Zimowa Korona Sudetów
10
Góry Wałbrzyskie - Borowa (853) - 17.01.2010
Wydawało mi się, że nie mam w zwyczaju lekceważyć żadnych gór, ale tym razem postąpiłem całkowicie po ignorancku. Niewiele brakowało, a na niedzielny podbój Sudetów zamiast w pełnym zimowym rynsztunku wybrałbym się w japonkach i bermudach. I za to Góry Wałbrzyskie mnie ukarały. Zaraz po wyjściu z auta góra rzuciła mnie na kolana i wbiła twarz w śnieg. Potem mnie przeżuła i po 1h 40' wypluła w lesie przy kamieniu. Z racji tego, że wyżej wejść się nie dało założyłem, że jest to szczyt.
Zmarznięty i przemoczony w 0,5h zbiegłem na dół i z podkulonym ogonem pojechałem do domu. Nie miałem już ochoty na zdobywanie 2 innych gór, jakie miałem w planie. Cieszę się jednak, że zostałem spoliczkowany przez Borową koło Wałbrzycha a nie przez jakiś otoczony lodowcami szczyt. Wtedy aspiryna i gazety w butach mogłyby nie wystarczyć...

Wydawało mi się, że nie mam w zwyczaju lekceważyć żadnych gór, ale tym razem postąpiłem całkowicie po ignorancku. Niewiele brakowało, a na niedzielny podbój Sudetów zamiast w pełnym zimowym rynsztunku wybrałbym się w japonkach i bermudach. I za to Góry Wałbrzyskie mnie ukarały. Zaraz po wyjściu z auta góra rzuciła mnie na kolana i wbiła twarz w śnieg. Potem mnie przeżuła i po 1h 40' wypluła w lesie przy kamieniu. Z racji tego, że wyżej wejść się nie dało założyłem, że jest to szczyt.
Zmarznięty i przemoczony w 0,5h zbiegłem na dół i z podkulonym ogonem pojechałem do domu. Nie miałem już ochoty na zdobywanie 2 innych gór, jakie miałem w planie. Cieszę się jednak, że zostałem spoliczkowany przez Borową koło Wałbrzycha a nie przez jakiś otoczony lodowcami szczyt. Wtedy aspiryna i gazety w butach mogłyby nie wystarczyć...

Re: 7
Dziku pisze:[b] M. in. robię sobie pamiątkowe zdjęcia z Leszkiem Cichym i Krzysztofem Wielickim - pierwszymi ludźmi, którzy zimą zdobyli Everest. Może to nie to co zdobyć zimą Sudety, ale na pewno im też nie było łatwo!
- ecowarrior
- stary wyga
- Posty: 1008
- Rejestracja: 28-10-2007 13:38
- Lokalizacja: Zdzieszowice
ecowarrior dzięki za pochwałkę
Dorzucam kolejny króciutki odcinek:
Zábřežská vrchovina - Lázek - 714 m npm - 06.02.2010
Na "najwyższy szczyt" Zábřežskiej vrchoviny miałem do przebycia tylko 500 metrów asfaltowej drogi. W tych dniach jednak wyglądało to tak, że asfalt był gdzieś pod metrową warstwą śniegu. I tak oto po raz pierwszy w życiu zdobywałem górę wykorzystując do tego narty. Na górze w krzakach ustawione drewniane toytoy'e. Kulturka - kabina żeńska nawet dach miała.
Po szybkiej akcji z Lázkiem zmierzyłem się jeszcze z kolejną górą - Jeřab. Niestety szczytu zdobyć się nie udało, ale i tak warto było spróbować bo natrafiłem na świetnie przygotowane trasy biegówkowe. Jeszcze tam wrócę...
c.d.n.
Dorzucam kolejny króciutki odcinek:
Zábřežská vrchovina - Lázek - 714 m npm - 06.02.2010
Na "najwyższy szczyt" Zábřežskiej vrchoviny miałem do przebycia tylko 500 metrów asfaltowej drogi. W tych dniach jednak wyglądało to tak, że asfalt był gdzieś pod metrową warstwą śniegu. I tak oto po raz pierwszy w życiu zdobywałem górę wykorzystując do tego narty. Na górze w krzakach ustawione drewniane toytoy'e. Kulturka - kabina żeńska nawet dach miała.
Po szybkiej akcji z Lázkiem zmierzyłem się jeszcze z kolejną górą - Jeřab. Niestety szczytu zdobyć się nie udało, ale i tak warto było spróbować bo natrafiłem na świetnie przygotowane trasy biegówkowe. Jeszcze tam wrócę...
c.d.n.
Re: 10
malgosia pisze:Dziku nie strasz
Powodzenia życzę.
Re: 10
malgosia pisze:Dziku nie strasz - w niedzielę wybieramy się w Góry Wałbrzyskie, a z zimowego "rynsztunku" kupiliśmy sobie tylko stuptuty.
się wtrącę, śniegu jest naprawdę dużo, miejscami zaspy i jak zamierzacie przecierac jakieś szlaki (większośc raczej będzie nie przetarta po ostatnich opadach) to czas przejścia razy 3...
Re: 10
Może tak być, i trzeba o tym pamiętać przy planowaniu trasy. Ale takie uroki zimy. Czasem się dobrze wymęczyć (np przy przecieraniu szlaku). Stuptuty bardzo ważne. A i kijki to też przydatna rzecz.seba123 pisze: to czas przejścia razy 3...
Re: 10
malgosia pisze:Dziku, kiedy masz w planach ponownie pokłonić się Borowej? A te pozostałe 2 góry to może Chełmiec i Waligóra?
Na Borową nie chcę! Byłem! Boję się!
A z pozostałych to kto wie, może w przyszły weekend powalczę właśnie z Waligórą, Wielką Sową i Skalnikiem.
Widzę że parę dni będziecie spacerować. Fajnie. Nie przemoczcie butów.
ps. w takich górach jak Sudety w zimie łatwo szlak zgubić, szczególnie w lesie na nieprzetartym szlaku. Wydaje się wtedy że szlak może być wszędzie. Ale jest w tym wszystkim zaleta: zawsze można po własnych śladach wrócić do ostatniego znaku
Mapę to oczywiste że trzeba mieć, ale proponowałbym też kompas.
W ubiegły weekend chciałam wybrać się w Góry Suche - przetarty był szlak z Andrzejówki na Waligórę oraz zielony do Sokołowska a tak reszta podobno zasypana..
ale - w końcu minął tydzień i może przetartych 'ścieżek' jest już nieco więcej
Zawsze można przedzwonić do któregoś ze schronisk i zapytać o stan szlaków - może akurat ktoś z obsługi będzie wiedział, jak wygląda sytuacja i udzieli informacji
ale - w końcu minął tydzień i może przetartych 'ścieżek' jest już nieco więcej
Zawsze można przedzwonić do któregoś ze schronisk i zapytać o stan szlaków - może akurat ktoś z obsługi będzie wiedział, jak wygląda sytuacja i udzieli informacji
12
Góry Izerskie (Jizerské hory)- Wysoka Kopa - 1126 m npm - 13.02.10
10:30 - Jakuszyce, 12:50 - Wysoka Kopa
Ruszamy z Laurą na poszukiwania Wysokiej Kopy. Przed nami był parugodzinny rajd na dezorientację. Góra była całkowicie przykryta chmurą więc widoczność na kilkanaście metrów. Początkowo nie był to problem bo do Rodroża pod Cichą Równią prowadził szeroki trakt biegówkowy. Podobnie było dalej w kierunku kopalni, jednak w pewnym momencie musieliśmy odbić na całkowicie nieprzetarty, czewony szlak prowadzący w okolice najwyższego punktu w Górach Izerskich. Tu już było sporo zabawy z szukaniem znaków i właściwego kierunku. Nie pamiętam bym kiedykolwiek tak często zerkał na kompas jak podczas tej wycieczki. Co jakiś czas natykamy się jednak na czerwony znak co upewnia nas że jesteśmy coraz bliżej celu. Człapiąc tak zygzakami dochodzimy do miejsca gdzie szlak odbija w prawo. Miejsce to uwieczniłem na zdjęciu z ogryzkiem. Ogonek ogryzka wskazuje Wysoką Kopę więc od tej pory kompas jest niepotrzebny bo idziemy za wskazaniami ogonka.
Od szczytu dzieli nas teoretycznie kilkaset metrów ale przejście ich zabiera nam ok. 30-tu minut! Przed, pod i nad nami wszystko ma ten sam kolor a wklęsłości i wypukłości terenu zlewają się ze sobą. Kilkakrotnie zdziwiłem się kiedy wbiłem narty w zaspę, która znajdowała się pół metra przede mną ale zupełnie jej nie zauważyłem. Podobnie zaskoczony byłem kiedy nagle narty wyjeżdżały spode mnie i z cały impetem waliłem się tyłkiem w śnieg. Błędnik wariował i przez to nasza droga pod górę wydłużała się. W końcu jednak teren zaczął się robić coraz mniej pochyły. Na koniec docieramy na wypłaszczenie i wdrapujemy się na zaspę, która wydaje się być najwyższym punktem. Jeszcze seria fotek w oldskulowym narciarskim stylu i ruszamy w dalszą drogę.
Drugim punktem wycieczki było dotarcie do Chatki Górzystów. Zakładamy, że będziemy poruszać się w linii prostej na zachód i w ten sposób szybko dotrzemy do szlaków biegnących wokół góry a nimi spokojnie dojedziemy do Chatki. To był dobry plan bo dodatkowo natrafiliśmy na pewne ułatwienie. Wg jednej z map ze szczytu Wysokiej Kopy na zachód schodzi ścieżka. I tak faktycznie musiało być bo dało się dojrzeć pomiędzy drzewami wąską przecinkę. No i zaczęło się najlepsze - szaleńczy zjazd przeplatany spektakularnymi upadkami. Szybko wytoczyliśmy się z lasu na wyjeżdżoną przez biegówkarzy drogę biegnącą u zachodniego podnóża góry. Podczas tej akcji oboje prawie popłakaliśmy się ze śmiechu. A dalej było wcale nie mniej śmiesznie. Żółty szlak prowadzący do chatki momentami stromo opadał więc była jeszcze okazja do wykonania kilku niekontrolowanych akrobacji.
W chatce - zgodnie z planem - spotkalismy resztę naszej ekipy. I wypiliśmy czeskie piwo - również zgodnie z planem. Jak przystało na prawdziwych "Ludzi Lubiących Życie na Krawędzi... Narty" udaliśmy się jeszcze na spacer po okolicy. 6-cio osobową grupą tułaliśmy się na nartach do zmierzchu. Dzień wykorzystany na maksa.
Rano robimy jeszcze ok. 11 km trasy powrotnej na parking. Jednak zanim dojedziemy do Wrocławia mamy jeszcze jedno zadanie do wykonania:Skopiec w G. Kaczawskich.

10:30 - Jakuszyce, 12:50 - Wysoka Kopa
Ruszamy z Laurą na poszukiwania Wysokiej Kopy. Przed nami był parugodzinny rajd na dezorientację. Góra była całkowicie przykryta chmurą więc widoczność na kilkanaście metrów. Początkowo nie był to problem bo do Rodroża pod Cichą Równią prowadził szeroki trakt biegówkowy. Podobnie było dalej w kierunku kopalni, jednak w pewnym momencie musieliśmy odbić na całkowicie nieprzetarty, czewony szlak prowadzący w okolice najwyższego punktu w Górach Izerskich. Tu już było sporo zabawy z szukaniem znaków i właściwego kierunku. Nie pamiętam bym kiedykolwiek tak często zerkał na kompas jak podczas tej wycieczki. Co jakiś czas natykamy się jednak na czerwony znak co upewnia nas że jesteśmy coraz bliżej celu. Człapiąc tak zygzakami dochodzimy do miejsca gdzie szlak odbija w prawo. Miejsce to uwieczniłem na zdjęciu z ogryzkiem. Ogonek ogryzka wskazuje Wysoką Kopę więc od tej pory kompas jest niepotrzebny bo idziemy za wskazaniami ogonka.
Od szczytu dzieli nas teoretycznie kilkaset metrów ale przejście ich zabiera nam ok. 30-tu minut! Przed, pod i nad nami wszystko ma ten sam kolor a wklęsłości i wypukłości terenu zlewają się ze sobą. Kilkakrotnie zdziwiłem się kiedy wbiłem narty w zaspę, która znajdowała się pół metra przede mną ale zupełnie jej nie zauważyłem. Podobnie zaskoczony byłem kiedy nagle narty wyjeżdżały spode mnie i z cały impetem waliłem się tyłkiem w śnieg. Błędnik wariował i przez to nasza droga pod górę wydłużała się. W końcu jednak teren zaczął się robić coraz mniej pochyły. Na koniec docieramy na wypłaszczenie i wdrapujemy się na zaspę, która wydaje się być najwyższym punktem. Jeszcze seria fotek w oldskulowym narciarskim stylu i ruszamy w dalszą drogę.
Drugim punktem wycieczki było dotarcie do Chatki Górzystów. Zakładamy, że będziemy poruszać się w linii prostej na zachód i w ten sposób szybko dotrzemy do szlaków biegnących wokół góry a nimi spokojnie dojedziemy do Chatki. To był dobry plan bo dodatkowo natrafiliśmy na pewne ułatwienie. Wg jednej z map ze szczytu Wysokiej Kopy na zachód schodzi ścieżka. I tak faktycznie musiało być bo dało się dojrzeć pomiędzy drzewami wąską przecinkę. No i zaczęło się najlepsze - szaleńczy zjazd przeplatany spektakularnymi upadkami. Szybko wytoczyliśmy się z lasu na wyjeżdżoną przez biegówkarzy drogę biegnącą u zachodniego podnóża góry. Podczas tej akcji oboje prawie popłakaliśmy się ze śmiechu. A dalej było wcale nie mniej śmiesznie. Żółty szlak prowadzący do chatki momentami stromo opadał więc była jeszcze okazja do wykonania kilku niekontrolowanych akrobacji.
W chatce - zgodnie z planem - spotkalismy resztę naszej ekipy. I wypiliśmy czeskie piwo - również zgodnie z planem. Jak przystało na prawdziwych "Ludzi Lubiących Życie na Krawędzi... Narty" udaliśmy się jeszcze na spacer po okolicy. 6-cio osobową grupą tułaliśmy się na nartach do zmierzchu. Dzień wykorzystany na maksa.
Rano robimy jeszcze ok. 11 km trasy powrotnej na parking. Jednak zanim dojedziemy do Wrocławia mamy jeszcze jedno zadanie do wykonania:Skopiec w G. Kaczawskich.

Świetny pomysł na poznanie Sudetów, wesołe fotki z nartami.
Gratka!
Trzymam kciuki i będę śledzić z innymi Forumowiczami.
PS. Czy to w normach przyrodniczych buszujący Dzik zimą w Sudetach?
Gratka!
Trzymam kciuki i będę śledzić z innymi Forumowiczami.
PS. Czy to w normach przyrodniczych buszujący Dzik zimą w Sudetach?
"Niepuszczane bąki ulatniają się do mózgu stąd rodzą się posrane pomysły"
Mój fotoplastikon
http://picasaweb.google.com/kamila.chemica
Mój fotoplastikon
http://picasaweb.google.com/kamila.chemica
13
chemica pisze:PS. Czy to w normach przyrodniczych buszujący Dzik zimą w Sudetach?
No pewnie. Mało to rozgrzebanego śniegu i ściółki zimą na szlakach? Tak jest łatwiej - zamiast nosić plecak z jedzeniem to jak zgłodnieję poszukam sobie żołędzi i już.
Góry Kaczawskie - Skopiec - 724 m npm - 14.02.10
Wracając z G. Izerskich zbaczamy w G. Kaczawskie. Podjeżdżamy do Komarna - całkiem blisko góry Skopiec, więc wejście i zejście zajmuje około godziny. Zaliczamy na wszelki wypadek także Baraniec. Poza napotkaną szczerbatą sarną nic się ciekawego nie wydarzyło.

14
Góry Orlickie - Velká Deštná - 1115 m npm - 19.02.10
W piątek 19 II wczesnym rankiem wyjeżdżam po raz kolejny w Sudety. Tym razem od razu nastawiam się na "Sudecką Masakrę". Po cichu liczę na zdobycie aż 5-ciu gór z 9-ciu, jakie mi pozostały. W trakcie jazdy tradycyjnie puszczam sobie jakieś "piosenki" na rozbudzenie. W tych dniach rządzą Grecy z Rotting Christ.
Parking na skraju Zieleńca. Stąd niebieski szlak oddala się od drogi i przechodzi na stronę czeską. Szlakiem tym ruszam punktualnie o 7:00. Dookoła odwilż - z drzew sypie się śnieg i kapie woda. Może to i dobrze bo śnieg lepi się do nart i nie ma problemu z ześlizgiwaniem się przy wchodzeniu. Po wdrapaniu się na grzbiet Gór Orlickich pomykam dobrze przygotowaną ścieżką (czerwony szlak) w kierunku Wielkiej Desztny. Na szczycie jestem po 1h 20' od wyjścia z parkingu. Niestety góra do tego czasu całkowicie pogrąża się w chmurach więc widoków brak. Rozmawiam tam za to z jedynym turystą, jakiego tego dnia spotkałem. I to dosyć ciekawym turystą, bo mieszkającym w Bretanii, tuż nad Oceanem Atlantyckim. Człowiek ten wraz ze swoimi psami i saniami co roku przejeżdża 1800 km w jedną stronę, żeby spędzić urlop w Górach Orlickich.
Cóż, na rozpogodzenie szans nie było, więc zjechałem na dół. Dotarcie do auta zajęło mi troszkę ponad 40 minut. Jadę na Przełęcz Spaloną po górę nr 15.

W piątek 19 II wczesnym rankiem wyjeżdżam po raz kolejny w Sudety. Tym razem od razu nastawiam się na "Sudecką Masakrę". Po cichu liczę na zdobycie aż 5-ciu gór z 9-ciu, jakie mi pozostały. W trakcie jazdy tradycyjnie puszczam sobie jakieś "piosenki" na rozbudzenie. W tych dniach rządzą Grecy z Rotting Christ.
Parking na skraju Zieleńca. Stąd niebieski szlak oddala się od drogi i przechodzi na stronę czeską. Szlakiem tym ruszam punktualnie o 7:00. Dookoła odwilż - z drzew sypie się śnieg i kapie woda. Może to i dobrze bo śnieg lepi się do nart i nie ma problemu z ześlizgiwaniem się przy wchodzeniu. Po wdrapaniu się na grzbiet Gór Orlickich pomykam dobrze przygotowaną ścieżką (czerwony szlak) w kierunku Wielkiej Desztny. Na szczycie jestem po 1h 20' od wyjścia z parkingu. Niestety góra do tego czasu całkowicie pogrąża się w chmurach więc widoków brak. Rozmawiam tam za to z jedynym turystą, jakiego tego dnia spotkałem. I to dosyć ciekawym turystą, bo mieszkającym w Bretanii, tuż nad Oceanem Atlantyckim. Człowiek ten wraz ze swoimi psami i saniami co roku przejeżdża 1800 km w jedną stronę, żeby spędzić urlop w Górach Orlickich.
Cóż, na rozpogodzenie szans nie było, więc zjechałem na dół. Dotarcie do auta zajęło mi troszkę ponad 40 minut. Jadę na Przełęcz Spaloną po górę nr 15.
