Piątek, 25 lutego 2011
Wyjechaliśmy z Wrocławia pociągiem do Bystrzycy Kłodzkiej o godz. 18.33 (chociaż o godz 18.20 stał jeszcze pociąg do Bystrzycy, z planową godziną odjazdu 17.40
Sobota 26 lutego 2011
Pobudka o 8, śniadanie i powolne wyjście w trasę. Najpierw czerwonym szlakiem zeszliśmy do Międzygórza, mijając po drodze zaporę na rzece Wilczka.
W Międzyrzeczu zobaczyliśmy wodospad Wilczki oraz jednego pasjonata wspinaczki lodowej.
Idąc dalej przez miasto spotkaliśmy jakiegoś psa, który wysępił od nas kiełbasę, ale ten nie poszedł za nami tylko został na miejscu (nie tak jak Beagle)
Dalej szybki spacerek na szczyt Śnieżnika (1425 m), z którego rozpościerały się bardzo ładne widoki.
Po podziwianiu widoków nadszedł czas na zejście ze szczytu, a właściwie na zjechanie z niego. Był ładny, twardy śnieg i trza było to wykorzystać. Zjechaliśmy więc sobie na plastikowych jabłuszkach aż do schroniska
Zbliżając się do Czarnej Góry (1205 m) mogliśmy oglądać grę świateł i kolorów związaną z zachodzeniem słońca. Tak wyglądał Śnieżnik w kolorowej poświacie
Na szczycie Czarnej Góry byliśmy już po zachodzi słońca, a schodząc ze szczytu podziwialiśmy lecące na niebie ISS oraz wachadłowiec "Discovery", który "gonił" tą stację podczas swojego ostatniego lotu
Niedziela 27 lutego 2011
Po powolnej pobudce, zszedłem na śniadanie, które zjadłem w schroniskowej stołówce podziwiając jednocześnie słońce, które wyszło zza okolicznych gór. Po posiłku oraz spakowaniu rzeczy ruszyliśmy najpierw zielonym, a potem niebieskim szlakiem w stronę Siennej, gdzie była cała masa narciarzy.
Następnie poszliśmy asfaltową drogą wiodącą do Kletna. Po drodze weszliśmy do Starej Kopalni Uranu, po której zostaliśmy oprowadzeni przez przewodnika. Mówił on w bardzo ciekawy i interesujący sposób, co sprawiło, że czas zwiedzania minął bardzo szybko. Na trasie wycieczki spotkaliśmy 3 nietoperze, które nie zwracały żadnej uwagi na kręcące się wokół nich grupy turystów. Po wyjściu z kopalni doszliśmy do Kletna, a dalej żółtym szlakiem aż do Stronia Śląskiego. Po dojściu okazało się, że mamy ok. 1,30h czasu do autobusu, który poświęciłem na spacerek po mieście i szukanie otwartego sklepu.
PS. Wie ktoś kim był Petr Sedlák?