Dawno temu w Górach Sowich (2007)

Planujesz wypad? Byłeś gdzieś i masz ochotę podzielić się wrażeniami z innymi - zrób to koniecznie! Zdjęcia mile widziane!
buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4970
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Dawno temu w Górach Sowich (2007)

Postautor: buba1 » 13-08-2025 10:41

Listopad 2007. Mój pierwszy (i chyba najlepszy) wypad w Góry Sowie. Te czasy, że w Oławie mieszkam jakoś od miesiąca, więc Beskidy idą nieco w odstawkę i zaczynamy się włóczyć po Sudetach. Góry Sowie na tym wyjeździe są totalnie puste. Nie wiem czy w ogóle spotkaliśmy na szlaku jakiegoś turystę? W schroniskach (Sowa i Zygmuntówka) nocujemy chyba tylko my (no i jeden koleś, z którym się umówiliśmy). No ale po kolei.

Pociągiem docieramy do Wałbrzycha, gdzie w oczy wpadają mi opuszczone wille i wciąż jeszcze intensywne jesienne kolory.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Z Wałbrzycha jakoś przekładamy się do Walimia. Jak - niestety już nie pamiętam. Czy może był to PKS i słynny przystanek: "Walim na żądanie"? Wiem tyle, że stamtąd rozpoczynamy pieszą wędrówkę, a ja cały czas nie mogę ogarnąć tego, ile na Dolnym Śląsku jest miejsc opuszczonych i ruin! Wszędzie! Toż to bubowy raj! Tu np. pozostałości zakładów włókienniczych. Przestały działać w 1992. Szybko się rozsypały - 15 lat i z działającego zakładu takie mocno niekompletne ściany...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Pełzniemy sobie dalej przez miejscowość, początkowo asfaltem i wśród zabudowań...

Obrazek

Obrazek

... a potem w końcu schodzimy w krzaki i błotniste ścieżyny.

Obrazek

To chyba Mała Sowa, która tutaj wydaje się całkiem duża ;)

Obrazek

Jakieś inne wzgórze zryte faliście pazurami prac rolniczych i spowite lekką, jesienną mgiełką.

Obrazek

Mijamy przysiółek Grządki. Kilka starych domów, drewniane płoty, koty i konie. I do tego ciepłe barwy chylącego się ku wieczorowi dnia. Piętnasta piętnaście! Toż w listopadach już wtedy tchnie chłodem zbliżającej się nocy - ale wizualnie jest przepięknie!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ścieżkami przez łagodne wzgórza i bezmiar płowych łąk tuptamy w stronę Rzeczki.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Już po zachodzie słońca odwiedzamy pozostałości przysiółka Sowa. Szczególnie interesują nas dwa opuszczone, drewniane budynki. Szczerze mówiąc jest to główny powód tej całej wycieczki. Dlatego właśnie jesteśmy tu. Dlatego właśnie Góry Sowie - cała reszta to tak wyszła przy okazji. Są to przedwojenne schroniska, potem przejęte przez Fundusz Wczasów Pracowniczych i przekształcone w domy wypoczynkowe "Zosieńka" i "Zetemesowiec". No a później porzucone, nieużywane i butwiejące...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Próbowalismy je zwiedzić również w środku, ale niestety okazały się być dość szczelnie zamknięte, zabite dechami - chyba tylko przez komin jak św. Mikołaj można by się przedostać ;)

Planowałam potem do nich wrócić, żeby sprawdzić stan zabezpieczenia okien i drzwi, ale jakos się nie udało przez te wszystkie długie lata. No i wyglada na to, że już nigdy się nie uda. Na przełomie lipca i sierpnia 2025 roku oba spłonęły w dość tajemniczych okolicznościach, o czym można poczytać np. TUTAJ: https://straznicyczasu.pl/viewtopic.php ... 477#p80477

Niedaleko w lesie napotykamy jakieś podmurówki - coś całkiem sporego musiało tu stać. Dalszego zwiedzania jednak nie będzie, bo się już ściemniło całkowicie.

Obrazek

Nocujemy w schronisku "Sowa" - trzecim budynku, który jest w tym przysiółku. Wieczór spędzamy w trójkę. Jest tu z nami Hubert. Nie pamiętam już skąd był, ale napewno był żołnierzem i interesował się bardzo tematem wierzeń pogańskich. Jeździł na jakieś zloty związane z tymi klimatami - chyba głównie na Białorusi i Łotwie. Poznałam go w pociągu kilka tygodni wcześniej, no i żeśmy się tu umówili. Potem już nigdy się nie spotkaliśmy. Jeśli to jakimś cudem czytasz - to pozdrawiamy! I dziękujemy za kupę fajnych wspomnień :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Żadnych innych turystów nie ma. Puste schronisko w opuszczonym przysiółku wśród gór. Listopadowa noc, gdy po pogodnym dniu nadciąga nie-wiedzieć-skąd zwarta ściana mgły. Tak gęsta, że prawie się zderza ze ścianami przybytku - jakby na nie naciskała, aby również przedostać się do środka. Gdzieś gałąź chrobocze w okno, jakby w skrzypiącym wizgu prosząc (póki co grzecznie) o otwarcie. W starym budynku skrzypią podłogi, ściany i schody. Może to obsługa chodzi korytarzami? A może to jakieś myszy czy inne popielice rozpoczynają swoją porę aktywności? A może to jednak co innego? Hubert przed snem czyta nam jakieś opowiadania o pogańskich bóstwach, wiedźmach, demonach, duchach lasu i tajemniczych bytach, których względy trzeba sobie zjednać odpowiednią modlitwą. Cytuje jakieś długie, niezrozumiałe dla nas wersety, a ja przyglądam się z pewną obawą jak one działają na skrobiące w okno gałęzie... Nocne wyjścia do kibelka przez długi, ciemny korytarz mają więc swoisty i nieco metafizyczny wymiar ;)

Miniony dzionek był chyba ostatnim dniem pięknej, złotej jesieni. Ściana mgły postanowiła z nami zostać na dobre. Temperatura poleciała mocno w dół, a świat stał się mokry i oślizgły. Prawdziwy listopad psia go mać!

Obrazek

Obrazek

Gdzieś koło południa żegnamy się z Hubertem, który schodzi w doliny, bo wzywają go sprawy służbowe. Nam trochę szkoda porzucać góry mając jeszcze dwa dni wolnego. Mimo niesprzyjającej aury decydujemy się kontynuować wędrowkę. Niby nie wieje - a jakoś pizga dojmującym chłodem ze wszystkich stron. Niby nie pada, ale wilgoć oblepia szczelną warstwą, wpełzając we wszystkie zakamarki odzieży.

Obrazek

Niby paskudnie, a jednak przemierzany teren ma jakiś tak niesamowity urok i magię, że ciężko to opisać słowami. Może dlatego, że mało widać i resztę podświadomie podpowiada wyobraźnia? A może dlatego, że we mgle pokazuje się to, co zwykle ukrywa się przed oczami przechodniów? Huberta już z nami nie ma, ale pradawni bohaterowie z jego legend i pieśni wciąż towarzyszą nam na szlaku!

Obrazek

Tak sobie wędrując docieramy do wiaty na przełęczy Jugowskiej. Początkowo chcemy rozpalić w widocznym na zdjęciu kominku, jednak wszystko wokół jest tak napompowane wilgocią, że szybko porzucamy ten śmiały plan.

Obrazek

Żarcie podgrzewamy na butli.

Obrazek

Obrazek

Gdzieś w rejonie podejścia na Rymarz towarzyszą nam bardziej rozległe widoki i więcej kolorów.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Tu jakaś rozkmina nad trasą...

Obrazek

Gdzieś w rejonie Kalenicy mgły znowu napełzają z większą intensywnością.

Obrazek

Obrazek

A pogięte konary drzew zdają się nam przyglądać ze zdziwieniem.

Obrazek

W końcu docieramy do schroniska Zygmuntówka. Tu planujemy dziś spać.

Obrazek

To schronisko też jest puste. Tzn. nie ma w nim żadnych turystów. Są za to kozy i kury :)

Obrazek

Obrazek

W pokoju czeka nas przemiła niespodzianka! Trafiają się moje ulubione żelazne prycze piętrowe - ich dźwięk i zapach są nie do podrobienia! Poźniej spotkaliśmy takie jeszcze w schronisku "Stodoła" w Międzygórzu ( https://jabolowaballada.blogspot.com/20 ... -zlot.html ) i w "Szwajacarce" w Rudawach ( https://jabolowaballada.blogspot.com/20 ... y-cz2.html ), ale te z Zygmuntówki były jednak nie do przebicia!

Obrazek

Obrazek

Długo oddajemy się lekturze ściennych napisów. Bez problemu można jeszcze było znaleźć takie z początków lat 80-tych i zagłębić się w tematy, którymi żyli górscy turysci, gdy my z toperzem zgodnie sraliśmy w pieluchy. Wielu owym napisom zrobiłam zdjęcia - niestety żadne z nich nie wyszło. Odbicie flesza od lakierowanej ściany prześwietliło każde zdjęcie, a ja niestety zauważyłam to dopiero w domu.

Poranek początkowo nie różni się od dnia poprzedniego.

Obrazek

Ale z czasem (no i jak systematycznie schodzimy w dół) pojawia się coraz więcej kolorów, a uporczywa mgła nagle zanika jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Kierujemy się w stronę Bielawy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jeszcze jakaś przegryzka na dworcu PKS w Dzierżoniowie i suniemy do domu.

Obrazek
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "

na wiecznych wagarach od zycia...

Awatar użytkownika
Franiu
podróżnik
Posty: 125
Rejestracja: 16-02-2012 16:35

Re: Dawno temu w Górach Sowich (2007)

Postautor: Franiu » 19-08-2025 09:45

Świetne wspomnienia! Ja w 2007 kupiłem pierwszą cyfrówkę i od tej pory dokumentuje swoje wycieczki, wydawać by się mogło że to chwilę temu...
Niestety - Zosieńki już nie ma:
https://doba.pl/dkl/artykul/dodajkomentarz/42265/0/nr

opawski1
obieżyświat
Posty: 678
Rejestracja: 02-09-2013 10:44
Lokalizacja: Prudnik

Re: Dawno temu w Górach Sowich (2007)

Postautor: opawski1 » 22-08-2025 11:28

Buba jak wrzuci relację to nawet zwykłe Góry Sowie robią się klimatyczne ;)
Pomarańczowo macie na tych zdjęciach. W schronisku Sowa nie dane było mi spać. Teraz jest zamknięte, ale słyszałem, że szykuje się jakiś remont i chyba będzie znów otwarte.
Co do Zygmuntówki to te metalowe łóżka pamiętam też w 2018 roku gdy spałem tam idąc GSS. Podobne były w Strzesze Akademickiej. Nie nawidzę ich, bo nie mają drabin na górne pięterko i trzeba skakać. W Strzesze robiliśmy losowanie kto śpi na górze :D
Bardzo szkoda mi tych drewnianych chatek dawnego przysiółka Sowa... W grudniu 24 przechodziłem obok i specjalnie odbiłem ze szlaku, żeby je sfotografować, bo wiedziałem, że pewnie niebawem się zawalą... Nie spodziewałem się jednak, że kilka miesięcy później znikną zupełnie z krajobrazu bo ktoś je podpali... :/
Obrazek

Obrazek
MOJA STRONA O GÓRACH OPAWSKICH: http://www.goryopawskie.eu/

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4970
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Dawno temu w Górach Sowich (2007)

Postautor: buba1 » 25-08-2025 22:02

Franiu pisze:Świetne wspomnienia! Ja w 2007 kupiłem pierwszą cyfrówkę i od tej pory dokumentuje swoje wycieczki, wydawać by się mogło że to chwilę temu...
Niestety - Zosieńki już nie ma:
https://doba.pl/dkl/artykul/dodajkomentarz/42265/0/nr


No niestety... I tego drugiego tez nie... :(

Teraz jest zamknięte, ale słyszałem, że szykuje się jakiś remont i chyba będzie znów otwarte.


Koleżanka tam niedawno była i spac sie nie da, ale mozna podbic pieczatkę i pamiatki nabyc - ostatni wpis w wątku:
https://straznicyczasu.pl/viewtopic.php ... owa#p80514

Co do Zygmuntówki to te metalowe łóżka pamiętam też w 2018 roku gdy spałem tam idąc GSS. Podobne były w Strzesze Akademickiej. Nie nawidzę ich, bo nie mają drabin na górne pięterko i trzeba skakać. W Strzesze robiliśmy losowanie kto śpi na górze :D


A widzisz! Mysmy zachowali pozytywne wspomnienia bo zawsze spalismy na dole bo akurat było duzo miejsc - a na gore wyszłam sobie tylko do zdjęcia. Faktycznie brak drabinki to moze byc duzy problem, zwłaszcza dla takich jak ja - co kilka razy w nocy do kibla wstają...
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...


Wróć do „Relacje z wypraw”