Główny Szlak Sudecki, wrzesień 2011

Planujesz wypad? Byłeś gdzieś i masz ochotę podzielić się wrażeniami z innymi - zrób to koniecznie! Zdjęcia mile widziane!
Marioosh
turysta niedzielny
Posty: 6
Rejestracja: 30-09-2011 19:33
Lokalizacja: Gdańsk

Główny Szlak Sudecki, wrzesień 2011

Postautor: Marioosh » 01-10-2011 18:51

Witam! Tydzień temu wróciłem z samotnego przejścia Głównego Szlaku Sudeckiego i chciałbym się podzielić z Wami moją relacją. Nie ma tu jakichś głębszych refleksji ani natchnionych myśli, jest po prostu aptekarski i dla niektórych może trochę zbyt suchy opis wyprawy, ale nie chciałem zniechęcać potencjalnych czytelników rozwlekłymi wynurzeniami. Może komuś się ten opis przyda do planowania własnego przejścia GSS, byłoby mi przyjemnie, gdyby ktoś z niego skorzystał. Ja miałem to szczęście, że miałem kapitalną pogodę, przez 16 dni wędrówki miałem tylko dwa dni deszczowe. Dodatkowym szczęściem było to, że z reguły nie miałem większych problemów ze znalezieniem noclegów, zdarzały się noce, które spędzałem w ośrodkach jako jedyny. Trzecie moje szczęście polegało na tym, że nie odniosłem żadnej kontuzji, nie licząc trzech pęcherzy na stopach - a nie ukrywam, że właśnie potencjalnych kontuzji bałem się najbardziej, zwłaszcza kolan, bo miałem już z nimi problemy. Generalnie jednak uważam, że szlak jest bardzo przyjemny, nie wymagający nadzwyczajnego przygotowania, najważniejsze jest jego logistyczne rozpracowanie.

Tym, którzy wybierają się na GSS lub choćby myślą o tym życzę powodzenia i dobrej drogi!

10.09.2011. sobota: chwilę po 06:00 dojechałem do Wrocławia, a o 07:00 miałem autobus bezpośrednio do Świeradowa Zdroju, na miejsce przyjechałem o 10:50. Miasteczko przyjemne, pełne niemieckich kuracjuszy, szkoda tylko, że początek Głównego Szlaku Sudeckiego jest tak mało wyeksponowany. Nocleg planowałem w schronisku „Na Stogu Izerskim”, ale okazało się, że nie mam tam po co iść, bo jest już pełne – znalazłem więc nocleg w OW „Beatka” i dzięki temu miałem więc czas na szczegółowe zwiedzenie miasteczka. Wieczorem obejrzałem na niemieckim kanale RTL walkę bokserską Adamek – Kliczko, Adamek przegrał w 10 rundzie.

11.09.2011. niedziela: start o 07:00 i od razu z grubej rury, podejście na Stóg Izerski lekko mnie zmęczyło, ale za to poranne górskie widoki zniwelowały to zmęczenie. Dalej to już był spacerek przy coraz silniejszym słońcu, jedyną niedogodnością był podmokły odcinek do… Podmokłej, ale na wiosnę na szlaku do Santiago de Compostela miałem o wiele bardziej mokre, wręcz bagniste odcinki, więc ten niespecjalnie mnie wzruszył. Koło kopalni kwarcu dopiero spotkałem pierwszych ludzi, bliżej Szklarskiej Poręby było ich trochę więcej, ale i tak byłem zaskoczony tym, że w sumie było ich niewiele. Zejście do Szklarskiej Poręby było już bezbolesne, tak samo jak i samo miasto, po którym się lekko przespacerowałem i w którym zrobiłem małe zakupy. Chwila odpoczynku i w drogę – dość strome podejście pod Wodospad Kamieńczyka, ale potem jeszcze bardziej strome na Halę Szrenicką. Pierwotnie planowałem nocleg w schronisku „Na Hali Szrenickiej”, ale sam jego wygląd tak mnie zniechęcił, że poszedłem do schroniska „Na Szrenicy” – tego dnia na dobry początek przeszedłem więc ponad 30 kilometrów i to przy przewyższeniu sięgającym 1400 metrów. Nocleg dostałem w pokoju sześcioosobowym, ze mną jest dwoje studentów i zawodowy fotograf – pasjonat Karkonoszy. Wieczorem ze Szrenicy piękna panorama Kotliny Jeleniogórskiej.

12.09.2011. poniedziałek: start o 06:50 – niestety, ogromna mgła całkowicie popsuła wrażenia z kilku pierwszych kilometrów i w efekcie o tym, że przechodziłem koło Śnieżnych Kotłów wiem z tabliczki, tak samo było z Wielkim Szyszakiem. Na szczęście od Czarnej Przełęczy zaczęło się wypogadzać i z czasem zrobiło się bardzo ładnie. Za Śląskimi Kamieniami dopiero zacząłem mijać pierwszych turystów, co ciekawe Niemców i Czechów, pierwszych Polaków spotkałem dopiero przy schronisku „Odrodzenie”. Po drodze minąłem jeszcze zgliszcza Petrowej Boudy, serce boli, gdy się widzi coś takiego, tym bardziej, że policja podejrzewa celowe podpalenie. A dalej to już klasyka, odcinek do Śnieżki przyznam, że „zaliczyłem”, bo już rok temu go przeszedłem łącząc go z Ścieżką Nad Reglami. Zejście do Kotła Łomniczki dało mi trochę w kość, bo było dość strome, ale było sucho, więc udało się zejść bezboleśnie. Od schroniska „Nad Łomniczką” do Karpacza to już był spacerek, cały czas w dół, ale spokojnie i łagodnie. Nocleg znalazłem niespodziewanie szybko w DW „Dąbrówka” i to dość tanio jak na Karpacz – 35 złotych za pokój z łazienką. Wieczorem udałem się na zakupy i spacerek – miasto wiele od zeszłego roku się nie zmieniło

13.09.2011. wtorek: o 07:45 opuściłem „Dąbrówkę” i od razu wpadłem na szlak, po drodze miałem za sobą kilka ciekawych panoram Karkonoszy i cały czas miałem w zasięgu wzroku zachmurzoną Śnieżkę. Dzień w sumie był dosyć leniwy, bo nie było po drodze nic nadzwyczajnego, jedynie w Mysłakowicach było parę ciekawych obiektów, ale ogólnie był to odcinek, który po prostu tylko przeszedłem. Ale na deser miałem długie podejście na Skalnik – z niego jednak miałem świetną panoramę, szkoda tylko, że Karkonosze miałem mocno zachmurzone, pięknie za to wyglądałyby rano po wschodzie słońca. Spod Skalnika pociągnąłem prosto do Czarnowa do schroniska „Czartak”, jak się okazało byłem tam jedynym gościem tej nocy. Problem jednak był z pożywieniem, bo najbliższy sklep był godzinę marszu z Czarnowa, musiałem więc naruszyć moje żelazne zapasy, czyli kabanosy i zupki chińskie

14.09.2011. środa: w nocy padał deszcz, ale rano jest już ładnie, więc o 07:30 opuszczam „Czartaka”. Po 1,5 godziny dotarłem do Szarocina, gdzie uzupełniłem zapasy i przy okazji sam się solidnie pożywiłem. Za Szarocinem niespodziewanie ciężkawe podejście pod Swierczynę, ale jak jest wejście na górę, to musi być i zejście – zszedłem więc do wsi Paprotki, a tam czekało na mnie kolejne podejście, tym razem na Zadzierną. Podejście lekko męczące, ale za to na górze był punkt widokowy z którego był ładny widoczek. Po chwili czekało mnie kolejne zejście, a potem marsz asfaltem do Lubawki – ładnego miasteczka z ciekawym rynkiem i ratuszem oraz z ruiną dworca kolejowego. Kawałek od szlaku, już poza miastem udało mi się zlokalizować małą skocznię narciarską. Po chwili wróciłem na szlak i spacerowym tempem dotarłem do Krzeszowa – tu już wcześniej miałem zaklepane miejsce noclegowe w domu pielgrzymkowym sióstr św. Elżbiety, jak się okazało byłem jedyną osobą nocującą tu tej nocy. Wieczorem byłem na mszy w tutejszej bazylice – ładna, ciekawa, robi wrażenie, szkoda tylko, że w nocy w ogóle nie oświetlona.

15.09.2011. czwartek: o 07:20 opuściłem dom pielgrzymkowy, trochę się jeszcze pokręciłem po Krzeszowie i chwilę po 08:00 wróciłem na szlak. Początkowo miałem łagodne podejście na Górę św. Anny, a potem również łagodne zejście do wsi Grzędy, tam lekko zszedłem ze szlaku, żeby zaopatrzyć się w miejscowym sklepie. Za Grzędami Górnymi lekko pobłądziłem przez własne gapiostwo – nie zauważyłem znaku pod gęstą warstwą liści, w efekcie na Lesistą Wielką wszedłem ponad godzinę później. Za Lesistą Wielką początkowo zejście było łagodne, ale w pewnym momencie szlak skręcił w bardzo ostre zejście – kilka razy drobne kamienie uciekały mi spod stóp, ale w końcu dotarłem do drogi na Sokołowsko. Nocleg w Sokołowsku znalazłem w pensjonacie „Leśne Źródło”, trochę drogo, ale da się wytrzymać. Pod wieczór wyszedłem na zakupy i spacerek – miasteczko wygląda na senne i lekko zaniedbane, ale widać starania ku ożywieniu, jest ścieżka historyczna, jest organizowany festiwal filmów Kieślowskiego. Najciekawsze tu są budynki, a zwłaszcza ich ozdobienie, wszystko to jednak to pozostałość jeszcze z XIX wieku, nie ma nic nowego; najbardziej zaś straszy ruina sanatorium „Grunwald”.

16.09.2011. piątek: o 07:30 opuściłem „Leśne Źródło”, zrobiłem małe zakupy i po 08:00 ruszyłem na szlak – pierwsza godzina to ostre podejście na Bukowiec, ale potem to już był raczej spacerek. Chwilę za Bukowcem lekko pobłądziłem, ale za to obejrzałem sobie kopalnię melafiru w Rybnicy Leśnej. Potem już wszystko szło w miarę bezboleśnie i bez pomyłek, w schronisku „Andrzejówka” spiłem lekką kawkę, a potem spokojnym spacerkiem dotarłem do stacji PKP w Jedlinie Zdrój. Do Jedliny Zdrój szlak nie wchodzi, więc dalej szedłem lasem i w końcu dotarłem do Rzeczki, a potem po ostrym podejściu do schroniska „Orzeł”, dostałem trzyosobowy pokój do swojej dyspozycji. Po lekkim ogarnięciu się zszedłem do Sokolca po małe zakupy, sęk w tym, że potem trzeba było z powrotem wspiąć się do schroniska, ładne widoki jednak zrekompensowały wysiłek.

17.09.2011. sobota: od rana ładna pogoda dzięki której są przyjemne, „fotograficzne” widoki zalegających w dolinach mgieł. O 07:30 opuściłem „Orła” i powoli poszedłem w stronę Wielkiej Sowy. Dotarłem na nią o 08:10 – oprócz mnie jest tu tylko poranny biegacz i kot, wieża na szczycie jest, niestety, otwarta dopiero od 09:00, a mi nie chce się czekać, więc idę dalej. Na Przełęczy Jugowskiej lekko się zagapiłem i dotarłem do położonej poza szlakiem Bukowej Chaty, ale tam przynajmniej napiłem się kawy. Po powrocie na szlak i minięciu schroniska „Zygmuntówka” godzinę szedłem w towarzystwie dwóch leśniczych i dziewczyny młodszego z nich i tak wspólnie dotarliśmy do wieży na Kalenicy – ładne widoki i, co ciekawe, jeszcze było widać Śnieżkę. Od Kalenicy szło się przyjemnie, ale troszkę nudnawo, w końcu jednak dotarłem do Srebrnej Góry i do górującej nad nią twierdzy. Po zejściu do miasta znalazłem za zaledwie 25 złotych nocleg w DW „Wacuś” – tanio, aneks kuchenny do dyspozycji, sklep prawie pod samym nosem, a i warunki, jak za taką cenę bardzo przyzwoite. Wieczorem lekki spacerek po miasteczku – skromne, ale zadbane.

18.09.2011. niedziela: opuściłem „Wacusia” o 07:20 – ranek jest dość ciepły, ale wietrzny. Pół godziny zajął mi powrót na Przełęcz Srebrną, a potem czekał mnie dość nudnawy marsz lasem do Czerwieńczyc, a potem na przedmieścia Nowej Rudy. Potem jednak było strome podejście na Górę Wszystkich Świętych, gdzie znajdowało się sanktuarium MB Bolesnej, ale potem znów było przede mną trochę monotonne zejście do Ścinawki Średniej. Po minięciu Ścinawki chwilę szedłem po wyschniętym polu i dotarłem do Ratna Dolnego nad którym góruje zrujnowany zamek, a następnie asfaltową drogą doszedłem do Wambierzyc. Tu miałem małe problemy ze znalezieniem noclegu, ale w końcu znalazłem go w pensjonacie „Zielona zagroda” – trochę drogo, bo 50 złotych, ale nie miałem wielkiego wyjścia. We wsi przede wszystkim poszedłem zwiedzić barokową, lekko zaniedbaną bazylikę i zostałem w niej na mszy, która wywołała we mnie lekki niesmak – zamiast kazania był wykład dziennikarza Tomasza Terlikowskiego na temat manipulacji w mediach, ja jednak odebrałem ten wykład jako ewidentną agitację wyborczą. Po mszy zrobiłem małe zakupy, a przy powrocie do pensjonatu pokropił mnie lekki, spodziewany od rana deszczyk, który wieczorem zmienił się w porządną ulewę.

19.09.2011. poniedziałek: deszcz do rana nie przestał padać, więc rano po raz pierwszy wyjąłem z plecaka pelerynę i o 08:00 opuściłem „Zieloną zagrodę”. Podszedłem jeszcze pod bazylikę, chwilę się przy niej pokręciłem i wróciłem na szlak. Cały dzień padał deszcz i było tylko 9⃰ C, więc ten odcinek GSS po prostu przeszedłem lekko się tylko ożywiając przy Skalnych Grzybach, tam zresztą spotkałem troje jedynych tego dnia ludzi. Przed 13:00 dotarłem do Karłowa i chciałem wejść na Szczeliniec Wielki, zresztą dzisiejszy dzień celowo zrobiłem sobie taki krótki, żeby tam się wdrapać, ale mgła zalegająca na szczycie zniechęciła mnie do tego. W tej sytuacji zameldowałem się w OW „Pod Szczelińcem” i korzystając z włączonego w nim ogrzewania wyprałem ciuchy i je wysuszyłem – nie był więc to dzień całkowicie spalony. Wieczorem do ulewy dołączyła burza.

20.09.2011. wtorek: na dzisiejszy dzień zaplanowałem niezbyt długi odcinek, więc rano dość długo się gramoliłem; mglista i deszczowa pogoda również nie zachęcała do wyjścia z ośrodka, więc na szlak wyruszyłem o 08:30. Najpierw we mgle przedarłem się przez Krągłe Mokradło, a potem przeszedłem przez Błędne Skały – ciekawe miejsce, ale pogoda dość skutecznie popsuła wrażenie. Potem przez zamglony las doszedłem do Kudowy Zdrój – miasteczko przyjemne i przede wszystkim zadbane. Trochę je pozwiedzałem, zrobiłem zakupy i powoli poszedłem do Dańczowa licząc, że znajdę tam nocleg w OW „Słoneczna zagroda” - i faktycznie tam go znalazłem. Oprócz mnie jest tu grupa gimnazjalistów pod opieką dwojga nauczycieli, jak się okazało małżeństwa. Wieczorem wprosiłem się do nich na grilla i wzbudziłem ich szacunek, gdy powiedziałem, że jestem na szlaku już od dziesięciu dni; później zaś znów się przed nimi wykazałem, gdy przy pomocy agrafki i sznurowadła wyciągnąłem z odpływu zlewu klucz do jednego z pokojów Myślałem, że w nocy będą hałasować, ale o 23:00 skończyli dyskotekę i do rana byli grzeczni.

21.09.2011. środa: o 08:00 opuściłem „Słoneczną zagrodę” i po chwili wróciłem na GSS. Jest pochmurno, ale dość ciepło i maszeruje się dobrze. Pół godziny po wyjściu z Dańczowa odbiłem na szlak wiodący do Lewina Kłodzkiego, poszedłem tam głównie ze względu na imponujący wiadukt kolejowy z 1905 roku. Chwilę pokręciłem się po miasteczku, a potem lekko kombinując poszedłem w stronę Dusznik Zdroju – na GSS wróciłem po dwóch godzinach. Po południu dotarłem do Dusznik Zdroju, trochę się po nim przespacerowałem, zrobiłem zakupy w „Biedronce” i ruszyłem dalej – najpierw było dość strome podejście na Kozią Halę, a potem czekał mnie kilkukilometrowy marsz Autostradą Sudecką, trochę monotonny, ale obfitujący w ładne widoczki. W taki sposób dotarłem do Zieleńca, miasteczka zimą tętniącego życiem, a teraz lekko sennego. Nocleg planowałem w schronisku „Orlica”, ale było zamknięte na głucho, więc poszedłem dalej i znalazłem pokoik w OW „Jagienka” – w całym ośrodku jestem tylko ja i jeszcze dwie osoby.

22.09.2011. czwartek: poranek pochmurny, mglisty i dość chłodny, ale grunt, że nie pada deszcz. Z „Jagienki” wyszedłem o 07:40, doszedłem asfaltem do końca Zieleńca i tam odbiłem na niebieski szlak. Po lekkiej wspinaczce dotarłem do granicy polsko-czeskiej i tam przy Masarykowej Chacie rozpocząłem marsz w stronę Velkej Destnej – niestety, mgła bardzo zgęstniała i widzialność była minimalna. Tak dotarłem do najwyższego szczytu Gór Orlickich… ale co z tego, skoro nic z niego nie było widać? Rozpocząłem schodzenie w kierunku granicy i po godzinie, jak na złość, mgła zaczęła ustępować, niebo się przejaśniło i nawet pojawiło się słońce. Zszedłem do Bedrichowki, a potem szedłem wzdłuż granicy i tak dotarłem do miejscowości Kunstat, gdzie wróciłem do Polski, a konkretnie do Mostowic. Tam wkroczyłem w Góry Bystrzyckie i po energicznym marszu dotarłem do schroniska „Jagodna”, gdzie wróciłem na GSS. Pierwotnie planowałem tu nocleg, ale jako, że byłem tu już o 13:10, a pogoda sprzyjała maszerowaniu zmieniłem plan i postanowiłem iść dalej. Cały czas idąc w dół doszedłem najpierw do wsi Ponikwa, a stamtąd był już tylko kawałek do Długopola Zdrój. Chwilę szukałem noclegu i znalazłem go w OW „Aleksander” – za 35 złotych dostałem pięcioosobowy pokój. W ośrodku odbywa się jakieś szkolenie na którym są nie tylko Polacy – wygląda mi to na jakiś obóz językowy, najważniejsze jednak, że nie hałasują. A samo Długopole Zdrój wywołało we mnie dziwne uczucie: wygląda na wymarłe i średnio przyjemne.

23.09.2011. piątek: opuściłem „Aleksandra” o 08:00, chwilę pokarmiłem kaczki na Nysie Kłodzkiej i dotarłem do stacji kolejowej z której pociągi bezpośrednio wjeżdżają do tunelu pod górą Wronka, na którą się wdrapałem. Stamtąd szlak prowadził drogą zarośniętą po kolana mokrą trawą, więc po chwili miałem mokre skarpety, a dodatkowo lekko się zgubiłem na kiepsko oznakowanym odcinku. Dotarłem do Wilkanowa, gdzie znalazłem ruiny pałacu i remontowany kościół, tam chwilę odpocząłem i zmieniłem skarpety. Za Wilkanowem łagodnie rozpoczęło się podejście na Masyw Śnieżnika, ale szlak znów był zarośnięty i słabo oznakowany, na szczęście po opuszczeniu łąk droga zrobiła się lepsza, ale też i bardziej stroma. Tak dotarłem do sanktuarium MB Śnieżnej na Iglicznej, a w położonym obok schronisku wypiłem kawę. Z Iglicznej zszedłem do Międzygórza po drodze mijając Wodospad Wilczki, tam zrobiłem małe zakupy i zacząłem wspinaczkę na Śnieżnik. Po dwóch godzinach marszu pod górę dotarłem do schroniska „Pod Śnieżnikiem” – cena za nocleg taka sama jak w „Aleksandrze”, ale warunki o wiele gorsze. Przed zachodem słońca wybrałem się jeszcze na sam Śnieżnik – jest z niej ładna i rozległa panorama.

24.09.2011. sobota: rano w schronisku nie było nawet warunków do zjedzenia śniadania, więc tylko wciągnąłem jogurt i o 07:40 wyruszyłem na szlak. Przy starcie były zaledwie 3⃰⃰ C, ale niebo było czyściutkie, co zapowiadało ładną pogodę – i tak było w rzeczywistości, cały dzień miałem piękną, słoneczną pogodę. Szybko zgubiłem szlak i w efekcie straciłem prawie godzinę, ale potem było już wszystko w porządku. Najpierw wdrapałem się na wieżę na Czarnej Górze, skąd były ładne widoki, a potem było ostre zejście na Przełęcz Puchaczówka. Od tego momentu szlak był gorzej znakowany i przez to znów lekko pobłądziłem, ale szybko się odnalazłem przy pomocy emerytowanego kolarza, któremu zresztą ja też trochę pomogłem się odnaleźć Potem już bez kłopotów dotarłem do Lądka Zdroju – mało ciekawe miasteczko w którym tylko zrobiłem zakupy – a potem poszedłem do wsi Orłowiec, gdzie planowałem nocleg i znalazłem go trochę przypadkowo w „Perle Orłowca”, domu wypoczynkowym wyglądającym jak forteca, ale tanim i ogrzewanym.

25.09.2011. niedziela: o 07:40 opuściłem „Perłę Orłowca” i ruszyłem na ostatni!!! etap szlaku. Najpierw miałem podejście na Jawornik Wielki, skąd miałem ciekawy widoczek na ostatnie kilometry, ale potem to już był spacerek – długie zejście do kopalni złota w Złotym Stoku, a potem leniwie potoczyłem się do Paczkowa. Kilka ostatnich kilometrów szedłem w towarzystwie tubylca, który opowiedział mi parę historii o Paczkowie i o swojej rodzinie i tak znienacka dotarłem do mety – aby jednak oficjalnie ukończyć szlak pociągnąłem jeszcze jakieś 2 kilometry do stacji PKP, gdzie o 16:24 znalazłem na drzewie znak kończący Główny Szlak Sudecki i wtedy mogłem już uznać go za zaliczony. Wróciłem do centrum, trochę pospacerowałem, poszedłem na mszę do imponującego kościoła, a potem w oczekiwaniu na autobus wybrałem się na dwa piwa. Po 22:15 przyjechał autobus do Warszawy… i tu zaczęły się problemy, bo był tak pełny, że kierowca mnie nie zabrał. Gdyby nie było tak późno, to może znalazłbym sobie nocleg, ale z pomocą przyszło mi dwoje studentów, którzy musieli rano być w Warszawie i zorganizowali prywatny kurs do Opola. Tam dojechaliśmy o 23:40, pociąg odjeżdżał za 5 minut, studenci na niego zdążyli, ale ja nie. Nie było jednak źle, bo znalazłem pociąg do Poznania, a stamtąd jest do Gdańska pociąg za 2 godziny.

26.09.2011. poniedziałek: do 02:00 siedziałem na dworcu i starałem się nie zasnąć, o 02:10 ruszyłem pociągiem do Poznania, gdzie dotarłem o 06:30, o 08:40 wystartowałem do Gdańska. Na dworzec pociąg wtoczył się punktualnie o 14:00, do domu dotarłem o 14:40.
Ogólnie oceniam tę wyprawę jako bardzo udaną, jestem z siebie zadowolony, że udało mi się osiągnąć wyznaczony cel i, co najważniejsze, na dużym luzie – nie czuję się zmęczony, już wczoraj w Paczkowie miałem wrażenie, że mógłbym śmiało iść dalej. Na pewno duże znaczenie dla tej dobrej formy miała świetna pogoda – miałem na szlaku zaledwie dwa dni deszczowe – ale też myślę, że po prostu dobrze sobie ten szlak wcześniej zaplanowałem i zbytnio na nim nie szarżowałem. Wszystko odbyło się bez większych zastrzeżeń.
Mariusz

Nuta
podróżnik
Posty: 217
Rejestracja: 01-09-2011 21:42
Lokalizacja: L-Stadt

Postautor: Nuta » 01-10-2011 19:42

Foty zapodawać! Zawsze to lepiej jak można sobie wszystko oblukać. :wink:

Marioosh
turysta niedzielny
Posty: 6
Rejestracja: 30-09-2011 19:33
Lokalizacja: Gdańsk

Postautor: Marioosh » 02-10-2011 15:50

Proszę bardzo, oto część zdjęć, może trochę pocztówkowe, ale idąc samemu trudno robić inne. Nie wiem do końca, jak wstawić zdjęcia na forum, więc podaję linka do albumu na Picasa

https://picasaweb.google.com/AliceDelice1987/Sudety
[/img]
Mariusz

Red-Angel
podróżnik
Posty: 186
Rejestracja: 25-12-2010 23:26
Lokalizacja: Wrocław

Postautor: Red-Angel » 02-10-2011 16:03

Link do zdjęć nie działa

Marioosh
turysta niedzielny
Posty: 6
Rejestracja: 30-09-2011 19:33
Lokalizacja: Gdańsk

Postautor: Marioosh » 02-10-2011 16:56

zmieniłem ustawienia i powinno już działać
Mariusz

cezaryol
bardzo stary wyga
Posty: 2343
Rejestracja: 23-03-2007 19:32
Lokalizacja: Opole

Postautor: cezaryol » 02-10-2011 22:51

Relacja ciekawa i wcale nie sucha. A o Camino można napisać w relacjach w dziale "Nie tylko Sudety".

Awatar użytkownika
Satan
bardzo stary wyga
Posty: 2604
Rejestracja: 13-02-2006 21:25
Lokalizacja: Gdańsk

Postautor: Satan » 03-10-2011 10:00

Gratuluję i drugiego "krajana" (pierwszym jest Alicja) na tym Forum. :D

Ciekawa ta łatwość otrzymaniai całkiem dobra jakość tych noclegów w OW na trasie.
Należy przestrzegać przepisów BHP...zwłaszcza na kolei.

Awatar użytkownika
Ariel Ciechański
obieżyświat
Posty: 846
Rejestracja: 17-11-2008 10:54
Lokalizacja: Skierniewice

Postautor: Ariel Ciechański » 03-10-2011 10:42

Też gratuluję. Zaskoczyła mnie informacja, że Czartak działa. Z relacji Seby wynikało, że jest zamknięte. A Ty widzę bez problemu zanocowałeś....

Awatar użytkownika
seb_135
wędrowiec
Posty: 394
Rejestracja: 03-02-2009 21:31
Lokalizacja: Opole

Postautor: seb_135 » 03-10-2011 13:51

świat się zmienia ;-) nie zawsze na gorsze, na szczęście.
"following our will and wind we may just go where no one's been"

Marioosh
turysta niedzielny
Posty: 6
Rejestracja: 30-09-2011 19:33
Lokalizacja: Gdańsk

Postautor: Marioosh » 03-10-2011 19:11

Faktycznie, z noclegami nie miałem większych problemów, miałem prosty patent: przy planowaniu wędrówki przejrzałem internet i wynotowałem sobie namiary na miejsca noclegowe w miejscowościach do których tego dnia chciałem dotrzeć. Czasem się udało "nagrać"sobie nocleg (np. w Krzeszowie albo w schronisku "Orzeł"), czasem szedłem w ciemno (Długopole Zdrój, Wambierzyce czy Srebrna Góra), a czasem musiałem lekko zmodyfikować plany (nocleg w "Andrzejówce" odpadł, bo tej nocy miała być pełna, ale dzięki temu znalazłem miejsce w Sokołowsku, które przy okazji zwiedziłem). Zdarzało się jednak, że dane z internetu były nieaktualne (np. telefon do "Słonecznej Zagrody"), a nawet zdarzyło się, że ośrodek zaznaczony na mapie... od kilku lat nie istnieje! (ośrodek "Orlik" w Orłowcu) Generalnie nie było miejscowości, gdzie nie natknąłbym się na przynajmniej kilka miejsc z tabliczkami "Pokoje gościnne" czy "Wolne pokoje", o tej porze roku i w dni powszednie naprawdę można iść na żywioł:) I przyznam, że właśnie w takich miejscach nocowało mi się najlepiej, za 30-40 złotych dostaje się czysty pokoik, łazienkę, ręczniki czy czajnik. Może ktoś powiedzieć, że prawdziwy turysta górski nocuje w schroniskach, ale po pierwsze jest już ich niezbyt wiele i nie są rozłożone równomiernie, a po drugie są droższe i o wiele mniej komfortowe. Powie ktoś, że w góry nie idzie się po komfort - a ja odpowiem, że jeśli ten komfort jest, to czemu z niego nie korzystać? Konkretny przykład: schronisko "Na Śnieżniku", które w rankingu miesięcznika "n.p.m." zajęło jedno z ostatnich miejsc - nocleg z pościelą 40 złotych, płatny prysznic, zimne gofry, płatny wrzątek, a stan pokoju... pominę milczeniem. A w takiej Srebrnej Górze w domu wypoczynkowym za 25 złotych miałem pościel, pod prysznicem mogłem stać całą noc, miałem dostęp do czajnika i do mikrofalówki. Jeśli ktoś lubi "górski klimat", to proszę bardzo, ja zostaję przy swoim.

A "Czartak" funkcjonuje i ma się dobrze, gdy dzwoniłem tam miła pani powiedziała, że w tygodniu nie muszę rezerwować miejsca, bo będę go miał pod dostatkiem - i tak było faktycznie:) ale w weekendy ciężko się tam dostać.

A o moim Camino spróbuję kiedyś napisać, bo było to wielkie przeżycie, wspaniała przygoda i piękne wspomnienia, piękne góry i cudowne widoki.

Dzięki za dobre słowa. Pozdrawiam!
Mariusz


Wróć do „Relacje z wypraw”