16-17.09.2011 WIELKA SOWA - ŚNIEŻKA W 24H

Planujesz wypad? Byłeś gdzieś i masz ochotę podzielić się wrażeniami z innymi - zrób to koniecznie! Zdjęcia mile widziane!
Awatar użytkownika
maciejowy
łazik
Posty: 55
Rejestracja: 17-04-2011 23:16
Lokalizacja: Legnica

16-17.09.2011 WIELKA SOWA - ŚNIEŻKA W 24H

Postautor: maciejowy » 18-09-2011 19:26

Wielka Sowa - Śnieżka w 24 h

O 9.20 wsiadam do pociągu do Dzierżoniowa, prawie dwu godzinna jazda mija szybko. Studiuję jeszcze trochę mapę. Zamierzam wyruszyć z Rościszowa, do którego albo dojadę jakimś miejskim autobusem, albo złapie stopa bądź dojdę piechotą. W Dzierżoniowie jestem po 11, wychodzę ze stacji i przed oczyma widzę nadjeżdżający autobus nr 15 do Kamionek. Nie myśląc długo wsiadam do niego i jadę, ale w przeciwna stronę niż powinienem :), siedzący obok starszy pan uspokaja mówiąc, że po zrobieniu rundy po Dzierżoniowie dojadę do Kamionek. Jak powiedział tak się stało. O godzinie 11:52:48 spod kościoła w Kamionkach rozpoczynam marsz:)

Pierwotnie moja trasa miała wyglądać tak:
Rościszów - Wielka Sowa - Sokolec - Jedlińska Kopa (735m) - Jedlinka - ruiny zamku Rogowiec - PTTK Andrzejówka - Kostrzyna(906m) - Mieroszów - Łączna - Chełmsko Śląskie - Leszczówka - Lubawka - Bukówka - Zadzierna(724m) - Miszkowice - Rozdroże pod Łysociną - Przełęcz Okraj - Śnieżka (1602m)

Z racji tego że chciałem wyrobić się w te 24 godziny po drodze modyfikuję troszkę trasę, ale o tym później. Zliczając czasy z mapy wyszło, że dotarcie na Śnieżkę zajmie mi 25 h 35 min, doliczyć do tego jeszcze wszystkiego rodzaju postoje i "zmęczenie materiału" po pewnym czasie zapowiada się walka z czasem :)

Z Kamionek idę żółtym szlakiem. Pogoda idealna do wędrowania nie za ciepło za zimno. Za Starą Jodłą zmieniam szlak na niebieski i nim dochodzę na Wielką Sowę. Wejście dobrze mnie rozgrzało. Widoczność była rewelacyjna więc wchodzę na wieżę widokową, racząc się zastanym widokiem. Dalej kawałek trasy prowadzić będzie GSS-em. Dość szybko schodzę na Przełęcz Sokolą i opuszczam Rzeczkę idąc ciągle czerwonym szlakiem. Dalej droga nie będzie wybitnie trudna, więc zmieniam buty na sandały dając odpocząć trochę stopom. Mijam Grządki, przed Jedlińska Kopą wchodzę na niebieski szlak prowadzący do Głuszycy. Przechodząc koło powiedzmy to małych zbiorników wodnych, myślę napije się wody. Zrzucam plecak patrzę… i w moich myślach rozbrzmiewa głośne O KURWA !!! gdzie są moje skarpetki? :) byłem święcie przekonany, że przyczepione są do plecaka w celu wysuszenia ale ich zwyczajnie nie było. Moja panika :) wzięła się stąd, iż nie byłem pewien czy mam drugą parę w plecaku, a powrót po pozostawionymi skarpetami nie wchodził w ogóle w grę. A, że strach ma tylko wielkie oczy skończyło się szybkim upewnieniu się co do zawartości zapasowej pary skarpet i spokojnym ruszeniu w dalszą drogę:). Jak to mówią nie ma zwycięstwa bez poświęcenia - więc poświęciłem skarpety:), zostawiając je tuż za Rzeczką, kilkadziesiąt metrów za miejscem którym szlak odbija z asfaltowej drogi. Z miejsca też informuję, że na uczciwego znalazcę mojej zguby czeka nagroda, dodatkowy bonus za wypranie skarpet również jest przewidziany :):):).
W Głuszycy atakuje market w celu uzupełnienia zapasów. Dalej żółtym szlakiem, aż do samego schroniska PTTK Andrzejówka. Po drodze mijam jeszcze miejscowość Grzmiąca, gdzie droga prowadzi ciągle pod górę. Mieszkańcy w zimie muszą mieć przerąbane. Zaczynam wchodzić w kierunku ruin zamku Rogowiec, na trasie niespodziewanie wyskakują przede mną... krowy:) Niekoniecznie wiedziałem co zrobić bo patrzyły się na mnie tak "dziwnie":) wymijam je szerokim łukiem i jestem już na Rogowcu. Zaprawdę zacne widoki rozciągają się z tego miejsca. Czas goni więc ruszam dalej, kolejnym zwierzęciem spotkanym na szlaku jest młoda sarenka. Powoli wyciągam aparat i zbliżam się by cyknąć lepsze zdjęcie, ach jeden ruch za dużo i spłoszona ucieka. Kilkaset metrów dalej sytuacja się powtarza, tylko tym razem na drodze staję mi samiec sarny. Zbliżam się do niego, ale ten nie koniecznie chciał uciekać. Sytuacja wyglądała tak, że gdy zbliżałem się na kilka metrów ten odskakiwał trochę do przodu i tak w kółko Macieja. Po 15 minutach mój leśny przewodnik zostawia mnie a ja melduje się w Andrzejówce, licząc na jakiś gorący posiłek.
Jest już ciemno, wyciągam czołówkę i dalej maszeruję niebieskim szlakiem. Powoli wchodzę na górę Suchawa, z której widać światła z okolicznych miejscowości. Szkoda tylko, że drewniana wieża widokowa nie spełnia swoich funkcji - belki z podłogi są połamane, bądź ich w ogóle nie ma. Ja pierdziele zejście z góry jest masakryczne... teraz w górę na Kostrzynę. Tam Maciej zasiada sobie na szczycie i chwilę patrzy w niebo, które było czyste, gwieździste i księżyc też pięknie świecił... aż tu nagle słyszę, że mi coś w krzakach się rusza i zbliża do mnie. Ależ wtedy była panika:) nie wiedziałem co ze sobą, ciemno jak w dupie a tu nagle coś lezie w moją stronę, moją bronią została butelka z wodą, z wrażenia nie pamiętam co krzyczałem wtedy:). Po chwili konsternacji idę dalej nie dość, że zejście jest masakryczne to wydawało mi się że to "coś":) ciągle lezie za mną, gacie były pełne :) skończyło się to tym, że zabłądziło mi się troszeczkę i odnalezienie szlaku zajęło mi kilka minut. Przede mną kolejne ostre podejście i zejście - na tę chwilę nienawidzę Gór Suchych :). Znajduję sobie dwa patyki, które służą mi za bardzo prymitywną wersję kijków nordic walking.
Wychodzę na drogę krajową nr 35, jak się cieszę, że teraz trochę płaskiego terenu będzie. Na rogatkach Mieroszowa mijam patrol policji który zatrzymywał każde auto - kto by się spodziewał policji z suszarką o tej porze. Przyszła gęsta mgła i cholerne zimno. A z gorącej herbaty z termosu nici bo nie dokręciłem korka i wszystko zimne. Dostaje sms-a od Łucji, która miała iść ze mną ale jak wiemy zawsze "coś" :P, pisać mi się nie chciało więc dzwonie i tak mija 30 minut na plotkach:). Jest po północy czyli idę już ponad 12 godzin, doskwiera "zmęczenie materiału" i z chęcią zdrzemnąłbym się chwilę. I tak we wsi Różana na przystankowej ławce Maciej ucina sobie drzemkę. Przed Chełmskiem Śląskim zmęczenie znowu mnie zmogło i tym razem za łóżko posłużyła mi ambona strzelecka. W Chełmsku Śl. zmieniam też trasę z nie idę dalej niebieskim szlakiem tylko drogą do Lubawki, w której jestem po 5 nad ranem. Brakowało mi wody, ale ktoś "czuwał" chyba nade mną bo na wprost mnie widzę otwarty sklep. Zdziwienie ekspedientki - bezcenne :), uzupełniam płyny i ruszam do Bukówki. Tutaj też zmieniam trasę. Z wielkim bólem ale rezygnuje z wejścia na Zadzierną. Obchodzę jezioro Bukowskie dookoła i idąc przez Miszkowice i Jarkowice wchodzę na czerwony szlak w stronę Rozdroża Kowarskiego. Miałem iść inaczej ale było już przed 8 rano, 20 godzina jak idę i zwyczajnie bałem się , że gdzieś po drodze mogę się wyłożyć. Nie wspomniałem jeszcze, że dzień zapowiada się naprawdę pięknie. Można powiedzieć przede mną ostatni OS, droga z Rozdroża Kowarskiego na Przełęcz Okraj ciągle pod górę, byłem już nieziemsko zmarnowany.
Z Przełęczy Okraj na Śnieżkę wg mapy zostało niecałe 3 godzin. Ruszam czerwonym szlakiem przez Czechy, szybko opadam z nóg a może bliższe prawdy będzie, że pokusa skorzystania z możliwości wygrzania się na słońcu wzięła górę :). Ależ ja byłem zmęczony, kolana bolały...
Mijam Sowią Przełęcz, już niedaleko. Chciałem iść Czarnym Grzbietem ale za schroniskiem Jelenka wisi tablica z napisem że niebezpieczny teren, nie wiem o co chodzi nic więcej nie jest napisane. Idę więc przez Czechy zielonym szlakiem, mijam jakiegoś czeskiego pracownika bodajże parku narodowego. Nie rozumiałem nic co do mnie mówił :) szedłem dalej, bardzo ale to bardzo dawno temu nie miałem przyjemności przebywania w Karkonoszach w tak zajebistych warunkach pogodowych. Na niebie ledwie kilka chmurek, lekki wiaterek i promienie słońca...:) Na Czarny Grzbiet i tak wszedłem odbijając w pewnym momencie na tyczkowany wariant szlaku - nie wiem jak to się nazywa dokładnie i czy w ogóle można było tamtędy iść. Minęła 23 godzina jak idę do pokonania tak niewiele a zarazem tak cholernie dużo. Zaprawdę powiadam wam podejście tymi "schodami" na Drogę Jubileuszową i dalej wejście na Śnieżkę było dla mnie w tym momencie czymś totalnie ekstremalnym, wyprzedzali mnie nawet starsi ludzie :). Ale po 23 godzinach 28 minutach i 10 sekundach moja noga staje w kaplicy św. Wawrzyńca na Śnieżce, gdzie moja trasa dobiega końca.
Z racji idealnych warunków turystycznych ilość ludzi będących na szczycie była niewyobrażalna, po gorącą herbatę w kawiarni nie miałem co się ustawiać kolejka była długaaa. Siadam ja sobie na skraju góry w miejscu gdzie ludzi było jakoś mniej cieszę się rozciągającymi się widokami. Melduję wykonanie zadania w domu. Ludzi coraz więcej jak mrówek, czas wracać do domu. Zostałbym ale ludzi za dużo krzyczą, piszczą biegają...
Zmęczony jak diabli, obolały decyduję że dojdę na Kopę i stamtąd zjadę kolejka linową do Karpacza. W sumie to był mój pierwszy raz... jak jadę kolejką :). Na dole kolejka osób oczekujących na wjazd na Kopę liczył jakieś 300 metrów!!!
O 12:55 miałem z Białego Jaru autokar do domu, zdążyłem na ostatnią chwilę.

Przyjmuję, że trasa miała ok. 75 kilometrów, jakby ktoś dysponował innym dokładniejszym kilometrażem to będę wdzięczny.

Fajna przygoda, trochę „atrakcji” po drodze, zdecydowanie brakowało kogoś z boku, ale może następnym razem znajdzie się ktoś chętny:)

Link do galerii ze zdjęciami:
https://picasaweb.google.com/maciekkolo ... directlink :)

Awatar użytkownika
voi-vod
obieżyświat
Posty: 693
Rejestracja: 22-09-2008 22:25
Lokalizacja: Sobótka

Postautor: voi-vod » 18-09-2011 21:04

Macieju wymiatasz ! :D
Zacna wyprawa.
"Nie dyskutuj z debilem. Najpierw sprowadzi Cię do swojego poziomu, a potem pokona doświadczeniem"

"Lepiej jest milczeć, narażając się na podejrzenie o głupotę, niż odezwać się i rozwiać wszelkie wątpliwości."

Awatar użytkownika
Apollo
Moderator
Posty: 3021
Rejestracja: 17-03-2005 00:08
Lokalizacja: Wrocław

Postautor: Apollo » 18-09-2011 21:22

Gratulacje!
Dla mnie to wciąż nieosiągalne.

Awatar użytkownika
olo23333
obieżyświat
Posty: 929
Rejestracja: 01-03-2009 14:32
Lokalizacja: Zdzieszowice

Postautor: olo23333 » 19-09-2011 08:21

Dystans jak dla mnie miazga - ja po przejściu 30 km z małym hakiem miałbym dość i do tego w samotności....
Dobra pogoda ci się trafiła!

sprocket73
podróżnik
Posty: 107
Rejestracja: 04-05-2011 07:19

Postautor: sprocket73 » 19-09-2011 08:44

Gratulacje!
Pzejście takiej trasy robi wrażenie. Podziwiam.

Nuta
podróżnik
Posty: 217
Rejestracja: 01-09-2011 21:42
Lokalizacja: L-Stadt

Postautor: Nuta » 19-09-2011 09:02

Gratuluję przede wszystkim kondycji. :) Bo jeśli chodzi o "myśl przewodnią" wyprawy, to zupełnie mi to nie leży. Chodzenie po górach "wyczynowo", ze stoperem w ręku jakoś kłóci się z moimi poglądami na temat obcowania z nimi.
Ale zdaję sobie sprawę, że jest wielu zapaleńców i "maniaków tematu".

I w sumie bardzo dobrze :)

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 5000
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Postautor: buba1 » 19-09-2011 12:16

Nuta pisze:Gratuluję przede wszystkim kondycji. :) Bo jeśli chodzi o "myśl przewodnią" wyprawy, to zupełnie mi to nie leży. Chodzenie po górach "wyczynowo", ze stoperem w ręku jakoś kłóci się z moimi poglądami na temat obcowania z nimi.
Ale zdaję sobie sprawę, że jest wielu zapaleńców i "maniaków tematu".

I w sumie bardzo dobrze :)


w 100% zgadzam sie z powyzsza wypowiedzia :)

Kondycji i zdrowia wyjatkowo zazdroszcze- gdyz gdybym miala takowa na pewno bym mogla dotrzec w wiele miejsc w ktore przy moich mozliwosciach nigdy mi sie nie uda... (np. na wulkany kamczatki ;) )
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "

na wiecznych wagarach od zycia...

kata
podróżnik
Posty: 128
Rejestracja: 18-06-2011 13:33
Lokalizacja: Wrocław

Postautor: kata » 19-09-2011 18:47

ty to masz zawsze takie nadzwyczajne projekty :)
pięknie! i kondycha- fakt - do pozazdroszczenia! ja bym się chyba sturlała gdzieś w połowie drogi ...o ile wcześniej nie zasnęłabym jednak na stojąco :)

tirpiz
łazik
Posty: 97
Rejestracja: 01-03-2010 21:49
Lokalizacja: Legnica

Postautor: tirpiz » 20-09-2011 16:52

Maciek, ciekawi mnie czy słyszałeś kiedyś o Tercecie Idiotycznym? ;-)

Wbrew pozorom (a raczej - wbrew nazwie) to bardzo ciekawa inicjatywa, która powstała na początku lat 80 ubiegłego wieku. Na tej stronie opisana jest cała idea a także opisy przejść z lat 1988 - 2003. Niestety ostatnia aktualizacja datowana jest na 30 maja 2005 r.
Moim zdaniem niektóre wyczyny "turystów idiotycznych" ciągle budzą respekt. Na przykład przejścia ze Śnieżki na Śnieżnik czy Ślężę (te trzy góry tworzą tzw. wielki szlem).

Polecam Ci go zatem jako źródło inspiracji do następnych tras ;-) Poza tym świetnie się to czyta i... wspomina. Na przykład coś takiego jak granice, WOPistów, Bezpečnosti itp.
...nie ma szans bez ryzyka, życia bez napięć a drogi bez niebezpieczeństw...

Awatar użytkownika
maciejowy
łazik
Posty: 55
Rejestracja: 17-04-2011 23:16
Lokalizacja: Legnica

Postautor: maciejowy » 20-09-2011 16:58

naheis pisze: tą 15-tką do Kamionek jechałeś bez biletu? jeżeli tak to nigdy tego nie rób - kanary w Pierdzielawie są bezwzględne, jeszcze można oberwać


o bezwzględności tychże kanarów przekonałem się jakiś czas temu, osobiście posiadałem bilet :)

co do tego "sportowego" podejścia powiedzmy, że czasami lubię postawić przed sobą jakiś ambitniejszy cel i potem spróbować go osiągnąć :)

dziękuje wszystkim za słowa uznania :)


o Tercecie Idiotycznym gdzieś tam kiedyś czytałem już, kiedyś może szarpnę się i spróbuje przejść podobną trasę :)

Leuthen
bardzo stary wyga
Posty: 2491
Rejestracja: 04-07-2011 09:14
Lokalizacja: Wrocław

Postautor: Leuthen » 22-09-2011 16:51

Oczywiście przyłączam się do gratulacji i nieskromnie dodam: ja już wcześniej szedłem z WS na Ś w 24 h i wynik czasowy miałem/mieliśmy (3 osoby) lepszy niż Ty :P
http://www.turystyczni.info/index.php?a ... rone&id=36

Ale spoko - przy pierwszej próbie (doszliśmy za drugim "podejściem") wybraliśmy trasę przez Bukówkę i "zatonęliśmy u wejścia do portu", w rejonie domu wczasowego "Srebrny Potok" w Dolinie Srebrnika :evil:


Widzę, że coraz bardziej pociągają Cię ekstremalne wyprawy w Sudetach - zapraszam zatem na wyjazdy z Grupą Turystyczną DA "Redemptor". Nie trzeba chodzić codziennie do kościoła, by z nami wędrować :lol:
Info o najważniejszych imprezach znajdziesz tu
http://www.turystyczni.info/index.php?act=newsy

Oczywiście mówię o punkcie 4. 8)


Wróć do „Relacje z wypraw”