Majowe Izerskie

Planujesz wypad? Byłeś gdzieś i masz ochotę podzielić się wrażeniami z innymi - zrób to koniecznie! Zdjęcia mile widziane!
Awatar użytkownika
fiaa
podróżnik
Posty: 165
Rejestracja: 23-10-2007 21:10
Lokalizacja: Powodowo

Majowe Izerskie

Postautor: fiaa » 10-05-2010 22:13

Piątek 7 maja 2010.
Przejazd 300 do Szklarskiej Poręby Dolnej wehikułami Przewozów Regionalnych trwał ponad 7 godzin (nie narzekam - jechało się dość wygodnie i punktualnie). Ze stacji ruszam czarnym szlakiem na Zbójeckie Skały, a dalej na Zakręt Śmierci. Bardzo przyjemnie idzie mi się niezbyt stromym podejściem, okazuje się, że zbyt przyjemnie (o tym za chwilę). W Zbójeckich Skałach znajduję fajną kolibę do awaryjnego noclegu. Na Zakręcie włażę na punkt widokowy i stwierdzam, że w podstawówce widok był ciekawszy. Rosnące tam drzewa wypomniały mi upływ czasu. W dalszej części trasy - w drodze na Wysoki Kamień dopada mnie kryzys. Mimo, że podejście nadal jest niezbyt wymagające, zmuszony jestem stosować metodę DFO (Długich Forsownych Odpoczynków). Dodatkowo odkrywam brak nakrycia głowy, a obniżające się słońce świeci prosto w kalafę, a później też w oczy.
Na szczęście wdrapanie się na Wysoki Kamień okazuje się punktem zwrotnym - widoki - wiadomo przyprawiają o zawrót głowy. Nie tylko mnia, ale też jedynym napotkanym tego dnia dwóm turystom, którzy nie są w stanie rozpoznać Śnieżki, chociaż ponoć byli na niej dwa dni wcześniej. Potem to już lajcik - szlak czerwony, potem niebieski w stronę Hali Izerskiej. Jednak po drodzę odnajduję zaplanowane wcześniej miejsce noclegowe. Na miejscu dokonuję rytualnej ablucji w strumieniu, nastawiam wodę na wrzątek, a tu kolejna niemiła niespodzianka - brak zupek chińskich. Wiem już skąd ten kryzys wcześniejszy - organizm po prostu antycypował brak ciepłego "posiłku". :D

Sobota 8 maja 2010.
Nie nastawiam budzika, co skutkuje dwunastogodzinnym wylegiwaniem się w łożu. O 9.30 jestem jednak na trasie. Wymarsz stokówką, w kierunku niebieskiego szlaku. Po ok. 20 minutach sztuczny zbiornik wodny. Dookoła zielona trawka. Aż żałuję, że nie znalazłem się w tym miejscu po całodniowym przemarszu. Byłoby idealne na popołudniowe zmarudzenie. Dochodzę do Polany Izerskiej i kieruję się w stronę Stogu Izerskiego. W jego okolicach następuje masowe wyrojenie stonki turystycznej zwłaszcza w gatunku germanus emeritus. Piekny widok został trwale zeszpecony przez gondolkę. Szkoda. Kieruję się w stronę Smrku. Ten kierunek opanowany został przez stonkę na dwóch kółkach, w sumie nawet sympatyczną. Na Smrku sporo ludzi. Towarzystwo trójjęzyczne. Widoki z wieży całkiem przyjemne, choć świat jest nieco przesłonięty przez mgiełkę. Wracam ze Smrku na Łącznik. Pod drodze dokonuję lustracji dawnej budki granicznej - zasyfienie postępuje. :/ Z Łącznika żółtym szlakiem na Halę Izerską. Zejście okazuje się raczej spływem. Wydaje się, że trawa i mech porastający ścieżkę stał się gąbką o niewyczerpywalnej zawartości wody. Nie przeszkadza to parze rowerzystów, którzy uparcie pchają swe pojazdy pod górę (!). Niżej teren staje się nieco przyjaźniejszy, a później jeszcze szlak zmienia się w długą, krętą i pustą stokówkę - nie ukrywajmy - trochę nudną. W Chatce Górzystów sporo ludzi. Zauważam ciekawą prawidłowość - Polacy piją wyłącznie czeskie piwo, natomiast wszyscy obecni tam Czesi raczą się Tyskim. :D Po godzinie gwar staje się męczący. Czas wrócić do lasu. Żółtym szlakiem zamykam pętelkę i wracam tam, gdzie spałem poprzedniej nocy. W tym miejscu pozdrawiam cztery młode łanie szukające drogi do "Orla", które zdziwione były zapewne moim miejscem noclegowym. :D

Niedziela 9 maja 2010
Dzień powrotu. Celem jest przystanek kolejowy w Kwieciszowicach, który okaże się jednym z najbardziej klimatycznych miejsc wypadu. :D Ale po kolei (nomen omen). Żółtym szlakiem gramolę się najpierw na Rozdroże pod Kopą, a później spełzam powoli na Rozdroże Izerskie. Z używanych sformułowań wynika,. że nie idzie mi to najlepiej i tak już zostaje do końca tego dnia. Przemoczone dzień wcześniej buty zaoowocowały imponującymi odciskami. Na szczęście nie muszę się nigdzie spieszyć. Łagodnymi stokówkami przemierzam Grzbiet Kamienicki i cieszę się oznakami wiosny, których przybywa wraz z ubywaniem wysokości. Las wypluwa mnie w miejscowości Antoniów, która, gdyby nie dwóch miejscowych winkujących przed sklepem, obszczekujące mnie psy i wałęsajace się wszędzie kury, wyglądałaby na wymarłą. Na mapie zaobserwowałem w tej miejscowości asfalt, co zrodziło nadzieję na złapanie stopa. Niestety - mimo, że asfalt w realu się potwierdził, to w niedzielę okazał się prawie nieużywany. Jedyny mijający mnie pojazd to jakiś miejscowy na czymś w rodzaju motocykla. Dyskomfort asfaltowania zmniejszały widoki na okolicę - pełne soczystej zieleni łąk, żółci rzepaku i kolorowego ornamentu kwiatów. No zacne to było. Horyzont zamykały góry Kaczawskie i (chyba) Rudawy. Przystanek w Kwieciszowicach okazał się czymś w rodzaju peronu z kupą gruzu i jedną latarnią (nie dam głowy, że działającą) na której ktoś upoważniony powiesił planszę z rozkładem jazdy. Półtorej godziny do pociągu jakoś zeszło, tym bardziej, że obudził się we mnie mały piroman i urządziłem na peronie małe ognisko. Punktualnie o 14.38 zatrzymał się szynobus do Zielonej Góry. I to byłby koniec wędrówki pieszej, reszta nadaje się raczej na forum kolejowe.

Miłośników cywilizacji obrazkowej proszę o wybaczenie - zdjęć nie ma i nie będzie. Ilustracje do tekstu można sobie wyguglać, a najlepiej wybrać się samemu.

Wszystkim, którzy doczytali do końca składam wyrazy uznania. ;-)
Modlitwa - modlitwą
a tu trzeba brzytwą
albo jeszcze gorzej
sprężynowym nożem

Awatar użytkownika
Apollo
Moderator
Posty: 3021
Rejestracja: 17-03-2005 00:08
Lokalizacja: Wrocław

Re: Majowe Izerskie

Postautor: Apollo » 10-05-2010 23:52

fiaa pisze:reszta nadaje się raczej na forum kolejowe.

W ramach forum działa frakcja kolejowa ;), także szczegóły mile widziane.
Super relacja, szkoda jedynie, że bez fotek.
Żółty szlak z Łącznika chyba zawsze jest mokry - ja go kojarzę przemienionego w potok.

Awatar użytkownika
Strider
wędrowiec
Posty: 369
Rejestracja: 19-04-2010 21:35
Lokalizacja: Maciejowiec

Postautor: Strider » 11-05-2010 13:23

Tak a na Stogu planują zbudować jeszcze więcej jak na razie udaje się to blokować Pracowni- na szczęście, ale niedługo spokoju na Stogu Izerskim nie będzie można zaznać nawet w nocy gdyż maja tam otworzyć kino pod chmurką, ludzie będą wjeżdżać gondolą i na szczycie oglądać Harryego Pottera..

No i masz szczęście że w Kwieciszowicach nie byłeś w nocy. tamtejsza dyskoteka jest znana z tego że policja przyjeżdża za każdym razem i za każdym razem uzbrojona. Podobno w bagąnziku maja na wszelki wypadek AK- 47...
.. a ja nadal gonie sny jak desperados zagubiony gdzieś na szlaku..

Awatar użytkownika
fiaa
podróżnik
Posty: 165
Rejestracja: 23-10-2007 21:10
Lokalizacja: Powodowo

Postautor: fiaa » 11-05-2010 20:21

W kolejowej podróży nie ma nic szczególnego, poza tym, że:
- kondi widząc moje wyposazenie zaczął wypytywać, czy spałem pod gołym niebem i czy już się tak da, bo on wybiera się pod koniec maja,
- najszybsza trasa przejazdu w miejsce zamieszkania prowadziła niezłym zygzakiem z Kwieciszowic przez Węgliniec, Wrocław, Leszno do Wolsztyna,
- kibel (EN 57) choćby nie wiem jak modernizowany zawsze pozostanie kiblem i jazda nim będzie nieznośna.

Co do Kwieciszowic, to nie wiedziałem. Ja widziałem wymarłą wieś. Cicha woda... :D Nocą to las wydaje mi się dużo bezpieczniejszy niż okolice zamieszkane przez Homo ledwo Sapiens.
Kino pod chmurką nie byłoby złe, gdyby na seans trzeba było się wdrapać, albo gdyby zostało otwarte (nie na stałe oczywiście) gdzieś koło Chatki Górzystów. To miałoby nawet swój klimat.
Modlitwa - modlitwą

a tu trzeba brzytwą

albo jeszcze gorzej

sprężynowym nożem

Awatar użytkownika
Strider
wędrowiec
Posty: 369
Rejestracja: 19-04-2010 21:35
Lokalizacja: Maciejowiec

Postautor: Strider » 11-05-2010 20:38

Koło chatki górzystów będzie można za to pooglądac model Układu Słonecznego...
.. a ja nadal gonie sny jak desperados zagubiony gdzieś na szlaku..

Awatar użytkownika
ecowarrior
stary wyga
Posty: 1008
Rejestracja: 28-10-2007 13:38
Lokalizacja: Zdzieszowice

Postautor: ecowarrior » 11-05-2010 21:12

fiaa, świetnie zrelacjonowany wypad, przyjemnie się czytało. Poprzez brak zdjęć bardziej pracowała wyobraźnia... :wink:
Do prawidłowości chatki raczej nie pasowałbym, pijam tam przekrojowo, kosztując co mają :P


Wróć do „Relacje z wypraw”