trasa przebiegała drogami, ścieżynkami i bezdrożami wyznaczonymi przez planerów Przejścia dookoła Kotliny Jeleniogórskiej, a więc: Janowice Wielkie - Baraniec - Przeł. Komarnicka - Okole - Górka Szybowcowa - Jeżów Sudecki
wyszło niecałe 40km (ale w tym prawie 1,5h błądzenia pod Okolem
właściwie muszę powiedzieć, że oznakowanie jest bardzo fajne... póki nie doszedłem do Okola chciałem wystawić znakarzowi 4+, miejscami nawet spisał się na 5 (czasami nawet chciał zbyt dobrze... te boczne strzałki, które oznaczały, ża masz iść prosto)... tylko w kilku miejscach znaki są "popsute": feralne niebieskie strzałki niedaleko za drogą E65 (to miejsce jest w galerii, nie będę aż tak bardzo spojlerował
za Chrośnicą jest zejście z niebieskiego szlaku i aż do Jeżowa (i dalej też) idziemy bezszlakowo... ja niestety nie mogłem wtrafić w zaplanowane dróżki, wobec tego szedłem na azymut - czasami jakąś ścieżką, czasami przez las... do tego wszystkiego dochodziła spora liczba rozstawionych elektrycznych pastuchów... na początku nic sobie z nich nie robiłem, ale jak mnie dwa razy popieściło to nie zbliżałem się do nich bliżej jak na 2m
po drodze zabrakło mi wody... musiałem się ratować landrynkami
ku mojemu zdziwieniu spotkałem nawet kilku turystów (myślałem, że wszyscy rzucą się na Śnieżkę, bo św. Wawrzyńca było)
niektórzy mnie poratowywali w wyborze trasy - najpierw pewien pan wyprowadził mnie z błędu (bo chciałem iść w kierunku drzewa z niebieskimi strzałkami), a później się dowiedziałem od pewnej pary, jak trafić na Okole (okazało się, że już tam byłem, ale zlazłem
poza tym spotkałem jeszcze grupkę starszych wycieczkowiczów i kolesia na quadzie, z którym nawet przyjemnie pogawędziliśmy (nigdy nie zapomnę tej miny, którą zrobił, kiedy dowiedział się, że wędrowałem samotnie
największą radość miałem chyba wtedy, gdy wyszedłem na otwarty teren na Górce Szybowcowej... wcześniej na drodze już chciałem rezygnować z dalszego marszu, bo się ściemniać zaczynało, napotkana dziewczyna na rowerze, mówiła, że ona by w życiu w nocy nie wchodziła na Szybowcową i mi też nie radzi, picia nie było i w ogóle klops jeden wielki... ale zacząłem podchodzić z wysokościomierzem w ręku, byle wyżej... no i w końcu się udało... radość nie do opisania
teren mniej więcej poznany, mam nadzieję, że na Przejściu nie będę musiał wycofać się wcześniej
zdjęcia -> http://picasaweb.google.pl/tomuch.be/Kaczawskie