Góry Sowie to pasmo położone w Sudetach Środkowych z najwyższym szczytem Wielka Sowa (1015 m). Rozciągają się na długości 26 km i szerokości max 13 km co czyni je jednym z najbardziej rozległych pasm Sudetów. Bardziej znane miejscowości u podnóża gór to Bielawa, Dzierżoniów, Srebrna Góra, Jugów i Walim. Oprócz pięknych widoków Góry Sowie skrywają wielką tajemnicę III Rzeszy - potężnych kompleksów podziemnych bunkrów niewiadomego przeznaczenia...
Choć od pewnego czasu planowałem odwiedzić Góry Sowie ostateczną decyzję o wyjeździe podjęliśmy dzień przed. Do tej pory nigdy nie byłem w tych górach choć często je widywałem i fotografowałem z dalekich obserwacji na Biskupiej Kopie z odległości 90 km!
Dzień I (17.08.) Kalenica
Z domu wyjeżdżamy rano by około południa zjawić się już u podnóża Gór Sowich. Wita nas wielki wiadukt kolejowy w Jugowie. Metalowa konstrukcja z kamiennymi wysokimi na ok. 30 m filarami robi wrażenie. Postanawiamy na niego wejść. Znajduje się na linii kolejowej Kłodzko-Wałbrzych, to jedna z najciekawszych tras kolejowych, biegnie po wielu mostach przerzuconych nad dolinami górskimi oraz przez tunele pod szczytami, najdłuższy w Polsce tunel kolejowy o długości 1602 m znajduje się właśnie na tej trasie.
Jedziemy na Przełęcz Jugowską gdzie pozostawiamy auto i w końcu wyruszamy na szlaki Gór Sowich. Zaczynamy od zdobycia szczytu Rymarz (913 m) poza szlakiem, wierzchołek oferuje jedynie słaby widok w jednym kierunku. Schodzimy na Zimną Polanę (przełęcz), tutaj wkraczamy na czerwony Główny Szlak Sudecki. Wędrujemy teraz głównym grzbietem pasma wspinamy się na Słoneczną a następnie Dzikie Skały. To dość duże wychodnie skalne do wys. 8 m. kiedyś na największej znajdował się punkt widokowy. Stąd już niedaleko na wierzchołek Kalenicy (964 m) z metalową wieżą widokową o wys. 15 m zbudowaną w 1933 r. Jest tutaj także drewniana wiata i miejsce na ognisko, niestety leży tutaj mnóstwo śmieci, świadectwo braku kultury turystów... Wchodzimy na wieżę, roztaczają się stąd piękne i odległe widoki. Mimo niezbyt dobrej widoczności udaje mi się zobaczyć i sfotografować m.in. Śnieżkę, Śnieżnik, Wrocław (60 km) i Góry Opawskie z Biskupią Kopą (90 km)!, spędzam tu godzinę, naprawdę świetne miejsce.
Wrocław
Jezioro Otmuchowskie (46 km), po lewej na górze Prudnik (82 km)
Karkonosze
załapała się nawet Elektrownia Opole - 95 km!
no i oczywiście Góry Opawskie - odległość do Biskupiej Kopy - 76 km
Ruszamy dalej i schodzimy do skał na Żmiju (887 m), podobno to największa grupa skalna w tym paśmie, z polany obok piękny widok. Schodzimy na Bielawską Polankę, na szlakowskazie znajdujemy platformę widokową na Kocim Grzbiecie nad Bielawą. Ruszyliśmy więc w tamtym kierunku zielonym szlaku. Po ładnych paru km osiągamy nasz cel – niewielką platformę widokową oferującą widok na Bielawę, Ślężę i Rudunię, pomiędzy nimi wystaje wrocławski wieżowiec Sky Tower. Stąd wracamy przez Ciemny Jar nudną szeroką drogą leśną na Przełęcz Jugowską.
Pieszo udajemy się na nocleg do Schroniska PTTK "Zygmuntówka" położonego w pobliżu na stoku Rymarza. Drewniany niewielki budynek schroniska powstał w 1938 r. Obiekt nosił nazwę Ski-Henkelbaude, obsługiwał narciarzy w sezonie zimowym. Po II wojnie ponownie zostało otwarte w 1956 r. dzięki inicjatywie Zygmunta Scheffnera, to od jego imienia wzięła się nazwa. Pokoje i sala jadalna bardzo skromnie wyposażone, lecz klimat schroniska tworzą spotkane tu osoby, aż do północy prowadzimy długie rozmowy o górskich podróżach, z współlokatorami - kolegą z Poznania na motorze oraz Piotrem i jego koleżanką z Krakowa przemierzających GSS ze Świeradowa do Prudnika!
Niestety padła mi karta w telefonie i akurat nie mam żadnego zdjęcia schroniska na aparacie :/

Dzień II Przełęcz Jugowska – Wielka Sowa – Mała Sowa – Schroniska "Sowa i Orzeł" - Przełęcz Jugowska
Rano opuszczamy schronisko i idziemy na Przełęcz Jugowską. Stąd wyruszamy Głównym Szlakiem Sudeckim w drugą stronę. Rozpoczynamy lekkie podejście na Kozią Równię trawiastą polaną ze stokiem narciarskim, potem wchodzimy do lasu i docieramy do Niedźwiedziej Skały z tablicą poświęconą Hermanowi Henkel – działaczowi turystycznemu dla Gór Sowich, dzięki niemu powstało wiele szlaków oraz kilka schronisk. Pierwszą tablicę na skale odsłonięto już w 1921 r. jednak w trakcie wojny zaginęła, ta obecna ze słowami działacza wisi tutaj od 2014 r.
Ruszamy dalej, przechodzimy przez Kozie Siodło i łagodnie wspinamy się na Wielką Sowę (1015 m)- najwyższy szczyt Gór Sowich. To dość dobrze zagospodarowany wierzchołek. Znajduje się tutaj kamienna wieża widokowa o wys. 25 m. Obiekt ma podobną historię co wieża na Biskupiej Kopie, gdyż pierwsza drewniana wieżą pojawiła się tutaj w 1886 r. jednak z powodu ciężkich warunków atmosferycznych podjęto decyzję o rozbiórce i budowie nowej kamiennej wieży w 1906 r. Dawniej nosiła imię kanclerza Niemiec Bismarcka, a na parterze znajdowało się jego popiersie i witraże. Dziś w tym pomieszczeniu mieści się sklepik. Oprócz wieży jest tu także kaplica, w której odprawiają się Msze św., także wiele ławek, palenisko i wiata oraz nadajnik. Postanawiamy wejść na wieżę. Niestety dziś widoczność jest jeszcze gorsza niż poprzedniego dnia z Kalenicy. A szkoda bo można podobno stąd wiele zobaczyć. My widzimy np. Wrocław i Karkonosze. Gór Opawskich nie udaje się nam dostrzec.
Na dole gawędzimy jeszcze ze spotkanym współlokatorem z "Zygmuntówki", a następnie postanawiamy ruszyć dalej żółtym szlakiem na Małą Sowę (972 m). Schodzimy i wybieramy szlak pieszy koloru... fioletowego (pierwszy raz taki widziałem), który nudną szeroką kamienistą drogą prowadzi nas do Schroniska Sowa. To ładne, drewniane klimatyczne schronisko zbudowane w 1897 r. przez Towarzystwo Sowiogórskie (Eulengebirgsverein). Postanawiamy odpocząć i posilić się w obiekcie.
Stąd postanawiamy zajrzeć jeszcze do sąsiedniego schroniska "Orzeł", pochodzącego z 1932 r. także nosiło imię Bismarcka. Wracamy i wybieramy zielony szlak, który prowadzi nas w dół przez dawny przysiółek Sokolca – Sowa. Na początku dwa drewniane klimatyczne domki dawnego schroniska "Zosieńka", niestety w złym stania szkoda. Dalej w lesie domów już nie ma, pozostały tylko gruzy i piwnice. Dużą ilość pozostałości murów na bardzo stromych skokach świadczy o dawnej potędze wsi.
Schodzimy stromo po łące do Sokolca. Stąd dalej zielonym szlakiem wspinamy się nudną drogą na Lisie Skały. Wracamy na Kozie Siodło, spotykamy tutaj dużą sarnę, zwierze stoi w bezruchu i bacznie się nam przypatruje, coś jej dolega nie może chodzić.. Wędrujemy żółtym szlakiem znów "autostradą" na Przełęcz Jugowską, gdzie kończymy dzisiejszą wycieczkę, a za razem wędrówki po Górach Sowich.