Nie ukrywam, że Jeseniky krążyły mi od pewnego czasu po głowie - zazwyczaj jednak sprawa rozbijała się o brak towarzystwa na taki wypad. Zbieg pewnych okoliczności sprawił, że w pierwszy październikowy mogła ze mną pojechać Agnieszka. Dla obojga Jeseniky były górami nie znanymi, postanowiliśmy tam więc skierować. Bez problemu udało się zarezerwować nocleg w Chacie Barborka za jedyne 220 kc. Pogoda zapowiadała się korzystnie, więc w piątkowy jeszcze wrześniowy wieczór zameldowaliśmy się na dworcu Warszawa Wschodnia, żeby zająć miejsca w nocnym pociągu Chopin. Metoda była skuteczna połowicznie, bo na Centralnej jedno z miejsc okazało się zarezerowowane.... Na szczęście od Katowic pociąg się wyludnił i dalej już każde z nas miało swoje miejsce. W Bohuminie zakup czeskich biletów i tym samym pociągiem jedziemy do Przerowa. Tu po godzinie koczowania na dworcu wsiadamy w pociąg do Szumperku. W tej ostatniej miejscowości wsiadamy w lokalnego motoraka do Sobotina, gdzie meldujemy się kwadrans po szóstej rano. Jest jeszcze ciemno, więc bezskutecznie próbujemy usnąć. W końcu o 6.45 decydujemy się wyruszyć na szlak. Mniej więcej po 45 minutach marszu do Wernirzowic zaczynam obydwoje przysypiać. Akurat tuż przy autobusowej wiacie - z lubością więc oddajemy się wiatingowi drzemiąc 2 godziny a potem wcinając pyszne śniadanko. Posileni ruszamy do centrum wsi.
Stąd kierujemy się do Jeleniej Studenki.
Tu już jest znacznie tłoczniej. Posileni drugim śniadaniem ruszamy w kierunku Owczarni.
Na Vysokiej Holi kolejna drzemka

. A potem schodzimy do Owczarni na pierwszą dziś Kofolę.
Dzień kończymy w Chacie Barborka, gdzie do snu kołyszą nas śpiewy polskich turystów.
Rano posileni śniadankiem ruszamy w kierunku Pradziada. Piewrszy obóz kofolowy zakłądamy w Kurzovni Chacie.
W końcu osiągamy kosmiczny szczyt Pradziada.
Tu kolejna Kofola i przypadkowe spotkanie z Grześkiem z forum.sudety.it

. Następnie rundka wokół szczytu z widokami na Śnieżnik i Keprnik.
Opuszczamy szczyt i kierujemy się do Chaty Szwajcarka.
Stąd niespiesznie schodzimy do Kout na pociąg. Na dworcu wita nas kot...
W końcu wyruszamy do domu przez Szumperk i Ołomuniec.
Fotki tradycyjnie już
Picasie