Czy tylko nauczyciel jest winien???
: 15-04-2006 21:50
W związku z tragicznym wypadkiem grupy licealistów z Tych TOPR-owcy powinni również poczuwać się do winy. Dyżurujący nad Morskim Okiem TOPR-owiec wiedział co się dzieje, ponieważ prowadzący grupę młodzieży nauczyciel zgłaszał mu wyjście na Rysy, a on widząc tak dużą grupę wybierającą się w góry, powinien zainteresować się czy są spełnione warunki bezpieczeństwa. Z Rozporządzenia MSWiA z dnia 12 listopada 2002 r. (Dz. U. Nr 193, poz. 1624) - patrz paragraf.4, szczególnie w tym paragrafie pkt 1, 2) oraz pkt 3 wynika, że TOPR i GOPR jest zobowiązany i uprawniony "zażądać zaniechania imprezy, zaniechania wyjścia w góry" i ma obowiązek sporządzić na tą okoliczność stosowny protokół. Patrz => http://www.mswia.gov.pl/index_wai.php?dzial=28&id=506
Sąd zarzuca nauczycielowi, że nie wynajął przewodnika. To śmieszne. Przede wszystkim ta wycieczka nie powinna się tam w ogóle znaleźć, niezależnie czy z wynajętym przewodnikiem czy bez niego, bo w takich warunkach on też nie jest w stanie zagwarantować bezpieczeństwa. Jeżeli była to wycieczka Uczniowskiego Klubu Sportowego "Pion", działającego przy I LO w Tychach, to dlaczego dyrektor szkoły zezwolił na taki wyjazd zimą w sam środek Wysokich Tatr, gdzie stopień ryzyka wypadku jest szczególnie wysoki? Nie widział uchybień w organizacji wyjazdu? A rodzice nie wiedzieli, że Tatry w zimie są szczególnie niebezpieczne z uwagi na częste oblodzenie i schodzące lawiny? Dlaczego owego feralnego dnia TOPR-owcy nie zatrzymali tak licznej grupy udającej się wówczas na Rysy? Dlaczego TOPR podjął działania dopiero wtedy, gdy już były ofiary? Bo jak tak, to kto jest współwinny za wypadek? Może sędziowie się zastanowią ile osób powinno odpowiadać za to co się wydarzyło, a nie obarczać winą tylko i wyłącznie jednego nauczyciela?
18 kwietnia Sąd Okręgowy w Katowicach wyda wyrok w ponownym procesie Mirosława Sz., nauczyciela geografii i opiekuna wycieczki tyskich licealistów, których w styczniu 2003 roku porwała lawina pod Rysami. Patrz => http://wiadomosci.onet.pl/1305072,11,item.html
Obawiam się, że będzie to kolejne "wylanie dziecka z kąpielą" i pretekst do dalszego zaostrzenia przepisów. A przecież przepisy odnośnie bezpieczeństwa osób przebywających w górach już są przesadnie sztywne, nie rozróżniają warunków panujących w sezonie letnim od zimowych, nie uwzględniają różnic między górami łatwymi a terenami wysokogórskimi. Ta sama zasada prowadzenia "za rączkę" przez przewodnika obowiązuje w każdej porze roku zarówno na Magurze Wątkowskiej w Beskidzie Niskim jak i w Tatrach na szlaku Orlej Perci oraz dotyczy w jednakowym stopniu grupy przedszkolaków jak i obozu wędrownego zorganizowanego przez specjalistycznych klub górski. Czy ma być jeszcze gorzej?
Dlaczego upadają w polskich górach schroniska szkolne zarówno sezonowe jak i stałe?. Dlaczego w przykładowo w powiecie kamiennogórskim pozamykano już wszystkie schroniska młodzieżowe, choć do niedawna było ich jeszcze kilka? Dlaczego z powodu braku frekwencji starostwo kamiennogórskie zamknęło jesienią 2005 r. ostatnie wówczas jeszcze czynne doskonale wyposażone schronisko młodzieżowe w Jarkowicach i sprzedano je za śmieszną kwotę 83180,00 zł?
W Polsce tworzy się chore prawo, które rzekomo ma sprawy porządkować, ale je komplikuje. Zabija się w ten sposób swobodną turystykę, którą dało się uprawiać nawet za czasów głębokiej komuny. Dzisiaj Karol Wojtyła prowadzący grupy młodzieżowe w góry byłby przez takie prawo uznany za przestępcę! Wszak chodzili sami, bez przewodników...
W tym całym procesie nie chodzi tak naprawdę o prawo czy odpowiedzialność. Chodzi o to, żeby wycisnąć z niego jak najwięcej korzyści dla wzajemnie popierającej się grupy interesu. Chodzi głównie o zastraszenie ludzi lub zwyczajną korupcję i ciągnięcie kasy przez korporacyjną hucpę parkowo-toprowsko-przewodnicką z tytułu przejmowania co bardziej lukratywnych zleceń na przewodnictwo.
Dla lobby przewodnickiego nie są problemem wypady w góry gromad zupełnie niedoświadczonych i pozbawionych opieki (a często podpitych małolatów, dewastujących wszystko co napotkają na swej drodze) - niech sobie giną na zdrowie. Dla tegoż lobby podstawowym problemem są wycieczki pod opieką nauczycieli - doświadczonych i zapalonych turystów, jacy sie jeszcze uchowali bez uiszczania haraczu na rzecz tych panów. Stąd kuriozalny zakaz chodzenia latem (!!!) bez przewodnika po takich górkach jak Sudety. Ciekawe skąd bierze się często cynizm i lekceważenie na różnych forach głosów zdrowego rozsądku?
Sąd zarzuca nauczycielowi, że nie wynajął przewodnika. To śmieszne. Przede wszystkim ta wycieczka nie powinna się tam w ogóle znaleźć, niezależnie czy z wynajętym przewodnikiem czy bez niego, bo w takich warunkach on też nie jest w stanie zagwarantować bezpieczeństwa. Jeżeli była to wycieczka Uczniowskiego Klubu Sportowego "Pion", działającego przy I LO w Tychach, to dlaczego dyrektor szkoły zezwolił na taki wyjazd zimą w sam środek Wysokich Tatr, gdzie stopień ryzyka wypadku jest szczególnie wysoki? Nie widział uchybień w organizacji wyjazdu? A rodzice nie wiedzieli, że Tatry w zimie są szczególnie niebezpieczne z uwagi na częste oblodzenie i schodzące lawiny? Dlaczego owego feralnego dnia TOPR-owcy nie zatrzymali tak licznej grupy udającej się wówczas na Rysy? Dlaczego TOPR podjął działania dopiero wtedy, gdy już były ofiary? Bo jak tak, to kto jest współwinny za wypadek? Może sędziowie się zastanowią ile osób powinno odpowiadać za to co się wydarzyło, a nie obarczać winą tylko i wyłącznie jednego nauczyciela?
18 kwietnia Sąd Okręgowy w Katowicach wyda wyrok w ponownym procesie Mirosława Sz., nauczyciela geografii i opiekuna wycieczki tyskich licealistów, których w styczniu 2003 roku porwała lawina pod Rysami. Patrz => http://wiadomosci.onet.pl/1305072,11,item.html
Obawiam się, że będzie to kolejne "wylanie dziecka z kąpielą" i pretekst do dalszego zaostrzenia przepisów. A przecież przepisy odnośnie bezpieczeństwa osób przebywających w górach już są przesadnie sztywne, nie rozróżniają warunków panujących w sezonie letnim od zimowych, nie uwzględniają różnic między górami łatwymi a terenami wysokogórskimi. Ta sama zasada prowadzenia "za rączkę" przez przewodnika obowiązuje w każdej porze roku zarówno na Magurze Wątkowskiej w Beskidzie Niskim jak i w Tatrach na szlaku Orlej Perci oraz dotyczy w jednakowym stopniu grupy przedszkolaków jak i obozu wędrownego zorganizowanego przez specjalistycznych klub górski. Czy ma być jeszcze gorzej?
Dlaczego upadają w polskich górach schroniska szkolne zarówno sezonowe jak i stałe?. Dlaczego w przykładowo w powiecie kamiennogórskim pozamykano już wszystkie schroniska młodzieżowe, choć do niedawna było ich jeszcze kilka? Dlaczego z powodu braku frekwencji starostwo kamiennogórskie zamknęło jesienią 2005 r. ostatnie wówczas jeszcze czynne doskonale wyposażone schronisko młodzieżowe w Jarkowicach i sprzedano je za śmieszną kwotę 83180,00 zł?
W Polsce tworzy się chore prawo, które rzekomo ma sprawy porządkować, ale je komplikuje. Zabija się w ten sposób swobodną turystykę, którą dało się uprawiać nawet za czasów głębokiej komuny. Dzisiaj Karol Wojtyła prowadzący grupy młodzieżowe w góry byłby przez takie prawo uznany za przestępcę! Wszak chodzili sami, bez przewodników...
W tym całym procesie nie chodzi tak naprawdę o prawo czy odpowiedzialność. Chodzi o to, żeby wycisnąć z niego jak najwięcej korzyści dla wzajemnie popierającej się grupy interesu. Chodzi głównie o zastraszenie ludzi lub zwyczajną korupcję i ciągnięcie kasy przez korporacyjną hucpę parkowo-toprowsko-przewodnicką z tytułu przejmowania co bardziej lukratywnych zleceń na przewodnictwo.
Dla lobby przewodnickiego nie są problemem wypady w góry gromad zupełnie niedoświadczonych i pozbawionych opieki (a często podpitych małolatów, dewastujących wszystko co napotkają na swej drodze) - niech sobie giną na zdrowie. Dla tegoż lobby podstawowym problemem są wycieczki pod opieką nauczycieli - doświadczonych i zapalonych turystów, jacy sie jeszcze uchowali bez uiszczania haraczu na rzecz tych panów. Stąd kuriozalny zakaz chodzenia latem (!!!) bez przewodnika po takich górkach jak Sudety. Ciekawe skąd bierze się często cynizm i lekceważenie na różnych forach głosów zdrowego rozsądku?

