbasa nafaszerowana wodą i tłuszczem, kiedyś podrobione masło teraz sery żółtopodobne, podgniłe
owoce.
Z przyjemnością na czeskiej prowincji kupuję dobry chleb i rohliki, kiełbasę którą Pani może pokroić na plasterki a potem pakuje w papier
(u nas wędline pakuje się w papier nadal głównie w ekskluzywnych delikatesach), nie martwię się czy ktoś znowu próbuje mnie oszukać i pod nazwą masło sprzedaje margarynę. Mogę też z przyjemnością wypić jakąś hanacką kyselkę- napój bez konserwantów czy podebradkę a jak kupię coś z niższej półki cenowej robionej dla coop center to nie poczuję w ustach smaku słodzonego ludwika rozcieńczonego wodą.
I rzecz najważniejsza w Polsce na prownincji głównym towarem w lokalnym sklepie jest alkohol czego jaskrawym przykładem są stacje benzynowe i charakterystyczny duży spożywczy w Walimiu. Otóż w Walimiu w miejscu dawnego samu GS'u stoi prywatny spożywczy. Wchodzisz do środka i trafiasz do świetnie wyposażonego monopolowego,
duży wybór wódek win i piwa. Dopiero po chwili dostrzegasz, że z boku jest wejście do drugiej części sklepu czyli samoobsługowego spożywczego nawet ze stoiskiem mięsnym gdzie sprzedają około 10 rodzaji kiełbas o różnych nazwach poniżej 10 pln, z których wszystkie są tanimi parówkami. W Czechach alkohol jest normalnym produktem a nie najważniejszym towarem.

e) restauracje czy bary. W Żulowej z przyjemnością piję kawę w barze w centrum. Ten aromatyczny napój elegancko podany kosztuje tylko 15 koron w podobnej cenie jak herbata. W Polsce na prowincji nadal panuje reglamentacja kawy jako towaru luksusowego. Kiedyś w PRL-u komuniści wprowadzili kartki na kawę a herbata bardzo często gruzińska była dostępna w nieograniczonych ilościach. Teraz za demokracji w Polsce kawy jest sporo tylko, że ponad połowę tego co sprzedaje się w sklepie nie nadaje się do picia. Ale w restauracjach czy barach na polskiej prowincji jak zamawiasz kawę to w cenie kawy masz przeważnie aż dwie herbaty.

f) i rzecz najciekawsza niedziela. W Czechach nieliczne osoby idą
kościoła katolickiego posłuchać co ma do powiedzenia namiestnik srogiego ex PancerKardynala Ratzingera obecnie papieża Benedykta. A za dużo głupot czarni nie mogą gadać, bo zawsze jest alternatywa- kulturalna knajpa czy piesza albo rowerowa ewentualnie narciarska wycieczka w góry czy też autentyczne spotkanie biblijne w jakieś
wspólnocie protestanckiej.
Niedziela to też dobry czas aby pomalować płot czy skosić trawę.
U nas tłum bezkrytycznie słucha srogich kazań katolickich a potem jest rozluźnienie czyli niedzielne piwko lub wódeczka w sklepie i jakoś mózg trzeba znieczulić aby jak najszybciej zapomniał o szarym otoczeniu.

: 30-10-2009 11:36
autor: Pudelek
tomaszll pisze:czeskie szlaki są zdecydowanie lepiej utrzymane, idzie się
albo wygodną drogą


spoko, spoko - niedługo dojdą jeszcze schody ruchome dla leniwych, w końcu sam asfalt w górach nie wystarczy

kierowca bardzo często pod krawatem

mam nadzieję, że nie zapominają też o makijażu, nie chciałbym zobaczyć jakiegoś kierowcę z syfem na twarzy!

kiełbasę którą Pani może pokroić na plasterki

wiadomo, że w Polsce to klienci kroją sobie w sklepie kiełbasy

u nas wędline pakuje się w papier nadal głównie w ekskluzywnych delikatesach

podniosłeś moje ego - okazuje się, że stać mnie na prawie codzienne zakupy w ekskluzywnych delikatesach :D tylko muszą jakoś zmienić nazwę, bo np "U Sznapki" nie kojarzy mi się z eksluzywnością, muszą jeszcze popracować nad prawidłową reklamą.

I rzecz najważniejsza w Polsce na prownincji głównym towarem w lokalnym sklepie jest alkohol

skandal! przecież dawno zapowiadali prohibicję, a tutaj dalej handluje się tym pomiotem szatana.

Wchodzisz do środka i trafiasz do świetnie wyposażonego monopolowego,
duży wybór wódek win i piwa.

w pierwszej chwili zgłupiałem - to zdanie zabrzmiało tak pozytywnie, że byłem pewien, iż niechybnie piszesz o czeskim sklepie. Dopiero po głębszym namyśle odkryłem czającą się w tym zdaniu złowrogą nutę. Żeby chociaż od 12 sprzedawali, ale rozpijanie grzesznego społeczeństwa zaczyna się już od wczesnych godzin rannych!

gdzie sprzedają około 10 rodzaji kiełbas o różnych nazwach

to już w ogóle jest chamstwo! jak człowiek nie może zgłupieć od takiego wyboru kiełbasy! i później się ludzie dziwią, że powstają kolejki...

W Czechach alkohol jest normalnym produktem a nie najważniejszym towarem.

zazdroszczę ci - ja to jak wchodzę do sklepu na prowincji to zawsze muszę pytać ekspedientkę, gdzie jest flacha albo zimne piwo. Natomiast ledwo ty wyjdziesz i od razu procenty się wylewają same z półek do klienta.

A za dużo głupot czarni nie mogą gadać, bo zawsze jest alternatywa- kulturalna knajpa


eee tam. w Polsce alternatywę dla mszy w postaci kulturalnej knajpki odkryto już dawno. nie przez przypadek umieszczana jest zazwyczaj w pobliżu kościoła.

czy też autentyczne spotkanie biblijne w jakieś
wspólnocie protestanckiej.

nieautentyczne polega na czytaniu fałszywej biblii

Niedziela to też dobry czas aby pomalować płot czy skosić trawę.

nigdy nie ma dobrego czasu na pomalowanie płota czy skoszenie trawy. znacznie lepiej iść w tym czasie na szybkie, zimne

a potem jest rozluźnienie czyli niedzielne piwko

szybko się widać ci Polacy od Czechów uczą... w Czechach jednak by to było niemożliwe, gdyż po 12 w sobotę niemal wszystkie czeskiej sklepy (na prowincji i w miastach) są na głucho zamknięte. wtedy rzeczywiście zostaje skosić trawę...