Po drodze robimy fotostopy w zamku Świny (ten niestety zamknięty) oraz Bolków - w tym ostatnim załapujemy się na średniowieczny jarmark. Ale długo w nim nie gościmy, wsiadamy z powrotem w moją czerwoną strzałę i o godzinie jedenastej jesteśmy na miejscu. W między czasie zdołałem wykonać jeden telefon i załatwić sobie nocleg więc podjechaliśmy do naszego gospodarstwa agr. w którym owy załatwiłem, troszku formalności i ku ogromnej radości ruszamy na szlak. A ten prowadzi przez wzgórza tylko jeden, jest to niebieski szlak należący do europejskiego szlaku długodystansowego, choć przed wojna było tu bardzo wiele innych szlaków a okoliczne wzgórza były znanymi punktami widokowymi.
Wchodzimy na szlak w Rybnicy, po drodze zwiedzamy zabytkowy kościół z XV wieku oraz ciekawe ruiny zamku z XIII w. Idąc dalej wychodzimy z zabudowań i wchodzimy na łąkę delikatnie pnąc się pod górkę. Dookoła roztaczają się piękne widoki, zielone pola i łąki, lasy i góry i wszystko było by pięknie gdyby się nie okazało że szlak jest totalnie ZAROŚNIĘTY! Przedzieramy się przez trawę która sięgała mi piersi, przechodzimy przez kępy pokrzyw i innych dziwnych roślin których nie potrafię nazwać. Cud że nie złapałem jakiego kleszcza. W końcu trawa ustępuje polu, wchodzimy na wzniesienie i naszym oczom ukazuje sie przepiękny widok Karkonoszy w całej swojej okazałości - największe wrażenie robią ośnieżone jeszcze szczyty. Wydają się tak blisko! Maszerujemy do miejscowości Wojcieszyce, idziemy skrajem lasu, lecz na ogół po łąkach, widoki jakie nam towarzyszą długo jeszcze będę miał przed oczami.
W Wojcieszycach uzupełniamy płyny i ruszamy na górę Skalica, która niegdyś była punktem widokowym. Najgorsze jest jednak to że nie prowadzi tam żaden szlak - idziemy więc polnymi drogami, ścieżkami, polami pszenicy aż w końcu docieramy na miejsce (przynajmniej tak nam się wydaje że to ta góra) Przydała by się jakaś stara niemiecka mapa turystyczna regionu. Przedzieramy się przez las i na szczycie widzimy wielkie skupisko głazów. Podchodzimy bliżej i... tak, to Skalica. W kamieniach widać wyciosane niegdyś schodki, wdrapując sie po nich można wejść na sam szczyt głazów - niestety drzewa uniemożliwiają obserwacje okolic. Następnie wracamy ścinając drogę do Rybnicy. Po drodze cały czas depcze nam po piętach ogromna burza, Karkonosze momentalnie stały się czarne w chmurach jednak udaje nam się uciec.
Miejsce w którym nocowaliśmy mogę polecić, czysto, ładnie, miły właściciel.
Na drugi dzień po wygramoleniu sie z łóżek zwiedzamy jeszcze okolicę po czym ruszamy w dalszą wędrówkę - jedziemy do niedalekiego Siedlęcina aby zwiedzić średniowieczną wieże mieszkalną - jedną z najlepiej zachowanych i najwspanialszych w Europie. Jakby na to nie patrzeć to zahaczyliśmy o Park Krajobrazowy Doliny Bobru i siadamy na moment na brzegu tejże rzeki delektując sie piękną pogodą. Powoli zmierzamy już do domu, godzina robi sie coraz późniejsza, a dziś trzeba było na rano iść do pracy. I znowu cztery godziny w aucie... i znowu śmierdzący Poznań... uff
P.S dziękuje za doczytanie do końca
A pod tym linkiem znajdziecie foteczki z wyprawy: http://Raubritter.fotosik.pl/albumy/440722.html