niecodzienne spotkania na szlaku

Wszystko co niezwiązane z górami i turystyką
Awatar użytkownika
buba
obieżyświat
Posty: 923
Rejestracja: 11-08-2006 19:21
Lokalizacja: Oława

niecodzienne spotkania na szlaku

Postautor: buba » 03-11-2006 17:16

znalazlam na necie opisy ciekawych spotkan w gorach, sytuacji ktore jak dla mnie nadaja sensu wedrowkom, podrozom i wszelakim formom lazikowania :D


moze wam tez sie kiedys jakies niesamowite spotkania przydazyly????


Historyjka zdażyła się jakieś dziesięć lat temu.
Jesień głaskała ciepłymi promieniami, toteż wędrówka przez Połoninę Wetlińską rozciągała się w czasie. Szliśmy we dwóch z Przełęczy Orłowicza na Chatkę.
Liczne odpoczynki i narkotyczne wchłaniannie roztaczających się widoków spowodowały że dzień się kończył już po zejściu do Berehów.
Ale byliśmy umówieni z resztą w CARYŃSKIM na nocleg.
Asfaltówa w stronę Nasicznego nawet po zmroku jest prosta. W okolicy harcerskiej stanicy skręcamy przez potok robiąc skrót.
Jest ciemno. Oczywiście nie mamy żadnej latarki. Wdrapujemy się na wyczucie na wzgórze. Wyczucie i opatrzność doprowadziła nas do drogi biegnącej przez dolinę Caryńskiego. Takie wędrowanie nocą ma swoje klimaty. Jesień, cisza, noc a my idziemy sobie przez odludne miejsca gdzie dawniej żyła wieś.

Nagle na wprost nas zamajaczyły sylwetki. Niedzwiedź? Przecież nie człowiek.
Dziwne uczucie niepewności i strachu przeszło po plecach.
Podchodzimy bliżej. Odzywamy się po polsku zadając idiotyczne pytanie :
czy jesteś duchem ?
Z krzaków wychodzi na drogę druga sylwetka i odzywa się pytaniem : co my tutaj robimy nocą ?
Zaczyna się rozmowa. Zagajam więc te duchy czy nie odmówią poczęstunku ?
"... a nie, pacierza i wódki to nigdy nie odmawiamy " pada odpowiedź

Mija minuta za minutą a my rozmawiamy jak ze starymi znajomymi. Opowiadają że tutaj mieszkają już od wielu lat. Mieszkają w szopie (szałasie) żywiąc się tym co daje las i przyroda. Przebywają oczywiście nielegalnie , bez żadnych dokumentów, wspominają jak dawniej MO często im dokuczało, a teraz to wolność i demokracja - można robić co się chce.
Flaszka się skończyła a my ciągle rozmawialiśmy stojąć na środku drogi biegnącej przez dawną wieś. Caryńskie.

To spotkanie po latach wraca pytaniami.:
- czy naprawdę się zdażyło?
- Co to byli za ludzie ?
- Ile było prawdy w tym co mówili o życiu na wolności ?

Niesamowite spotkanie. Niesamowici ludzie.






Niesamowite spotkania... Kiedyś, bardzo dawno temu, wybrałem się w podobną jesień, jak dziś, w smutne buczyny gorczańskie, na oblepione mgłą szlaki, na butwiejące dywany liści. Żeby pobyć samotnie i trochę ze sobą pogadać :) Tak sobie tam lazłem szlakiem, zupełnie wymarłym, z Krośnicy przez Lubań do Przełęczy Knurowskiej i gdzieś za szczytem Lubania zacząłem odczuwać niepokój, bo zdałem sobie sprawę, że nie wiem, w którą konkretnie ścieżynkę mam skręcić, żeby dotrzeć do jednego z ukrytych na północnych stokach szałasów. Po prostu bezlistne drzewa tworzyły scenerię zupełnie odmienną od tej, którą zapamiętałem z lata. Było już trochę mroczno i przerażała mnie perspektywa błądzenia po zamglonych chaszczach z oświetleniem opartym na baterii słynnej Centry i z mapą tak dokładną, jak tylko mogła być mapa z lat 80-tych :) Kilka razy stawałem, cofałem się, sprawdzałem miejsca, które wydawały mi się początkiem poszukiwanej drogi. W którymś momencie zdecydowałem się, że skręcę w wąską ścieżynkę ledwie widoczną wśród zaschniętego zielska i wtedy zza grubaśnego buka wychynął dziadeczek. Ot, zwykły miejscowy dziadeczek, który szukał późnojesiennych grzybów. W ręku miał sękaty kij, na ramieniu staromodny, brezentowy plecaczek. Pierwszy się skłonił i rzucił 'dzieńdoberka'. Ucieszyłem się na jego widok, bo tacy faceci są często nieocenionym źródłem danych przy poszukiwaniach zagubionych dróg. A on, bez pytania, od razu zaczął mi wyjaśniać, jak mam na polanę trafić, gdzie mam skręcić, ile się cofnąć (oczywiście minąłem zasypaną liśćmi ścieżkę). Byłem tak zdumiony, że po prostu stałem i słuchałem jego rad milcząc. Wreszcie wykrztusiłem z siebie tylko jedno pytanie - jak odkrył, czego szukam w tym miejscu? Dziadeczek tylko się uśmiechnął i rzucił krótko, że takie sprawy rozważa się w cieple i o pełnym żołądku. Z ciekawości i zwykłej wdzięczności zarazem zaprosiłem go na kolacyjkę. Poprowadził mnie pewnie swoimi przechodami ku owej chatce, gdzie rozłożyliśmy ogień, najedliśmy się, a nawet nieco uszczknęliśmy rozgrzewacza, który miałem ze sobą (opchnął sporą część moich zapasów żarciowych, ale to i tak była niska cena za uratowanie mi tyłka od nocnych marszobiegów). Wreszcie przyszedł czas na odpowiedź na moje pytanie. Wiecie, co mi powiedział? :D Że w tym miejscu często ktoś się kręci w poszukiwaniu zejścia do tej chatki i widać to na pierwszy rzut oka. Pośmiał się chwilę, pogadał coś o pogodzie na następny dzień i szybko się pożegnał, wyjął lampkę naftową, zapalił (tak!) i zniknął w mroku. Dopiero po jakimś czasie zdałem sobie sprawę, że może przede mną było tu wielu innych, którzy musieli nakarmić tego dziadeczka za wskazanie drogi do zaginionej chatki -czyli ciekawa specjalizacja :P A może to był dziadeczek, który trafił się tylko mnie, odgadł jakie mam problemy i sobie ze mnie zażartował? Tak czy inaczej, spałem tej nocy sucho i ciepło :)

Wróć do „Hyde Park”