Po długich i szumnych zapowiedziach

w piątek o 23.45 załadowałem się na skierniewickiej stacji w pociąg nr 16201 Karkonosze. Podróżowałem oczywiście brankardem

- od Wrocka dysponując prywatnym przedziałem. Rześki i wyspany obudzony zostałem pod Wojanowem. Rzut okiem na Karkonosze i już Jelenia Dziura, tfu Góra. Teleportuje się na PKS zmierzający w kierunku Jakuszyc. Ten już z początkowego przystanku ruszył mocno napakowany narciarzami, którzy też dosiadali się na kolejnych przystankach. O 10.50 zameldowałem się w Szklarskie Porębie Górnej. Szybkie zaopatrzenie i pnę się czerwonym szlakiem na Wysoki Kamień. Niewiele nad węzłem z czarnym szlakiem zaczyna się śnieg. Zaczynam testować rakiety... Idzie się nie najgorzej - jakieś 2,5 h zamiast letniego 1,5 h. Daje znać o sobie brak porządnego śniadanka, dlatego proszę w bufecie na szczycie o coś ciepłego. Wzbudzam pewną konsternację - na szczęście pani bufetowa przypomina sobie, że ma gdzieś flaczki, które konsumuję kontemplując widoki a te są wyjątkowo przednie. Krótka sesja foto i ruszam dalej. Tuż za Wysokim Kamieniem zahaczam rakietą o śnieg i trachh... wypadł nicik z wiązania. Szybka decyzja, że idę dalej z buta. Zwłaszcza, że przede mną podążą czwórka turystów. Zapadając się czasami po... powiedzmy po pas docieram do kamieniołomu Stanisław i zmieniam kolor szlaku na niebieski. Mniej więcej od Rozdroża Pod Izerskimi Garbami zaczyna się trasa ubita przez ratraki - marsz staje się przyjemnością. Okolice godz 19 witają mnie na Rozdrożu pod Cichą Równią. Jeszcze kawałek ratrakowanego szlaku i dalej niestety trzeba się zapadać. Dochodzę do rozdzielnia szlaku rowerowego i niebieskiego pieszego, a tu kolejny zonk - szlak pieszy nietknięty od pewnego czasu stopą ludzką. Decyduje się iść tak jak poprzednicy, z nadzieją, że nieco dalej skręcili w szlak żółty. O 19.25 nawiązuję łączność telefoniczną z Chatką Górzystów, że dojadę tylko na razie jestem między szlakiem żóltym i niebieskim

Zrozumiano mnie opatrznie, że wogóle idę jakąś nieznaną drogą. Ale wątpliwości udało się rozwiać. W ostatnich chwilach dnia doszedłem do żółtego szlaku, którym co rusz zapadając się podążyłem do chatki. Ostatni odcinek pokonywałem już przy świetle czołówki. W chatce stawiłem się ok 20.40 (z więc nawet szybciej, niż mi w chatce wróżono). Naleśniczek, piwko i paluli.
W niedzielę rano suchość, a raczej nasycenie wilgotnością moich butów nie przedstawiało złudzeń - najkrótszą drogą na dół. W 3 h teleportowałem się więc do Świeradowa Zdroju, skąd bus powiózł mnie do Jelnoki. Tam obiadek i prysznic na dworcu (jego wadą jest, to że trzeba go niestety zamawiać z wyprzedzeniem. 19.53 wyruszyłem starymi, poczciwymi Karkonoszami do Skierek.
Zdjątka postaram się wkleić jutro - dziś aprata zostawiłem w domu.