Strona 1 z 1

Czeskie skalne miasta i okolice

: 12-07-2010 16:15
autor: Pudelek
Początkowo planowałem wykorzystać ten weekend na czeską część Masywu Śnieżnika, ale ostatecznie padło na skalne miasta - do tej pory przeze mnie jeszcze nieodkryte :oops:

Dojazd bez problemów (zwłaszcza w Czechach, bo w Polsce między Paczkowem a Kłodzkiem co kilka kilometrów ruch wahadłowy, tak jakby nie mogli zrobić najpierw jednego odcinka, a potem dopiero następne - ale nie, wszystko na raz :zly: ), z nieba leje się żar... parkujemy pod górą Ostaš - mina mi nieco rzednie, bo parking zalawony... to ma być te miejsce wolne od tłumów? na szczęście okazuje się, że większość turystów siedzi w knajpie :) skalne miasto jest tutaj znacznie mniejsze niż w Ardspackich, ale i tak robi wrażenie - ciekawe formacje, ciasne przejścia, ładne punkty widokowe. I spokój, między skałami spotykamy zaledwie kilka osób.

Popołudnie przeznaczamy na Teplickie skalne miasto - tutaj już nie jest tak kolorowo. Parking oczywiście płatny, cena wstępu w kasie wyższa niż podawali na oficjalnej :!: stronie skalnego miasta... ludziów też więcej, choć nie ma tragedii (jest już po 15, więc część osób zdążyła wyjść). Najwięcej emocji budzi wdrapywanie się po schodach na ruiny (a właściwie na miejsce, gdzie stały ruiny) zamku Střmen, szczególnie końcowy odcinek. Schody są wąskie, między skałami, bardzo stromy... jedna z turystek zablokowała się kompletnie i zaczęła płakać... ja po prostu nie patrzę w dół ;)

Dalsza wędrówka w dolinie między skałami, od czasu do czasu ciaśniejsze przejścia. I duże skoki temperatury - w skałach chłód, że robi się zimno, po wyjściu zaduch, jakby ktoś człowieka młotkiem rąbnął.

Po zwiedzaniu meldujemy się na pobliskim kempingu - przystępna cena i niezła lokalizacja, choć ma swoje wady. Obok kempingu - coś w rodzaju sklepiko-baru z kapitalnym piwem Krakonos :D szkoda tylko, że sprzedająca dziewczyna nie umie lać piwa i trwa do bardzo długo - po chwili tworzy się spora tłumek zdenerwowanych i spragnionych smakoszy :D Wieczorem ruszamy do centrum Teplic (oddalonego o jakieś 3 km) w poszukiwaniu lokalu z jedzeniem - ale w czeskich niewielkich miejscowościach po 20 nie jest to proste. Wszystko pozamykane ("pracujemy do 20", informuje mnie kelner, mimo że na kartce jak byk pisze, że do 22), w końcu widzę mało zachęcający napis "Hotel. Mówimy po polsku". Przez okno jednak dostrzegam włączony telewizor (a właśnie zaczął się mecz o 3 miejsce!), więc wchodzę... kucharza co prawda tymczasowo nie ma, ale leją Opata, więc grzechem byłoby pójść dalej ;) Po jakimś czasie pojawia się i kucharz, więc nie oglądamy meczu z pustym brzuchem, do tego miejscowy didżej podnieca się tym, że ośmiornica znowu trafnie wytypowała zwycięzce, puszcza nam coś na mój klimat ("The End" Dorsów - w sam raz na dyskotekę, która ma się odbywać w drugiej sali, goście nie są zadowoleni :twisted: ), a na koniec stempluje mi rękę :D

Na niedzielę plany były inne, ale padło na wizytę w samym Ardspackim skalnym mieście. Tłok, komercja i wszechobecne uczucie, że głównym celem wszystkich dookoła jest jak największe złupienie turystów. Same skały jeszcze ładniejsze niż w Teplickich, ciaśniejsze, więcej drabinek i schodków... sporo wspinaczy, tłumy ludzi z Polski, wrzeszczących, śmiejących się z byle czego, pieprzących takie głupoty, że głowa boli, do tego nagminnie łażących tam, gdzie jest zakaz. Cóż, nic nowego...

W drodze powrotnej zahaczamy jest o Broumov - dość senne miasteczko (zamknięta IT, mimo iż na drzwiach wyraźnie pisze, że powinna być czynna), zabytkowy klasztor benedyktynów i najstarszy w Czech kościół drewniany.

Początkowo chciałem przekroczyć w drodze powrotnej granicę w Bozanovie, ale tam drogowskaz najpierw wyprowadził mnie na jakiś zrujnowany ichniejszy PGR, a potem okazało się, że jest zakaz ruchu w kierunku granicy. Nic to, przejechałem w Otovicach i od razu zacząłem kląć - odcinek drogi do Radkowa w tak tragicznym stanie, że bałem się, iż urwę zawieszenie, od Radkowa znowu dziury jak ser szwajcarski... do tego niedzielni kierowcy, którzy poza obszarem zabudowanym jeżdzą po 60-70 na godzinę i dziwują się, że ktoś ich wyprzedza :D

Oczywiście wypad bardzo udany - ale jadąc w weekend nastawmy się na te przysłowione tłumy... da się jednak przeżyć :)

Galeria:
http://picasaweb.google.pl/Pudelek2009/ ... aIOkolice#

: 12-07-2010 16:33
autor: Raubritter
Oj pamiętam owe schodki na te ruiny zamku (lub miejsce gdzie kiedyś stał). Robią wrażenie :) Swoją drogą w Teplickim skalnym mieście byłem jeszcze w dawniejszych czasach jako nieprzeformowana stonka z sandałkami na nogach :oops: :lol:

: 12-07-2010 17:03
autor: Pudelek
w sandałkach lub klapkach to jest tam około 70% turystów :) choć de facto buty normalne do się rzadko tam przydają...

: 13-07-2010 20:20
autor: tomuch
ha, byłem na początku lipca w teplickich i ludzi praktycznie w ogóle, aż zdziwiony byłem... w łódce płynęliśmy sami (czyli 4 osoby), pan ględził to co wszystkim, ale miał skromniejszą audiencję ;) no i bardzo pozytywnie...