A moze ktos z was mial jakies ciekawe przygody jezdzac na stopa??
moze wbrew pozorom ale ja rzadko uzywam stopa jako dojazdu w gory, predzej jako juz komunikacji lokalnej w gorach.Jakos zawsze sie boje ze strace za duzo czasu i nie dojade wogole
ale i tak wspominam sobie pare fajnych stopowych przygod
- skrzyzowanie w rozstajnym w beskidzie niskim- pusta droga, autobus za godzine... palace slonce i szum rzeki.. i poszlam do kibelka za krzaczek zostawiajac kumpla na przystanku. Jak wrocilam stal sobie samochod, ktory ponoc sie zatrzymal i zapytal gdzie nas podwiesc
- paralotniarz wracajacy z czech ktory nas wiozl spod slezy do wroclawia opowiadajac jak wiele razy przekraczal granice szybujac gdzies pod niebem
- pszczolka czyli pojazd gasienicowy ktory nas przewiozl przez otryt w bieszczadach
- lekko wstawiony miejscowy goral- mial nas zawiesc w poblize pewnej chatki.. ale pojechalismy do jego kumpla ktory pedzil bimber
- zasypany sniegiem slask... 30.12. 2005 nie jezdza autobusy...podroz z centrum bytomia do mojej dzielnicy na pace ciezarowki z piaskiem
- bieszczady- tym razem ja za kierownica samochodu moich kumpli na ukrainskich blachach
jak sobie cos jeszcze przypomne to dopisze