Strona 1 z 1

Nízký Jeseník i Zlatohorská vrchovina - w walce ze szlakami

: 27-06-2010 16:58
autor: Pudelek
W obecny weekend wybrałem się z Ecowarriorem w czeskie Sudety - a konkretnie w mało uczęszczane rejony Nískiego Jeseníka z kierunkiem na Góry Opawskie. Wypad zaczęliśmy w piątek po pracy Andrzeja - najpierw pociągiem do Zdzieszowic, gdzie obejrzeliśmy niezwykle nudny mecz Brazylii z Portugalią, potem samochodem zawieziono nas do Krnova. Zakupy w Kauflandzie i zaczynamy szukać odpowiedniej dla nas knajpy, aby obejrzeć kolejny mecz. Sympatyczną spelunkę znajdujemy niedaleko rynku - jest dokładnie taka, jaką lubimy :) Smaczne i tanie piwko, waniliowy tytoń i... dosiada się do nas Janek, Polak pracujący i mieszkający w Krnovie. Jest bardzo sympatyczny (praktycznie wymusza na nas wypicie kolejki 8) ), ale, niestety, prowadzi ze sobą monolog, więc jeszcze przed końcem meczu opuszczamy lokal... jest 21.30, więc młoda pora, znajdujemy szlak i... kolejną sympatyczną knajpkę, gdzie kończymy mecz i od jednego z Czechów dowiadujemy się, że bardzo lubi jeździć się napić do Polski, gdzie podobno są bardziej sympatyczni ludzie :shock: . Przed 23 ruszamy w końcu na szlak - idzie się dobrze i choć rzeczywista trasa nijak ma się do tego co było na mapie, raźnie posuwamy się naprzód. Znajdujemy świetną wiatę, ale wiemy, że kawałek dalej ma być kolejna, więc idziemy i idziemy... przy szerokiej polanie szlak odbija w las, a tam trasa zmasakrowana ciężkim sprzętem, powalone drzewa i jakieś mokradła. Eco prawie się gubi i mocno brudzi, więc decydujemy się na rozbicie namiotu na wspomnianej polanie (jest w pół do pierwszej w nocy, tak późno to chyba się nie rozbijałem). Znajdujemy sporo drewna ale na tyle mokrego, że mimo wściekłych starań Andrzeja nie udaje nam się rozpalić ognia. Pokrzepieni lekko winem z dzikiej róży kładziemy się spać.

Rano budzimy z głupim uczuciem, że czegoś zapomnieliśmy. No tak, nikt nie wziął chińskiej parasolki na wypadek deszczu - na szczęście niebo nie płacze, mimo, że trochę się chmurzy. Jemy szybko śniadanie (przy okazji strasząc grzybiarza, który chyba się nie spodziewał ludzi w tej okolicy), pakujemy się i na szlak. Nakładamy drogi aby ominąć powalone drzewa i mokradła, znajdujemy drugą wiatę i w dobrych nastrojach ruszamy dalej. Licho jednak nie śpi... zbyt łatwowiernie uwierzyliśmy, że szlaki w Republice Czeskiej są dobrze utrzymane i okazało się, że w tym rejonie szlak 1) jest zarośnięty, bo od dawna nikt po nim nie chodził 2) jest zryty traktorem albo innym dziadostwem 3) jest zawalony drzewami tak, że nie można przejść 4) jest nieoznaczony, jeśli przez przypadek wyszliśmy z lasu. Kawałki "normalnego" szlaku były tylko krótkimi wyjątkami potwierdzającymi regułę.

W południe dochodzimy do Starych Purkartic - sennej wioski wśród gór. I tam nas czeka kolejna niemiła niespodzianka - szlaku nie ma... szukamy i szukamy - szlak nie chce się znaleźć. W końcu znajduje miejsce, gdzie szlak niegdyś biegł - widać zamalowane ślady - obecnie go nie ma, mimo iż wszystkie mapy (w tym niby super aktualna mapa w internecie) wskazują na jego istnienie. Mamy lekką załamkę... z powodu fatalnego stanu szlaków idziemy bardzo wolno - przez dwie i pół godziny zrobiliśmy zaledwie 7,5 kilometra. Co prawda dopiero 12, ale jesteśmy już mocno zmęczeni ciągłym przedzieraniem się, droga bardzo długa przed nami, a nie wiadomo czy trasa po zlikwidowanym szlaku jest do przejścia. Umówieni jesteśmy na wieczór, nie chcemy znowu przychodzić o północy, więc po burzy mózgów podejmujemy dramatyczną decyzję - busem wracamy do Krnova. Tam szybkie zakupy i jedziemy kolejnym busem (z tym samym kierowcą :D) do Hermanovic, aby stamtąd uderzyć na Kopę Biskupią.

W Hermanovicach zahaczamy o hotel - hotel z nazwy, bo to typowa ubytovnia, ale tania i ma bardzo sympatyczną knajpę ze świetnym Radegastem i czosnkową, do tego w TV leci mecz, więc się rozgaszczamy :D Około 18 wychodzimy na trasę w kierunku Kopy - tym razem szlak jest w dobrym stanie, ale nie spotykamy na nim nikogo - gdzie te słynne tłumy w czeskich górach? Najwyraźniej wszyscy zostali w domu w tak paskudną pogodę :twisted:

Po niecałych 3 godzinach (oprócz ruszania nogami głównym zajęciem było odganianie komarów, dopóki Eco nie wydobył swojej tajnej broni) jesteśmy pod ruinami schroniska Rudolfsheim - a tam już Buba z Toperzem oraz Raubitter (i jego czeski rum :D). Po chwili dochodzą jeszcze 4 osoby - rozbijamy namioty w pokrzywach, ja z Eco idziemy jeszcze na wieżę na Kopie aby się przywitać z gospodarzem i kupić jakieś piwko, a potem, wiadomo, impreza :) Ognisko, napitki, pulpa, mniej lub bardziej poważne rozmowy...

Rano, niestety, musimy się z szybko Eco pakować, bo trzeba zejść na autobus. Zachodzimy na piwko i jajecznicę do schroniska (oj, tego dnia Raubitter musiał mieć urwanie głowy) i wśród tłumów stonki schodzimy do Pokrzywnej. Na miejscu okazuje się, że akurat dzisiaj zmienili rozkład jazdy PKS-ów, więc czekamy ponad godzinę na busa... a potem - niestety, powrót do rzeczywistości.

Super wypad - nawet niezrealizowana część trasy tego nie zepsuła (choć momentami mieliśmy bardzo złe humory) :). Po raz kolejny się rozpisałem :D galeria będzie wkrótce...

Re: Nízký Jeseník i Zlatohorská vrchovina - w walce ze szlak

: 27-06-2010 19:45
autor: Raubritter
Pudelek pisze:oj, tego dnia Raubitter musiał mieć urwanie głowy)


To był mój najdłuższy dzień w pracy... trzeci dzień melanżu... uff :roll: No ale dałem radę i jeszcze się jakoś trzymam :wink:

P.S Dawaj fotorelacje no, ile można czekać aby powspominać ten wieczór!

: 28-06-2010 07:18
autor: ecowarrior
Tak, to był niezmiernie udany wypad. I w końcu udał się spotkać z Rabritterem, który mi zaimponował sposobem bycia i miłymi niespodziankami, którymi nas co rusz raczył... :)
Poza tym przeprowadziliśmy interesujące dyskusje nt Sapkowskiego, Robin Hooda, Jaroslava Haska oraz opętanych miejsc :P

: 28-06-2010 12:20
autor: Pudelek
jest galeria

http://picasaweb.google.pl/Pudelek2009/ ... eSzlakami#

zapomniałem jeszcze napisać o pewnym genialnym pomyśle znaczących szlaki nad Hermanovicami. Szlak początkowo idzie drogą, odgrodzony elektrycznymi "pastuchami" od pastwisk z dziesiątkami krów i młodych byczków. A potem... odbija na pastwisko. Trzeba przeskoczyć przez pastucha i zasuwać pomiędzy krowami... nie powiem, żeby to było inteligentne, więc minęliśmy ten odcinek asfaltem, choć krowy i tak się na nas podejrzliwie patrzały :twisted:

: 28-06-2010 17:15
autor: Taja
Fajnie, że wreszcie komuś udało się spotkać z Raubritterem :) Też bym się chętnie na taką wyprawę zabrała! :)

: 30-06-2010 18:29
autor: buba1
czesciowo bylismy na tym samym wyjezdzie. Z eco, pudelkiem i raubritterem spotkalismy sie na biskupiej kopie na przyogniskowej imprezie.

wyruszylismy w toperzem w sobote rano. Po drodze zwiedzamy ruiny zamku w łace prudnickiej
http://picasaweb.google.com/pulchny.war ... Prudnicka#

skodusie zostawiamy w jarnołtowku i najpierw poszlismy czerwonym szlakiem do przejscia granicznego a potem w planach bylo niebieskim na biskupia kope przez ruiny zamku. My rowniez mozemy potwierdzic slowa pudelka ze szlaki w tamtych rejonach wystepuja lub nie zupelnie losowo, a juz z mapa to sie totalnie nie zgadzaja. Pierwsze cos nie tak bylo zaraz za przesjciem granicznym- wedlug mapy szlak szedl przy jeziorku- w rzeczywistosci dlugi odcinek szosa.. potem idac szeroka droga obrosnieta z obu stron tunelem z pokrzyw w pewnym momencie zniknal- pewnie dal nura w pokrzywy. Na tym etapie stwierdzilismy ze szukac go nie bedziemy- bez szlakow tez mozna po gorach chodzic. Podchodzac sciezka na zbocza kopy napotykamy ciekawy krzyz- nie wiem czy to grob czy kapliczka- ale bardzo mi sie podobal i jesli ktos cos o nim wie to jestem bardzo zainteresowana.
http://picasaweb.google.com/pulchny.war ... 3198086914

potem spotykamy szlak na zboczu, a potem on po raz kolejny znika. Idziemy wiec pod gore lasem i chaszczem- jedynie szkoda ze ominelismy ruiny zamku. Ale jak ktos chce isc caly czas wedlug szlaku to tam serio moze miec problemy.

na kopie namiociki, ognicho i impreza w miejscu wskazanym przez raubrittera!

http://picasaweb.google.com/pulchny.war ... kupiaKopa#

nie sposob nie wspomniec o pysznym rumie ktory przyszlo nam degustowac :D :D :D

wracajac zahaczamy o pielgrzymow kolo glubczyc- gdzie sa ruiny kosciola polecane kiedys na forum przez michala. (dzieki michal!!!)
http://picasaweb.google.com/pulchny.war ... elgrzymow#

: 30-06-2010 19:15
autor: Raubritter
Buba mam nadzieję, że naleśniki smakowały :wink:

: 30-06-2010 19:23
autor: buba1
Raubritter pisze:Buba mam nadzieję, że naleśniki smakowały :wink:


ba! pychota! zostaly nawet uwiecznione :D

http://picasaweb.google.com/pulchny.war ... 2360845970

: 30-06-2010 19:27
autor: Raubritter
Najważniejsze to zadowolony klient :lol: :lol: :lol:

: 30-06-2010 19:31
autor: Pudelek
ja myślę, że byliśmy z Andrzejem nawet bardziej zadowoleni niż buba ;)

szkoda tylko, że tak szybko złazilismy, a na dole się okazało że do PKSu i tak mamy jeszcze półtorej godziny :|

: 30-06-2010 21:31
autor: grzesievip3
to prawie mini ZLOT u Raubrittera

: 12-09-2010 14:04
autor: ecowarrior
No to i mi się udało znaleźć chwilę czasu na sklecenie fotorelacji :-D
Osobom lubującym się w zdziczałych rejonach, gdzie szlaki są rzadkością, gdzie ścieżki pozarastały trawą i pokrzywami, gdzie czeskie wioski sennie żyją własnym życiem, gdzie turyści bywają z rzadka spotykaną atrakcją turystyczną, z całą odpowiedzialnością polecam trasę, którą zrobiliśmy z Pudelkiem :)
Wypad niezwykle udany, po rejonach przypinających mi wyprawy w Beskid Niski i G. Kaczawskie, z wspaniałym piwem i spokojem na szlakach (nie spotkaliśmy ani jednego turystę). Nic tylko wrócić tam po raz kolejny...:D
http://picasaweb.google.pl/ecowarrior83 ... 527062010#