Co zatem jest takiego na tych mapkach, czego nie ma na mapie topograficznej?
Zrobiłem takie małe porównanie fragmentu mapy lasu modliszowskiego z 1983 r. w rejonie Bystrzycy Górnej z takim samym fragmentem mapy topograficznej w skali 1:10 000 w układzie 1992:

Cała mapka dostępna pod tym linkiem:
http://zielonysport.pl/mapy/1983-12-116-WB.jpgKtóra mapa jest bardziej szczegółowa? Najbardziej rzucająca się w oczy różnica to zabudowa - na jednej mapie duże, zakreskowane bloki, na drugiej widoczne poszczególne budynki.
To, co ogólnie można powiedzieć o tych mapkach (a właściwie bardziej szkicach sytuacyjnych), to bardzo uboga treść (często przy tym niestarannie przerysowana, np. poziomice) i dziwna grafika, np. barwy pokrycia terenu (o ile dobrze się zorientowałem, bo legendy oczywiście nie ma): lasy generalnie na biało (choć niektóre, nie wiem czemu, są na zielono), grunty orne, pastwiska - na żółto... czyli inaczej niż jest ogólnie przyjęte na mapach, trudno się przyzwyczaić. Mniej więcej połowa map z Dolnego Śląska została wykonana w ubiegłym wieku, a więc nieaktualność (wiadomo, sytuacja się zmienia - powstają nowe domy, osiedla, zmienia się ranga dróg i powstają nowe, np. dużo dróg leśnych wyremontowano w ostatnich latach, powstają ścieżki wyjeżdżane przez crossowców, rynny zrywkowe itd.). Być może mapki te są lepiej weryfikowane w terenie niż urzędowa mapa topograficzna, na mapach z moich okolic trochę błędów jednak znalazłem. Dużo pewnie zależy od autora(ów) danej mapy (są różni, co też nie sprzyja ogólnej wiarygodności tego źródła). Może te szkice dobre są do krótkich biegów na orientację, ale do turystyki czy nawet szwendania się po lesie moim zdaniem niespecjalnie się nadają. A tym bardziej do tropienia śladów niemieckiego zagospodarowania terenu (szlaki turystyczne etc.). Więc nie rozumiem ich fenomenu w niektórych kręgach.