Tym razem 100% meski wypad wiec trasa bardziej ambitna uwzgledniajaca ograniczenia przekraczania granicy z powodu szczytu klimatycznego. Start ze Szklarskiej Poreby z wejsciem na Szrenice, potem rajd przez czeskie schroniska - Vosecka,Vrbatova,Labska i Martinova Bouda. Wracamy przez Smielca,dalej Sniezne Kotly i zejscie zóltym szlakiem przez hale pod Labskim do auta. Troche ponad 30km spokojnym tempem z postojami na zdjecia.
Pogoda dopisala jak nigdy chociaz z dolu nie wygladalo to az tak dobrze - od Kaczorowa ciezka mgla,nad Jelenia szara pierzyna.
W Szklarskiej parkujemy pod wyciagiem o 12 i wchodzimy Lolobrigida gdzies do polowy wysokosci tak aby dolaczyc na skuske do szlaku na Hale Szrenicka. Z nartostrady pierwsza zapowiedz widokow:
Po poltorej godzinie meldujemy sie na Szrenicy, do zachodu slonca zostalo jeszcze 2 godziny wiec mamy troche czasu na zlapanie oddechu. W planach bylo piwo lecz niestety bar serwowal napoje piwopodobne :/
Za to ze Szrenicy widac bylo to:
Okolice Kowar
Po godzinie stwierdzamy,ze lepiej napic sie czeskiego piwka wiec zamiast czekac na zachod slonca tutaj, rownie dobrze mozemy go podziwiac z Voseckiej Boudy.
Na szlaku pierwsze oznaki nadciagajacej zimy - troche sniegu (albo szadzi),pod spodem latki lodu.
Jakos mijamy zejscie do Voseckiej (zorientowalismy sie dopiero 2 km dalej) ale plan to jest swietosc, trzeba wracac!
Vosecka niestety zamknieta do polowy grudnia, moze uda sie napic we Vrbatovej. W miedzy czasie powoli zachodzi slonce.
Pojawia sie ksiezyc ...
A w oddali widac po ktorej stronie gor snieg mniej sie topi
Do Vrbatowej docieramy ok 17,godzine po zamknieciu. Dobrze,ze chociaz jest gdzie usiasc i cos zjesc. Za to widok zaraz po zachodzie jest nie do opisania:
Do Vrbatowej doszla czeska grupa, na szczescie potwierdzili,ze Labska bedzie na pewno otwarta. Czas ruszac czerwonym szlakiem.
Jest na tyle jasno,ze idziemy bez czolowek,wszystko za sprawa sniegu:
Mijamy najwyzszy wodospad w Czechach (Pančavský vodopád - 148m), z punktu widokowego cos niesamowitego:
W Labskiej spozywamy "turystyczny standard" zakrapiany napojem z najwyzej polozonego browaru w tej czesci Europy
Z Labskiej do Martinovej byl doslownie rzut kamieniem, bylismy przygotowani na to,ze bedzie zamknietach chociaz do konca ludzilem sie,ze jednak uda mi sie nabyc kolejna znamke do kolekcji. Jednak zamknieta:
We wiacie pod Smielcem ktos sobie smacznie spi, czas powoli wracac. Od Smielca zaczyna byc widoczna wieza przekaznikowa oraz Jelenia Gora:
Po Kotlach pozostalo zejsc zoltym do schrniska pod Labskim i dalej do domu:
Po 11 godzinach w gorach czas wrocic do cywilizacji :/