Strona 1 z 1

Góry Wałbrzyskie i Kamienne 28.-30. maja + relacja ze zlotu

: 30-05-2010 22:47
autor: seb_135
postanowiłem wrzucić w osobnym wątku, bo to szersza sprawa niż sam zlot.

Preludium

27 maja 2010

Po wielu trudach logistyczno-terminowych udaje nam się w końcu z Ecowarriorem umówić na zapoznawcze piwo w "Artystycznej". Poznaję też Pudelka, który jednak okazuje się niejadącym. Uwalamy się trochę i w piątek budzimy na lekkim kacu.

28 maja 2010

Spakowawszy się i przytroczywszy całkowicie zbędny namiot oraz niezbędny śpiwór wyruszam w trasę, zjadając jeszcze w "Kubusiu" obiad po drodze na dworzec. Docieram, nawet wyjątkowo bez komplikacji udaje mi się (no, nie mi, pani kasjerce) wykonać manewr wydania biletów dla mnie i Kofu, świętego psa, przewodnika Bushido oraz biletu dla Eco, bo obawiał się, że się spóźnić może on.
Panowie pojawiają się na dziesięć minut przed odjazdem, ja żegnam z dziewczyną i wsiadamy. Pociąg zatłoczonym jest, ale ładujemy się na podłogę w "dla podróżnych z większym bagażem ręcznym", gdzie Eco i Grzesiek wyciągają z plecaka pierwsze browary, czego nie przestają robić już do samego końca. A jak się weszło między wrony...
Wobec powyższego, do Wrocławia dojeżdżamy już w niezłych humorach i zmierzamy do knajpki, w której siedząc zapoznajemy się z tubylcami oraz Trolem i kolegami, którzy proszą o pozdrowienie pani Krysi, pracującej w hotelu Maria (?). Wypiwszy po piwie uderzamy do spożywczego i niemalże spóźniamy na pociąg. W nim, zaraz po wejściu natrafiamy na małżeństwo in spe z Jeleniej Góry (?), które proponuje nam zajęcie miejsca w przedziale, dzielonym dotąd z dwoma mundurowymi Straży Granicznej. Tam to pijemy kolejne piwa oraz wódkę wyciągniętą zniewiadomokąd przez Krzycha (męża in spe). Toczymy długie dyskusje o tym i owym, fotografujemy tęczę i zbliżamy powoli do Witkowa. Przed wyjściem Grześ wymienia swoją koszulkę KSU na rarytas w postaci koszulki Metalici z '91 roku. Wygląda na autentyk ona.
Dojechawszy do miejsca przeznaczenia wyruszamy na szlak, czyli... szukamy knajpy. Natrafiamy na otwarty bar, wchodzimy i słyszymy:

- o, turystów witamy tutaj z otwartymi ramionami! ja stawiam!

Osuszamy otrzymane piwka rozmawiając o powodach i skutkach powodzi oraz piłce nożnej. Pytamy jak dojść na Trójgarb:

miejscowi: nie ma szans, nie dojdziecie dzisiaj na Trójgarb, mogę wam pokazać gdzie nocować.
inny: musicie skręcić w prawo koło chestera (?)

Wszędzie w poyższych miejscach furorę robi Kofu, który natychmiast zjednuje nam przychylność wszystkich napotkanych osób.
W końcu ruszamy i trochę po drodze klucząc docieramy na szczyt, gdzie próbujemy rozpalić ognisko. Eco, zafascynowany ostatnio sagą Sapkowskiego, wynajduje coraz to nowe zastosowania dla słowa "skurwysyn", ognisku też się obrywa. Po około godzinie i kilkunastu "ostatnich próbach", Eco, wszak spec od BHP, podpala wszystko kuchenką gazową. Kilka minut później mamy już wielkie ciepłe ognisko. Z telefonu włączam muzyczkę i wszyscy kolektywnie przyznajmy słuszność frazie "there will never me anything to justify your wasted life". Naprawdę, nie będzie. Dlatego żyjmy póki czas. Chłopaki skręcają sobie papierosy, pijemy wyciągnięte przez Grześka wino i kładziemy się spać do wiaty, stwierdzając, że nie ma sensu rozkładać namiotów.

29 maja 2010

Po porannej herbacie i kanapkach ruszamy wspaniałym, wysokogórskim można by rzec, szlakiem w stronę Bacówki pod Trójgarbem, gdzie mam nadzieję się umyć, ale jest zamknięte, więc myję się w potoku, kalecząc boleśnie w stopę, co, zdezynfekowane oczywiście, boli mnie jednak już później cały czas. Zabawna sytuacja:

Eco (wyjmując gaziki higieniczne): to jest naprawdę niezłe, można się odświeżyć, ładnie pachnie... spirytusem. nie, chwila, zagalopowałem się.

W Lubominie robimy zakupy i dalej zielonym szlakiem w stronę Chełmca. Na jego szczycie piwo i kiełbaska oraz kolejna grupa ludzi oczarownych Miśkiem, który zaczyna przejawiać pierwsze objawy zmęczenia. Odpocząwszy chwilę, schodzimy pięknym szlakiem między łakami do Boguszowa-Gorce, gdzie zjadamy obiad i kupujemy składniki do pulpy. Odczuwając pierwsze przejawy zmęczenia ruszamy konsekwentnie zielonym na Dzikowiec, gdzie Eco, chcąc zrobić zdjęcie samowyzwalaczem - potyka się i przestrasza psa do tego stopnia, że ten warczy, ale później daje się uspokoić czułym przemawianiem i głaskaniem. Kawałek dalej nie zauważamy ostrego zakrętu szlaku w las, przez co chodzimy w kółko parę minut. Dalej przedzieramy się przez dzikie ostępy (też świetny szlak) w stronę Unisławia Śląskiego, gdzie opowiadam kawał o słoniu a Eco, widząc wyłaniający się Stożek, podsumowuje sytuację słowami "to skurwysyn!".
Podczas podejścia gubimy się nieco, ale ostatecznie wspinamy się po bardzo stromej ścianie ("wytyczający ten szlak mieli fantazję" - seb) i w pewnym momencuie słyszymy już głosy forumowiczów rezydujących na wieży widokowej, którzy witają nas bardzo sympatycznym "co tak długo?" :P. Na szczycie wieży wiele powitań, następnie przechodzimy w stronę wiaty. Tam płonie już ogień i płonie krew w żyłach, dużo przemawia Baniak, następuje przywitanie debiutantów i pochłanianie różnej maści trunków, piw, wódek oraz pulpy. Później zasiadamy nad gitarą i śpiewamy pieśni turystyczne, górskie, szanty. Swoją drogą, Franek, dzięki za "Nikt tak pięknie nie mówił...", to było wspaniałe. Miesiek przez cały czas siedzi spokojnie i patrzy w ogień. Im bardziej byłem pijany, tym mniej potrafię wyodrębnić szczegółów zdarzenia, pamiętam że dyskutowałem z Wirkiem o Przejściu Kotliny i znowu opowiadałem dowcip o słoniu. Ostatnie zdjęcie zrobiłem o 2:55, więc niedługo potem musiałem już zasnąć. Misiek ze stoickim spokojem zajmuje miejsce obok mnie na antresoli i śpimy tak sobie we dwóch.

30 maja 2010

Budzę się kompletnie zaflegmiony i skacowany nieco a tu trzeba ruszać. Żegnamy się ze wszystkimi a po uścisku dłoni i błysku w oczach swoich kompanów wnioskuję, że nie była to nasza ostatnia wspólna wyprawa. Schodzimy z Baniakiem, Waldim, Grzesiem i Anią (przepraszam jeśli źle zapamiętałem imię) do Sokołowska, skąd samochodem do Nowej Rudy, Jugowa odwieź zlotowiczów i do Kłodzka odwieźć mnie. Żegnam się z Baniakiem i czekam na pociąg, czując coraz gorzej. Zasypiam.
Budzę się i stoimy. Zastanawiam się czemu. Słyszę głosy, ktoś rozmawia przez telefon:

- no, stoimy w Ziębicach, bo pociąg się zepsuł...

Nic nie da się z nim zrobić, czekamy zatem na następny a ja jestem zrozpaczony, bo właściwie wszystkie ubrania mam mokre, śmierdzę jak wędzone prosięcie i zaczynam mieć gorączkę. Pada mi telefon, więc jestem też odcięty od świata.
Po bardzo długim czasie przyjeżdża kolejny pociąg, do którego się podczepiamy i docieramy do Wrocławia z dwuipółgodzinnym opóźnieniem. Udaje się jednak złapać pociąg do Opola i w domu jestem o 18. co oczywiście znaczy, że na mecz nie zdążyłem, zresztą i tak w takim stanie nie byłbym zdolny do gry. Dochodzę do domu i biorę długi, gorący prysznic a później idę spać.

Dziękuję wszystkim za mile spędzony czas i wspaniałe przyjęcie w Waszym (Naszym) gronie.

zdjęcia: http://picasaweb.google.com/s1e3b5/Gory ... ZlotForum#

Re: Góry Wałbrzyskie i Kamienne 28.-30. maja + relacja ze zl

: 31-05-2010 01:17
autor: Pudelek
seb_135 pisze:Poznaję też Pudelka, który jednak okazuje się niejadącym. Uwalamy się trochę i w piątek budzimy na lekkim kacu.


to są jak zwykle plotki, które nie mają wpływu na resztę :)

a tak a propos: naprawdę sądziłeś ze zdążysz rano na mecz? :D

: 31-05-2010 06:04
autor: wirek
Kurcze blade, o czym był ten dowcip o słoniu? :shock:

Re: Góry Wałbrzyskie i Kamienne 28.-30. maja + relacja ze zl

: 31-05-2010 11:14
autor: seb_135
Pudelek pisze:
a tak a propos: naprawdę sądziłeś ze zdążysz rano na mecz? :D


nie rano, a o 18.

: 31-05-2010 13:57
autor: chemica
Seba, świetny dobór słów w relacji ! Powinieneś zostać kronikarzem zlotów.

Piesior też fajowy, a browar gratisowy w knajpie za turystykę przez prawdziwe "t" cieszy wyjątkowo :)

Powalił mnie tekst "płonie ognisko i płonie krew w żyłach" po którym nie mam żadnych pytań :D

Re: Góry Wałbrzyskie i Kamienne 28.-30. maja + relacja ze zl

: 31-05-2010 20:28
autor: fiaa
seb_135 pisze:Kawałek dalej nie zauważamy ostrego zakrętu szlaku w las, przez co chodzimy w kółko parę minut.

Wy też?? :D To nie jest ze mną tak źle. A tak wogóle super wyrypa i super relacja.

: 31-05-2010 21:04
autor: buba1
chemica pisze:
Powalił mnie tekst "płonie ognisko i płonie krew w żyłach"


mnie tez :D :D

pieknie ujete!!! jedno zdanie a tyle mowi!!

zlot byl wspanialy! jeden z lepszych zlotow na jakich udalo mi sie wogole byc!


seb_135 pisze:postanowiłem wrzucić w osobnym wątku, bo to szersza sprawa niż sam zlot.



okropnie mi zal ze nie moglam uczestniczyc w calej waszej wyprawie..

zawsze niesamowicie zadroscilam ludziom majacym mozliwosci pokonywania takich tras w takim czasie i potrafiacym jeszcze zachowac sily na wieczorne imprezy :) ale coz, nie mozna miec w zyciu wszystkiego...

a najbardziej to wam zazdroszcze tej knajpy w witkowie!!! klimat powala na kolana! :D

: 31-05-2010 21:21
autor: Waldi 449
Seba relacja z wyprawy pierwszorzędna,ale to tylko WASZA w tym zasługa-takich troje szwendaków w jednej drużynie potrafi czynic cuda przykładem tego jest frikowe piwo w knajpie no i ten zapach waniliowego tytoniu ......cieszę się że dane WAS było mi poznac , noi ten Twój pies prawdziwy przyjaciel....żałowałem że nie zrobiłem WAM zdjęcia jak razem sobie spaliście...pozdrówka i do spotkania gdzieś ......

: 31-05-2010 21:50
autor: buba1
Waldi 449 pisze:,ale to tylko WASZA w tym zasługa-takich troje szwendaków w jednej drużynie potrafi czynic cuda przykładem tego jest frikowe piwo w knajpie


no bo zobaczyc takie trzy pyski i od razu nie przygarnac na impreze i piwa nie postawic to by trzeba chyba serca nie miec! :D

: 01-06-2010 21:01
autor: seb_135
dzięki wszystkim za dobre słowo i nawzajem dzięki za mile spędzony czas.

: 03-06-2010 15:01
autor: ecowarrior
Kurcze, kilka dni nie było mnie na forum i proszę ile się przez ten czas działo...
seb_135, przyłączam się do przedmówców, świetny opis realistycznie oddający przeżytą przez nas przygodę, zarówno w sferze fizycznej jak i duchowej oraz atmosferę panującą na Zlocie :)
Do fotorelacji dodałbym jeszcze przedchełmicowe dywagacje nt "zwierzęcego sexu oralnego" :P
seb_135 pisze:Żegnamy się ze wszystkimi a po uścisku dłoni i błysku w oczach swoich kompanów wnioskuję, że nie była to nasza ostatnia wspólna wyprawa.

Zaprawdę powiadam Ci, nie była, Towarzyszu wędrówki i przygody :)
buba1 pisze:
Waldi 449 pisze:,ale to tylko WASZA w tym zasługa-takich troje szwendaków w jednej drużynie potrafi czynic cuda przykładem tego jest frikowe piwo w knajpie


no bo zobaczyc takie trzy pyski i od razu nie przygarnac na impreze i piwa nie postawic to by trzeba chyba serca nie miec! :D

Dziękuję Wam za tak budujące słowa :)
Z tym piwem to niesamowite zjawisko, już drugi raz w tym samym miesiącu kosztowało się "napój bogów" (mam podejrzenie, że starożytnym chodziło właśnie o piwo wspominając o nektarze i ambrozji bogów) stawiany przez miejsowych :D
Jeśli dobrze pójdzie to wieczorem dorzucę fotki...(praca łatwiejsza, gdyż seb_135 wyręczył mnie perfekcyjnym opisem)

: 13-06-2010 10:44
autor: ecowarrior
No więc, korzystając z wytchnienia i chwili wolnego czasu, po mozolnej pracy dołączam swoją fotorelację:
http://picasaweb.google.pl/ecowarrior83 ... 830052010#

: 13-06-2010 11:20
autor: grzesievip3
i wróciły wspomnienia :roll:

chciałoby się jeszcze raz tam wrócić w tak licznym i wspaniałym gronie