Basen, hala czy boisko to nie to samo co PN. Dlaczego mieszkańcy gmin, w których las jest PN by mieli płacić za każdorazowy wstęp do tego lasu i być w gorszej sytuacji od mieszkańców gmin, gdzie las nie jest PN?Pudelek pisze:czy ja wiem, czy to taki absurd? Idąc np. na halę czy basen w mojej miejscowości płacę tak samo jak każdy inny, mimo, iż to moja gmina i inwestycja została sfinansowana częściowo z jej budżetu.
Feriowe Karkonosze czyli jak nie weszliśmy na Śnieżkę
- Lech
- bardzo stary wyga
- Posty: 3615
- Rejestracja: 08-01-2005 18:39
- Lokalizacja: Poznań (spod Moraskiej Góry)
Re: Feriowe Karkonosze czyli jak nie weszliśmy na Śnieżkę

- Pudelek
- bardzo stary wyga
- Posty: 4262
- Rejestracja: 12-11-2007 17:06
- Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln
Re: Feriowe Karkonosze czyli jak nie weszliśmy na Śnieżkę
Mogą iść do lasu, który w granicach PN nie leży. Zarówno spacer po PN jak i wypad na basen to forma hobby, a nie codziennie czynności potrzebne do normalnego funkcjonowania. To tak jak z płatną drogą, która przebiega przez moją wieś: mogę na nią wjechać za 100 metrów i zabulić jak każdy obywatel, a mogę ją ominąć, nakładając 10 km i mieć za darmo.
Pytanie powinno brzmieć: dlaczego ja mam płacić a mieszkaniec Kowar nie? Bo blisko mieszka? Ten argument akurat do mnie kompletnie nie przemawia.
Pytanie powinno brzmieć: dlaczego ja mam płacić a mieszkaniec Kowar nie? Bo blisko mieszka? Ten argument akurat do mnie kompletnie nie przemawia.
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."
https://picasaweb.google.com/110344506389073663651
http://hanyswpodrozach.blogspot.com/
https://picasaweb.google.com/110344506389073663651
http://hanyswpodrozach.blogspot.com/
- Lech
- bardzo stary wyga
- Posty: 3615
- Rejestracja: 08-01-2005 18:39
- Lokalizacja: Poznań (spod Moraskiej Góry)
Re: Feriowe Karkonosze czyli jak nie weszliśmy na Śnieżkę
Nie wszędzie mogą. Jest wiele wsi i miasteczek, które są tak położone, że innych lasów oprócz należących do PN tam nie ma. Jak sobie to wyobrażasz? Mają każdorazowo płacić za wstęp do lasu i może jeszcze miejscowe opłaty klimatyczne? Poza tym w Parkach Narodowych są różne obiekty należące do gminy i drogi gminne przebiegające przez teren PN, które utrzymują gminy. Mieszkańcy gminy mają płacić za wstęp na drogę, która jest utrzymywana przez gminę? Przecież to absurd.Pudelek pisze:Mogą iść do lasu, który w granicach PN nie leży.

- Pudelek
- bardzo stary wyga
- Posty: 4262
- Rejestracja: 12-11-2007 17:06
- Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln
Re: Feriowe Karkonosze czyli jak nie weszliśmy na Śnieżkę
Poranek na przełęczy Karkonoskiej. Wreszcie pogoda taka, jaką każdy wędrowiec chciałby mieć w górach!
Chciałoby się od razu zarzucić plecaki i ruszyć w śnieg, ale spokojnie... najpierw pakowanie i śniadanie. Na jadalni zjawiamy się zaraz po otwarciu, aby wyprzedzić tłumy narciarzy.
Po konsumpcji tradycyjnej jajecznicy fotografuję wnętrza Odrodzenia, bo to dość ciekawy obiekt. Wybudowano je jako wzorcowe schronisko dla niemieckiej młodzieży - Jugendkammhaus „Rübezahl”. Wbrew często przytaczanym plotkom nie postawiono go dla Hitlerjugend, bowiem rok otwarcia to 1928. Nigdy też nie nazywało się Adolf-baude (te leżało po czeskiej stronie, o czym już wspominałem).
Dzięki dachowi kształtem przypomina nieco piramidę, a w klatce schodowej kojarzy mi się raczej z urzędem, niż miejscem turystycznym. Na ścianach zamiast map dróg ewakuacyjnych są przedwojenne plany budynku
. Wynika z nich, że trzecim piętrze znajdowała się ogromna sala na 48 łóżek.
Dekadę temu Odrodzenie było synonimem syfu i burdelu; powstały nawet specjalne strony ukazujące odpychające i zaniedbane wnętrza. To już przeszłość, obecnie standard określiłbym jako średnią normę PTTK. Schron niby przeszedł kilka lat temu kompleksowy remont (tak się przynajmniej reklamuje), jednak pokój na pewno nie doświadczył tego zaszczytu, podobnie jak męski kibel - damski odpicowano! I gdzie tu równouprawnienie??
A na dworze pięknie. Lekki mrozik szczypie w twarz. W tle świeci śnieg i skały nad Łabskim Kotłem (Labský důl, Elbgrund). Z prawej biały Wielki Szyszak (Vysoké Kolo, Hohe Rand).
Mijamy Špindlerovą. Jest dopiero około 8.30, więc ludzi jeszcze niewielu na zewnątrz.
Cykamy zdjęcia jak nakręceni. Mam z nimi pewien problem, ponieważ mój aparat nie zawsze oddaje prawidłowo balans bieli. Częściowo to korygowałem po powrocie do domu, ale nie ze wszystkich ujęć jestem zadowolony, dlatego efekt może być taki, że niektóre będą zbyt niebieskie, inne zbyt żółte. A i tak żadne nie odda w pełni rzeczywistości
.
W środku przełęczy stoi prostokątny klocek. Pierwotnie był to niemiecki Zollhaus, po aneksji Sudetenlandu i wybuchu wojny przetrzymywano w nich jeńców budujących Drogę Sudecką (Spindlerpassstraße), mającej połączyć czeską i śląską stronę Karkonoszy. Przebywać mieli tu m.in. Belgowie.
W czasach polskich siedzieli w nim WOPiści, następnie Straż Graniczna. Po otwarciu granic obiekt opustoszał. Kupił go właściciel Špindlerovej boudy i uczynił z byłej strażnicy filię hotelu. Mamy więc do czynienia z przypadkiem, że kompleks wypoczynkowy leży jednocześnie w dwóch państwach - ktoś zna inny taki przypadek?
Czech wykazał się typowo polskim podejściem do przepisów i narobił niezłego zamieszania: prowadził działania bez żadnej zgody władz parkowych i zarzucono mu "nielegalne przerwanie granicy państwa, nielegalne prowadzenie prac ziemnych na terenie Karkonoskiego Parku Narodowego oraz zniszczenie cennych przyrodniczo roślin". Zdaje się, iż sprawa rozeszła się po kościach...
Ruszamy czerwonym Głównym Szlakiem Sudeckim. Przeważnie prowadzi on granicą, ale tej często w ogóle nie widać.
Zima w pełni!
Mały Szyszak i przełęcz Karkonoska powoli się oddala. A z przodu Petrova bouda wydaje się na wyciągnięcie ręki.
To oczywiście złudzenie - najpierw schodzimy do przełęczy Dołek (Mädelwiese, w Czechach całe obniżenie wraz z Karkonoską to Slezské sedlo), a potem mozolnie zaczynamy podchodzić.
Z boku dołącza szlak dla niepełnosprawnych. W tych warunkach ledwie wystaje ze śniegu.
Do tej pory szło się bardzo dobrze po zmrożonej nawierzchni, ale od tego miejsca ścieżka została świeżo wyratrakowana, co powoduje lekkie zapadanie się.
Rozdroże szlaków - zielony odbija w lewo i prowadzi do kilku chat gastronomiczno-noclegowych.
Wychodzimy na polanę. Z tyłu nad Karkonosze zaczynają nadciągać chmury, ale jak na razie pogoda jest tak cudna, jak swojego czasu podczas wejścia na Baranią Górę.
Widoczne już ze Słonecznika brązowe ściany należą do Petrovej boudy (Peterbaude), dawnego schroniska z ponad stuletnią historią.
Dekadę temu zastaliśmy drzwi zamknięte na głucho - Petrovka była w tak złym stanie technicznym, że nie mogła przyjmować turystów. W 2011 roku prawie w całości spłonęła; znów podejrzewano celowe podpalenie aby ukryć wałki albo oczyścić sobie miejsce. Śledztwo chyba nic nie wykazało.
Długo debatowano, czy warto cokolwiek tu odbudowywać, ale w końcu ruszyły prace przy nowym obiekcie, który ma być mniejszy niż stary i nawiązywać kształtem do pierwszych karkonoskich schronisk.
Z zewnątrz wygląda na prawie ukończone, lecz otwarcie planowane jest dopiero na przyszły rok. Dziś krząta się przy nim kilku chłopów i zrzuca potężną zaspę z dachu.
W tym miejscu miała się zakończyć wspólna wędrówka: ja musiałem już wracać do domu, więc planowałem spod Petrovej wejść na czarny szlak i zejść do Jagniątkowa. Neska dawno temu zarezerwowała ostatni nocleg na Szrenicy, zatem w planach była kontynuacja wędrówki... Ale na tym wyjeździe nic nie działo się według wcześniejszych ustaleń, więc ja postanowiłem pójść jeszcze kawałek granią, a Inez... dzień wcześniej pożegnać się z górami
.
A mój niedoszły czarny szlak był kompletnie nieprzetarty - podobno jest strasznie nudny, więc nic dziwnego, iż nikt z niego nie korzysta.
Obchodzimy dookoła chatę, tak jak biegnie szlak. Wydaje mi się, że kiedyś GSS cisnął tutaj dokładnie granicą, bez zahaczania o schronisko, ale pewności nie mam.
Na starych fundamentach powstaje nowe.
Z tyłu kłębi się coraz bardziej.
Kolejne rozwidlenie. Lekko sfatygowane muttichovky (nieme znaki Karkonoszy) kierują do Martinovej boudy oraz na Śnieżne Kotły (choć zgodnie z oryginałem kreska w środku kółka powinna być pozioma).
Gdzieś czytałem, że Petrovkę odbudowuje właściciel Špindlerovej, choć nie wiem czy to prawda.
Mając takie otoczenie gęba nie przestaje się cieszyć
.
Z tego punktu dojrzeliśmy Śnieżkę. W linii prostej to niecałe 10 kilometrów.
Podczas podchodzenia pod Śląskie Kamienie (Dívči kameny, niem. Mädelsteine) po raz pierwszy słońce zostaje przez chwilę zakryte chmurami.
Od tej pory mamy na przemian cień i jasność. Aparat zaczyna głupieć...
Łabski Kocioł wygląda fantastycznie! Chciałbym kiedyś przejść się wytyczoną nad nim ścieżką.
Ruch na szlaku jeszcze niewielki. Większość osób idzie w kierunku przeciwnym do naszego; razem z nami pędził jeden Czech, zagłuszając nieznośne odgłosy natury miłą muzyką.
Czeskie Kamienie (Mužské kameny, Mannsteine) i Szyszak. Swoją drogą zastanawiam się na jakiej podstawie ustalano polskie nazwy w tych górach? Wiele (jeśli nie większość) nie ma nic wspólnego z wersją czeską i niemiecką, wcześniejsze polskie nazewnictwo miały tylko najważniejsze punkty... Była w tym jakaś logika (tutaj geograficzna) czy jak w przypadku części miejscowości liczyła się pomysłowość członków szanownej Komisji?
Częściowo zakryty śniegiem pomnik upamiętniający Rudolfa Kalmana, którego w 1929 roku dorwała śmiertelna burza śnieżna.
Wielki Szyszak jest zaiste wielki! Aż nogi bolą na myśl, że trzeba na niego wejść!
Czarna Przełęcz (pod Smělcem) to było drugie miejsce z którego miałem schodzić w doliny. Ale Inez kusi: "Śnieżne Kotły są tak blisko, chodźmy". Fakt, wychylają się przymilnie zza górki. W głowie biją się sudeckie diabełki z leniwymi nizinnymi aniołkami. Po krótkiej walce diabełki zwyciężają! A co tam, idziemy!
Podchodzenie jest szczególnie męczące, bowiem śnieg pod wpływem słońca stał się kopny. Zimowa wersja szlaku trawersuje szczyt z południowej strony, w przeciwieństwie do letniej.
Zaczynają boleć mnie plecy, ale nie przeszkadza to w podziwianiu panoramy.
W dole dachy Martinovej boudy (Martinsbaude), jednego z najstarszych schronisk w paśmie.
Podejście łagodnieje i budynek nadajnika rośnie pod horyzontem.
Głęboko w dole Labská bouda (Elbfallbaude), często przedstawiana jako przykład współczesnej architektury szpecącej krajobraz.
Dochodzimy do przepaści. Śnieżne Kotły (Sněžné jámy, Schneegruben) są prawdopodobnie najbardziej widowiskowym miejscem w Karkonoszach, a na pewno w ścisłej czołówce.
Trochę żal, że w 1961 roku zamknięto schronisko. Pod względem wysokości w śląskiej części Gór Olbrzymich ustępowało jedynie Śnieżce. Po czeskiej chyba też nic go nie przebijało.
Robimy sobie krótki postój. Mamy nad sobą okno pogodowe, bowiem wokół Karkonoszy krążą ciemne chmury, niektóre nawet opadowe. Tak samo okolice Śnieżki na pewno nie mają teraz tak fajnie jak my.
Neska proponuje, że zrobi mi zdjęcie na nawisie. Zapewne chciała zobaczyć jakąś akcję ratunkową na żywo
. Nie daję się namówić!
Wracamy do Czarnej Przełęczy. Z góry idzie się zdecydowanie szybciej. Mijamy kucharza ze Szrenicy, który także wybrał się na przechadzkę. Z kolei od strony Martinovej boudy bezszlakowo podąża grupa na skiturach.
Nagle widzimy... zasypany słupek graniczny! Trzeba korzystać z okazji i wskoczyć na niego
.
A tego nie zasypało!
Niebieski szlak do Jagniątkowa ("Koralowa ścieżka") także wygląda na nieprzetarty, ale to złudzenie. Ktoś musiał nim iść wczoraj, a ponieważ wieczorem i w nocy lekko prószył śnieżek, to zasłonił część śladów. Początek trasy jest bezproblemowy z twardym podłożem.
Potem zaczyna się cholernie ostre zejście! Na tyle mocne, że moje raczki (a raczej "nakładki antypoślizgowe") niewiele mi dają, bo cały czas zsuwam się w dół. Zaliczam też jedną glebę, lecz w miarę kontrolowaną.
Z przeciwka gramoli się narciarz. Szczerze mu współczuję. Pytam się, czy szedł od wioski.
- Nie, od chatki - odpowiada. Chodzi pewno o tą pod Śmielcem. - Nie wziąłem nic do jedzenia, a cofał się nie będę!
Inez ratuje go batonami
. Dla odmiany u nas kończą się zapasy picia, ale jakoś dotrwamy do cywilizacji.
Od granicy lasu idziemy dość szybko. Maszerujemy po licznych mostkach przykrytych grubą warstwą śniegu, jest także jeden kiepski punkt widokowy na skałach.
Potem białego zaczyna gwałtownie ubywać, jakby ktoś zakręcił kurek ze śniegiem. Całkiem nisko spotykamy drwali. "Pozyskiwanie drewna" - głoszą dumnie tabliczki. Kiedyś mnie uczono, że Park Narodowy służy do ochrony przyrody, a od pozyskiwania są lasy gospodarcze. No, ale to kiedyś... A spróbowałbyś tylko zerwać tu kwiatek lub jagodę - to byłby już zamach na naturę!
Jagniątków (Agnetendorf) osiągamy w znacznie szybszym czasie, niż się spodziewałem! Porównując to z niektórymi mapami to wręcz pędziliśmy! Dzięki temu udaje nam się zdążyć na wcześniejszy autobus, odjeżdżający spod willi Gerharda Hauptmanna.
Karkonoska przygoda zakończona. Z mojej strony stwierdzam, że ostatni dzień wynagrodził mi niezdobycie Śnieżki. Żałowałem, że nie mam już czasu dojść na Szrenicę, ale prognozy wieszczące załamanie pogody na następny dzień okazały się trafne!
Chciałoby się od razu zarzucić plecaki i ruszyć w śnieg, ale spokojnie... najpierw pakowanie i śniadanie. Na jadalni zjawiamy się zaraz po otwarciu, aby wyprzedzić tłumy narciarzy.
Po konsumpcji tradycyjnej jajecznicy fotografuję wnętrza Odrodzenia, bo to dość ciekawy obiekt. Wybudowano je jako wzorcowe schronisko dla niemieckiej młodzieży - Jugendkammhaus „Rübezahl”. Wbrew często przytaczanym plotkom nie postawiono go dla Hitlerjugend, bowiem rok otwarcia to 1928. Nigdy też nie nazywało się Adolf-baude (te leżało po czeskiej stronie, o czym już wspominałem).
Dzięki dachowi kształtem przypomina nieco piramidę, a w klatce schodowej kojarzy mi się raczej z urzędem, niż miejscem turystycznym. Na ścianach zamiast map dróg ewakuacyjnych są przedwojenne plany budynku
Dekadę temu Odrodzenie było synonimem syfu i burdelu; powstały nawet specjalne strony ukazujące odpychające i zaniedbane wnętrza. To już przeszłość, obecnie standard określiłbym jako średnią normę PTTK. Schron niby przeszedł kilka lat temu kompleksowy remont (tak się przynajmniej reklamuje), jednak pokój na pewno nie doświadczył tego zaszczytu, podobnie jak męski kibel - damski odpicowano! I gdzie tu równouprawnienie??
A na dworze pięknie. Lekki mrozik szczypie w twarz. W tle świeci śnieg i skały nad Łabskim Kotłem (Labský důl, Elbgrund). Z prawej biały Wielki Szyszak (Vysoké Kolo, Hohe Rand).
Mijamy Špindlerovą. Jest dopiero około 8.30, więc ludzi jeszcze niewielu na zewnątrz.
Cykamy zdjęcia jak nakręceni. Mam z nimi pewien problem, ponieważ mój aparat nie zawsze oddaje prawidłowo balans bieli. Częściowo to korygowałem po powrocie do domu, ale nie ze wszystkich ujęć jestem zadowolony, dlatego efekt może być taki, że niektóre będą zbyt niebieskie, inne zbyt żółte. A i tak żadne nie odda w pełni rzeczywistości
W środku przełęczy stoi prostokątny klocek. Pierwotnie był to niemiecki Zollhaus, po aneksji Sudetenlandu i wybuchu wojny przetrzymywano w nich jeńców budujących Drogę Sudecką (Spindlerpassstraße), mającej połączyć czeską i śląską stronę Karkonoszy. Przebywać mieli tu m.in. Belgowie.
W czasach polskich siedzieli w nim WOPiści, następnie Straż Graniczna. Po otwarciu granic obiekt opustoszał. Kupił go właściciel Špindlerovej boudy i uczynił z byłej strażnicy filię hotelu. Mamy więc do czynienia z przypadkiem, że kompleks wypoczynkowy leży jednocześnie w dwóch państwach - ktoś zna inny taki przypadek?
Czech wykazał się typowo polskim podejściem do przepisów i narobił niezłego zamieszania: prowadził działania bez żadnej zgody władz parkowych i zarzucono mu "nielegalne przerwanie granicy państwa, nielegalne prowadzenie prac ziemnych na terenie Karkonoskiego Parku Narodowego oraz zniszczenie cennych przyrodniczo roślin". Zdaje się, iż sprawa rozeszła się po kościach...
Ruszamy czerwonym Głównym Szlakiem Sudeckim. Przeważnie prowadzi on granicą, ale tej często w ogóle nie widać.
Zima w pełni!
Mały Szyszak i przełęcz Karkonoska powoli się oddala. A z przodu Petrova bouda wydaje się na wyciągnięcie ręki.
To oczywiście złudzenie - najpierw schodzimy do przełęczy Dołek (Mädelwiese, w Czechach całe obniżenie wraz z Karkonoską to Slezské sedlo), a potem mozolnie zaczynamy podchodzić.
Z boku dołącza szlak dla niepełnosprawnych. W tych warunkach ledwie wystaje ze śniegu.
Do tej pory szło się bardzo dobrze po zmrożonej nawierzchni, ale od tego miejsca ścieżka została świeżo wyratrakowana, co powoduje lekkie zapadanie się.
Rozdroże szlaków - zielony odbija w lewo i prowadzi do kilku chat gastronomiczno-noclegowych.
Wychodzimy na polanę. Z tyłu nad Karkonosze zaczynają nadciągać chmury, ale jak na razie pogoda jest tak cudna, jak swojego czasu podczas wejścia na Baranią Górę.
Widoczne już ze Słonecznika brązowe ściany należą do Petrovej boudy (Peterbaude), dawnego schroniska z ponad stuletnią historią.
Dekadę temu zastaliśmy drzwi zamknięte na głucho - Petrovka była w tak złym stanie technicznym, że nie mogła przyjmować turystów. W 2011 roku prawie w całości spłonęła; znów podejrzewano celowe podpalenie aby ukryć wałki albo oczyścić sobie miejsce. Śledztwo chyba nic nie wykazało.
Długo debatowano, czy warto cokolwiek tu odbudowywać, ale w końcu ruszyły prace przy nowym obiekcie, który ma być mniejszy niż stary i nawiązywać kształtem do pierwszych karkonoskich schronisk.
Z zewnątrz wygląda na prawie ukończone, lecz otwarcie planowane jest dopiero na przyszły rok. Dziś krząta się przy nim kilku chłopów i zrzuca potężną zaspę z dachu.
W tym miejscu miała się zakończyć wspólna wędrówka: ja musiałem już wracać do domu, więc planowałem spod Petrovej wejść na czarny szlak i zejść do Jagniątkowa. Neska dawno temu zarezerwowała ostatni nocleg na Szrenicy, zatem w planach była kontynuacja wędrówki... Ale na tym wyjeździe nic nie działo się według wcześniejszych ustaleń, więc ja postanowiłem pójść jeszcze kawałek granią, a Inez... dzień wcześniej pożegnać się z górami
A mój niedoszły czarny szlak był kompletnie nieprzetarty - podobno jest strasznie nudny, więc nic dziwnego, iż nikt z niego nie korzysta.
Obchodzimy dookoła chatę, tak jak biegnie szlak. Wydaje mi się, że kiedyś GSS cisnął tutaj dokładnie granicą, bez zahaczania o schronisko, ale pewności nie mam.
Na starych fundamentach powstaje nowe.
Z tyłu kłębi się coraz bardziej.
Kolejne rozwidlenie. Lekko sfatygowane muttichovky (nieme znaki Karkonoszy) kierują do Martinovej boudy oraz na Śnieżne Kotły (choć zgodnie z oryginałem kreska w środku kółka powinna być pozioma).
Gdzieś czytałem, że Petrovkę odbudowuje właściciel Špindlerovej, choć nie wiem czy to prawda.
Mając takie otoczenie gęba nie przestaje się cieszyć
Z tego punktu dojrzeliśmy Śnieżkę. W linii prostej to niecałe 10 kilometrów.
Podczas podchodzenia pod Śląskie Kamienie (Dívči kameny, niem. Mädelsteine) po raz pierwszy słońce zostaje przez chwilę zakryte chmurami.
Od tej pory mamy na przemian cień i jasność. Aparat zaczyna głupieć...
Łabski Kocioł wygląda fantastycznie! Chciałbym kiedyś przejść się wytyczoną nad nim ścieżką.
Ruch na szlaku jeszcze niewielki. Większość osób idzie w kierunku przeciwnym do naszego; razem z nami pędził jeden Czech, zagłuszając nieznośne odgłosy natury miłą muzyką.
Czeskie Kamienie (Mužské kameny, Mannsteine) i Szyszak. Swoją drogą zastanawiam się na jakiej podstawie ustalano polskie nazwy w tych górach? Wiele (jeśli nie większość) nie ma nic wspólnego z wersją czeską i niemiecką, wcześniejsze polskie nazewnictwo miały tylko najważniejsze punkty... Była w tym jakaś logika (tutaj geograficzna) czy jak w przypadku części miejscowości liczyła się pomysłowość członków szanownej Komisji?
Częściowo zakryty śniegiem pomnik upamiętniający Rudolfa Kalmana, którego w 1929 roku dorwała śmiertelna burza śnieżna.
Wielki Szyszak jest zaiste wielki! Aż nogi bolą na myśl, że trzeba na niego wejść!
Czarna Przełęcz (pod Smělcem) to było drugie miejsce z którego miałem schodzić w doliny. Ale Inez kusi: "Śnieżne Kotły są tak blisko, chodźmy". Fakt, wychylają się przymilnie zza górki. W głowie biją się sudeckie diabełki z leniwymi nizinnymi aniołkami. Po krótkiej walce diabełki zwyciężają! A co tam, idziemy!
Podchodzenie jest szczególnie męczące, bowiem śnieg pod wpływem słońca stał się kopny. Zimowa wersja szlaku trawersuje szczyt z południowej strony, w przeciwieństwie do letniej.
Zaczynają boleć mnie plecy, ale nie przeszkadza to w podziwianiu panoramy.
W dole dachy Martinovej boudy (Martinsbaude), jednego z najstarszych schronisk w paśmie.
Podejście łagodnieje i budynek nadajnika rośnie pod horyzontem.
Głęboko w dole Labská bouda (Elbfallbaude), często przedstawiana jako przykład współczesnej architektury szpecącej krajobraz.
Dochodzimy do przepaści. Śnieżne Kotły (Sněžné jámy, Schneegruben) są prawdopodobnie najbardziej widowiskowym miejscem w Karkonoszach, a na pewno w ścisłej czołówce.
Trochę żal, że w 1961 roku zamknięto schronisko. Pod względem wysokości w śląskiej części Gór Olbrzymich ustępowało jedynie Śnieżce. Po czeskiej chyba też nic go nie przebijało.
Robimy sobie krótki postój. Mamy nad sobą okno pogodowe, bowiem wokół Karkonoszy krążą ciemne chmury, niektóre nawet opadowe. Tak samo okolice Śnieżki na pewno nie mają teraz tak fajnie jak my.
Neska proponuje, że zrobi mi zdjęcie na nawisie. Zapewne chciała zobaczyć jakąś akcję ratunkową na żywo
Wracamy do Czarnej Przełęczy. Z góry idzie się zdecydowanie szybciej. Mijamy kucharza ze Szrenicy, który także wybrał się na przechadzkę. Z kolei od strony Martinovej boudy bezszlakowo podąża grupa na skiturach.
Nagle widzimy... zasypany słupek graniczny! Trzeba korzystać z okazji i wskoczyć na niego
A tego nie zasypało!
Niebieski szlak do Jagniątkowa ("Koralowa ścieżka") także wygląda na nieprzetarty, ale to złudzenie. Ktoś musiał nim iść wczoraj, a ponieważ wieczorem i w nocy lekko prószył śnieżek, to zasłonił część śladów. Początek trasy jest bezproblemowy z twardym podłożem.
Potem zaczyna się cholernie ostre zejście! Na tyle mocne, że moje raczki (a raczej "nakładki antypoślizgowe") niewiele mi dają, bo cały czas zsuwam się w dół. Zaliczam też jedną glebę, lecz w miarę kontrolowaną.
Z przeciwka gramoli się narciarz. Szczerze mu współczuję. Pytam się, czy szedł od wioski.
- Nie, od chatki - odpowiada. Chodzi pewno o tą pod Śmielcem. - Nie wziąłem nic do jedzenia, a cofał się nie będę!
Inez ratuje go batonami
Od granicy lasu idziemy dość szybko. Maszerujemy po licznych mostkach przykrytych grubą warstwą śniegu, jest także jeden kiepski punkt widokowy na skałach.
Potem białego zaczyna gwałtownie ubywać, jakby ktoś zakręcił kurek ze śniegiem. Całkiem nisko spotykamy drwali. "Pozyskiwanie drewna" - głoszą dumnie tabliczki. Kiedyś mnie uczono, że Park Narodowy służy do ochrony przyrody, a od pozyskiwania są lasy gospodarcze. No, ale to kiedyś... A spróbowałbyś tylko zerwać tu kwiatek lub jagodę - to byłby już zamach na naturę!
Jagniątków (Agnetendorf) osiągamy w znacznie szybszym czasie, niż się spodziewałem! Porównując to z niektórymi mapami to wręcz pędziliśmy! Dzięki temu udaje nam się zdążyć na wcześniejszy autobus, odjeżdżający spod willi Gerharda Hauptmanna.
Karkonoska przygoda zakończona. Z mojej strony stwierdzam, że ostatni dzień wynagrodził mi niezdobycie Śnieżki. Żałowałem, że nie mam już czasu dojść na Szrenicę, ale prognozy wieszczące załamanie pogody na następny dzień okazały się trafne!
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."
https://picasaweb.google.com/110344506389073663651
http://hanyswpodrozach.blogspot.com/
https://picasaweb.google.com/110344506389073663651
http://hanyswpodrozach.blogspot.com/
-
Dolnoślązak
- bardzo stary wyga
- Posty: 2209
- Rejestracja: 13-06-2008 12:39
- Lokalizacja: Wrocław
Re: Feriowe Karkonosze czyli jak nie weszliśmy na Śnieżkę
Zaczynają boleć mnie plecy
Z takim tobołem to nie dziwota, ja też w swoim 30l lekko nie mam bo piwo swoje waży, ale żeby od razu całą skrzynkę?
A Petrovej Boudy to bym nie poznał, jak byłem z 5 lat temu był tylko ten murek na dole.
- Pudelek
- bardzo stary wyga
- Posty: 4262
- Rejestracja: 12-11-2007 17:06
- Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln
Re: Feriowe Karkonosze czyli jak nie weszliśmy na Śnieżkę
Wtedy to już miałem w środku chyba tylko flaszkę Soplicy 
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."
https://picasaweb.google.com/110344506389073663651
http://hanyswpodrozach.blogspot.com/
https://picasaweb.google.com/110344506389073663651
http://hanyswpodrozach.blogspot.com/
- Raubritter
- bardzo stary wyga
- Posty: 2089
- Rejestracja: 26-01-2008 22:49
- Lokalizacja: Poznań
Re: Feriowe Karkonosze czyli jak nie weszliśmy na Śnieżkę
Pudelek pisze:
Po konsumpcji tradycyjnej jajecznicy fotografuję wnętrza Odrodzenia, bo to dość ciekawy obiekt. Wybudowano je jako wzorcowe schronisko dla niemieckiej młodzieży - Jugendkammhaus „Rübezahl”. Wbrew często przytaczanym plotkom nie postawiono go dla Hitlerjugend, bowiem rok otwarcia to 1928. Nigdy też nie nazywało się Adolf-baude (te leżało po czeskiej stronie, o czym już wspominałem).
Pod tym względem w internecie jest nieco namieszane - sam ostatnio szukałem informacji na temat Jugendkammhaus „Rübezahl" oraz osobnego schroniska Adolf-baude i troszkę mi zajęło czasu zanim przebiłem się przez sporo nieprawdziwych informacji. Poza tym, co ciekawe, w natłoku przedwojennych pocztówek, zdjęć z Karkonoszy które można kupić na allegro, pocztówki z Odrodzenia są naprawdę rzadkością.
Pudelek pisze: Dla odmiany u nas kończą się zapasy picia
Mało mieliście picia dookoła?
Opatrz jeno – rzekł Szarlej, zatrzymując się. – Kościół, karczma, bordel, a w środku między nimi kupa gówna. Oto parabola ludzkiego żywota.
- Pudelek
- bardzo stary wyga
- Posty: 4262
- Rejestracja: 12-11-2007 17:06
- Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln
Re: Feriowe Karkonosze czyli jak nie weszliśmy na Śnieżkę
Raubritter pisze:Pudelek pisze:
Po konsumpcji tradycyjnej jajecznicy fotografuję wnętrza Odrodzenia, bo to dość ciekawy obiekt. Wybudowano je jako wzorcowe schronisko dla niemieckiej młodzieży - Jugendkammhaus „Rübezahl”. Wbrew często przytaczanym plotkom nie postawiono go dla Hitlerjugend, bowiem rok otwarcia to 1928. Nigdy też nie nazywało się Adolf-baude (te leżało po czeskiej stronie, o czym już wspominałem).
Pod tym względem w internecie jest nieco namieszane - sam ostatnio szukałem informacji na temat Jugendkammhaus „Rübezahl" oraz osobnego schroniska Adolf-baude i troszkę mi zajęło czasu zanim przebiłem się przez sporo nieprawdziwych informacji. Poza tym, co ciekawe, w natłoku przedwojennych pocztówek, zdjęć z Karkonoszy które można kupić na allegro, pocztówki z Odrodzenia są naprawdę rzadkością.
ja znalazłem te informacje dość szybko... pocztówki z Odrodzenia są może rzadkością, ale na róznych fotopolskach jest ich sporo, więc widać tam wyraźnie, że żadne Adolf-baude nie miało miejsca. Natomiast zdaje się, że któraś publikacja cytowana w Wikipedii informuje o Adolf-baude dla Odrodzenia, ale to się kupy nie trzymało, więc ktoś schrzanił robotę
Pudelek pisze: Dla odmiany u nas kończą się zapasy picia
Mało mieliście picia dookoła?
to dobre na kaca, bo tak to śnieg raczej średnio mi smakuje
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."
https://picasaweb.google.com/110344506389073663651
http://hanyswpodrozach.blogspot.com/
https://picasaweb.google.com/110344506389073663651
http://hanyswpodrozach.blogspot.com/
- Raubritter
- bardzo stary wyga
- Posty: 2089
- Rejestracja: 26-01-2008 22:49
- Lokalizacja: Poznań
Re: Feriowe Karkonosze czyli jak nie weszliśmy na Śnieżkę
Każdy ma inne pojęcie szybkości
no ale wiadomo, godzin mi to nie zajęło, musiałem tylko otworzyć parę stron i wszystko zweryfikować - dla mnie to już długo
Oczywiście na fotopolskach i innych stronach są, ale jak ktoś zbiera pocztówki to wiadomo, że nie to samo 
Po przegotowaniu na gazówce śniegu i zrobieniu z niego herbaty, też?
Po przegotowaniu na gazówce śniegu i zrobieniu z niego herbaty, też?
Opatrz jeno – rzekł Szarlej, zatrzymując się. – Kościół, karczma, bordel, a w środku między nimi kupa gówna. Oto parabola ludzkiego żywota.
- Pudelek
- bardzo stary wyga
- Posty: 4262
- Rejestracja: 12-11-2007 17:06
- Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln
Re: Feriowe Karkonosze czyli jak nie weszliśmy na Śnieżkę
Jeśli chodzi o smak, to mi on zwisa (chyba, że jest żółty
), ale przecież śnieg nie ma żadnych wartości odżywczych, więc na dłuższą metę do organizmu nic nie wnosi 
Herbatę akurat mieliśmy, ale termos był tak szczelny, że po kilku godzinach była ona gorąca i najpierw trzeba ją było chłodzić na mrozie przed wypiciem
Herbatę akurat mieliśmy, ale termos był tak szczelny, że po kilku godzinach była ona gorąca i najpierw trzeba ją było chłodzić na mrozie przed wypiciem
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."
https://picasaweb.google.com/110344506389073663651
http://hanyswpodrozach.blogspot.com/
https://picasaweb.google.com/110344506389073663651
http://hanyswpodrozach.blogspot.com/
- Raubritter
- bardzo stary wyga
- Posty: 2089
- Rejestracja: 26-01-2008 22:49
- Lokalizacja: Poznań
Re: Feriowe Karkonosze czyli jak nie weszliśmy na Śnieżkę
Pudelek pisze:ale przecież śnieg nie ma żadnych wartości odżywczych, więc na dłuższą metę do organizmu nic nie wnosi
No na dłuższą nie, zwłaszcza jak się nie ma jedzenia, ale w Waszym przypadku to chyba nie była wędrówka przez Antarktydę
Opatrz jeno – rzekł Szarlej, zatrzymując się. – Kościół, karczma, bordel, a w środku między nimi kupa gówna. Oto parabola ludzkiego żywota.
Re: Feriowe Karkonosze czyli jak nie weszliśmy na Śnieżkę
Pudelek pisze:Jeśli chodzi o smak, to mi on zwisa (chyba, że jest żółty), ale przecież śnieg nie ma żadnych wartości odżywczych, więc na dłuższą metę do organizmu nic nie wnosi
Herbatę akurat mieliśmy, ale termos był tak szczelny, że po kilku godzinach była ona gorąca i najpierw trzeba ją było chłodzić na mrozie przed wypiciem
Mozna bylo tez wrzucic snieg do herbaty - wtedy bylaby i dobra temperatura i wlasnosci odzywcze!
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "
na wiecznych wagarach od zycia...
na wiecznych wagarach od zycia...
- Pudelek
- bardzo stary wyga
- Posty: 4262
- Rejestracja: 12-11-2007 17:06
- Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln
Re: Feriowe Karkonosze czyli jak nie weszliśmy na Śnieżkę
W sumie na to nie wpadłem - warto pamiętać to na przyszłość 
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."
https://picasaweb.google.com/110344506389073663651
http://hanyswpodrozach.blogspot.com/
https://picasaweb.google.com/110344506389073663651
http://hanyswpodrozach.blogspot.com/