Biwak w Górach Stromych (zwanych też Suchymi czy Kamiennymi) (2023)

Planujesz wypad? Byłeś gdzieś i masz ochotę podzielić się wrażeniami z innymi - zrób to koniecznie! Zdjęcia mile widziane!
buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4984
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Biwak w Górach Stromych (zwanych też Suchymi czy Kamiennymi) (2023)

Postautor: buba1 » 01-09-2023 19:42

Ruszamy ze stacji kolejowej Wałbrzych Główny. Przy peronach krótkie przepakowanie w miłych dla oka klimatach.

Obrazek

Początkowy odcinek trasy tuptamy przez miasto.

Obrazek

Obrazek

I wyłazimy prosto na "Adrię" - knajpę, gdzie 10 lat temu mieliśmy okazję chwilę posiedzieć przy okazji zlotu z forum sudeckiego.

Obrazek

Mamy bardzo miłe wspomnienia z tego miejsca! Tak to wtedy bywało:

Obrazek

Obrazek

Jakiś czas temu obiło mi się o uszy, że Adria zakończyła swą działalność. W sklepie obok jednak dowiadujemy się, że ogólnie wciąż działa i ma się dobrze. Acz akurat my trafiliśmy dziś w zły termin - urlop właścicieli. I w sumie chyba dobrze, że tak wyszło. Z sentymentu do tego miejsca pewnie byśmy na jakieś piwko wstąpili - i to byłoby to pół godziny, którego potem by nam bardzo zabrakło. My o tym w słoneczne południe jeszcze nie wiedzieliśmy. Ale los pewnikiem znał przyszłość i jak zwykle dobrze naszymi ścieżkami pokierował! Są więc tylko szybkie zakupy i nurkujemy pod malowniczy wiadukt.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Dziś towarzyszy nam zalana słońcem droga i zapach topiącego się asfaltu. Jakże inaczej tu wszystko wyglądało podczas poprzedniego pobytu!

Obrazek

Opuszczony kościół miga nam gdzieś z daleka.

Obrazek

Z głównej drogi skręcamy w bok. Od razu zaczyna być jeszcze sympatyczniej (choć w Wałbrzychu to chyba wszędzie jest miło :) Po pierwsze płytówka.

Obrazek

Po drugie - osiedle wagono-baraków!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ostatnie domostwa i pranie suszące się na widokowych łąkach.

Obrazek

Obrazek

Wchodzimy w las. Cienisty i bzyczący tysiącem much, komarów, strzyżaków i wszystkiego innego latającego badziewia. Może tu coś zdechło? Albo toto nie lubi słońca i masowo się ukryło w cienistościach? Z ulgą wychodzimy na kolejne mniej lub bardziej widokowe polany.

Obrazek

Obrazek

Miejski krajobraz o dużym zróżnicowaniu - są i bloki, i kościoły, i wyrobiska, i kolejowy załadunek żwiru.

Obrazek

Obrazek

No i kopalnie oczywiście! Jeśli ktoś potrafi zlokalizować jakie to szyby to byłabym bardzo wdzięczna. Jest to widoczne z niebieskiego szlaku przed Barbarką.

Obrazek

Obrazek

Kamieniołom na Barbarce jest dosyć łatwo przegapić.

Obrazek

I znów na przemian - cieniste lasy...

Obrazek

Obrazek

... i wygrzane łąki nad Glinikami.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Miejskie zabudowania Glinika Nowego dziwnie wyglądają w tym leśno-łąkowym krajobrazie.

Obrazek

Kawałek przez teren zabudowany szlak idzie asfaltem. Słupów ci tu dostatek.

Obrazek

Obrazek

Zabudowania pełne różnej maści drzwi...

Obrazek

Mijamy niewielki kościółek.

Obrazek

Obrazek

Jest dziś szansa wejścia do środka. Ale jakoś wybitnie nie mam na to ochoty. Właśnie szykuje się pogrzeb. Na środku stoi już katafalk, świeczniki, schodzą się ludzie. Udaje się podsłuchać, że nieboszczyk (którego właśnie wiozą w naszą stronę) zmarł na jakąś dziwną chorobę. Są też rozmowy zahaczające o metafizykę (oględnie mówiąc). Atmosfera nie zachęca do pozostania, zwiedzania czy oddawania się modlitwie lub medytacji. Jakby coś iskrzyło w powietrzu. Spadamy stąd i to w podskokach!

Pniemy się na zbocza góry Gliniczek. Towarzyszy nam mały wąwozik o czerwonawych zboczach.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W okolicach szczytu robi się nieco hmmm... przestrzennie?

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Stwierdzamy, że to dobre miejsce, aby wciągnąć drugie śniadanie.

Obrazek

A tu żesmy sobie trochę poszli w złą stronę. Ale były tego plusy - bardzo ładna ta droga!

Obrazek

Obrazek

Pierwszy raz widzę kałuże tak szczelnie zarosłe rzęsą wodną. Ciekawie wyglądają żyjące w nich żaby, jak się wyłaniają - to jak jakis potwór z bagien!

Obrazek

Łąki nad Unisławiem zachwycą każdego miłośnika płowych barw!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Modrzewiowa firanka przegradza leśne ścieżki.

Obrazek

No i Unisław. Kolejna miejscowość, przez którą trzeba dziś przemaszerować.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wygląda na szczątki wagonu.

Obrazek

A obok chyba kiedyś był dom. Wystrój posesji więc ogólnie spójny i utrzymany w konwencji.

Obrazek

Są też szopy - całkiem sporych gabarytów.

Obrazek

Kościół ładnie się prezentuje na tle błękitów.

Obrazek

A ten rulon siana wygląda jakby próbował się ukryć w trawie! Pewnie mu dobrze na słońcu i nie chce, żeby go zawieźli do stodoły! ;)

Obrazek

Przygotowali nam drewno na ognisko! :P

Obrazek

Obrazek

Przeszukiwanie ceglanego skarbca.

Obrazek

To nie przypadek. Od czasu zeszłorocznego wyjazdu do Bułgarii i znalezienia tam świnio-niedźwiedzia na cegłowisku - zawsze tak się kończy!

Obrazek

Tym razem niestety rude gruzowisko nie jest tak obfite w cenne artefakty.

W dalszą trasę idziemy żwirową drogą, która wbija pomiędzy Stożek Wielki i Bukowiec. Góra więc z prawej, góra z lewej, a my sobie pełzniemy przez łagodne wzniesienia szumiących łąk.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Mijają nas dwa pojazdy. Traktor zwożący siano.

Obrazek

I szalony Białorusin biorący zakręty ze zgrzytem opon. Co go tu przywiało na polne, dolnośląskie dróżki?

Obrazek

Choć z drugiej strony podobną rozkminę mogli mieć lokalsi nad jakims białoruskim bagnem, gdy dziwny busio spadł tam z księżyca ;)

Mijamy głaz pamiątkowy postawiony na miejscu tajemniczego morderstwa sprzed prawie 80 lat.

Obrazek

Schodzimy do Sokołowska.

Obrazek

Te bele siana to chyba jak kręgi w zbożu. Pewnie patrząc z powietrza układają się w jakieś mandale! ;)

Obrazek

Obrazek

A tu kolejne znaki od obcych? :P Co oni u licha nam chcą powiedzieć??? ;)

Obrazek

Zaułki Sokołowska.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ładnie toto wygląda na zdjęciach - tak sielsko i klimatycznie. A tak serio, na żywo, to miejscowość zrobiła na nas tym razem bardzo złe wrażenie. Tłum, hałas, zła energia. Bleeee... Szybko się stąd zmywamy.

Przy cerkwi jeszcze było słychać dyskotekowe łupanie i łaziły jakieś znudzone bandy małolatów drąc japy.

Obrazek

Przy zameczku Friedenstein już wróciła cisza i bardziej akceptowalne zagęszczenie ludziów na metr kwadratowy.

Obrazek

Ciekawe kopułki ma toto patrząc z góry! Zdjęcie niestety z lekka rozmazane, ale niestety nie zauważyłam i innego nie mam.

Obrazek

To tutaj 5 lat temu paliliśmy ognisko. W niesamowicie ciepły listopadowy wieczór! Ale że 5 lat???? Kiedy to zleciało???

Obrazek

No ale póki co nie ma co zamulać, godzina jest późna, kolorki już mocno cieplaśne, a my wciąż nie wiemy, gdzie będziemy spać. Podejście na Włostową jest prawie pionowe, kamulce uciekają spod, momentami trzeba się drapać na czworakach, zwłaszcza jak plecak ciągnie solidnie do tyłu.

Obrazek

Kabak wyrywa do przodu - wręcz biegnie. Ona tak zawsze ma jak zobaczy strome podejście. A jeszcze godzine temu, przed Sokołowskiem, na szerokiej wygodnej drodze "masakrycznie bolały ją nóżki" i "umierała ze zmęczenia". Widać wystarczy wysoka góra, aby odzyskać siły! Szkoda tylko, że na mnie to tak nie działa. Toperz z kabakiem znikają więc na horyzoncie, a ja pełzne powoli jak ślimak. Ślimaki chyba tylko nie mają wywieszonego ozora do pasa. I nie dyszą tak straszliwie ;)

Obrazek

Obrazek

Tam, gdzie nie ma widoków, też się znajdzie coś ładnego na czym można zawiesić oko. Acz toperz zawsze twierdzi, że ja sobie po prostu szukam powodu, aby nie iść i móc sobie postać ;)

No ale jak się nie cieszyć taką korzeniastą ścieżką? kwiatami? albo widząc obrazek gałęzi całkowicie oblepionych porostami??

Obrazek

Obrazek

Przy skałce czeka na mnie reszta ekipy. Już chyba jakiś czas czekają, bo zaczęli jeść suchary.

Obrazek

Na szczycie Włostowej.

Obrazek

Jest tylko jeden problem. Gdzieś tu, w tym rejonie, wprawdzie bez konkretnie wskazanego miejsca, planowaliśmy się zatrzymać na nocleg. Ale się okazuje, że ni chu chu... Nie ma szans! Pieprzone góry! Tak cholernie strome i przepaściste! Niby niepozorne pagórki, a wszystkie zbocza się walą na łeb na szyję w jakieś bezdenne kaniony. Las trzyma się korzeniami osypisk kamulców. Nie ma czegoś takiego jak kawałek równego terenu - no chyba, że na środku ścieżki. No niech to szlag! Słońce zachodzi, zaraz będzie ciemno, a my w czarnej dupie! Na gałęzi chyba będziemy spać. Jak to coś sowopodobnego, co właśnie gdzieś siedzi i ucha. Wyraźnie widać, że się z nas śmieje...

No z hamakiem - to może by tu co podziałał... Albo jakby robili namioty na szczudłach? Z regulowanymi nóżkami? Coby można je przykręcać jak w statywie - i każda mogła mieć inną wysokość?

Obrazek

Obrazek

No nie ma wyjścia idziemy dalej. Może coś się trafi?

Obrazek

Obrazek

Kabaczę w leśnym tunelu.

Obrazek

Zjeżdżamy na tyłkach...

Obrazek

Dalej jest Kostrzyna. Ładne miejsce. Widokowe! I nawet byłoby 2 metry kwadratowe dla postawienia namiotu (acz skała więc o śledziach zapomnij) tylko.... latające mrówki przybyły tu przed nami. Tysiące!

Obrazek

Obrazek

Latające gówno, które chyba się nudzi, bo włazi do oczu, uszu, nosa, nie gardzi też szczelinami plecaka czy językiem butów. Te kilka zdjęć przypłacam tym, że mnie całą oblepiły i odpluwam tym świństwem jeszcze godzine później.

Obrazek

Obrazek

Ale czego się nie robi dla sztuki! :P Może uwiecznienie tego zamglonego zachodu słońca był tego warte?? ;)

Obrazek

Obrazek

My tu gadu gadu - a spać wciąż nie ma gdzie... Nosz wychodzi, że będziemy tak leźć do rana, chyba że się wcześniej ktoś zjebie w jakąś przepaść... Nie cierpię chodzić po górach po ciemku, a tu wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że nas to dziś nie ominie.

Następna górka zwie się Suchawa. Nie wchodzimy na szczyt. Zaglądamy tylko na miejsce widokowe na zboczu. A nuż tam coś?? No przestrzenie niczego sobie, chmurki porywające, kolorki śliczniusie jak z fotoszopa... ale z noclegiem dupa.

Obrazek

Obrazek

Przekąsilim conieco (no bo kolacja też sie opóźnia) i w mocnych już szarościach postanawiamy zajrzeć jeszcze w jedno miejsce. Toperz po drodze coś wypatrzył. Że to może być dla nas "plan B"

Obrazek

Jest to górka nieco niższa od tych przepaścistych "trojaczków", położona nieco z boku i szczęśliwie omijana przez szlaki. Nigdy wcześniej o niej nie słyszałam a i patrząc na mapę przegapiłam. Wychodzi, że nazwali ją ku czci ministra edukacji, ale dzisiaj to nas zupełnie zgrzewa ;)

Zbocza jak to zbocza - poręby, korzenie i maliniska (acz maliny coś nie obrodziły w tym roku, małe, marne i wodniste)

Obrazek

Szczyt wygląda niepozornie:

Obrazek

Widok na Suchawę.

Obrazek

Najważniejsze, że jest miejsce na namiot!!! Dokładnie jedno jedyne miejsce - idealnie dopasowane pod nasz domek! Tylko kilka kamieni wykopać, kilka bel odwalić i tralala!

Obrazek

Można siąść, odpocząć i dziękować wszelakim bóstwom, szamanom i energii kosmosu, że się jednak nad nami zlitowały! A tak mniej metafizycznie - udało się tylko dzięki temu, że "Adria" była zamknięta. Te pół godziny (a raczej jego brak) by zmienił wszystko. Toperz by nie wypatrzył łąkowego szczyciku, noc by nas zastała gdzieś przed tumanem mrówek. Może po dziś dzień byśmy się błąkali po skalistych rozpadlinach jako nocne mary, straszyli turystów i objadali ich z batoników? :P

A tak nawet dostrzegliśmy miło obłożone kamulcami miejsce ogniskowe i prowizoryczne ławy wokół niego, zrobione z powalonych pni. Jeść nawet się już nie chce. Tak na rozum wciągamy po kiełbasce. Powodzenie mają za to hektolitry zielonej herbaty. Jak to dobrze, że jednak targaliśmy tyle wody!

Obrazek

Noc przynosi wszelakie atrakcje. Po pierwsze spadające gwiazdy! To ten czas, gdy kosmos sypie nimi bez limitu. Ja wprawdzie widziałam tylko dwie, ale dwa życzenia - zawsze coś! Zwłaszcza, że te "gwiezdne" zazwyczaj mi się spełniają! :) Toperz i kabak widzieli ich z kilkanaście. Może dlatego, że cały czas siedzą i patrzą w niebo, a ja ciągle coś robie - albo dokładam do ogniska, albo układam bety w namiocie, albo herbatkę mieszam. Więc podnoszę łeb głównie na okrzyki: "leci", "teraz!", "ale gigant!", więc zwykle jest już za późno ;)

Mamy też czeski pokaz fajerwerków. Patrząc kątem oka, początkowo myśleliśmy, że to burza, no bo coś się błyska nad horyzontem. Ale okazuje się jednak, że bardziej kolorowo i pióropuszowo niż naturalne pioruny mogą zaoferować. Nie wiem co za święto tam mają, ale piorą porządnie!

A dla melomanów też się coś znajdzie - np. łupanie muzyki z Sokołowska słychać aż tu... Tam to chyba szyby w oknach drżą, a co spokojniejsi mieszkańcy przeklinają moment nadania tytułu "najpiękniejszej wsi dolnoślaskiej", bo takie rzeczy zazwyczaj wabią te wszystkie dzikie tłumy żądne rozrywek...

Jest też świst wiatru, łopotanie namiotu i wygodna karimatka z ciepłym śpiworkiem, w który można się zatulić. Nie ma nic lepszego jak udany nocleg po obfitym w wydarzenia i emocje dniu. Dobranoc!!!!!!! :)


cdn