Ciepły czeski kwiecień (2024) - Drakov, Quinburk, Medvědí vrch

Planujesz wypad? Byłeś gdzieś i masz ochotę podzielić się wrażeniami z innymi - zrób to koniecznie! Zdjęcia mile widziane!
buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4802
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Ciepły czeski kwiecień (2024) - Drakov, Quinburk, Medvědí vrch

Postautor: buba1 » 16-05-2024 19:22

Wycieczkę rozpoczynamy z leśnego parkingu Drakov. Tu też zamierzamy wrócić na nocleg. Bardzo przyjemne miejsce - z wiatą, wychodkiem, miejscem ogniskowym i jeszcze potoczek ciurka obok! :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jako że to miejsce jest położone blisko granicy, Czesi postanowili również po polsku napisać, żeby nie zostawiać tu śmieci. Chyba ;) Najbardziej ujęła mnie konieczność narysowania służb :D Może warto by narysować śmieciarki i tu przypiąć?

Obrazek

Po powrocie do domu wpisałam w pierwszy lepszy translator i to bez tych wszystkich kreseczek nad literami. Z "lądowaniem" troche zaszalało, ale jest nieco bardziej zrozumiałe.

Obrazek

No to ruszamy w dal. Początkowo tuptamy stokówką.

Obrazek

Obrazek

Mijamy malutką, leśną chatkę, która niestety jest zamknięta. Pewnie należy do jakiegoś klubu, stowarzyszenia czy innych myśliwych lub drwali.

Obrazek

Obrazek

W dole meandruje potoczek, czasem szumiąc całkiem solidnymi wodospadami! Krajobraz pełen brązowych liści na drzewach sprawia wrażenie nieco jesienne. Temperatury mamy zupełnie letnie, a jest pierwsza połowa kwietnia!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Skręcamy potem w ścieżkę, która bardzo szybko zanika. Pniemy się więc pod górę bezdrożem i różnej maści wąwozami.

Obrazek

Obrazek

Jak to w Czechach często bywa - zwykły las szybko zaczyna przerastać coraz to liczniejszymi skałkami.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Tak w ogóle to zmierzamy do ruin zamku Quinburk ( https://medievalheritage.eu/pl/strona-g ... urk-zamek/ ) Ponoć zachowały się jakieś relikty murów, ale nieco uprzedzając fakty - nie znaleźliśmy ich. Ale co najważniejsze - ma tam być spora i widokowa skałka.

Docieramy do skupiska skałek, najeżonego sporą ilością malowniczo powalonych drzew.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Skałki są, widoki są, korzeniowiska są. Stwierdzamy więc, że to chyba tu i rozkładamy się na piknik, jako że już wszyscy zgłodnieli.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Rodzina jenotów również cieszy się wycieczką!

Obrazek

Obrazek

Dochodzimy jednak do tego, że ów Quinburk to jest jeszcze kawałek stąd! Siedliśmy sobie na pierwszych skałkach i zadowoleni. A tu trzeba jeszcze kawałek podymać do góry. Trasa jest jednak na tyle malownicza i ciekawa, że nie ma czasu i ochoty narzekać :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Trasa, którą idziemy, nie jest chyba oznaczona żadnym szlakiem. Bo ani na mapie, ani w terenie szlaku nie widzieliśmy. Acz raz, jeden jedyny, napotykamy znak. Czarny szlak widmo.

Obrazek

Obchodzimy główną skałkę dookoła, bo nie z każdej strony da radę na nią dogodnie wejść. Znajdujemy w końcu szczelinę, którą (będąc również nie-wspinaczem) można się wywindować na szczyt.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W skałę wmurowana jest ciekawa płaskorzeźba, opatrzona jedynie datą 8.12.1880. Czy może to na pamiątkę po kimś, kto tu wtedy zginął? Innych napisów czy dodatkowych wyjaśnień niestety brak.

Obrazek

Sam szczyt jest miły, ale raczej bez szału. Jakiś widoczek jest, ale lekko przysłonięty. W zacisznej niecce umieszczono miejsce ogniskowe. Śladów po dawnym zamku nie znaleźliśmy.

Obrazek

Nie brakuje fajnych, rosochatych drzew, występujących w postaci zarówno żywej jak i uschniętej.

Obrazek

Obrazek

Ciekawsze miejsca można za to znaleźć dalej - przyskalne szałasy aż się proszą o zasiedlenie :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Podążamy wciąż w górę i w górę dość stromym zboczem, pełnym omszałych skał o najróżniejszych kształtach.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Czasem pod nogami pojawiają się duże ilości połamanych desek. Jakby z dawnego płotu? Gdyby zebrał wszystkie do kupy - to można by zbudować chatkę! Hmmmm... Może to brzmi jak plan na przyszłość? Szkoda wielka, aby tyle budulca się marnowało!

Obrazek

Dalej wędrujemy lasami przesianymi słońcem. Taki teren mocnych kontrastów, gdy co chwilę otacza cię ciemność zwartej ściany drzew, a zaraz potem musisz mrużyć oczy, bo znienacka daje promieniami jak cholera!

Obrazek

Obrazek

Na Medvědí vrch podchodzimy jakąś przecinką. Początkowo wzięliśmy to za ścieżkę, ale co chwilę potykamy się o pieniek, a gałęzie powalonych drzew zdają się chcieć zerwać z nas spodnie, łapiąc co chwilę i nie chcąc puścić ich fragmentów.

Obrazek

Obrazek

Sam szczyt Medvědíego vrchu w terenie mało się wyróżnia - jest płaski, zarośnięty i niewiele z niego widać.

Obrazek

Stoi tu jednak rzeźba niedźwiedzia i jest ponoć zwyczaj przynosić swoje miśki.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na zdjęciach w internecie widziałam, że czasem bywa ich masa. Przykładowe zdjęcie z googlemaps:

Obrazek

Obecnie misiaków jest jakby mniej. Nie wiem czy ktoś je ukradł, czy rozpuściły warunki atmosferyczne? My jednak postanowiliśmy dołożyć swoją cegiełkę do tego sympatycznego zwyczaju :) Brązowy jegomość trafił pod zadaszenie - może przetrwa ciut dłużej?

Obrazek

Trochę więcej przestrzeni pojawia się na zejściu. Tutejsze góry (niby całkiem spore, bo Medvedi ponad 1200 m. npm) a są jakieś takie na oko plaskate...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Piknik z herbatką musi być! :)

Obrazek

W powrotną drogę podążamy świetlistymi stokówkami, a wieczorne promienie są ciepłe nie tylko w kolorze. Początek kwietnia, a prawie jak lato! Tak to można żyć! :)

Obrazek

Obrazek

Mijamy różne wydziwiaste maszynerie, które nie mamy pewności do czego służą - albo jakieś robaczki do tego łapią, albo zapewnia to kontakt z cywilizacjami pozaziemskimi?

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przypadkiem trafiamy też na chatkę. Na mapach znaczona jest jako wiata/miejsce odpoczynku. Solidność konstrukcji miło nas zaskoczyła!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A to jedna z ciekawszych i bardziej zaskakujących rzeczy napotkanych na trasie. Tak jakby kapliczka wmontowana w drzewo. Ale przy bliższym przyjrzeniu się wychodzi, że wszystko jest zrobione z kory i jest integralnym fragmentem drzewa. Fakt, że kora jest ewidentnie nacięta w ten sposób, ale jak uformowano postać? Ktoś to rzeźbił w żywym drzewie?

Obrazek

Wieczorne stokówki wiją się wśród świerkowych lasów.

Obrazek

Wieczór przy wiacie w Drakovie.

Obrazek
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "

na wiecznych wagarach od zycia...

Wróć do „Relacje z wypraw”