Jeden z trzech domow znajdujacych sie w wiosce/przysiolku ZimneWody kolo Lewina Kłodzkiego. Drzwi byly otwarte, wnetrze robilo wrazenie ze nie mieszka tam nikt na stale... ale nigdzie indziej (a w troche opuszczonych miejsc sie juz w zyciu wlazlo) nie mielismy takiego dojmujacego uczucia ze nie jestesmy sami, ze ktos nas obserwuje, czulismy wbity w siebie wzrok... i to taki wzrok nie do konca przyjazny... pokonujac rozne wewnetrzne bariery zwiedzilismy wszystkie pokoje łacznie ze strychem.. na strychu wrazenie "posiadania towarzystwa" znacznie sie spotęgowalo.. bylo tez wejscie do piwnicy... ale ciemnosc i brak latarki zaowocowal naglym przyplywem braku odwagi zostawilam w kuchni list- do ewentualnych wlascicieli lub dzikich mieszkancow.. ale nigdy nie doczekalam sie odpowiedzi.. opuscilismy wiec ow ciekawy przybytek w zapadajacym zmroku, a ciezar tajemniczego wzroku na plecach czulismy nawet na drodze, coraz slabszy i slabszy...az domek zniknal nam z oczu...
to bylo trzy lata temu... wczoraj znajomi kolo niego przechodzili... domek byl zabity dechami i zamkniety na cztery spusty.. przynajmniej od strony drogi...
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "
Apropo opuszczonych domów, natknąłem się kiedyś w okolicy Ludwikowic na taką piękną ruinę ze starym zapuszczonym sadem i studnią
na szafce leżało zdjęcie ślubne byłych właścicieli
... a na strychu, który służył za szalet pośród wiadomo czego leżał sobie przedwojenny plan budynku