dawno nie snułem opowieści dziwnej treści z moich górskich podbojów
Siadam tradycyjnie w piątek o 23.45 w "Karkonosze" zmierzające już nie tradycyjnie tylko do Wrocławia :-/. Tu knysza i przesiadka na osobowy do Szklarskiej Poręby. Następnie w Sędzisławiu przesiadka na osobowy do Trutnova a tam na motoraczek do Svobody na Upou. Tu dłuższe oczekiwanie na autobus do Pecu. Stąd już pieszo wyruszam dość zatłoczonym niebieskim szlakiem przez Obrzi Dul do Domu Śląskiego. Szlak malowniczy - po drodze dwie boudy. W Obrzi Boudzie piję Kofolę i biorę razitko, a Boudzie pod Snieżkou tylko zbieram kolejne razitko.
Na szlaku ludzi sporo - klapkowiczów nie widać - praktycznie tylko addiasy i w większości jednak obuwie trekingowe. Śnieżka czasami przypomina Tatry
Przy Śląskim Domu tłumy, na Śnieżkę wije się ogonek ludzi. Odpoczywam 20 minut i poraz n-ty pokonuję malowniczy szlak Dom Śląski - Lucni Bouda. Tu przerzucam się na czerwono znakowaną Starą Bucharovą cestą. Docieram do Krkonosa, a tam... widzę znowu Tatry
Nie to nie Tatry, a mający taki charakter Kozi Hrzbiet
W niedzielę pospałem sobie do 9 z hakiem wychodząc z założenia, że ma to być dzień bardziej lajtowy. Już w sobotę zadecydowałem, że nie pcham się jednak do Szklarskiej, a wreszcie pokonam szlak przez Kocioł Łomniczki. Do śniadania serwowano muzykę SDM-u co wprawiło mnie w bardzo dobry humor - o 10.10 ruszyłem zatłoczonym GSS do w kierunk Śląskiego Domu. Stąd z popasem w Schronisku nad Łomniczką zszedłem do Białego Jaru. Ponieważ miałem jeszcze godzinkę wolna uderzyłem do pobliskiego Muzeum Zabawek. Powrót, obiad w restauracji Carpe Diem (znów atrakcyjna barmanka
Fotki tradycjnie na Picasie: http://picasaweb.google.pl/ariel.ciecha ... sze092009#