Nocna podróż do Wałbrzycha upłynęła bez problemowo. Po 8 rano meldujemy się na Wałbrzyskim dworcu głównym. Tu mały szok. Funkcjonujący przez wiele lat kiosko-bar nie istnieje. Schodzimy więc niżej do knajpki na poranną kawę. Stąd żółtym szlakiem wyruszamy do ruin zamku Nowy Dwór.
Stąd ruszamy na Kozią Przełęcz, gdzie oczom naszym ukazuje się taka oto panoramka.
Kolejne widoki otwierają się na Jałowcu Małym.
W końcu docieramy w okolice ruin zamku Rogowiec.
Stąd przez Turzyn dochodzimy do Andrzejówki. Trasa na jakieś 4,5-5h zajęła nam 7 h nieśpiesznego marszu.
W Andrzejówce pyszne ciemne czeskie piwo i ogromne porcje obiadowe. Zjadamy, wypijamy piwko, podpisujemy petycję przeciwko budowie kamieniołomu w górze Klin i idziemy odsypiać noc w pociągu. Jak widać kwestia kamieniołomu i likwidacji Andrzejówki wciąż żywa ;-/.
W niedzielę nie mieliśmy dużo czasu - Gosia chciała iść w poniedziałek do roboty wypoczęta, więc zaplanowaliśmy powrót dziennym pociągiem o 12.50 z Wałbrzycha. Dlatego pobudka była dość wczesna a i zaplanowany dystans dojść przez Bukowiec i Unisław do Wałbrzycha. Tempo jednak pozwoliło nam dojść do Unisławia tego - szło się dość koszmarnie w mokrej trawie i krzakach. Z Unisławia pojechaliśmy busem do Wałbrzycha.
Całość zdjęć nieodmienne na Picassie