Wieczór przed wyruszeniem na szlak spędzam na spotkaniu ze znajomymi, na którym dzielimy się wrażeniami z marszu Wrocław-Śnieżka sprzed 5 dni. Podczas tego spotkania Leuthen wypowiada prorocze słowa, że ja się do domu nie śpieszę, bo i tak się nie wyśpię
Piątek, 8 lipca 2011
3 godziny później dzwoni budzik, powoli wstaję, szykuję się i wychodzę na autobus, który odjeżdża o godz. 7. Ponieważ podróż zajmie trochę czasu zasypiam spokojnie, a gdy się przebudzam w trasie widzę mocno padający deszcz. O 10.30 wysiadam w Świeradowie Zdroju a deszcz nadal pada. Po chwili odnajduję słupek oznaczający początek szlaku i próbuję zrobić sobie zdjęcie. Kładę aparat na plecaku, odsuwam się i… widzę jak ten plecak się przewraca i aparat spada na płyty chodnikowe. Po sprawdzeniu czy aparat działa, okazuje się, że aparat nie łapie ostrości, nie działa ani AF ani MF. To co w tym momencie wypełniło przestrzeń dookoła mnie nie nadaje się do powtórzenia. Na próbach „naprawy” spędzam kilka minut, na szczęście zaczyna łapać ostrość, tak więc równo o 11 wyruszam na szlak, deszcz przestał padać. Na podejściu na Stóg Izerski (1105 m n.p.m.) rozcinam sobie przedramię na ok. 3cm o jakiś krzak i prawie rozdeptuję żmije czarną(?). W schronisku zatrzymuje się tylko po pieczątkę i ruszam w stronę Wysokiego Kamienia (1058 m n.p.m.) po drodze mijając nieczynną kopalnię kwarcu „Stanisław”. Schodząc w dół mijam kobietę z dzieckiem i po chwili słyszę:
„Patrz jak ten Pan szybko schodzi, chodź szybciej.”
Szklarską Porębę przechodzę ”na czuja”, bo jak zwykle mam problem z miejskimi odcinkami szlaków. Zwiedzanie Kanionu i Wodospadu Kamieńczyka mam darmowe, gdyż jestem tam ok. 19.30. Wejście do KPN’u również mam darmowe
Świeradów Zdrój – Hala Szrenicka 29km
Sobota, 9 lipca 2011
Ze schroniska wyruszam o 9 i od razu widzę piękne, prawie bezchmurne niebo. Jeszcze nie wiem, że będę tego żałował, ale i jednocześnie cieszył się z widoków. Wędrówka grzbietem jest przyjemna. Na dłuższy postój zatrzymuję się nad Śnieżnymi Kotłami, gdzie podziwiam widoki. Po chwili ruszam w stronę Wielkiego Szyszaka (1509 m n.p.m.) i ostatecznie za Przełęczą Karkonoską,, w cieniu jakiegoś iglaka, zatrzymuję się na drugie śniadanie, które wypadło idealnie w samo południe. Następnie ruszam dalej na Mały Szyszak (1439 m n.p.m.), gdzie kończy mi się woda. Jednak kilkadziesiąt metrów przed Słonecznikiem spotykam płynący strumyczek, w którym uzupełniam braki wody i ruszam dalej. Przy Słoneczniku ruch jak na wrocławskim Rynku, więc mijam je bez zatrzymywania się. Kolejny raz, ze względu na widoki, zatrzymuję się nad Kotłem Wielkiego, a następnie Małego Stawu. Dalej, wraz ze zbliżaniem się do Domu Śląskiego, rośnie ilość ludzi na szlaku, którzy w większości wyglądają jakby wracali ze sklepu i zazdroszczą Czechom ich kolejki na Śnieżkę (zasłyszane). Na obiad wchodzę do Domu Śląskiego, gdzie kupuję wrzątek, zalewam gorący kubek i czas obiadu spędzam w towarzystwie miłego starszego małżeństwa rozmawiając na tematy górskie. Po obiedzie pytam się obsługi schroniska, czy mogę zostawić plecak by bez niego podejść na Śnieżkę, jednak okazuje się, że za chwilę zamykają lokal, ponieważ będzie się w nim odbywać wesele. Takim oto sposobem rezygnuję z chęci wchodzenia na Śnieżkę z plecakiem (widzę zbliżające się czarne chmury na horyzoncie) i schodzę w dół Kotłem Łomniczki. Po drodze na dłuższą chwilę zatrzymuję się przy Symbolicznym Cmentarzu Ofiar Gór a następnie przy Wodospadzie Łomniczki, gdzie nabieram 3l wody. Idę dalej, mijam hałaśliwe miasto i na noc rozbijam się w namiocie na zboczu Grabowca (784 m n.p.m.).
Hala Szrenicka – Grabowiec 30km
Niedziela, 10 lipca 2011
O 3.30 budzi mnie burza. Budzik dzwoni o 7, niestety dalej pada, więc idę spać dalej. O 8 wstaję, jem śniadanie i koło 10 ruszam w trasę, bo czekałem aż namiot trochę przeschnie. Po dojściu do asfaltu zmieniam buty na adidasy, bo czeka mnie spory kawałek asfaltem. Jak się później okazało, w tych butach przechodziłem już cały dzień. Gdy wchodziłem do Mysłakowic usłyszałem dzwony kościelne, szybki rzut oka na mapę i już wiedziałem, gdzie jest kościół. Pod kościół pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa przychodzę 5 minut przed mszą i pytam się gdzie mogę znaleźć otwarty sklep. Po uzyskaniu odpowiedzi udaję się na mszę. Po mszy idę do Żabki, gdzie robię zakupy, siadam na ławce pod sklepem i jem obiad. Przysiada się do mnie małżeństwo w średnim wieku i podczas rozmowy padły takie słowa faceta, który chciał się pochwalić:
Mąż: Gdy byłem u córki w Chamonix to byłem na Aiguille du Midi (3842 m n.p.m.)…
Żona: Zapomniałeś powiedzieć, że kolejką
Następna część trasy wiedzie przez Rudawy Janowickie, gdzie wchodzę na Ostrą Małą (935 m n.p.m.) i podziwiam piękne widoki na Karkonosze. Ostatnie tego dnia podejście wiedzie na Świerczynę (720 m n.p.m.) i trochę mi się dłuży. Dochodząc do Paprotek przypomina mi się moja wyprawa sprzed dokładnie tygodnia, podczas której byłem w tym miejscu. Dzisiejszy nocleg spędzam w namiocie w Stanicy pod Zadzierną 15zł. I tutaj właśnie spotykam tego samego chłopaka, co na Hali Szrenickiej. Okazało się, że to również wrocławianim, również idzie GSS’em, również wyruszył w piątek. Dużo tych podobieństw
Ogólnie z tego dnia mam mało zdjęć z trasy, z powodu bólu ramion, które poprzedniego dnia spaliłem sobie i to bardzo mocno.
Grabowiec – Stanica pod Zadzierną 36km
Poniedziałek, 11 lipca 2011
Burza budzi mnie o 4.30. Wstaję po 8 i zaczynam powolne pakowanie się i jedzenie śniadania. Dodatkowo trochę czasu spędzam na rozmowie z Damianem. O 10.30 ruszam na szlak wraz z Damianem, jednak szybko każdy zaczyna iść swoim tempem i się rozdzielamy. Zadzierna miło mnie zaskakuje ładnymi widokami, ale szybko ruszam dalej w Bukówce zatrzymuję się na przystanku autobusowym by zmienić buty na adidasy. W Lubawce odwiedzam sklep, aptekę i czekam do godz. 12.30 na otwarcie „Grubej Łychy”, którą polecił mi Leuthen. Naprawdę dobre jedzenie i nie drogie. Droga do Krzeszowa to istne tragedia, jeden wielki kryzys. Myślę, że przyczynił się do tego fakt porządnego objedzenia się w barze. Pod Bazyliką robię dłuższy postój. Dalsza droga to znowu wielka tragedia, ledwo powłóczę nogami. Gdy kończy się asfalt zmieniam buty na trekkingi i ruszam powoli dalej. Podczas zejścia z Góry Ziuty (631 m n.p.m.) gubię szlak, więc schodzę przed siebie. Na dole wracam na szlak i czym bardziej zbliżam się do Grzęd, tym lepiej się idzie.W Grzędach ponownie nakładam adidasy. Kryzys minął. Szlak przed jak i za Lesistą Wielką nie najlepiej oznaczony, jest kilka niepewnych miejsc, jednak udaje mi się nie pomylić drogi. Podstawa chmur znajdowała się na wysokości ok. 800m, przez co szczyty okolicznych gór, a później także mój szlak tonął w chmurach – fajne wrażenie. Wchodzę do Sokołowska i zaczynam szukać miejsca na nocleg. Próba przejścia w stronę lasu kończy się niepowodzeniem z powodu spotkania dzika (dosłownie wszedłem na niego, bo nie widziałem go w wysokiej trawie), więc zawróciłem. Ostatecznie rozbijam się na pobliskim wzgórzu, teren niestety jest trochę pochyły.
Stanica pod Zadzierną – Sokołowsko 33km
Wtorek, 12 lipca 2011
Budzik dzwoni o 7, Szybkie pakowanie, zwinięcie mokrego namiotu i ruszam do centrum Sokołowska na zakupy. Następnie szybkie śniadanie i ruszam w stronę Andrzejówki, gdzie spotykam cały autokar turystów. Dalsza trasa do Rybnicy Dolnej przebiega spokojnie. Następnie w okolicach linii kolejowej gubię szlak (Damian też zgubił szlak w tym miejscu) i na czuja dochodzę do Grzmiącej. A następnie dochodzę do Jedliny Zdrój. W Jedlinie pod sklepem jem obiad i ruszam dalej. Przed Rzeczką spotykam Damiana i już z nim idę razem do końca tego dnia. W Schronisku "Orzeł" nie udaje mi się zdobyć pieczątki niestety. Udaję się dalej do Schroniska Sowa po pieczątkę, a następnie wchodzę na szczyt Wielkiej Sowy (1014,8 m n.p.m.) i oglądam okolicę z wieży widokowej. Następnie łatwa wędrówka grzbietem Gór Sowich i na nocleg melduję się w Schronisku PTTK "Zygmuntówka". Ten wieczór spędzam na rozmowach z Damianem sącząc Carlsberga z prywatnych zapasów gospodarza
Sokołowsko – Zygmuntówka 33km
Środa, 13 lipca 2011
Budzę się o 8, ogarniam bałagan, który zrobiłem w pokoju i wychodzę w stronę Kalenicy (964 m n.p.m.). Po oglądnięciu widoków z wieży ruszam dalej w stronę Srebrnej Góry. Do Fortu Donżon wchodzę o 14.05 i zwiedzanie jest za 5 minut. Ja jednak postanawiam poczekać na kolejną turę o godz. 14.50, a w tym czasie gotuję sobie obiad stając się atrakcją dla dzieci przebywających w forcie. Po forcie oprowadzają przewodnicy-wolontariusze, którzy nie dostają wpływów z biletów. Bardzo polecam zwiedzić fort, jednak lepiej poczekać na koniec remontu, ponieważ teraz część fortu jest niedostępna dla zwiedzających. Po zwiedzaniu ruszam w dalszą drogę, gdzie w momencie przejścia przez drewniany most , w miejscu gdzie szlak zmienił przebieg robię pamiątkowe, półmetkowe zdjęcie
Zygmuntówka – Ciernina 35,5km
Czwartek, 14 lipca 2011
Całą noc padało, burza budziła mnie 3 razy w nocy i to naprawdę potężna burza. Namiot rozbity na zboczu wzniesienia nabiera wody, więc rano mam wodę na podłodze, mokry plecak i śpiwór. O 9 ruszam na Wambierzyce. Gdy jestem już blisko centrum zaczyna padać i grzmieć, więc przeczekuję ten czas w wiacie przystankowej, gdzie gotuję sobie wodę na gorący kubek, ponownie stając się atrakcją dla dzieci z wycieczki
”Chodzimy już po tym lesie kilka godzin, a warto byłoby coś zobaczyć”
Wyjaśniam im drogę i ruszam w stronę Karłowa, gdzie przechodzę przez plac budowy, bo nie zauważyłem obejścia szlaku. Szlak między Karłowem a Błędnymi Skałami pełen wody, przemaczam sobie adidasy, ale idę w nich dalej. Do Błędnych Skał dochodzę o 16.45 i ruszam przez Skalny labirynt, co z dużym plecakiem stwarza pewne trudności, a mijam ludzi, którzy narzekają na małe plecaczki
Ciernina – Kudowa Zdrój 33,5km
Piątek, 15 lipca 2011
Jem śniadanie, pakuję się i ruszam w trasę o 9. Do Dusznik trasa wiedzie przez Wzgórza Lewińskie i ich słynne drewniane płotki i schodki, zagradzające drogę. Pod wiaduktem kolejowym zebrała się wielka kałuża wody, która utrudnia przejście, ale udaje mi się przejść to miejsce mocząc tylko jednego buta. Ruszam dalej, aż do Dusznik Zdrój, gdzie robię zakupy w Biedronce i jem śniadanie. Za kolorową fontanną mam problem gdzie jest szlak, okazuje się jednak, że znika w gęstwinie drzew idąc ostro pod górę. Mijam Kozią Halę i wychodzę na Autostradę Sudecką, którą teraz będę szedł przez kilka dobrych godzin. Droga się dłuży. Dochodzę do Zieleńca, gdzie mijam zamknięte Schronisko PTTK "Orlica". Idę dalej i po monotonnej wędrówce skręcam z Autostrady Sudeckiej w stronę Przełęczy Pod Uboczem. Na tej drodze staję się informacją drogową dla starszego małżeństwa, które się mnie pyta, czy dojadą tą drogą do Dusznik Zdrój. Informuję ich o sytuacji drogowej i ruszam dalej do Schroniska PTTK "Jagodna", które pierwszy raz odwiedzam porą inna niż zimową. Rozpakowuję się w pokoju i udaję się do jadalni na kolację. Po kolacji zaczyna się maraton telefoniczny, podczas którego spędzam ponad 30 minut na różnych telefonach do rodziny. I już wiem ,że to był mój ostatni dzień na trasie GSS’u i jutro wracam do domu, bo mam propozycję wyjazdu do Włoch, więc żal z niej nie skorzystać, a GSS nie ucieknie
Kudowa Zdrój - Schronisko PTTK "Jagodna" 42km
Sobota, 16 lipca 2011
Wstaję rano i moim planem jest dojście tylko do Długopola Zdrój, gdzie mam pociąg do Wrocławia. Najpierw monotonna i dłużąca się wędrówka Autostradą Sudecką, a po odbiciu z niej na leśną drogę. Po pewnym czasie gubię oznaczenie i bez niego idę najpierw lasem, potem polem do Ponikwy. Następnie wędrówka do Długopola Zdrój, gdzie idę na stację PKP i czekam na pociąg do Kłodzka, a następnie przesiadam się na pociąg do Wrocławia. I tym oto sposobem o 15.30 jestem we Wrocławiu.
Schronisko PTTK "Jagodna" – Długopole Zdrój 8,5km
Podsumowując, to szkoda, ze nie udało mi się dojść do końca szlaku, jednak i tak przeszedłem bardzo długą trasę i już wiem, że była to moja pierwsza długodystansowa wędrówka, ale na pewno nie ostatnia. Tym oto sposobem przeszedłem równe 282km wraz ze zmienionym odcinkiem szlaku w 9 dni, a w praktyce 273,5km w 8 dni. Teraz tylko czekam na okazję na dokończenie swojego szlaku
Zdjęcia: https://picasaweb.google.com/artur.szym ... 0816072011