Leżakowanie pod "Chatką Górzystów"

Planujesz wypad? Byłeś gdzieś i masz ochotę podzielić się wrażeniami z innymi - zrób to koniecznie! Zdjęcia mile widziane!
Awatar użytkownika
Spirit
podróżnik
Posty: 227
Rejestracja: 21-07-2008 00:13
Lokalizacja: Dolny Śląsk

Leżakowanie pod "Chatką Górzystów"

Postautor: Spirit » 08-08-2009 01:34

Mój pierwszy indywidualny wypad w Góry Izerskie polegał głównie na leżeniu w trawie bądź na ławie przed Chatką Górzystów i przypiekaniu się na słońcu. :lol: .Nie wiem dlaczego i po co uparłam się w tym roku na Izerskie skoro na 100% miałam jechać w Masyw Śnieżnika, czasem zadziwiam sama siebie swoimi decyzjami.A było tak:
Dzień pierwszy:
Trasa:Świeradów Zdrój-Polana Izerska-Chatka Górzystów-Orle-Chatka Górzystów
Rezerwuję sobie kilka dni wcześniej pięć noclegów w Chatce Górzystów, ale od początku ten plan mi jakoś nie leży, wszędzie z tej Chatki wydaje mi się bardzo daleko, szczególnie, że chcę iść trochę na czeską stronę, no ale nic, zobaczymy co będzie, jadę w nieznane, bo ani nie znam Świeradowa ani nie mam planu miasta, bo we Wrocławiu nie udało się zdobyć, ani tak naprawdę nie znam tych gór.Poniedziałek od rana okropny, leje i wieje, w strugach deszczu jadę autobusem z Wrocławia do Świeradowa.Na miejscu już trochę lepiej, deszcz co prawda popaduje, ale nie na tyle, żeby przemoknąć, pytam jakiegoś gościa którędy tu w góry i po jego wskazówkach znajduję niebieski szlak, którym człapię do Chatki.Idzie mi się ciężko z tym ciężkim plecakiem, mimo, że nic takiego w nim nie ma, po dwóch godzinach docieram wkońcu do Chatki, zainstalowuję się w pokoju i odpoczywam z godzinę, skracam jednak od początku pobyt o jeden dzień i stwierdzam, że wogóle nic mi się nie chce.Jako, że w poniedziałki kuchnia w Chatce nieczynna idę do Orla przekąsić coś ciepłego.Międzyczasie nachodzą mnie myśli, żeby może sobie część noclegów przerzucić na Orle, ale ostatecznie porzucam ten pomysł.Pogoda jest tutaj dużo lepsza niż w miejscowościach przez, które przejeżdżałam, cicho, przyjemnie, nie leje.Na drugi dzień postanawiam iść na Stóg Izerski.
Dzień drugi:
Trasa:Chatka Górzystów-Smrek-Stóg Izerski-Polana Izerska-Chatka Górzystów
Dzień zaczyna się nawet ładnie, przebija słońce, choć nad szczytami wiszą czarne chmury.Idę sobie żółtym szlakiem spod Chatki na Stóg Izerski mając w planach także Smrk i wieżę widokową.Niestety im wyżej, tym pogoda się pogarsza, brnę coraz bardziej w chmury i momentami widoczność sięga zera.Dochodzę do przejścia granicznego na Smreku i nie widzę sensu zdobywania wieży widokowej skoro nic nie widać, wracam więc i idę do schroniska na Stogu Izerskim.Tutaj mimo mglistej pogody tłumy ludzi, wszystko prawie przyjechało kolejką gondolową.Krótki postój i wracam czerwonym szlakiem do Chatki.No szczęścia do pogody w górach to ja nie mam. :( .Wieczorem w Chatce dziewczyny z mojego pokoju i jakiś chłopak z gitarą urządzają śpiewanie, atmosfera magiczna, zapalone świeczki, kuchnia działa do późnych godzin wieczornych, nawet anglojęzyczni cykliści trochę się przyłączają.
Dzień trzeci:
Trasa:Chatka Górzystów-Orle-Granicznik-Jizerka-Granicznik-Orle-Chatka Górzystów
Od rana wiszą czarne chmury, w dodatku trochę wieje, idę do Jizerki i zobaczę co dalej.Będąc już na miejscu i widząc na szlakowskazach te kilometry do każdej potencjalnej atrakcji nie mam ochoty nigdzie kompletnie iść, przechodzę więc Jizerkę wzdłuż i wszerz, zwiedzam Muzeum Jizerskich Hor, zaopatruję się w Kofolę i wracam tym samym szlakiem do Chatki.Resztę dnia spędzam leżąc na ławie przed Chatką a pogoda ku temu zaczyna sprzyjać, robi się ciepło i wieczorem ładnie wypogadza.
Dzień czwarty:
Trasa: hm.....bo czasem trzeba zawrócić z trasy....
Czwartego dnia wbrew zdrowemu rozsądkowi postanowiłam pójść do Harrahova, niestety niemal pod samym Orlem dopadł mnie jakiś potworny rozstrój żołądka, który uniemożliwił dalszą wędrówkę, przesiedziałam z godzinę w Orlu zanim jako tako doszłam do siebie i z podkulonym ogonem wróciłam do Chatki.Wypiłam hektolitry mięty i przeleżałam resztę dnia na ławie bądź w trawie, a pogoda była jak marzenie, jakież dziś byłyby piękne widoki ze Smreka i Stogu.Ech, to się nazywa mieć niefart na całego, jak idę na szczyty to pogoda do bani, jak jest pogodnie to albo wyjeżdżam, albo dopada mnie jakieś choróbsko :roll: .Ale w sumie fajnie tak sobie poleżeć przed Chatką, jeszcze w taką pogodę, atrakcje nie zając nie uciekną ani się nie rozlecią za tydzień czy miesiąc, nie teraz to kiedy indziej, tu jest taki spokój, nawet turyści nie przeszkadzają specjalnie a stonki to wogóle nie widać nawet.
Dzień piąty:
Trasa: Chatka Górzystów-Polana Izerska-Świeradów Zdrój
No i wracam a pogoda jeszcze lepsza, cóż, nie mam co kombinować, żołądek nadal boli, spakowane do plecaka graty ciążą na plecach, komóra padła, baterie do aparatu też powoli się wyczerpują, wracam niebieskim szlakiem do Świeradowa dość wcześnie rano, bo chcę jeszcze obejrzeć dom zdrojowy i zrobić fotek na ile aparatu starczy.W domu zdrojowym odbywają sie akurat Europejskie Spotkania Młodych Muzyków i pośrodku hali spacerowej siedzi orkiestra symfonicznia, która ćwiczy i nastraja instrumenty robiąc przy tym straszny kociokwik :lol: .Po wypitych hektolitrach mięty i wodzie zdrojowej poprawia mi się trochę stan żołądka.Ogólnie to bardzo brakowało mi roweru i nie raz z zazdrością patrzyłam na tych wszystkich rowerzystów, którzy śmigali na dwóch kółkach zamiast się tarabanić po płaskim terenie pieszo.Bo to góry głównie dla rowerzystów są ot co i następnym razem to tu chyba rower zabiorę albo inaczej noclegi zaplanuję. 8) A fotki są, i nawet nienajgorzej wyszły:
http://picasaweb.google.com/apodsiadlo7 ... directlink
Ostatnio zmieniony 10-08-2009 19:26 przez Spirit, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Ariel Ciechański
obieżyświat
Posty: 846
Rejestracja: 17-11-2008 10:54
Lokalizacja: Skierniewice

Re: Leżakowanie pod "Chatką Górzystów"

Postautor: Ariel Ciechański » 10-08-2009 12:09

Spirit pisze:M.Wieczorem w Chatce dziewczyny z mojego pokoju i jakiś chłopak z gitarą urządzają śpiewanie, atmosfera magiczna, zapalone świeczki, kuchnia działa do późnych godzin wieczornych, nawet anglojęzyczni cykliści trochę się przyłączają.

Pozazdrościć :-)


Wróć do „Relacje z wypraw”