Jako że nowy rok nastał, a stary pożegnaliśmy hucznie, trzeba było wypocić co nie co. Postanowiliśmy więc z Agą wybrać się w nasze kochane Góry Sowie. Spakowaliśmy się rano i ruszyliśmy na Sowę. Po drodze mijaliśmy co raz to bardziej rozweselonych ludzi z niewiadomych przyczyn...
Po dotarciu na szczyt zastaliśmy mnóstwo ludzi składających sobie życzenia , popijających szampana, palących ognisko. My również degustowaliśmy się szampanem. Po zagrzaniu się przy ognisku i konwersacjach z nowo poznanymi osobami pożegnaliśmy się i postanowiliśmy iść dalej w kierunku Zygmuntówki. Na miejscu przywitała nas koza. Zamówiliśmy herbatkę u Miry przy okazji pytając się gdzie jest Bogdan. Okazuję się że biedak zatruł się grzybkami i nie ma siły witać gości. Nowy Rok zaczęliśmy krótką ale sympatyczną wyprawą.
SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU

