Dolnoślązak pisze:A ja napiszę krótko: ideologia PO sprowadza się do wykonywania rozkazów z Berlina.
A nie czasami gdzieś z USA (podobno we wsi psy szczekały o jakimś spisku Sorosa)?
Ale może z "innej beczki" czyli o głupolstwie Andrzeja Dudy i szerzonej przez niego idei rzekomego zagrożenia rodziny i małżeństwa przez "neobolszewizm" LGBT.
Na początek krótko o tym jak to było za "bolszewii". Otóż przed wojną niektóre ówczesne "Dudy" straszyły, że w komunizmie będą wspólne żony. Nie wiem, może jeszcze ktoś w to wierzy. Jeśli tak to zalecałbym udanie się do psychiatry.
Prawda jest taka, mało kto tak dbał o istnienie i trwałość małżeństwa jak właśnie komuna, szczególnie w pierwszych latach po wojnie. Rozwód był ewenementem a uzyskanie go niezmiernie trudne. Jeżeli ktoś sądzi, że bez dokumentu ślubu lub odpowiedniego wpisu w dowodzie osobistym można było uzyskać wspólny pokój w hotelu lub domu wczasowym, sanatorium itp. to jest w błędzie. A o pokojach "na godziny" to nikt nie słyszał!
Co więcej kawaler czy panna miał bardzo słabe szanse w uzyskaniu mieszkania komunalnego, a przy rozdziale w spółdzielni mieszkaniowej był spychany na koniec kolejki. W dodatku, dla panów o pewnym wieku, o ile pamiętam 27 lat i więcej, a jeszcze nieżonatych, istniała instytucja dodatkowego podatku zwanego żartobliwie "bykowym", co mnie również dotknęło. Panny "bykowego" nie płaciły, widocznie ustawodawca uważał, że każda pragnie wyjść za mąż za wszelką cenę i jeśli mimo to amatora brak to byłoby nieludzko karać je jeszcze podatkiem.
A teraz chwila na definicję. Małżeństwo, to nie jest tylko popierane przez PiS i pana Dudę w szczególności spanie w jednym łóżku i legalne płodzenie dzieci ale również stan prawny potwierdzony aktem urzędowym, z którego wynika szereg praw ale i obowiązków.
Jeżeli ktoś uważa, że jest to absolutnie szanowane przez znakomitą większość społeczeństwa i tylko niegodziwcy z LGBT wspierani przez tego degenerata Trzaskowskiego i jemu podobnych chcą to zmienić to pozwolę sobie zadać parę pytań:
- Po pierwsze, dlaczego w Polsce od wielu lat, niezależnie od ustroju i partii lub koalicji rządzącej systematycznie rośnie wskaźnik ilości rozwodów liczony np. na milion mieszkańców?
- Po drugie, CO JEST DLA MNIE ABSOLUTNIE NIEZROZUMIAŁE, stale rośnie ilość par a potem rodzin z dziećmi, utrzymujących związek długie lata a nawet dożywotnio, bez spisanego aktu małżeństwa, obojętnie czy cywilnego czy kościelnego?
(w bolszewii nazywano to "małżeństwem na kocią łapę" lub na "kartę rowerową" i w niemal 100% tyczyło to ludzi mających trudności z uzyskaniem rozwodu).
- Po trzecie - skoro już tak jest (choć ja tego nie rozumiem) to dlaczego organa władzy i praktycznie prawie wszystkie partie polityczne, robią co tylko mogą aby storpedować instytucję tzw. "związku partnerskiego", nawet takiego tylko heteroseksualnego? Czy to ma sens, skoro i tak instytucja małżeństwa już upada, na przykład w miastach (współczynnik rozwodów w dużych miastach w Polsce przekroczył 40%). To taki sam sens jak pytanie o obronę prawdy gdy szerzy się kłamstwo. . Czyżby te partie tak naprawdę wspierały możliwość opuszczenia, najczęściej przez pana swojej pani z dnia na dzień bez żadnych albo bardzo utrudnionych zobowiązań prawnych i majątkowych?
Na koniec słów kilka na temat tych nieszczęsnych gejów i lesbijek (litery B o T pomijam z uwagi na nieznaczną ich ilość). Za moich młodych lat w powszechnym użyciu były takie terminy jak "pedał", "ciota", "cieplaj", "ciepły braciszek" i jeszcze parę innych. O "geju" (od angielskiego "gay"), mało kto słyszał a tym bardziej używał w potocznej mowie (ze smutkiem przyznaję, że też nie jestem bez grzechu). Jaki jest ich procent w populacji to raczej tzw. "ciemna liczba". Na pewno nie tak mały jak uważają przeciwnicy LGBT ani tak duży jak uważa to środowisko. Kolejna bzdura to to, że jest szczególnie spotykane w "środowiskach artystycznych" (rzekomo z uwagi na ich rzekomą degenerację). To taka sama bzdura jak ta o szczególnej podatności księży na pedofilię. Po prostu o tym, że jakiś pisarz, muzyk, malarz, aktor itp. jest homoseksualistą a ksiądz pedofilem to się słyszy, a jak stolarz, hydraulik itd. to nie.
Pan Duda jest chyba śmiertelnie przerażony, że przerżnie te wybory skoro się chwyta za takie tanie sposoby. No trudno, jeszcze jedno potwierdzenie, że na coś, wiadomo co, nie ma lekarstwa!