Od zlotu w górach nie byłem, ssanie miałem coraz większe i w końcu nie wytrzymałem
Celem padły Góry Sowie, bo niedaleko i całkiem sympatyczne.
Auto zostawiłem przy stacji w Głuszycy, skąd niebieskim szlakiem szybko przetransportowałem się poza tą miejscowość.
Szlak prowadził Doliną Marcową, gdzie mijałem malowniczo położone stawy.
Na przełęczy Marcowej odkrycie tej jesieni: piękna wiata z podestami do spania, koszami na śmieci, miejscem na ognisko...jednym słowem CACUCHO
Dalej skierowałem się na Głównym Szlakiem Sudeckim w kierunku Wielkiej Sowy.
Wiatr strząsał ostatnie liście z drzew,a ziemia usłana była szeleszczącym dywanem, zapach jesieni
Następnie poprzez wzgórza, wśród łąk doszedłem do Rzeczki, a z Rzeczki na Wielką Sowę, zatrzymując się na popas w schronisku Sowa.
Na Wielkiej Sowie byłem już po zmroku, wiatr kołyszący drzewami i wizerunek podświetlonej wieży widokowej tworzyły piękną, ale i pełną niepokoju atmosferę.
Na szczycie nie zabawiłem długo, po czym ruszyłem w kierunku Przełęczy Jugowskiej.
Temperatura na plusie zachęcała do noclegu pod chmurką, ale niestety wiało za mocno i koniec-końców na spoczynek udałem się do Zygmuntówki.
W schronisku oprócz mnie nocowała tylko para turystów.
Wieczór minął na piwku z Bogdanem i rozmowach "o życiu".
Pobudka wcześnie i w drogę. Chociaż wiało to pogoda akurat.
Na Kalenicy chwilka na podziwianie widoków, dalej do Bielawskiej Polany, skąd żółty szlak zaprowadził mnie do Nowej Rudy.
Na pociąg doszedłem prawie na styk.
Góry wspaniałe, na szlakach pusto, pogoda dopisała - czego chcieć więcej
Link do zdjęć:
http://picasaweb.google.com/franek1982/101031GorySowie#