Weekend na szlaku granicznym (odcinek Mieroszów-Lubawka)

Planujesz wypad? Byłeś gdzieś i masz ochotę podzielić się wrażeniami z innymi - zrób to koniecznie! Zdjęcia mile widziane!
Leuthen
bardzo stary wyga
Posty: 2491
Rejestracja: 04-07-2011 09:14
Lokalizacja: Wrocław

Weekend na szlaku granicznym (odcinek Mieroszów-Lubawka)

Postautor: Leuthen » 11-07-2011 16:34

W dniach 9-10 lipca wędrowałem zielonym szlakiem granicznym. Start nastąpił w Mieroszowie. Stamtąd asfaltem do wsi Nowe Siodło, przez którą przechodzi rzeczony szlak. Już widoczki z szosy były sympatyczne
Obrazek

Po dotarciu na pętlę szosy na końcu wsi okazało się, że trwają tam wielkie roboty drogowe - dotychczasowe drogi polne stają się asfaltowymi.

Nie ma to jak wędrówka niedawno położonym asfaltem w upalny dzień
Obrazek

Podejście pod Mieroszowskie Ściany dostarczyło mnóstwo atrakcji - z przedzieraniem się kilkaset metrów przez dwumetrowe pokrzywy w krótkich spodenkach i zanurzeniu się powyżej kostek w mcho-torfowisko-pułapce na czele :roll: Nagrodą były - ograniczone co prawda - widoczki z grzbietu
Obrazek

W Łącznej moją uwagę zwrócił dom sołtysa, przed którym stał kolektor słoneczny - nowoczesność w domu i zagrodzie :wink:
Obrazek

Z grzbietu granicznego przed Przełęczą Chełmską otworzył się na chwilę piękny widok na położone niżej Chełmsko Śląskie - miejsce noclegu tego dnia - oraz Karkonosze z dominującą piramidą Śnieżki. Siedząc i podziwiając ten widoczek współczułem w duchu Red Angelowi, który wędrował GSS-em odkrytym grzbietem Karkonoszy w palącym lipcowym słońcu
Obrazek

Tego dnia na szlaku spotkałem 5 osób - same "Cześki" + jednego rowerzystę narodowości nieznanej. Jedną Czesię mocno nastraszyłem, gdy nieboga, która zgubiła najwyraźniej szlak, pięła się po zboczu w górę i natknęła na mnie :lol:

Mało znane miejsce - krawędź Gór Stołowych (Zawory)
Obrazek

Byłem tak wymęczony upałem, że przestałem zwracać uwagę na oznaczenia szlaku - rezultatem był nieplanowany pobyt w Czechach. Tej drogi nijak nie mogłem znaleźć na mapie :)
Obrazek

Na szczęście po chwili zastanowienia poszedłem we właściwą stronę i natknąłem się na szlak graniczny. Postanowiłem pójść do Okrzeszyna nieco krótszą drogą
Obrazek

Teraz czekało mnie jedyne 7 kilometrów asfaltem do Chełmska. Na szczęście ktoś wyłączył na ten czas tą lampę na górze
Obrazek

W Chełmsku nocowałem w agroturystyce "Irena" (polecam!). Zjadłem też obiadokolację w restauracji "Azyl" przy boisku, którą polecam - kulinarne odkrycie roku :!: Megawielka i bardzo smaczna porcja pt. "zestaw królewski" za 14 zł (choć do dziś mam wątpliwości, czy pani za ladą nie pominęła przypadkiem 6 zł za frytki).

W nocy była burza, której nie zamawiałem, ale widok błysków nad Górami Kruczymi oświetlających chmury był jedyny w swoim rodzaju. O 4.00 zaczęło lać i gdy wstawałem po 6 padało nadal. Przestało niedługo przed moim wyjściem.

Niedzielną trasę rozpocząłem od 9 km po asfalcie przez Uniemyśl i Okrzeszyn pod samą granicę. Po drodze minąłem m.in. pomnik upamiętniający poległych w I wojnie światowej mieszkańców Uniemyśla
Obrazek

Jakby ktoś nie wiedział
Obrazek

Wspinaczka na Jański Wierch była długa. Nagrodą były typowo stołowogórskie klimaty
Obrazek

Z tego punktu widokowego wypatrzyłem m.in. czeską kolejkę kursująca na trasie Trutnov-Mezimiesti, którą miałem okazję dwa razy kiedyś jechać
Obrazek

Łąkowy odcinek szlaku granicznego. Roślinki zadbały, bym przypadkiem nie wrócił do domu w suchych butach
Obrazek

Z Przełęczy Małej postanowiłem zejść z granicy (cztery lata temu szedłem już stamtąd w stronę Lubawki), więc żółtym, a następnie niebieskim szlakiem trafiłem do Doliny Kruczej. Zatrzymałem się na chwilę przy wylocie Doliny Miłości nad potokiem Miłość, z którym to związane są bardzo romantyczne wspomnienia. Zaczerpnąłem wody i napiłem się jej obiecując sobie w myślach, że za rok przyjdę tam z nową dziewczyną :mrgreen:

W Lubawce miałem jeszcze 1,5 h do autobusu, więc poszedłem na obiad. Kierując się wspomnieniami, postawiłem na restaurację "Lubavia" w rynku, gdzie jadłem obiad idąc GSS-em w lipcu 2004 r. Wybór okazał się średni - za 28 zł zjadłem dwudaniowy obiad, którym się nie najadłem, płacąc za to dwa razy tyle, co poprzedniego dnia w "Azylu". Nigdy więcej "Lubavi" :!: :evil:

PKS-em dojechałem do Kamiennej Góry, a tam po 15 minutach miałem połączenie do Wrocławia. Tym samym autobusem jechał mój znajomy, Jacek z Lubawki. Opowiedziałem o przygodzie z "Lubavią". Polecił mi na przyszłość "Grubą Łychę" koło przystanku PKS. Rozważałem ten wariant, ale zdecydowałem się ze względu na wspomnienia na "Lubavię".Jak się okazało sentymenty kosztują...
Za to wysłałem Red Angelowi SMS-a, żeby - jeśli ma ochotę na obiad w Lubawce - stołował się w "GŁ". Czy mu smakowało, nie wiem, ale dziś dostałem SMS-a, że czeka na otwarcie tego lokalu :) O wrażeniach opowie pewnie po powrocie ze swojej wyprawy.


I tak wyprawa Mieroszów-Lubawka zielonym szlakiem granicznym dobiegła końca. Polecam ten zakątek Sudetów wszystkim spragnionym ciszy, braku tłumów na szlaku i urokliwych miejsc. A tu jedyne zdjęcie z wyprawy z moją skromna osobą :D
Obrazek